Archiwum kategorii ‘zupy i chłodniki’

Biała rzepa i pseudo krupnik

czwartek, 5 Sierpień 2010

Czy zgadniecie, jakie było pierwsze polskie słowo, którego nauczył się mój mąż? (poza zwrotami grzecznościowymi rzecz jasna ;) ) Otóż był to… krupnik! Ku uciesze mojej mamy, krupnik bardzo mu posmakował i od tego czasu regularnie gości on na naszym stole. I choć nie zawsze może podobny jest do tego tradycyjnego, to i tak nazywam go krupnikiem. Jak na przykład dziś. Choć dziś wolę nazwać go jednak pseudo krupnikiem, by nie narazić się tradycjonalistom ;)

*

navetblanc*

Do tego pseudo krupniku użyłam warzywa, które chyba dosyć rzadko gości na polskich stołach, a mianowicie białej rzepy (czy też białej rzodkwi – po francusku ‘navet’). Najbardziej lubię tę młodą, która pojawia się na straganach na początku lata, ma bowiem delikatniejszy smak i nawet Ci, którzy za nią nie przepadają – nie wyczuwają jej w moim pseudo krupniku ;) Oczywiście zupę można przygotować również bardziej tradycyjnie - z ziemniakami zamiast białej rzepy. I do tego sporo natki pietruszki oraz kilka łodyżek lubczyku z mojej balkonowej hodowli (lubczyk na szczęście przetrwał atak mszyc, a wszystko to za sprawą larw biedronek, o których wspominałam tutaj :) ). I jeszcze spora szczypta kurkumy – dla słonecznego koloru i dla zdrowia ;)

Wpis czekał na publikację już od czerwca, jednak temperatury tych ostatnich dwóch miesięcy nie sprzyjały pisaniu o rozgrzewających zupach ;) Dziś jednak jest mokro i szaro (i trochę chłodno…) zupa więc ponownie bulgocze w garnku. A przy okazji zagości też i na blogu ;)

(całkiem niedawno o białej rzepie pisała również Miss_Coco a propos wytrawnej tarty tatin z białą rzepą właśnie, serdecznie polecam Wam lekturę jej posta – klik).

*

pseudokrupnik3

Pseudo krupnik z białą rzepą

6 łyżek kaszy jęczmiennej
ok. 1,3 – 1,5 litra bulionu
ok. 500 g warzyw (np. 150 – 200 g marchewki + 300 g białej rzepy lub ‘mieszanki’ rzepy i ziemniaków)*
1/2 łyżeczki kurkumy
1-2 liście laurowe
kilka ziarenek ziela angielskiego oraz czarnego pieprzu
natka pietruszki + kilka gałązek lubczyku

Kaszę dobrze wypłukać w zimnej wodzie (kilkukrotnie  ją zmieniając). Następnie zalać ją bulionem, dodać przyprawy i gotować ok. 15-20 minut.
W tym czasie przygotować warzywa : umyć je i zetrzeć na tarce na dużych otworach (ziemniaki kroimy w małą kostkę). Do kaszy dodać warzywa i gotować jeszcze ok. 20-25 minut. Na kilka minut przed końcem gotowania dodać poszatkowaną natkę pietruszki i lubczyk (ile lubimy).

Smacznego!

*
*Liście tej młodej rzepy możemy wykorzystać do zrobienia pysznej, zielonej zupy, np. takiej jak ta z liści rzodkiewki – klik.


*

Ogórkowo-arbuzowa zupa (chłodnik)

czwartek, 15 Lipiec 2010

Nieco ponad miesiąc temu pewna czytelniczka bloga (o wdzięcznym nicku Cafe ole! :) ) zadała mi w komentarzach takie oto pytanie :

Chciałam zapytać, Beo, czy masz pojęcie jak się robi zupę… arbuzowo-ogórkową? (ogórek świeży naturalnie); jadłam kiedyś taką pyszność w reastauracji na Brackiej w Krakowie.

W zupce danej na pewno była cytrynowa melisa, grubo zmielony pieprz i śmietana. Wyglądało to na ogórkowy chłodnik z kosteczkami arbuzowymi. Z pewnością nie bylo tam chleba: konsystencja zupy byla …dowolna;)

Jako, że miałam w tym tygodniu trochę więcej wolnego czasu, postanowiłam poeksperymentować  z powyższym chłodnikiem; a że temperatury nadal są iście tropikalne, to przygotowanie tego typu potrawy było czystą przyjemnością. To znaczy prawie że przyjemnością ;) Już wyjaśniam dlaczego.

