Warzywa sezonowe – zima

warzywazima2Już od prawie roku noszę się z zamiarem zapoczątkowania pewnego ‘cyklu’ ;) Nie wiem, czy to dobry pomysł czy nie (liczę więc że napiszecie mi, co o tym sądzicie ;)), chcę jednak w miarę regularnie pisać tu o produktach sezonowych. Choć dziś w supermarketach można kupić praktycznie każdy owoc czy warzywo przez cały rok, to warto choć od czasu do czasu przypomnieć sobie o ich sezonowości i porach roku, w których dany produkt najlepszy jest jakościowo.

Jak pewnie już wiecie, jestem ‘za’ spożywaniem tego, co sezonowe. Zimą nie goszczą w mojej kuchni pomidory, cukinia czy szparagi lub truskawki z drugiego końca świata. Czy przez to zimą zionie kulinarną nudą? Nie! Bowiem dostępne zimą warzywa i owoce dają nam naprawdę spore pole do popisu.

Jak każdy chyba ‘tęsknię’ rzecz jasna za nowalijkami, za warzywami i owocami pełnymi letniego słońca. Nie jest to jednak dla mnie problemem, by uzbroić się w cierpliwość i na nie poczekać ;) Czy choinka cieszyła by nas tak samo, gdyby była przez cały rok? Czy w lipcu mogła by cieszyć tak jak w Boże Narodzenie? Mnie z całą pewnością nie. A czekanie na coś to też przecież swoista przyjemność :)

Poza tym, kupowanie niesezonowych produktów, które przemierzyły pół Europy (lub świata…), nie jest niczym dobrym dla ekologii. Jak pisałam kilka miesięcy temu (klik klik) – pamiętajmy, że transport importowanych produktów nie tylko kosztuje, ale przede wszystkim zanieczyszcza środowisko, dlatego naprawdę – kiedy tylko to możliwe – warto pokusić się o kupowanie tego, co produkowane lokalnie. Co do produktów niesezonowych, to wiemy już, że naszpikowane są duuużą ilością chemii, a smakowo również niewiele mają wspólego z tymi sezonowymi (bardzo ważna notka na ten temat również tutaj – klik klik). Nie jest to więc dobre ani dla naszego zdrowia, ani dla naszego portfela, ani dla naszych kubków smakowych ;)

Jakie więc warzywa mamy do dyspozycji zimą? Co Pani Natura ma nam teraz do zaoferowania? Wbrew pozorom – całkiem sporo :)
*
legumeshiver
*
Na powyższym zdjęciu widnieje tylko część zimowych warzyw (wszak samych kapust mamy kilka rodzajów… ) ale z tego co widać, jest w czym wybierać. Choć wiem oczywiście, że w pewne warzywa nie zawsze łatwo jest się zaopatrzyć, tym bardziej że nie wszyscy niestety mamy własny ogródek (nad czym ja osobiście bardzo ubolewam…;) ).

Przejdźmy  do konkretów.

W naszym zimowym koszyku warzyw znaleźć możemy :

- przede wszystkim ziemniaki! Których z całą pewnością nigdy nie brakuje w naszych kuchniach ;) Ta niezwykle wszechstronna bylina gości na naszych talerzach pod wieloma postaciami : zupy, sałatki, puree, placki, pierogi, zapiekanki, tarty, chleby a nawet ciasta! (tak, tak – zerknijcie proszę do Tatter ;)) są dowodem na niesamowitą wszechstronność ziemniaka. Jak pewnie wiecie, istnieje kilka tysięcy jego odmian (w Peru utworzony został największy na świecie bank genów ziemniaka – szczegóły dla zainteresowanych tutaj – klik).

- marchewka – prócz tradycyjnej pomarańczowej również np. żółta i fioletowa. To warzywo nie potrzebuje chyba dodatkowych rekomendacji. Dodam więc może tylko, że świetnie smakuje np. z dodatkiem sezamu (ziaren lub oleju), także z kuminem lub kardamonem. Czy to w zupie, w surówce, czy w puree (na przykład tutaj – klik), czy nawet w cieście (jak w tym oto szwajcarskim marchewkowym – klik) – sposobów na jej przygotowanie mamy naprawdę sporo.

