Archiwum kategorii ‘korzennie’

Każdy ma jakiegoś bzika

czwartek, 11 Marzec 2010

epices
*

Tak, tak moi drodzy, jestem pewna, że każdy z nas ma jakiegoś ‘bzika’ ;) Moim kulinarnym ‘bzikiem’ z całą pewnością są zioła i wszelakie przyprawy. Nie wyobrażam już sobie bez nich mojej kuchni. I choć szafka z przyprawami powoli pęka w szwach, to i tak nie umiem się oprzeć i regularnie powiększam moją ‘kolekcję’ (na powyższym zdjęciu widoczna jest ta część przypraw, która w szafce się już nie mieści ;) ).

Czasami dostaję coś ciekawego do wypróbowania od moich ‘międzynarodowych’ uczniów, częściej jednak kupuję przyprawy na targu (nota bene również od jednego z byłych uczniów ;) ) lub w jednym z moich ulubionych sklepików z przyprawami, który jest swoistą jaskinią Ali Baby - spędzam tam często blisko godzinę (ku rozpaczy czekającego męża ;)) i najchętniej kupiłabym absolutnie wszystko! To z całą pewnością jeden z moich ulubionych sklepików (po tym z serami rzecz jasna ;) ).

*
colombo
*

Od pewnego czasu regularnie odnawiam moje zapasy colombo (którym to ‘zaraziła’ mnie Anoushka :) ). Podobnie jak curry, colombo jest mieszanką kilku przypraw. Jest to mieszanka bardzo popularna szczególnie w Sri Lance, na Antylach czy na wyspie Réunion. Bazę stanowi kolendra, papryka chili, kumin i kurkuma do których dodaje się np. : cynamon, goździki, gałkę muszkatołową, anyż, imbir, szafran, gorczycę, pieprz, tamarynd, czosnek.
Często dodaje się colombo do dań z batatami, maniokiem, z zielonymi bananami, z roślinami strączkowymi, ale również z warzywami czy daniami na bazie jajek (mnie np. bardzo smakuje ‘orientalny’ omlet z colombo).
Inną mieszanką w podobnym stylu jest massalé z wyspy Réunion. Jest to mieszanka nieco podobna do Garam Massala używanego w kuchni indyjskiej, a w jej skład wchodzi najczęściej : kurkuma, kolendra, kumin, gorczyca, pieprz, cynamon, kardamon, goździki, kozieradka.
Oczywiście w wypadku, gdy colombo lub massalé nie posiadamy, możemy zastąpić je naszą ulubioną mieszanką curry.
Przy okazji warto dodać, że ‘colombo’ czy ‘massalé’ to także nazwa samej potrawy (tak jak np. mianem ‘curry’ określa się i przyprawę, i rodzaj dania).

*

epicesaccacia*

Poza regularnym uzupełnianiem przyprawowych ‘braków’, zawsze staram się kupić również coś nowego. Ostatnio był to na przykład czarny ‘wędzony’ kardamon oraz prażone, mielone nasiona akacji (widoczne na powyższym zdjęciu), które smakiem i aromatem przypominają kawę (w niektórych krajach używa się ich właśnie jako ‘zamiennika’ kawy). Jest to dosyć oryginalny dodatek np. do deserów, nadający im kawowego posmaku. A przy okazji - nowe kulinarne doświadczenie ;)

*

epicescitronmyrthe
*

Podczas ostatnich zakupów zaopatrzyłam się również w niezwykle aromatyczną przyprawę o nazwie ‘cytrynowy mirt’ (edycja : dzięki info Nevl. podanego w komentarzach dopisuję, że chodzi o roślinę Backhousia citriodora  / lemon myrtle - rodem z Australii),  której smak i aromat jest naprawdę zniewalający. To świeżość cytryny bez jej nadmiernej kwaśności, a jednocześnie coś więcej, niż tylko cytrynowy posmak (w takich momentach bardzo żałuję, że mogę pokazać Wam tylko zdjęcie, a nie wydobywający się ze słoiczka aromat…). Przyprawa ta śwetnie sprawdziła się w jogurtowych sosach, również jako dodatek do ryb i warzyw i aktualnie jest to chyba najczęściej używana przyprawa w mojej kuchni ;) Będę z nią również eksperymentować w sezonie owocowym - mam wrażenie, że rabarbar czy truskawki będą w takim towarzystwie wybornie smakować.