Otóż – jak odpisałam wtedy na komentarz Cafe ole – z żalem muszę stwierdzić, że nie jestem niestety miłośniczką arbuza. O wiele chętniej zajadam się melonami na przykład niż arbuzem. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio jadłam tego zielono-czerwonego stwora ;) Pomyślałam więc, że przygotowanie tego chłodnika będzie idealną okazją do – być może – przeproszenia się z panem arbuzem.

Po skrupulatnym zważeniu i zapisaniu ilości użytych składników i po sfinalizowaniu dania nadeszła wyczekiwana pora degustacji całości. Sam chłodnik ogórkowy bardzo mi posmakował (od zawsze uwielbiam połączenie ogórka z jogurtem czy śmietaną) i jedyne co mi przeszkadzało to… arbuz! ;)) Połączenie to pozostawiam więc miłośnikom ‘melona wodnego’, a ja pozostanę przy ogórku ;)

Nie wiem, czy moja wersja chłodnika przypadnie do gustu Cafe ole, nie jest jednak łatwo przyrządzić coś, czego się samemu nie kosztowało. Być może w restauracyjnej wersji było więcej / mniej melisy, więcej / mniej przypraw czy też inne proporcje ogórkowo-jogurtowe (śmietanowe)*. Mam jednak nadzieję, że poniższy przepis również Jej posmakuje :)

*jako, że nadal nie mogę jeść tradycyjnych produktów mlecznych (krowich), chłodnik przygotowałam na bazie jogurtu owczego, w przeciwnym bowiem razie nie mogłabym go niestety spróbować

*

chlodnikogorekarbuz01

Chłodnik ogórkowo-arbuzowy

na 2 porcje

ok. 350 g arbuza
2 ogórki (ok. 380 g każdy)
3-4 łyżki jogurtu (u mnie owczy)*
ok. 2 łyżki soku z cytryny (ewentualnie więcej)
otarta skórka z 1/2 cytryny
ok. 20 listków melisy cytrynowej + kilka listków do dekoracji
spora szczypta papryczki z Espelette (lub pieprzu kajeńskiego)**
sól do smaku
szczypta cukru (lub odrobina miodu / syropu z agawy)
(opcjonalnie : 1-2 łyżki oliwy z oliwek)

*zamiast jogurtu możemy użyć gęstej śmietany czy np. crème fraîche
** można zastąpić czarnym, zmielonym pieprzem

Ogórki obrać, przekroić na pół i wydrążyć pestki łyżeczką. Ok. 100-150 g ogórka pokroić w małą kostkę i zachować do dekoracji.
Resztę ogórka pokroić w średniej wielkości kostkę (można też zetrzeć go na tarce), wrzucić do blendera dodając resztę składników (oprócz arbuza) i dokładnie zmiksować (możemy przecedzić preparację po zmiksowaniu, jeśli chcemy otrzymać delikatniejszą konsystencję).
(ogórek możemy też zmiksować z odrobiną wody, a jogurt dodać na samym końcu)
Dodać ewentualnie  więcej soku z cytryny lub przypraw, do smaku. Schłodzić w lodówce przez minimum 30 minut.
Przed podaniem chłodnika miąższ arbuza pokroić w małą kostkę (wydrążając pestki) i wymieszać go z pokrojonym uprzednio ogórkiem; miseczki napełnić schłodzoną ‘zupą’ oraz połową arbuzowo-ogórkowej mieszanki, resztą zaś udekorować chłodnik, dodając kilka listków melisy.

Smacznego!

*

*  *  *

A w kolejnym ‘odcinku’ – coś równie orzeźwiającego, o nieco bardziej egzotycznej nucie ;)

*

Pozdrawiam serdecznie!