- korzeń pietruszki i pasternaku, z których również można wyczarować wiele wspaniałości; pozwolę sobie przypomnieć Wam ten oto ostatni pasternakowy wpis – klik, a przy okazji polecam Wam również świetny pomysł na pietruszkę Truskawkowej Ani :)

- seler – nie tylko jako dodatek do rosołu ;) Wspaniale smakuje np. zupa-krem z selera lub selerowe puree; jakiś czas temu jadłam też seler smażony w cieście naleśnikowym : ciasto nieco gęściejsze niż na tradycyjne naleśniki, dobrze przyprawione do smaku – u mnie bardziej na ostro; następnie bardzo cienkie plasterki selera obtaczamy w cieście i smażymy kilka minut z każdej strony, pycha! Poza tym możemy też ‘ożenić’ seler z imbirem czy orzechymi laskowymi, lub podać go w formie surówki np. z sosem ‘rémoulade’.

- buraki – pyszne również na surowo z dodatkiem wyrazistego sosu. Polecam też buraki pieczone, niesamowicie bowiem zyskują one na smaku; można użyć ich do sałatki, do tarty, do wszelakich przekąsek, można też zrobić z nich pyszną ‘pastę’ – na przykład do kanapek. Buraki świetnie czują się w towarzystwie koziego sera i orzechów, a także… czekolady! Tym, którzy jeszcze tego połączenia nie kosztowali, polecam np. ciasto przetłumaczone (i przetestowane ;) ) dla nas przez Polkę – klik.

- zimą królują również warzywa z rodziny kapustnych; kapusta biała, czerwona, jarmuż, brukselka (która u mnie akurat nie gości ;));  należące do tej grupy brokuły i kalafior niestety kończą swój sezon już na poczatku zimy. Traktowana nieco po macoszemu kapusta jest niesamowicie zdrowym warzywem. Zawiera sporo witaminy C i E, a także żelazo, magnez i miedź. Podobno zjadanie kapusty surowej, kiszonej lub gotowanej tylko raz w tygodniu może zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o ponad 60%.
Tymianek, cząber, majeranek czy kminek zapewnią kapuście świetne towarzystwo.

- por to kolejne warzywo, które często gości zimą w mojej kuchni; uwielbiam na przykład porową zupę-krem z dodatkiem ziemniaków, czosnku i kuminu. Często mieszam lekko podduszonego pora z innymi, mniej wyrazistymi warzywami i używam go jako farszu do tart, pieczonych pierożków czy też – z dodatkiem soczewicy lub quinoa – do warzywnych kotlecików. Imbir, tymianek, orzechy czy gomasio również będą tutaj pasować. Całkiem niedawno po raz pierwszy jadłam pora z sosem z awokado i muszę przyznać, że było to dosyć ciekawe smakowo połączenie.

- cykoria – endywia oraz sałatowa (sałatowa to ta koloru bordo w dolnym lewym rogu), nadaje się nie tylko do sałatek, lecz również do gotowania i zapiekania. Pamiętajmy jednak, że jej białe części zawierają sporo goryczki, by się jej pozbyć należy więc je odciąć. Cykorię możemy poddusić kilka minut na patelni i serwować ją z lekkim sosem typu vinaigrette lub użyć jej jako farsz do tarty np. Możemy też ją zapiec np. pod beszamelem (np. każdą cykorię – możemy ją wcześniej lekko podgotować – zawijamy w plasterek szynki, zalewamy beszamelem, posypujemy stratym serem i zapiekamy). Jest to warzywo bogate w żelazo, magnez, wapń, potas i fosfor, warto więc włączyć je do naszego zimowego menu.

- rzepa (również czarna rzepa) oraz brukiew zdecydowanie rzadziej goszczą w naszej kuchni. Dawniej były to bardzo popularne warzywa, dziś jednak odeszły nieco w zapomnienie. Przyznaję, ich smak jest nieco specyficzny, jednak odpowiednio doprawione mogą przekształcić się w całkiem smaczne danie.