*

sumac
*

Kolejna przyprawa, która znalazła się w koszyku to sumak. Popularna między innymi w Turcji, Libanie, Syrii, Afganistanie i Iranie, przyprawa ta pozyskiwana jest z amarantowych owocostanów drzewa / krzewu sumak. Już na początku, po otwarciu opakowania zdumiewa nas dosyć mocny, octowo-kwaśny zapach; jeśli nie wiemy, co akurat wąchamy, mamy wrażenie, że stoi przed nami otwarta buteleczka octu ;) Ze względu na ten właśnie kwaśny aromat i smak, Grecy i Rzymianie używali sumaku zamiast owoców cytryny właśnie, które to wtedy były jeszcze rzadkością.
Jest to bardzo popularna przyprawa do ryb, owoców morza i mięs, do sałatek, do potraw z warzyw strączkowych czy też do jogurtowych sosów. Dodaje się jej również do wody do gotowania ryżu czy makaronu – w celu uzyskania ciekawej barwy. Na Bliskim Wschodzie przygotowuje się również wywar z ziaren sumaku, który łagodzi bóle żołądka.
To z całą pewnością bardzo ciekawa i oryginalna przyprawa, której warto choć raz spróbować.

*

epicestonka3

*

Kolejna ciekawostka o której warto wspomnieć to tonka (zwana też bobem / fasolą tonka).
Jeszcze dwa-trzy lata temu ta przyprawa nie była aż tak bardzo znana / popularna (dawniej używano jej przede wszystkim w przemyśle perfumeryjnym), dziś jednak żadne szanujące się czasopismo kulinarne czy restauracja nie mogą o niej nie wspomnieć ;)
Te czarne, podłużne i pomarszczone ziarna pochodzą z owocu tropikalnego drzewa rosnącego w Ameryce Południowej - Dipteryx odorata. Produkuje ono owalny owoc, który po zbiorze suszy się przez rok a następnie wydobywa się z niego te oto małe czarne ziarenka. Są one dosyć gorzkie, poddaje się je więc 1-2 dniowej maceracji w rumie, a następnie ponownie się je suszy. Tonka ma bardzo specyficzny zapach – nuta wanilii i rumu miesza się z lekko migdałowym i karmelowym aromatem. Niektórzy twierdzą też, że wyczuć tu można zapach siana, skóry i tytoniu, mój nos jednak aż tak daleko się nie posuwa ;)
Jak radzą specjaliści - tonki możemy użwać wszędzie tam, gdzie pasuje nuta wanilii – do deserów i ciast, do czekolady, do niektórych sałatek owocowych, lecz także np. do puree z dyni, ziemniaków lub batatów, czy np. do przegrzebków (to ostatnio bardzo modne połączenie w kuchni francuskiej).
Ziarenka najlepiej jest ścierać na tarce tuż przed użyciem, dosyć szybko bowiem tracą one aromat. Uważać należy też z użytą ich ilością - pół ziarenka wystarczy do zaromatyzowania potrawy dla czterech osób (przy okazji – ziarenek tych można również użyć do przygotowania aromatycznego cukru, tak jak w przypadku lasek wanilii).
Uwaga : ze względu na zawartość kumaryny (tak jak w cynamonie np.), podobno nie powinno się spożywać tej przyprawy w zbyt dużych ilościach (nie jest to jednak do końca udowodnione, szczegóły dla chętnych tutaj – klik).

(info o ‘fasoli’ tonka na podstawie artykułu z ‘Saveurs’ nr 173)

*

*    *    *    *    *

*
Ciekawa jestem czy i Wy niektóre z tych przypraw znacie i lubicie lub czy ewentualnie którejś z nich chcielibyście posmakować. Jeśli tak – napiszcie proszę której (i dlaczego ;)), a ja – drogą losowania – wybiorę kilku szczęśliwców, z którymi bardzo chętnie się podzielę :)

*
Pozdrawiam serdecznie!

*

Na rozgrzewkę :)

sobota, 23 Styczeń 2010

Dziś już nie będzie warzywnie ;) Choć też będzie rozgrzewająco ;)

Ostatnio wspominałam Wam o przepisach z nowych książek, które miałam ochotę wypróbować. Jednym z nich były ciasteczka mocno imbirowe z książki ‘Gingerbread’ Jennifer Lindner McGlinn
Spodobało mi się i zdjęcie, i sama ich nazwa - Old-Time Gingersnaps :) Mam sentyment do potraw typu ‘old-time’… To trochę jak przenieść się w przeszłość, zamknąć oczy i wyobrazić sobie babcię przygotowującą takie pyszne ciasteczka dla roześmianych wnucząt; mały domek z kamienia z zielonymi okiennicami, drewniana, przytulna kuchnia, na środku olbrzymi, stary stół, a na nim obrus w czerwoną kratę. Niestety nie do końca pokrywa się to z moimi kulinarnymi wspomnieniami z dzieciństwa, gdyż babcia ciasteczek nie robiła, za to piekła chleb i pyszne, drożdżowe ciasta. Ale od czego mamy wyobraźnię, nieprawdaż? ;)