*

Zupa ze szparagów. Kolejna ;)

poniedziałek, 17 Maj 2010

soupeaspergesparmesan
*
Dzisiejsza zupa to już właściwie tylko wspomnienie. Szczególnie dla mnie ;) Przygotowana została bowiem na początku sezonu szparagowego, kiedy to jeszcze nie podejrzewałam, że faktycznie mam uczulenie na niektóre produkty, w tym na moje ukochane sery :/ Mam jednak cichą nadzieję, że za niedługo znów będę mogła do ich konsumpcji powrócić. I choć od czasu do czasu pozwalam sobie na kawałek owczego lub koziego sera (które toleruję trochę lepiej niż te z mleka krowiego), to i tak staram się jednak ograniczać.

A tymczasem, wszystkim tym, którzy nie mają alergii na produkty mleczne ;) proponuję pyszną zupę szparagową z parmezanem i bazylią. Urzekło mnie jej zdjęcie w majowym numerze francuskiego czasopisma ‘Saveurs’, lista składników z resztą również ;) Zrobiłam ją tylko odrobinę inaczej, główna koncepcja jest jednak podobna do oryginału.
*

soupeaspergesparmesan2

Zupa szparagowa z parmezanem i bazylią

na ok. 600 ml zupy

ok. 500 g szparagów
1 szalotka lub mała cebula
1 pęczek bazylii
50 g parmezanu
ok. 500 ml wody / bulionu
oliwa z oliwek
sól, pieprz
+ pieprz różowy i starty parmezan do dekoracji

Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końcówki, pokroić na 2-3 cm kawałki (odłożyć kilka główek do dekoracji).
Szalotkę / cebulę poszatkować i poddusić na oliwie. Dodać szparagi i dusić je na wolnym ogniu ok. 5-8 minut, następnie zalać je bulionem / wodą, posolić i gotować do miękkości.
Odłożone główki szparagów pokroić na plasterki i udusić je na patelni w odrobinie oliwy z oliwek, pozostawiając je ‘al dente’ i uważając, by się zbytnio nie zrumieniły.
Bazylię umyć, listki oderwać. Parmezan zetrzeć na drobnej tarce.
Gdy szparagi są już miękkie – dodać parmezan, dobrze wymieszać, na koniec dodać bazylię i zupę zmiksować.
Udekorować każdą porcję uduszonymi na oliwie główkami szparagów, różowym pieprzem oraz startym parmezanem.
Degustować natychmiast :)

Inspiracja : ‘Saveurs’ - maj 2010 - nr 175

*

Wiosenna zupa szparagowa z rukolą

niedziela, 9 Maj 2010

printemps1*

Wiosna gra z nami w berka. Jednak na przekór kapryśnej aurze, która nie zawsze sprzyja wiosennym piknikom i spacerom, w mojej kuchni nadal jest zielono. I nadal królują w niej szparagi :)
Dziś była zupa. Idealna na taki pochmurny, chłodny dzień. Tym razem dodałam do niej nieco rukoli, która świetnie zaostrza smak szparagów. Możemy serwować ją z kleksem śmietany lub np. z dodatkiem startego parmezanu (niestety dzięki aktualnemu uczuleniu zmuszona byłam skonsumować ją bez tych smakowitych dodatków ;)). Zupa smakuje również na zimno, może być więc serwowana jako chłodnik (np. zmiksowana z dodatkiem śmietany lub jogurtu). Dziś jednak zdecydowanie w wersji na ciepło ;)

*

soupeaspergesroquette

Zupa szparagowa z rukolą

na ok. 800 – 900 ml zupy

2 łyżki oliwy z oliwek
1 średniej wielkości cebula
ok. 600 g szparagów
150 g rukoli
ok. 500-600 ml bulionu / wody
sól, pieprz

Szparagi delikatnie umyć, odłamać zdrewniałe końcówki, pokroić na 2-3 cm kawałki (odłożyć kilka główek do dekoracji).
Cebulę poszatkować i poddusić na oliwie. Dodać szparagi, zalać bulionem / wodą, posolić i gotować kilkanaście minut (do miękkości).
Odłożone główki szparagów pokroić na plasterki i udusić je na patelni w odrobinie oliwy z oliwek, pozostawiając je jednak ‘al dente’ i uważając, by się zbytnio nie zrumieniły.
Umyć rukolę, oderwać grubsze łodyżki, listki posiekać na mniejsze kawałki. Gdy szparagi są już miękkie dodać rukolę, zamieszać i po chwili zupę zmiksować. Jeśli zupa jest zbyt gęsta – dodać nieco bulionu. Doprawić do smaku.
Zupę możemy podawać z kleksem śmietany lub z dodatkiem stratego parmezanu; przed podaniem dekorujemy główkami szparagów.