- topinambur to kolejne z nieco zapomnianych warzyw; bogaty w potas, fosfor, żelazo i tiaminę (witamina B1), w smaku przypomina nieco smak karczocha (dlatego też nazywany jest ‘karczochem biednych ;) ). Można spożywać go ugotowanego na parze, można robić z niego wszelakie zupy-krem czy zapiekanki. Chętnych odsyłam do nieco wcześniejszego wpisu – klik, gdzie wspominałam już o topinamburze (i gdzie znajdziecie np. przepis na zupę z jego dodatkiem)

*

*skorzonera

- skorzonera (czarna salsefia) to w Polsce chyba nadal dosyć rzadkie warzywo. Bogata przede wszystkim w witaminy z grupy B oraz w potas, wapń i magnez, w smaku przypomina nieco szparagi (często nazywana jest ‘zimowym szparagiem’). Obierając korzenie skorzonery umieszczajmy je od razu w naczyniu z wodą z dodatkiem soku cytrynowego, by warzywo nie sczerniało. Do obierania jej dobrze jest też zaopatrzyć się w gumowe rękawiczki, skorzonera bowiem wydziela mocno klejący się sok.
Możemy ugotować ją w wodzie (z dodatkiem soku z cytryny właśnie) lub na parze i podać z podobnym sosem jak szparagi. Możemy po ugotowaniu pokroić ją w plasterki i poddusić np. z dodatkiem czosnku, natki pietruszki, odrobiny papryki czy nawet orzechów laskowych. Możemy też przygotować z niej pyszną zupę – krem.
Zainteresowanym polecam również wpis Komarki o skorzonerze, dodatkowo okraszony pięknymi zdjęciami :)

*
roszponkaklaytonia
*
- z typowo zimowych sałat mamy aktualnie do dyspozycji roszponkę (na zdjęciu po prawej) oraz klajtonię przeszytąClaytonia Perfoliata – (na zdjęciu po lewej). Obydwie zawierają bardzo dużo witaminy C (o wiele więcej niż tradycyjna sałata) szczególnie zimą więc są one bardzo cenne dla naszego organizmu. I roszponkę i klajtonię możemy konsumować również lekko podduszone (jak świeży szpinak) lub w formie zupy-kremu (pyszna!).
O klajtonii wspominałam Wam jakiś czas temu, a propos jej ‘letniej’ wersji (wpis tutaj – klik).

*

Nadal też możemy jeszcze rozkoszować się niektórymi odmianami dyni (przynajmniej teoretycznie, w praktyce bowiem nie wszystkie sklepy czy stragany są teraz w nią zaopatrzone).
*

dyniapieczona

(zainteresowanych przepisami z dyni, których ominął ‘dyniowy festiwal’ zapraszam do lektury kilku wpisów m.in. tutaj; dodatkowo klikając na dyniowy baner na prawym pasku bloga traficie na spis wszystkich wspaniałych potraw przygotowanych przez uczestników Festiwalu)

*

Praktycznie każde z tych zimowych warzyw można przygotować na wiele sposobów. Mogą być spożywane w surówkach, gotowane, duszone, pieczone. Możemy zrobić z nich pyszną zupę, puree, kotleciki warzywne, tarty, zapiekanki, wszelakie warzywne omlety / frittaty, możemy też na przykład użyć ich jako farszu do pierożków (pieczonych lub gotowanych). W połączeniu z ryżem, kaszami, soczewicą czy quinoa – za każdym razem otrzymamy coś innego. Warto też eksperymentować z ziołami i przyprawami – wszak to one dodają potrawom wyrazistości i charakteru.

Warto też oczywiście korzystać z mrożonek czy domowych przetworów, by urozmaicić nasz zimowy jadłospis. Dobrej jakości przecier z dojrzałych latem na słońcu pomidorów wprawdzie ich nie zastąpi, ale z całą pewnością będzie smakował lepiej niż pomidory, które aktualnie kupić można w sklepie.

*

To tyle na dziś.