*
biscuitsgingmelasse3

*
Ciasteczka polecam przede wszystkim miłośnikom imbirowych i korzennych smaków. Konsystencją przypominają mi nieco szwedzkie ciasteczka kakaowe, o których wspominałam Wam dwa lata temu. Po wyjęciu z piekarnika bowiem są one jeszcze dosyć miękkie, za to mocno twardnieją podczas stygnięcia. Są lekko chrupiące i bardzo aromatyczne, a dodatek melasy nadaje im specyficznego posmaku. Ze zdumieniem stwierdziłam, że bardzo smakują dzieciom (‘przetestowałam’ na pociechach przyjaciółki ;) ). I Mariance (lat 2) i Michałowi (lat 9) barrrdzo smakowały :)

*

biscuitsgingembremelasse

Ciasteczka imbirowe w stylu retro ;)

Old-Time Gingersnaps

ok. 30 – 40 sztuk

2 szklanki mąki
2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki imbiru w proszku
1,5 łyżeczki mielonego cynamonu
3/4 łyżeczki mielonych gozdzików
170 g roztopionego i ostudzonego masła
1 szklanka cukru (u mnie mniej, jasny cukier trzcinowy)
1/4 szklanki melasy
1 duże jajko

+ cukier do obtaczania ciasteczek

Wymieszać mąkę, sodę, sól i przyprawy w średniej wielkości misce.
W dużej misce wymieszać masło, cukier i melasę. Dodać jajko i dobrze wymieszać. Następnie mieszając stopniowo dodawać mąkę z przyprawami (powstanie dosyć miękkie ciasto). Miskę przykryć folią i wstawić do lodówki na minimum 2 godziny (lub na całą noc).
Piekarnik nagrzać do 180°C.
Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczamy je w cukrze (u mnie również w trzcinowym) i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (w odległości ok. 5-6 cm – ciasteczka bowiem mocno się ‘rozlewają’ podczas pieczenia; jeśli w kuchni jest dosyć ciepło, wstawiajmy czekające na pieczenie ciasteczka w chłodne miejsce).
Pieczemy ciasteczka w środkowej części piekarnika przez ok. 10-12 minut (popękania nadal mają być wilgotne). Po wyciągnięciu z piekarnika pozostawiamy ciasteczka na blasze przez 1 minutę, następnie studzimy je na kratce.
(uwaga – ciasteczka mocno twardnieją stygnąc, z piekarnika należy je wyjmować jeszcze miękkie)
Przechowujemy w hermetycznym pudełku.

*

*    *    *    *    *

*

Miałam o tym nie wspominać, ale… ale był to na tyle miły akcent tych ostatnich dni, że i z Wami mam ochotę się nim podzielić ;) Otóż jak ‘doniosła’ mi w komentarzach Cafe ole (której serdecznie dziękuję za info…), tydzień temu w ‘Rzeczpospolitej’ ukazał się artykuł o blogach kulinarnych, w którym i o mojej skromnej Kuchni wspomniano ;)
Nie ukrywam, że było mi (i nadal jest! ;)) bardzo miło :)
To taki wirtualny prezent, więc tym bardziej dziś bardzo mnie on cieszy ;)

*

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę udanego weekendu!

*

A ja idę testować 'dietetyczny' cheescake z syropem z agawy między innymi ;)

*

Pebernødder

poniedziałek, 28 Grudzień 2009

… czyli ciasteczka, których miało tu nie być ;)
Początkowo miały zagościć na blogu przed Świętami, jednak rozsądek (oraz sugestie Małgosi ;) ) sprawiły, iż postanowiłam wstawić przepis w nieco późniejszym terminie. I choć ciasteczka nie do końca może wyglądają tak jak powinny (w ‘oryginale’ są nieco bardziej okrągłe, dlatego właśnie nie byłam pewna, czy powinnam Wam je pokazać…), to drzemiący we mnie leń niestety wygrał i nie zdobyłam się na powtórne ich pieczenie, po cichu licząc na Waszą wyrozumiałość ;) Wszak prócz ‘mniej typowego’ wyglądu zewnętrznego, smak mają taki jak powinny! ;)
Jeśli więc jesteście purystami, nie patrzcie proszę na poniższe zdjęcie; jeśli jednak nimi nie jesteście – zapraszam na ciąg dalszy ;)

Pebernødder to tradycyjne duńskie ciasteczka (ich nazwę można przetłumaczyć jako ‘pieprzne orzeszki’), których nie może zabraknąć na tamtejszym adwentowo-świątecznym stole. Są maślane, aromatyczne i przyjemnie korzenne, a oryginalnie powinny wyglądać mniej więcej tak – klik klik.