Smacznego!

*

Wiosenna zupa

czwartek, 8 Kwiecień 2010

warzywaszpinak
*
Święta już za nami (raz jeszcze serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia!), wiosna w pełni, a pogoda i nastroje – mam nadzieję – dopisują ;)
Dziś miała zagościć na blogu jeszcze jedna babka, stwierdziłam jednak, że po pierwsze - sporo tu ostatnio było słodkości, a po drugie – po tych wszystkich świątecznych smakołykach może niekoniecznie macie ochotę na kolejną babkę ;) Nie martwcie się jednak, nie zapomnę o niej i już niebawem o niej napiszę (nieskromnie bowiem przyznam, że ostatnio jest jednym z naszych ulubionych wypieków ;) ).
Wróćmy jednak do wiosny ;) która wyjątkowo pozytywnie nastraja mnie do  życia :) Wszak teraz może być już tylko cieplej i piękniej ! A o zimowych kurtkach, grubych swetrach i szalikach nareszcie można zapomnieć ;)

Wiosna – siłą rzeczy - wkrada się też do mojej kuchni. Wczoraj, spacerując po targu, zakupiłam między innymi sporo klajtonii (pisałam o niej np. tutaj - klik), szpinaku oraz mieszankę listków pokrzywy, szpinaku i klajtonii właśnie (widoczną na pierwszym zdjęciu), z której przygotowuję pyszną, wiosenną zupę. Dokupiłam też dwa pęczki rzodkiewki (tę podłużną odmianę kupić tu można tylko na targu).
*

radis
*
A skoro już o rzodkiewce mowa, to mam pytanie : co robicie z jej odkrojonymi listkami? Mam nadzieję, że ich nie wyrzucacie? ;) Z listków rzodkiewki przygotować można bowiem całkiem smaczną zupę (tak jak ze szpinaku, roszponki czy innych ‘listków’ ;) ) : cebulę dusimy na oliwie, dodajemy pokrojone w małą kostkę dwa spore ziemniaki oraz umyte i pokrojone listki dwóch pęczków rzodkiewki, zalewamy bulionem i gotujemy kilkanaście minut; miksujemy, doprawiamy do smaku i konsumujemy :)
Tym razem jednak ‘zielona zupa’ w nieco  innym wydaniu. Ostatnio bowiem to zielony groszek (który musiał niestety w trybie natychmiastowym opuścić zamrażalnik ;) ) został ożeniony z listkami rzodkiewki właśnie. Zupę można również podać z jajkiem na twardo i / lub dodać do niej (już po zmiksowaniu) ugotowane wcześniej ziarna quinoa, dzięki czemu stanie się ona sytym, bogatym w białko - a przy okazji zdrowym i dietetycznym - posiłkiem. Szybko, nieskomplikowanie i bardzo wiosennie :)
*

soupepetitspoisradis01

Wiosenna zupa

proporcje na ok. 800 ml

2 łyżki oliwy z oliwek
1 cebula
400 g groszku (u mnie mrożony)
liście 2 pęczków rzodkiewki
ok. 600 ml bulionu / wody
otarta skórka z ½ cytryny (lub przyprawa lemon myrtle)
sól, pieprz

Cebulę poszatkować i poddusić na oliwie. Liście rzodkiewki dokładnie umyć i poszatkować. Do cebuli dodać groszek oraz listki rzodkiewki, zalać bulionem lub wodą, dodać otartą skórkę z cytryny, doprawić do smaku i gotować ok. 20 minut. Następnie zupę zmiksować (ewentualnie dolać nieco bulionu jeśli jest zbyt gęsta). Możemy podać ją z dodatkiem śmietany, z jajkiem na twardo lub np. z komosą ryżową (quinoa).

Smacznego!