Ciekawa jestem, czy choć częściowo Was przekonałam, że zimowe warzywa wcale nie są takie złe? ;)

*

  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Google Plus
  • Pinterest
  • Blogger
  • RSS
  • Email

100 odpowiedzi nt. „Warzywa sezonowe – zima

  1. Ptasia

    Ja myślę, że przy warzywach zimowych trzeba się bardziej namęczyć. Obrać, zetrzeć, obgotować, udusić… To nie pomidor, który myjemy (albo i nie) i pożeramy tak, jak jest (a sok skapuje na brodę). A ja zimowe też lubię, choć czasem leń bierze górą.
    Lubię surówkę z białej rzepy, doprawianą jogurtem, cytryną i pieprzem… ale rzadko ją robię :), podobnie jak tą z selera (z rodzynkami). Lubię buraki w najróżniejszych formach (pieczone w folii!).
    Zimowym warzywem jest także dla mnie fenkuł (bo czy nie teraz jest na niego sezon?). Żałuję, że jarmuż w PL tak trudno dostępny.

    Odpowiedz
    1. studentka (zaoczna) dietetyki

      Nie zależnie od tego czy warzywa są sezonowe czy nie -ZAWSZE należy je myć, gdyż np od niestarannie umytego pomidora czy niedokładnie wypłukanej sałaty możemy się nabawić pasożytów takich jak np. glisty ludzkie, które mogą pełzać niemal po całym ciele.

      Odpowiedz
  2. zaytoon

    Wiesz, Beo, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze? Że tak naprawdę w dużych marketach łatwiej w sezonie dostać warzywa niesezonowe, niźli sezonowe. Bo zewsząd uderzają mnie pomidory i inne cukinie, a nie cykorie czy rzepy. A o topinamburze czy skorzonerze usłyszałam dopiero niedawno, kiedy zaczęłam bardziej interesować się kuchnią. Nie dostaniesz tego w zwykłym sklepie. Ba! I w warzywniaku nie dostaniesz. Chyba, że tylko te w mojej okolicy są tak słabo zaopatrzone…

    Na koniec dodam jeszcze tylko, że z całego powyższego zestawienia wybieram buraki. Kocham, ubóstwiam, mogłabym jeść w ilościach chorobliwych. Pycha!

    Pozdrawiam! ;)
    Bardzo ciekawy cykl rozpoczynasz.

    Odpowiedz
  3. ulcik

    Oj tak bardzo proszę o taki cykl :)
    Fakt, że zimowe warzywa są trudniejsze w obróbce, bo jak to powiedział mój syn są brudniejsze i więcej trzeba z nimi zrobić. Ale są pyszne, a nie zawsze mamy pomysł co z nich zrobić…

    pozdrawiam

    Odpowiedz
  4. kass

    Bardzo na czasie, w każdym razie u mnie…ja uwielbiam wszystkie warzywa zimowe, ale statnio szaleję z kapustami, uważam że wciąż za mało jej jemy, a taka zdrowa! Wymyślam też ciasta z warzywami…
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  5. wiewiórka

    topinambur – tego warzywa nie znam i nigdy nie widziałam. Ciekawe czy można je u nas kupić?

    Bardzo ciekawy wpis, fajnie, że Chciało Ci się pozbierać to wszystko – świetny pomysł :)

    pozdrawiam ciepło z zaśnieżonego Trójmiasta :)

    Odpowiedz
  6. Małgoś.dz

    Bea, toż to prawdziwy referat stworzyłaś! Chylę czoła, bo widać, że niemało pracy w ten wpis włożyłaś.
    Co do pytania zadanego na końcu, to ja się czuję bardzo przekonana, bo nie uciekam od zimowych warzyw, choć niestety nie wszystkie lubię. ;/ Ale takim burakom nie potrafię się oprzeć!
    Trochę zaskoczyłaś mnie stwierdzeniem ,że brokuł i kalafior są jeszcze na czasie, bo byłam absolutnie przekonana, że to warzywa typowo letnie… U nas na straganach, owszem są widoczne, ale wszystkie z naklejkami typu ” product of Spanish” (lub Marocco, albo inne takie). Więc ja ich nie kupuję.
    Mnie trochę nurtuje taka myśl i nie wiem czy słusznie, czy może jednak jest jakieś sensowne wytłumaczenie tematu… Mówimy często o tym, by nie kupować niesezonowych „roślin”, bo transport ma wpływ na ekologię (prawdę mówiąc tutaj tez mam pewne wątpliwości, zważywszy na miliony aut, które każdego dnia poruszają się po naszym globie i tylko bardzo nieliczne wiozą warzywa), ale przecież tak ochoczo kupujemy cytrusy, banany, mango, kiwi, bataty i tym podobne, które u w tej części Europy nie rosną… Dlaczego im wybaczamy? Przecież nie wszystkie przypływają drogą wodną…? Czy transport batata jest mniej „zły” niż transport niesezonowej cukinii? Dla mnie to prawdziwa zagadka…
    Ps. A roszponkę wręcz ubóstwiam! Całym sercem i każdym kubkiem smakowym. :)