Jako że Święta zawsze spędzam z dala od kogoś bliskiego (tak to niestety jest, gdy się decydujemy na daleką przeprowadzkę…), to choć tego typu akcenty nas wtedy łączą. Podczas dłuuugich rozmów telefonicznych z kuzynką (niech żyje Internet! ), każda z nas ‘przegryza’ takie same ciasteczka, więc jest prawie tak, jak byśmy były obok ;)
Prawie, wiem, ale lepsze to niż nic…
*
ciasteczkazprzyprawamidk

Duńskie ciasteczka w duńskiej puszce :)

Pebernødder

na ok. 400 malutkich ciasteczek

250 g masła
250 g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
1 łyżeczka imbiru w proszku*
1 łyżeczka cynamonu*
1 łyżeczka zmielonego kardamonu*
1 łyżeczka zmielonego białego pieprzu
1 łyżeczka proszku
1 łyżeczka sody
100 ml słodkiej śmietany
500 g mąki

*tych przypraw dałam ok. 1/3 więcej, pieprzu natomiast odrobinę mniej

Piekarnik nagrzać do 200°C.

Masło utrzeć z cukrem, dodać pozostałe składniki i dokładnie wymieszać na jednolitą masę. Następnie formować niezbyt grube wałeczki (szerokości palca, w oryginale – małego palca ;) ), odkrawać malutkie kawałki ciasta, układać je na blasze wyłożonej papierem i piec ok. 10-12 minut. Studzić na kratce.
Przechowywać w metalowej puszce.

Przepis z duńskiego czasopisma MAD! nr 06/2009

* * * * *

A na koniec pragnę raz jeszcze serdecznie podziękować Wam wszystkim za przemiłe życzenia świąteczne! Mam nadzieję, że i dla Was były to radosne i pogodne dni :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia!

Speculaas i pierniczki

niedziela, 20 Grudzień 2009

Gdy pod koniec października pisałam Wam o cieście na pierniczki, grudzień i Święta wydawały mi się bardzo odległe; dziś – jak zwykle ;) - nie mogę się nadziwić, że to już tylko kilka dni…

Pierniczki oczywiście zostały już upieczone, jedne pod koniec listopada, pozostałe zaś tydzień temu. Tylko część z nich została polukrowana (te do ‘rozdania’), u nas bowiem największe wzięcie mają te ‘gołe’ ;) ewentualnie z odrobiną tylko lukru. Na puszkach przykleiłam odpowiednie karteczki, nigdy bowiem nie pamiętam, gdzie są konkretne ciasteczka (i zazwyczaj są oczywiście w ostatniej puszce jaką otwieram ;)). Dziś upiekę jeszcze tylko ostatnią porcję czekoladowo-pomarańczowych choinek, które zapełnią ostatnie wolne pudełko ;)

Ze wspomnianego w październiku ciasta na pierniczki Aganiok upiekłam serduszka, obecność bakalii bowiem nie pozwala na wycinanie zbyt fikuśnych kształtów (testowałam rok temu ;) ). Jak zwykle werdykt jest taki sam : są przepyszne! Ciasto - po prawie dwumiesięcznym leżakowaniu – miało idealną konsystencję, a pierniczki – niebywały smak i aromat. Naprawdę rozpływają się w ustach i pachną nieziemsko.
*
aganiok09

*

Za to ciasto z przepisu Bakerlady wyszło mi bardzo rzadkie (nawet kilkutygodniowy pobyt w lodówce nie pomógł). Musiałam bardzo mocno podsypywać je mąką i partiami wkładać do zamrażalnika, by móc wyciąć z niego jakiekolwiek kształty. Przyznaję, że ostatnią partię upiekłam w jednym, rozwałkowanym kawałku, gdyż moja ‘wycinaniowa’ cierpliwość dobiegała końca. Tak więc otrzymaliśmy spory płat piernikowego ciasta, które po upieczeniu pokroiłam na kawałki i zapuszkowałam. Do porannej kawy smakuje idealnie!
Przy okazji podzielę się z Wami moją radością ze zdobycia foremek ‘katarzynek’, których to pragnęłam już od dłuższego czasu. Tutaj pewnie nigdy nie udało by mi się ich zdobyć, jednak dzięki uprzejmości wirtualnych znajomych – są! Raz jeszcze więc serdecznie Wam dziękuję :) Dziś jeszcze część tych oto ‘katarzynek’ zostanie udekorowana polewą czekoladową.
*
bakerlady09