*

Groszek. I gra w zielone :)

wtorek, 16 Luty 2010

Dziś kolejna zupa z dedykacją, tym razem dla Kass :) Jako że przy wpisie ‘książkowym’ spodobała jej się zupa groszkowa z okładki – oto jest :) A przy okazji wszystkim nam przyda się chyba dodatkowa dawka zieleni, nieprawdaż? Zagrajmy więc w zielone na przekór szaro-burej aurze :)

To kolejna (po warzywnych blinach) propozycja z ksiąki Marii Elii – ‘The Modern Vegetarian’. Zupa jest niezwykle prosta i aromatyczna – świeża mięta i bazylia idealnie tutaj pasują. Autorka poleca zrobienie jej w sezonie na przygotowanym wcześniej wywarze ze świeżego groszku, a poza sezonem – na wodzie. By zachować intensywny, zielony kolor – gotujemy tylko 2/3 mrożonego groszku, a resztę miksujemy z gotową już zupą.
Dziś robiłam ją po raz kolejny, jednak zamiast bazylii tym razem użyłam natki pietruszki. Zamiana ta okazała się bardziej przyjazna dla koloru zupy, gdyż bazylia w kontakcie z gorącą wodą natychmiast czernieje i siłą rzeczy przyczynia się do nieco ciemniejszego koloru potrawy. Nie ma to jednak aż tak dużego znaczenia, smak zupy bowiem zniewala bez względu na jej kolor :)

*

soupepetitspoisii

Zupa z groszku, z bazylią i miętą

(2 duże porcje)

1 łyżka oliwy z oliwek
1 mała cebula
500 g mrożonego groszku
600 ml wody
pół małego pęczka mięty (listki)
1 mały pęczek bazylii (listki)
szczypta cukru (pominęłam)
1 łyżeczka soli

Cebulę drobno poszatkować i poddusić na oliwie. Dodać 2/3 groszku, wodę, zioła, sól i cukier i gotować ok. 20 minut. Następnie zupę zmiksować dodając resztę groszku i doprawić do smaku.

Smacznego!

*

Roszponka

piątek, 12 Luty 2010

Wczoraj przeżyłam chwile grozy… Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mój komputer nie dawał żadnych oznak życia przy porannym naciśnięciu na starter! Byłam z lekka przerażona, bo przecież są w nim wszystkie czekające na opublikowanie przepisy i zdjęcia, wszystkie ważne informacje, maile, itd. itp. Na szczęście udało nam się z tym uporać (po dość długim czasie niepewności i wyczekiwania...) i komputer jak na razie znów działa. Choć wymiana na nowszy model chyba mnie jednak nie ominie ;)
Ale przecież nie o komputerze ma dziś być ;) a o roszponce - o której wspominałam już przy okazji zimowych warzyw.

*
roszponka1
*

Roszponka / roszpunka należy do tej samej rodziny co kozłek, popularnie zwany walerianą, na szczęście jednak smakiem waleriany zupełnie nie przypomina ;) Wręcz przeciwnie – jej smak jest przyjemny i delikatny (po francusku zwana jest również ‘doucette’ – czyli coś bardzo delikatnego właśnie).

Poza niekwestiowanymi walorami smakowymi, roszponka jest również niezwykle zdrowa. Zawiera między innymi dużo witaminy A i C (witamina C ułatwia np. przyswajanie żelaza), witaminy B9 / kwasu foliowego (100g roszponki to aż 46% naszego dziennego zapotrzebowania w kwas foliowy !), jest też cennym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3 oraz błonnika.

W mojej kuchni roszponka gości dosyć często, szczególnie teraz zimą. Oczywiście można zjadać ją jak każdą sałatę – samą, z dobrym dresingiem. Można też z niej zrobić coś a la pesto, miksując ją z naszymi ulubionymi dodatkami. Można również spożywać ją na ciepło, właściwie tak samo jak szpinak (np. listki roszponki poddusić w odrobinie oliwy z dodatkiem czosnku i szalotki), można też użyć jej jako dodatek do sosów, czy jako farsz do tart i zapiekanek. Można z niej również przygotować pyszną zupę. Dziś wersja bardzo podstawowa, neutralna ;) To właściwie baza do wszystkich możliwych dalszych kombinacji smakowych. Możemy bowiem albo doprawić ją naszymi ulubionymi przyprawami (w wersji z curry np. też świetnie smakuje), albo zmiksować ją z pęczkiem ulubionych ziół (świetnie smakuje np. z dodatkiem trybuli).