    Odpowiedz
  7. Arek

    Oczywiscie , ze warto! W koncu o to chodzi w gotowaniu (przynajmniej teoretycznie), zeby cieszyc sie tym co jest dostepne(domyslnie najlepsze) w danym momencie roku. Poza tym uzywanie produktow z danego sezonu ulatwia nam prace tworca- wiekszosc z nich sie ze soba komponuje:))

    Odpowiedz
  8. Bafka

    Pomysl bardzo fajny. Skorzonere uwielbiam, choc nawet nie wiedzialam, ze tak po polsku to sie nazywa. Mieszkam w Niemczech i znam to warzywo jedynie pod nazwa Schwarzwurzel.
    Jesli chodzi o sezonowe warzywa zimowe to zabraklo mi w Twoim zestawie zdecydowanie brukselki. Przeciez nawet zbiera sie ja po pierwszych mrozach. Wiem, ze nie kazdy lubi brukselke, ale ja nie wyobrazam sobie zimy bez brukselki na talerzu… choc od czasu do czasu.
    Pozdrawiam goraco. Masz jednego z fajniejszych blogow kulinarnych.

    Odpowiedz
  9. Ewa

    Beo, swietny pomysl na taki cykl. Ja juz dawno przestalam uwazac na to co sezonowe. Zwracam tylko uwage na wszelkie „nowosci”. Na to, ze akurat pojawil sie rabarbar czy maliny. Pomidory jadam przez caly rok i nie smakuja mi wcale ;)
    Masz racje, w oczekiwaniu jest wiele przyjemnosci. Pomysle nad zmianami.
    Beo, a nie korzystasz z mrozonek?

    Odpowiedz
  10. magda k.

    dziękuję za ten post, świetnie się czyta i dobrze to wszystko wiedzieć, co do sezonowych warzyw, to dopiero nie tak dawno odkryłam, że trzeba się cieszyć i korzystać z tego co mamy o danej porze roku.
    Korzystajmy ile się da (na ile nasze sklepy są zaopatrzone), z uroku sezonowych – zimowych warzyw.
    Bardzo Cię gorąco pozdrawiam i czytam, czytam, czytam :)

    Odpowiedz
  11. Majana

    Beatko, powiem Ci szczerze, że czytałam z zaciekawieniem :) Niektórych warzyw nie znam, na przykład topinambura, tak więc stanowią dla mnie ciekawostkę:) Podoba mi się Twój sposób na selera – te placuszki, z chęcią kiedyś wypróbuję:)

    Podobnie jak Małgosia uwielbiam roszpunkę a chyba jeszcze bardziej rukolę :))

    Ściskam ciepło :***

    Odpowiedz
  12. Pela

    Beo – mnie nie trzeba przekonywać do warzyw sezonowych.
    Też jestem jak najbardziej za sezonowym spożywaniem warzyw i owoców – nie kupuję plastikowych w smaku pomidorów i truskawek w środku zimy.
    A zdjęcia jak zwykle u Ciebie takie piękne.
    Pozdrawiam cieplutko z mroźnego środka Polski

    Odpowiedz
  13. Misia

    Co za wspaniały wpis! Czytasz mi w myślach – właśnie zbieram się od paru dni do napisania o sezonowych warzywach i o tym co możemy zrobić dla ekologii w kuchni (zainspirowana dwoma filmami – Food Inc. i The Age of Stupid). Póki co skończyłam na ugotowaniu zupy krem z selera i tarty z buraczkami :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    Odpowiedz
    1. MagdaT