*

Wypieki, którym poświęciłam ostatnio sporo czasu i energii, były testami pewnych nowych foremek – tym razem drewnianych. I okazało się, że jest to nieco mniej łatwe, niż myślałam… Ciasto musi mieć bowiem odpowiednią konsystencję – nie może być ani za suche, ani zbytnio ‘klejące’, ponieważ trudno będzie wyciągać ciasteczka z foremek (nawet wtedy, gdy pomagamy sobie nożem ;) ). Czasami było tak, że ciasto było pyszne, jednak ciasteczka po upieczeniu całkowicie zniekształcone. Te zaś, które świetnie trzymały kształt - smakiem niestety nie rzucały na kolana. Poza tym ważna jest jednak wprawa i poznanie odpowiedniej dla danych foremek konsystencji ciasta. Z pewnością dalej będę testować kolejne przepisy, marząc że nareszcie trafię na taki, gdzie ciasto minimalnie tylko będzie rosło, nie zniekształcając foremkowych zdobień. I mam nadzieję, że kiedyś jednak uda mi się wyprodukować ciasteczka, z których naprawdę będę zadowolona ;)

A tymczasem – ostatnie ‘wypieczyny’ ;)

Pierwsze to spekulaas według przepisu Marthy Stewart (przepis po angielsku tutaj, a po polsku również w aktualnym wydaniu Living; jeśli są chętni na przepis po polsku, chętnie go dopiszę).
Jedyna zmiana jakiej musiałam dokonać wyrabiając ciasto, to dodanie praktycznie podwójnej niż zalecana ilości wody, ciasto bowiem bardziej przypominało crumble niż zwartą kulę ciasta. Później natomiast okazało się, że zalecana temperatura pieczenia (120°) chyba jednak nie odpowiada mojemu piekarnikowi, gdyż ciasteczka wciąż wyglądały na surowe :/ Zwiększyłam więc temperaturę do 160° i wtedy rezultat był już o wiele bardziej zadowalający. Oto spekulaas z przepisu Marthy Stewart oraz oryginalna holenderska foremka, która mi posłużyła do ich wykrawania :)
*
speculaasmoulin

*
Drugie spekulaas natomiast upieklam z przepisu zaproponowanego przez Tilinarę w aktualnej edycji Weekendowej Cukierni.
Przy wyrabianiu ciasta musiałam dodać nieco więcej mleka, gdyż (tak jak i wcześniejsze) ciasto było dosyć suche. Jest o wiele bardziej maślane niż to pierwsze, plastyczne i przyjemne w obróbce, dosyć dobrze współpracowało z foremkami ;) Jednak po upieczeniu ich znów ten sam ‘problem’ – większość wzorków jest niestety mało widoczna. Na szczęście zrobiłam też jedno zdjęcie przed pieczeniem (niestety przy sztucznym świetle, więc kolory są nieco przekłamane…), by pokazać Wam różnicę ‘przed’ i ‘po’ ;) Prawda, że były urocze? Może kiedyś i po upieczeniu takie będą… ;)
*
specavantcuisson

*

I już po upieczeniu :
*

specmoules2

*

Cytuję za Tilinarą z moimi dopiskami :

Speculaas/Speculoos

Składniki:
200 g mąki samorosnącej lub zwykłej z dodatkiem ok. 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia (pominęłam)
100 g brązowego cukru
100 g masła, zimnego
2-3 łyżki zimnego mleka (u mnie więcej)
3 łyżeczki przyprawy do speculaas lub innej do piernika lub ciast dyniowych
1/2 łyżeczki sody
skórka starta i posiekana z 1 pomarańczy

olej o neutralnym smaku i mąka do podsypywania

Przygotowanie: Wymieszać wszystkie składniki i zagnieść ciasto. Uformować kulę/wałek (jak kto woli), zawinąć w folię i odstawić na min. 1 godzinę do lodówki. Po tym czasie na podsypanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto (jeśli się lepi, można wałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej). Wylepić ciastem nasmarowane olejem i wyspane mąką foremki trójwymiarowe i trzymając foremkę nad blachą, uderzyć w jej tył dłonią, tak by ciastko wypadło na blachę. Jeśli używamy wykrawaczek, to postępować z nimi standardowo. Blaszkę z uformowanymi ciasteczkami trzymać w lodówce. Piekarnik nagrzać do 175 stopni Celsjusza. Piec 20-25 minut. Studzić na kratce.