*
roszponkazupa

(przepis dedykowany KasiRed ;))

Zupa z roszponką

2 łyżki oliwy z oliwek
1 szalotka
250 g ziemniaków
250 g roszponki
ok. 1 litr bulionu lub wody
sól, pieprz
śmietana
ewentualnie ulubione przyprawy (u mnie często odrobina mieszanki : kuminu, kolendry, papryki, gorczycy i gałki muszkatołowej)

Roszponkę dokładnie umyć, osuszyć i odciąć większe korzonki (kilka rozetek zostawić w całości do dekoracji). Ziemniaki obrać i pokroić w małą kostkę. Szalotkę poszatkować i zeszklić na oliwie. Dodać ziemniaki (i ewentualne przyprawy), zalać bulionem / wodą i gotować ok. 15 minut (do miękkości). Dodać roszponkę, dobrze zamieszać i pozostawić zupę na palniku jeszcze przez ok. minutę – dwie, po czym warzywa zmiksować (zupę możemy też zmiksować z dodatkiem śmietany).

Podawać udekorowaną kleksem śmietany i rozetkami roszponki.

Świetnie smakuje również np. z grzankami.

Smacznego!

*

*   *   *   *   *

A na koniec jeszcze małe  ‘OT’… ;)

Otóż już w najbliższy ponedziałek… wracam do pracy!!! Po blisko 9-cio miesięcznej przerwie! Choć na razie jeszcze nie na cały etat, gdyż stopa nadal nie jest całkiem sprawna. Czuję się trochę ‘dziwnie’, dziewięć miesięcy to przecież szmat czasu… Mam jednak nadzieję, że nie będzie źle ;)
Co do samej stopy to rozpisywać się tu zbytnio nie będę (wszak to blog kulinarny ;) ) jednak wieści z ostatniej kontroli są… nazwijmy to średnio dobre. Nie są złe, ale też nie są do końca pozytywne. Staram się jednak za bardzo o tym nie myśleć i zobaczyć, co jednak czas przyniesie. Bo tylko czas pomóc tutaj może.

* * *

loveyourblog2

Ponadto pragnę dziś również podziękować LeVinRouge za przemiłe ostatnie wyróżnienie i przeprosić, że jak zwykle niestety przerwę łańcuszek ;) A wszystkich przy okazji zapraszam do odwiedzin tego ‘młodego’, bardzo sympatycznego bloga :)

*

Pozdrawiam serdecznie!

Pasternakowy ‘gorący kubek’ :)

wtorek, 19 Styczeń 2010

Czy mogę Was jeszcze trochę pomęczyć pasternakiem? Mam nadzieję, że odpowiedź brzmi TAK! ;)
Mam bowiem jeszcze jedną jesienno-zimową zupę dla Was :) Zanim jednak przejdę do konkretów, cofnę się nieco w czasie, by nadrobić pewną zaległość…
Otóż w listopadzie zeszłego roku (a propos wpisu o zupie z pieczonych warzyw) obiecałam m.in. Feli i Mirabelce ‘porównawcze’ zdjęcie korzenia pasternaku i pietruszki, którego jednak do tej pory nie zamieściłam… Dziś więc mam ku temu idealna okazję ;)

Pasternak i pietruszka są do siebie faktycznie bardzo podobne, jednak patrząc na nie razem - łatwo jest zauważyć różnicę :
*
pietruszkaipasternak

*

Czyli?

Który jest który?

Wszyscy mają już poprawną odpowiedź? ;)

*

Po lewej stronie mamy korzeń pietruszki, po prawej zaś – pasternak (jest on równomiernie ‘wklęsły’ u nasady, korzeń pietruszki zaś wygląda u nasady na ‘rozwarstwiony’). Mam nadzieję, że zdjęcie to choć trochę pomoże Wam w rozróżnieniu tych dwóch wspaniałych, aromatycznych warzyw...
Kupując je – wybierajmy korzenie niezbyt duże, będą delikatniejsze w smaku i mniej ‘włókniste’.
Dodam jeszcze, że smak pasternaku jest nieco delikatniejszy od smaku pietruszki, lekko przypominający słodycz marchewki. Zawiera on sporo witaminy C oraz potasu, jest też bogaty w białko i błonnik. Wszystko to sprawia, że jest to bardzo cenne dla naszego organizmu warzywo, a przy tym smaczne i nadające się do wielu przeróżnych preparacji. Pasternak możemy bowiem konsumować na surowo, gotowany (w wodzie lub na parze) jako dodatek do wszelakich tart i zapiekanek, w formie purée, pieczony, duszony, smażony, jako dodatek do wszelakich warzywnych placków (z warzyw surowych lub gotowanch), a nawet jako… dodatek do ciast! Starty, spełnia tę samą rolę co marchewka (pod warunkiem rzecz jasna, że lubicie tego typu ciasta ;)).
Pasternak lubi się np. z kardamonem i imbirem, z otartą skórką z cytryny oraz z olejami o nieco intensywnym smaku – jak np. orzechowy, pistacjowy czy z pestek dyni. A niedawno posmakował mi również z kuminem i kolendrą :)
Oto szczegóły :
*