      Jeśli jesteś z Warszawy (zawsze jakaś szansa istnieje:P) to topinambur dostaniesz w każdą sobotę na BioBazarze na ul. Żelaznej 51/53. Ja sama tam go znalazłam przedwczoraj i teraz szukam jakiegoś przepisu, który mi go jakoś ładnie wkomponuje w menu:)) Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  14. karoLina

    Ja jestem bardzo „za” sezonowym cyklem, bo proporcje spożywanych warzyw do słodyczy stały się u mnie ostatnio więcej niż zachwiane. Bo, pomijając zupy, na niekłopotliwe i szybkie przyrządzenie warzyw zwykle brakuje mi pomysłu. Z radością więc się zainspiruję, bo rzeczywiście, patrząc na Twoje zdjęcia, nawet jeżeli weźmie się pod uwagę tylko to co w supermarkecie na pewno dostanę, trudno się już usprawiedliwiać, że wybór mały, to i pomysłów mało .

    Odpowiedz
  15. monika

    Beo, całą sobą jestem za! Jakbym miała podać jakąś zasadę jaką rządzi się moja kuchnia to byłaby to właśnie sezonowość i lokalność. Ostatnio na blogu Asi Green Canoe (nie umiem wstawić linki w komentarzu) pojawiła się akcja Kupuję polskie – myślę, że warto ją propagować również na blogach kuchennych, może tylko potraktować ją nieco szerzej jako Kupuję lokalne, wszak nie w jednym kraju wszyscy mieszkamy. Nie chcę być posądzona przez nikogo o jakąś obsesję – jasne, kupuje produkty importowane, ale tylko takie, których u nas po prostu się nie produkuje – oliwy z oliwek w Polsce póki co się przecież nie tłoczy. Ale podstawę naszego jadłospisu i wszystkich posiłków stanowią produkty lokalnych producentów, jeśli tylko możliwe nasze własne, albo kupowane u zaufanych sprzedawców. Zdarza mi się kupić owoc czy warzywo egzotyczne w ramach jakiegoś eksperymentu, poznawania nowych smaków (co prawda, wiadomo – granat zawsze będzie smakował lepiej tam gdzie jest jego naturalne środowisko, ale nie zawsze jest okazja by go tam jeść..), zresztą nadmierna zasadniczość może prowadzić do skrajności, które rzadko niosą z sobą coś dobrego, ale na co dzień eksperymentuję właśnie z tym, co sezonowe i tutejsze, ewentualnie z mrożonkami.
    Uff, napisałam elaborat, ale temat jest mi bardzo bliski i chętnie pociągnę go również u siebie, jeśli pozwolisz – ostatnio przekopuję książki właśnie pod kątem zimowych potraw (skarbnicą okazała się książeczka T. Pióro, w której znalazłam jedną z moich ulubionych sentencji: „lepszy piękny, zdrowy burak z ogródka teściów niż papaja, której nikt nie chciał na Hawajach” ;) ). Pozdrawiam gorąco i dziękuję za tyle pożytecznych informacji :)))

    Odpowiedz
  16. Usagi_pl

    A ja uwielbiam te właśnie warzywa. U mnie goszczą przez cały rok. Uwielbiam pora, dodaję go właściwie do wszystkiego: sałatki warzywnej, ryby w papilotach, nawet pulpecików. Świetnie się sprawdza jako element dekoracyjny, taki świeży, jasnozielony akcent na talerzu.
    Bez pietruszki i selera połowa moich sosów byłaby porażką. Pozostałe warzywa to też ważny element mojej kuchni.

    Jedynie ziemniaków nie lubię. Jakoś tak nie lubię i już. Chyba że w formie klusek ziemniaczanych i kopytek, ale to się chyba już nie liczy jako ziemniaki :)

    Generalnie u mnie w domu żyje się tym, co można dostać na rynku. Nie w sklepach, nie w hipermarketach, ale właśnie na rynkowych straganach. I jak ostatnio policzyliśmy, to na mięsa wydajemy stosunkowo niewiele, za to na warzywa idzie fortuna.