*  *  *

Ciasteczka są przepyszne, a Tili chyba czytała w moich myślach proponując ten wypiek w ramach świątecznej Weekendowej Cukierni :)
Wczoraj zobaczyłam też śliczne spekulasy u Basi i rzecz jasna od razu nabrałam ochoty by i ten przepis wypróbować. Kto wie, może zdążę jeszcze przed Świętami ;)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

I raz jeszcze dziękuję tym, którzy przyszli mi z pomocą w zdobyciu tych wszystkich wymarzonych i wyczekanych foremek :)

*

Zimtsterne – Brunsli – Milanais – Chräbeli czyli…

poniedziałek, 7 Grudzień 2009

biscuitsnoelbocalszwajcarski, świąteczny kwartet ciasteczkowy ;)

Nie oznacza to rzecz jasna, że są to jedyne ciasteczka jakie się tu na święta wypieka, ale są to te najbardziej popularne, których w żadnym domu zabraknąć nie może. To takie świąteczne ciasteczkowe minimum :)
Choć właściwie powinnam napisać o kwintecie, gdyż sporą popularnością cieszą się również przekładane konfiturą ciasteczka podobne do tych typu ‘linzer’ (Spitzbuben, a po francusku zwane ‘miroirs’ czyli lusterka :) ), przyznaję jednak, że u nas w rodzinie pojawiają się nieco rzadziej.

Często pytana jestem o szwajcarskie kulinarne tradycje świąteczne, o typowe świąteczne potrawy. I muszę przyznać, że niestety nie ma tutaj takich dań, które w święta muszą pojawić się na stole. W niektórych domach serwuje się pieczonego indyka z kasztanami, w innych na przykład łososia. Nie ma jednak tak tradycyjnych potraw jak na przykład te spożywane podczas polskiej Wigilii, które obowiązkowo muszą znaleźć się na wigilijnym stole. Za to co roku, niezmiennie, tutejszym świętom towarzyszą… tradycyjne, świąteczne ciasteczka :)

Te świąteczne wypieki często przygotowuje się wspólnie : z rodziną, z przyjaciółmi. Najczęściej dwa tygodnie przed świętami staramy się znaleźć jakiś wspólny wolny wieczór / popołudnie (co w tym przedświątecznym czasie często graniczy z cudem…) i kuchnia zamienia się wtedy w prawdziwą ciasteczkową fabrykę :) Najczęściej piecze się te ‘tytułowe’ słodkości : nasze ulubione gwiazdki cynamonowe (Etoiles à la cannelle - Zimtsterne) pokryte białym jak śnieg lukrem, czekoladowo-migdałowe ciasteczka z Bazylei (Bruns de Bâle - Brunsli), prezentowane rok temu ciasteczka mediolańskie (Milanais - Mailanderle) oraz Chräbeli, czyli ciasteczka anyżkowe, po francusku zwane ‘kogucimi grzebykami’ (Crêtes de coq). To jednak nie wszystko. Tak, jak pisała wczoraj Agnieszka – tego typu świątecznych wypieków jest naprawdę sporo, również tutaj :) Piecze się wszelakie orzechowe i migdałowe słodkości (zwane tutaj ‘macarons’, choć nie są to takie makaroniki jak te słynne z Ladurée na przykład ;) ) oraz tutejsze pierniki, choć może nie do końca wyglądają one tak, jak te pieczone w polskich domach. Jedne z nich pokazałam Wam w zeszłym roku – Basler Läckerli (czyli z Bazylei). Istnieją one też w wersji rodem z Zurychu i są zupełnie inne w smaku : masa z której się je przygotowuje do złudzenia przypomina masę marcepanową (mielone migdały, cukier puder i białko); do tych w wersji ‘podstawowej’ dodaje się nieco olejku migdałowego, jednak można też przygotować je o smaku czekolady, wody różanej lub… drzewa sandałowego. Jeśli lubicie marcepan, to i te Läckerli z pewnością by Wam posmakowały. Piecze się również (choć nieco rzadziej w domu) wspomniane przez Agnieszkę ‘springerle’, do wyrobu których używa się specjalnych, pięknych drewnianych foremek (tutaj np. kilka zdjęć z produkcji ciasteczek).
*

biscuitsnoel09
*
Część tych wypieków jest zjadana przy świątecznym stole, większość jednak służy do obdarowywania naszych bliskich. W przezroczystych, celofanowych torebkach lub w ozdobnych pudełeczkach stanowią swoisty tradycyjny element świątecznej ‘wymiany’ ciasteczkowej ;) Dlatego co roku staram się dołączyć do nich coś ‘innego’.  Czasem są to maślane ciasteczka w różnych wersjach smakowych (w zeszłym roku były to czekoladowo-pomarańczowe choinki - może je pamiętacie -  które cieszyły się olbrzymim powodzeniem i o które wszyscy w tym roku proszą ;) ), często dodatkowo również polskie pierniczki. I muszę przyznać, że te które przygotowuję z ciasta Aganiok (a teraz również Bakerladyprzepisy tutaj) cieszą się dużym powodzeniem. Co tym bardziej mnie cieszy :)