soupepanaispommepdet

Aromatyczna zupa z pasternakiem

2 łyżki oliwy z oliwek
1 cebula
500 g pasternaku
250 g ziemniaków
duże jabłko (ok. 220 - 250 g)
1,5 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka mielonej kolendry
mały pęczek świeżej kolendry
sól, pieprz
ok. litr bulionu / wody

Cebulę poszatkować. Pozostałe warzywa oczyścić i pokroić w małą kostkę (lub zetrzeć na tarce na dużych oczkach).
Cebulę zeszklić na oliwie, następnie dodać kumin i kolendrę i chwilę jeszcze dusić. Dodać warzywa, zalać bulionem / wodą, doprawić i gotować ok. 20 minut. Natępnie dodać z grubsza poszatkowaną świeżą kolendrę i całość zmiksować. Doprawić do smaku.
*   *   *

Tak jak i poprzednią zupę, tę również przetestowałam z korzeniem pietruszki i muszę przyznać, że smakowała wybornie. To taki domowy, aromatyczny  ‘gorący kubek’, idealny na zimowy wieczór.
Mam nadzieję, że i Wam posmakuje :)

*

Pozdrawiam serdecznie!

*

EDYCJA

Oczywiście zapomniałam o najważniejszym…

Chciałam bowiem serdecznie podziękować Cyrylli za wyróżnienie i za przemiłe słowa, przy czytaniu których ciepło się robi na serduchu :) I nawet wiedząc o tym, że ‘łańcuszek’ niestety przerwę, miała ochotę o mnie i do mnie napisać :) Tym bardziej więc mnie to cieszy :)
Wszystkim, którzy (jeszcze ! ! !) wirtualnego kącika Cyrylli nie znają – zapraszam do niej serdecznie; ja znalazłam u mniej między innymi inspirację na naszyjnik ( a nawet kilka ;) ) i powoli zbieram ‘materiały’ :)

Cyryllo, raz jeszcze bardzo serdecznie dziękuję!

*


Rozwiązanie zagadki ;)

sobota, 16 Styczeń 2010

Okało się, że jednak dość dobrze mnie znacie :) Osoby, które obstawiały zupę oraz jakieś małe słodkości – miały rację! Dziś będzie właśnie o zupie, a o słodkościach już niebawem :)

cooking-with-applesPierwszy przetestowany przepis pochodzi z książki ‘Cooking with Apples and Pears’ Laury Washburn. Teoretycznie (i praktycznie ;)) chciałam znaleźć do przetestowania – jak to zasugerowali niektórzy z Was – jakiś przepis z dynią. Na zużycie czekało jednak kilka korzeni pasternaku, którymi należało się zająć w trybie natychmiastowym. Dlatego, gdy wertując książkę ujrzałam przepis na zupę z pasternakiem, stwierdziłam że jest to dobry znak ;) Tym bardziej, że zupa brzmiała dosyć oryginalnie, pasternak bowiem został ‘ożeniony’ z jabłkiem :) Próbowałam już kiedyś zupy-krem z selerem i jabłkiem, oraz z korzeniem pietruszki i jabłkiem. Teraz przyszła więc pora i na pasternak :)

Zupa ma bardzo ciekawy smak, o ile oczywiście lubi się tego typu połączenia. Tyle tylko, że na zdjęciu w książce zupa ma biały kolor, co rzecz jasna jest niemożliwe, jako że w przepisie widnieje curry ;) Ale to nic, dzięki temu później powstała druga zupa, którą zrobiłam już z innymi przyprawami i w nieco innej konfiguracji warzywnej i która posmakowała nam jeszcze bardziej. Ale o tym będzie już następnym razem ;)