    I tylko za Chiny nie wiem, co zrobić z skampowaną w lodówce brukselką :) Ładna jest… zielona… i chyba nic więcej nie umiem o niej powiedzieć :)

    Odpowiedz
  17. Patrycja

    Tak, tak, są wspaniałe! Super, że poruszyłaś ten temat. Warzyw sezonowych jest pod dostatkiem, trzeba tylko się rozejrzeć. I ja staram się tylko sezonowe, nie jem truskawek w grudniu itd.. Szerokim łukiem omijam warzywa z Hiszpanii, czytam nalepki jeśli tylko są i szukam tych z gospodarstw irlandzkich (jest ich coraz więcej na szczęście i natka pietruszki już nie jest „made in Spain” tylko ze wsi spod Dublina) warzywa kupuję w warzywniaku, ale mam i świadomość, że nie mam 100%pewności skąd te warzywniaki sprowadzają np. pory (pory nie mają nalepek;) skoro natkę potrafią ściągać z Hiszpanii. Ale zgodzę się z Małgosią, że przecież kupujemy pomarańcze, banany itp. No i patatów (batatów) sobie nie odmówię (jem je cały rok jak pietruszkę czy pory) tak jak i świeżego imbiru, a tak naprawdę nie wiem czy taki transport np. pomarańczy, bananów, batatów czy choćby cytryn/ limonek jest nie ekologiczny. Skoro popyt na nie jest ogromny bo zwyczajnie weszły do codziennego, całorocznego menu jak ziemniak czy jajko (tu pataty leżą obok ziemniaków i są tak jak one popularne). Trudno mówić o sezonowości np. cytryn, limonek, strąków chili czy kłącza imbiru prawda? Używamy ich stale a w Polsce, Szwajcarii czy Irlandii nie rosną. Poza tym stała dostępność wszystkiego przyprawia o zawrót głowy, co naprawdę jest sezonowe, takie np. pieczarki. Zimowe, jesienne? Bea może miałabyś ochotę pójść o krok dalej i zrobić np. tabelę warzyw i owoców podzielonych porami roku, byłoby super:)
    Dziękuję za pomysły na czarną salsefię, widziałam ją w warzywniaku ale jakoś nie miałam odwagi, teraz spróbuję:)

    Odpowiedz
  18. PePe

    Bea fantastyczny pomysł! Mam nadzieję że rozszerzy się również na sezonowe owoce, co będzie skutkowało również sezonowymi deserami (dla mnie mogłyby tylko te istnieć ;) ).
    Pozdrawiam ;-)

    Odpowiedz
  19. komarka

    Bea, super cykl! I bardzo potrzebny, choćby żeby przypomnieć o zapomnianych czasem warzywach. Moim odryciem tej zimy jest por :) Chyba nigdy nie jadłam go tak dużo jak w tym sezonie i z każdym nowowypróbowanym daniem smakuje mi bardziej.

    Odpowiedz
  20. Bobe Majse

    Wspaniały pomysł na bardzo interesujący cykl! Gorąco popieram. Przepiękne zdjęcia. Mam ochotę pobiec do supermarketu i kupić wszystko, co pokazałaś. Serdecznie pozdrawiam, Ola – Bobe Majse

    Odpowiedz
  21. RainDrop(Mi)

    Cudowny kosz warzyw! Uwielbiam wybierać i kupować warzywa: zwłaszcza na małych klimatycznych bazarkach. Niektóre są tak piękne, że aż potem szkoda je kroić. Ciemno czerwone pomidory, bakłażany z błyszczącą skórką, soczysto zielone cukinie, białe kalafiory, fioletowa cebula – magiczny świat kolorów :)
    Buziaki :*

    Odpowiedz
  22. Monika.L

    Jestem bardzo za. Świetny pomysł.
    Przyznam szczerze jak powietrza brakuje mi w tej chwili potraw z warzyw. Jest ich w mojej kuchni zbyt mało.
    Czasem tak bardzo tęsknię za zielonym, ale z tej tęsknoty po zawitaniu do sklepu – i obejrzeniu tych przedziwnych kolorów… nic nie wychodzi.
    Doskonały pomysł.
    Pozdrawiam ciepło.
    M.

    Odpowiedz
  23. Sarenka

    o taki cykl mi się bardzo podoba! od dłuższego czasu usiłuje jadać bardziej sezonowo, niestety nasze sklepy skrupulatnie nam to utrudniają.
    Nie wiedziałam nawet że cykoria jest zimowa, zawsze widuje ją w sklepach latem.