A teraz już pora na przepisy.
Zacznę od czekoladowo-migdałowych ‘Brunsli’, jednych z bardziej popularnych tutaj ciasteczek. Przepisów na nie jest kilka, różnią się one od siebie bardzo minimalnie. Niektóre przygotowuje się ze stopioną czekoladą, inne z kakao w proszku; do jednych dodaje sie kirsch, do innych dodawało się wodę różaną. Otrzymuje się dosyć kleistą masę, na pierwszy rzut oka trudną do rozwałkowania. Wystarczy jednak umieścić ciasto na kawałku papieru do pieczenia i wałkować je przez folię spożywczą, a wtedy stanie się ono (prawie) bezproblemowe ;) Jeśli zamierzamy wałkować ciasto na stolnicy / blacie, pamiętajmy jednak by nie wysypywać go mąką, a cukrem; w cukrze też możemy ‘zanurzać’ nasze foremki, jeśli ciasto jest zbyt klejące i jeśli trudno jest wyciągnąć je z foremek.
Sekret miękkich w środku a twardych z wierzchu tego typu ciasteczek (to samo dotyczy cynamonowych gwiazdek) polega na suszeniu ich przez kilka godzin przed pieczeniem. To wtedy bowiem otrzymamy idealną dla nich konsystencję.
*
brunsli2

Ciasteczka czekoladowe z Bazylei (Brunsli)

100 g gorzkiej czekolady
250 g zmielonych migdałów
150 g cukru
2 łyżki kakao
2 łyżki mąki
¼ łyżeczki cynamonu
spora szczypta mielonych goździków
szczypta soli
2 białka (ok. 70g)
2 łyżeczki kirschu

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Suche składniki wymieszać. Białka lekko ubić i dodać do suchych składników, a następnie dodać rozpuszczoną czekoladę i kirsch. Wszystko dobrze wymieszać. Jeśli masa jest bardzo klejąca, możemy schłodzić ją w lodówce (lub w zamrażalniku). Gotową masę rozwałkować na wysypanej cukrem stolnicy (lub na papierze do pieczenia) na grubość ok. 1 cm i wykrawać ciasteczka (foremki można ‘maczać’ w cukrze, by mniej kleiły się do ciasta). Układać ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawić do wysuszenia na minimum 6 godzin (lub na całą noc).

Piec ok. 6 min. w 200°C. Studzić na kratce.

Uwaga : po wyjęciu z piekarnika ciasteczka muszą być jeszcze lekko miękkie, stwardnieją bowiem stygnąc.

* * * * *

Kolejny tutejszy świąteczny ‘hit’ to gwiazdki cynamonowe, których absolutnie nie może zabraknąć. Tak jak i powyższe Brunsli, gwiazdki również wymagają uprzedniego suszenia. Ponadto istnieją dwa sposoby lukrowania ich (lukrem białkowym) : możemy polukrować ciasteczka tuż po uformowaniu ich (będą więc one schnąć razem z lukrem i razem z nim będą pieczone); możemy też lukrować ciasteczka dopiero po upieczeniu i wystudzeniu ich. Jeśli chcecie, by lukier pozostał śnieżnobiały, to polecam Wam ten drugi sposób właśnie; jeśli jednak bardziej zależy Wam na smaku podobnym do upieczonej bezy, a nie na jej kolorze, wybierzcie pierwszy sposób. Gwarantuję, że w każdej wersji gwiazdki są pyszne :)
*
etoilescannelle

Gwiazdki cynamonowe (Zimtsterne)

2 białka (ok. 70 g)
szczypta soli
200 g cukru
350 g drobno zmielonych migdałów
1 i 1/2 lyżki cynamonu
1/2 lyżeczki kirschu (lub soku z cytryny)

lukier
1 białko + ok. 175 g cukru pudru

Ubić białka z solą, następnie dodać cukier, dobrze wszystko wymieszać; następnie dodać migdały, przyprawy i kirsch (lub sok z cytryny), dobrze wymieszać (jeśli masa jest bardzo klejąca, możemy schłodzić ją w lodówce lub w zamrażalniku). Gotowe ciasto rozwałkować na wysypanym cukrem blacie na grubosc ok. 7 mm (jako że ciasto jest niestety dosyć klejące, dlatego dobrze jest wałkować je przez folię spożywczą). Wykrawać gwiazdki, układać je na blasze wyłożonej papierem, a następnie zostawić je do wyschnięcia na minimum 6 godzin lub na całą noc (jeśli chcemy piec gwiazdki wraz z lukrem : bardzo dokładnie mieszamy białko z cukrem pudrem – lukier ma być gęsty – dekorujemy nim gwiazdki i pozostawiamy je do wysuszenia).