*soupepanaispomme1

Zupa z pasternakiem i jabłkiem

2 łyżki oliwy z oliwek
1 mała poszatkowana cebula
1 łyżeczka curry
kilka łodyżek świeżego tymianku
450 g pasternaku*
1 spore jabłko (do gotowania / pieczenia)
1 ¼ litra bulionu (u mnie nieco mniej)
sól, pieprz
śmietana (crème fraîche) do serwowania + ewentualnie grzanki

*przepis przetestowałam również z korzeniem pietruszki

Pasternak i jabłko obieramy i kroimy w małą kostkę (lub ścieramy na tarce na dużych oczkach). Cebulę, curry i dużą szczyptę soli dusimy kilka minut na rozgrzanej oliwie (aż cebula zmięknie). Dodajemy tymianek i warzywa i dusimy ok. 5 minut (możemy dodać nieco oliwy). Następnie dodajemy bulion i gotujemy ok. 15-20 minut, po czym zupę miksujemy (ja zmiksowałam bez tymianku) i ewentualnie doprawiamy do smaku. Serwujemy z kleksem śmietany (w oryginale śmietana wymieszana z łyżką masła) i / lub z grzankami.

Smacznego!

*

Pieczone warzywa i zupa

środa, 18 Listopad 2009

Na naszym jesiennym stole (i nie tylko na naszym - kilka dni temu Anna również o tym wspominała...) ) regularnie pojawiają się pieczone warzywa. To jeden z moich ulubionych sposobów na pyszne, jesienne danie. Wystarczy warzywa - jakie lubimy i jakie akurat mamy - pokroić, umieścić na blasze lub w dużym, żaroodpornym naczyniu, suto skropić oliwą, posypać odrobiną soli, dodać nieco ulubionych ziół czy przypraw, wstawić do gorącego piekarnika i zapomnieć o nich na jakiś czas. Tak, zapomnieć! Aromat piekących się warzyw sam bowiem przywoła nas z powrotem do kuchni w odpowiednim czasie ;)

U mnie dosyć często te pieczone warzywa kończą swój żywot w zupie. Miksuję je z dodatkiem bulionu / wywaru, a czasem tylko gorącej wody, doprawiam na koniec do smaku i podaję z kromką domowego chleba (te z Weekendowej Piekarni wspaniale tu pasują ;) ).

Jak nietrudno się domyśleć, jesienią często w tej zapiekanej formie pojawia się u mnie dynia. Ostatnio do towarzystwa miała pasternak i korzeń pietruszki (prawdziwy rarytas tutaj...), zakupione bowiem podczas ostatniej wizyty na farmie cierpliwie czekały na wykorzystanie. W ostatniej chwili okazało się też, że i zapomniany w lodówce por powinien się tam znaleźć ;) I tak oto powstała poniższa jesienna zupa, o dosyć ‘orientacyjnych’ proporcjach, które za każdym razem można zmieniać do woli :)
Jeśli lubicie zupy oraz pieczone warzywa, to serdecznie polecam Wam połączyć te dwa dobrodziejstwa w jedno. Uwierzcie mi – nawet ‘najzwyklejsza’ zupa nabiera wtedy nowego, niezwykłego smaku i aromatu :)
*

soupecourgepansperspoir

Zupa z pieczonej dyni, pasternaka i pietruszki

ok. 150 g pora
ok. 200 g pasternaku
ok. 200 g korzenia pietruszki
ok. 700 g dyni
oliwa z oliwek
przyprawy (odrobina curry i / lub kuminu, kolendry, kurkumy i imbiru)
sól, pieprz
ok. litr bulionu

Piekarnik nagrzać do 200°C.

Dynię, pasternak i korzeń pietruszki obrać i pokroić w kawałki. Ułożyć warzywa na blasze i posmarować oliwą wymieszaną z przyprawami (wedle smaku i uznania). Posolić i piec do miękkości. W tym czasie pora oczyścić, pokroić w cienkie plasterki i dusić w 2 łyżkach oliwy, do miękkości.

Następnie upieczone warzywa oraz pora zmiksować z dodatkiem bulionu tak, by otrzymać kremową konsystencję (dodając na początku nieco mniej bulionu i dolewając go ewentualnie w trakcie miksowania). Doprawić do smaku i udekorować każdą porcję kleksem śmietany.

Smacznego!