Piec ok. 6 min. w 200°C. Studzić na kratce.

Uwaga : po wyjęciu z piekarnika ciasteczka muszą być jeszcze lekko miękkie, stwardnieją bowiem stygnąc.

Jeśli ciasteczka były pieczone bez lukru, zdobimy je po całkowitym wystygnięciu.

(by dobrze ‘zamalować’ najcieńsze końce gwiazdek radzę użyć wykałaczki)

* * * * *

Pora na moje ukochane Milanais (czyli ciasteczka mediolańskie). Regularnie pojawiają się one na moim blogu ;) a rok temu proponowałam je Wam w wersji z makiem. W tym roku są tradycyjne, bez ‘dodatków’, z niewielką tylko ilością cytrynowego lukru.
*
milanais09

Ciasteczka mediolańskie (Milanais)

250 g miękkiego masła
225 g cukru
szczypta soli
3 jajka
otarta skórka z 1 pomarańczy
otarta skórka z 1 cytryny
500 g mąki

lukier
150 g cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny

Masło utrzeć, dodać cukier, sól i dalej ucierać (do białości) dodając po jednym jajku; następnie dodać otarte skórki z cytryny i pomarańczy, mąkę i wszystko dobrze wyrobić. Zawinąć ciasto w folię i odstawić w chłodne miejsce na minimum 2 godz. Wyciągnąć je z lodówki mniej więcej 10 minut przed przygotowaniem ciasteczek. Na wysypanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto (partiami) na grubość ok. 7 mm. Wykrawać ciasteczka i ukladać je na blasze wyłożonej papierem, po czym ponownie odstawić je w chłodne miejsce na ok. 15 min. (dzięki temu ciasteczka nie odkształcają się podczas pieczenia).

Piec ok. 10 min w 200°. Studzić na kratce.

Cukier puder dokładnie rozrobić z sokiem z cytryny i tak przygotowanym lukrem posmarować wystudzone ciasteczka.

* * * * *

Ostatnie dziś ciasteczka, to anyżkowe ‘kogucie grzebyki’. Nieco rzadziej pojawiają się na naszym stole niż te wcześniej opisane (a przynajmniej w mniejszych ilościach ;) ). Rok temu pisała o nich również Alicja (zerknijcie tutaj).
*
anyzkowe

Anyżkowe ‘kogucie grzebyki’ (Chräbeli)

4 jajka (230 g –250 g ze skorupką)
450 g cukru
szczypta soli
1,5 łyżki ziaren anyżu*
1 łyżka kirschu
550 g mąki**

* u mnie 1,5 łyżeczki mielonego
** ewentualnie nieco więcej, jeśli masa jest zbyt klejąca

Wszystkie składniki oprócz mąki ubić razem do białości (przez min. 5 minut). Następnie dodać mąkę i dobrze wymieszać. Na posypanej mżąką stolnicy (lub na papierze do pieczenia) uformować wałek o średnicy ok. 1,5 cm. i pokroić na 5 cm kawałki. Każdy kawałek naciąć pod kątem w dwóch miejscach i lekko ‘wygiąć’. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem i zostawić na noc (a najlepiej na 24 godziny) do wyschnięcia. Ciasteczka są dobrze wysuszone gdy spodnia ich część jest wyraźnie jaśniejsza.

Piec 25 minut w 140°C przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika (wkładamy drewnianą łyżkę w drzwiczki piekarnika).

Lekko przestudzone ciasteczka przekładamy na kratkę i po całkowitym przestygnięciu układamy w hermetycznym pudełku.

W bardzo podobny sposób możemy przygotować ciasto do wytłaczanych w drewnianych foremkach ‘springerle’, tyle tylko, że dodajemy tyle samo cukru pudru co mąki (na 4-5 jajek – 500 g mąki + 500 g cukru pudru).
Możliwe, że i one pojawią się na blogu… ;)

*

* * * * *
*

To tyle na dziś na temat szwajcarskiego, świątecznego ciasteczkowania ;) Obiecuję jednak ciąg dalszy :)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wszystkim udanego tygodnia!

*(PS. przepisy pochodzą z tutejszej serii książek 'Betty Bossi' )

*