    Odpowiedz
  24. Lu

    Bardzo fajny wpis Bea. Lubię te Twoje wpisy, można się wielu ciekawostek dowiedzieć.
    Czekam na następne.
    Zgadzam się, że w polskich sklepach łatwiej o wszelkiego rodzaju egzoty niż o sezonowe, rodzime warzywa.

    Odpowiedz
  25. Isadora

    Widzę, że całkowicie zgadzamy się na tej płaszczyźnie :) Ja też staram się odżywiać sezonowo. Po pierwsze ważny dla mnie jest aspekt zdrowotny, ale także smakowy. O tej porze roku zdecydowanie lepiej smakują pomidory z puszki (czy z domowych przetworów) niż świeże. A oczekiwanie na rzodkiewkę i truskawki ma swój urok :)
    Jest tak wiele wspaniałych dań, które można przyrządzić z zimowych warzyw, że naprawdę warto zapomnieć na kilka miesięcy o sztucznym smaku cukinii czy sałaty.

    Odpowiedz
  26. katasz

    Bardzo słuszna inicjatywa :) Ja odkrywam ostatnio warzywa sezonowe, bo firma mojego narzeczonego dostarcza nam co tydzień skrzynkę tychże (firma nie ma nic wspólnego z ogrodnictwem), dzięki czemu odkryłam dla siebie boćwinę, zimowy szpinak, różne rzepy i inne produkty, których nie jadło się u mnie w domu. Przydaje się również kalendarz http://www.fruits-legumes.org/

    Odpowiedz
  27. majka

    Bea, jestes prawdziwa skarbnica wiedzy! Wpadlas na genialny pomysl. Ja juz od dluzszego czasu szukalam wlasnie czegos takiego (czasami w czasopismach kulinarnych mozna natknac sie na informacje dotyczace sezonowych warzyw ale jest ich strasznie malo). Bogatsza w wiedze, zapisuje kilka warzyw (np. pasternak) i ide na zakupy :)) Mam nadzieje, ze uda mi sie z nich upichcic cos pysznego :))

    Odpowiedz
  28. amarantka

    Bea, super pomysł!
    Co do sezonowości, to jako dziecko wychowane na wsi z kurkami, krówką i świnkami, z ziemniakami, marchewką, pietruszką i selerem zakopanym głęboko w stajni na czas zimowy, z jesiennym kiszeniem kapusty w beczce – mówię tak. Tak zostałam wychowana, tak staram się żyć. W zgodzie z naturą :)

    I jeszcze należą Ci się podziękowania za tak piękne zebranie tych wszystkich informacji :)

    Odpowiedz
  29. Luisafoodie

    No to już chyba nie masz żadnych wątpliwości!

    Zachwyciły mnie kolory tego zimowego, wydawałoby się – burego, zestawienia.

    No i strasznie się cieszę, że pokazałaś topinambury, które jadłam raz jeden w życiu, podarowane Mamie przez jakiegoś znajomego pasjonata – ogrodnika – eksperymentatora…utkwiła mi w głowie ich słodycz. Teraz nie mam pojęcia, skąd je wziąć…

    No ale skoro przypomniałaś, to trzeba spróbować poszukać :)

    Odpowiedz
  30. aga-aa

    lubię Twoje „cykle informacyjne” :) z kiełkowych wciąż korzystam
    ja tez staram się jeść warzywa sezonowe, może w mniejszym stopniu ze względu na ekologie, a ze względu na smak no i cenę
    pomidory pojawiają sie u mnie zimową porą od czasu do czasu, ale głównie jako zapychacz żołądka, bo smaku mają niewiele, ale brokuły? tylko mrożone :)

    przyznam, ze zimą mam problem, bo jednak wolę wiosenne i letnie zielska ;) mam nie lada problem zimową porą
    ziemniaków nie jadam, marchew ostatnio mi w żoładku rewolucje robi, pietruszka tylko w zupie mi pasuje,
    jadam głównie pekinkę, cykorii nie miałam okazji spróbowac, podobnie topinambura i skorzonery (tych to na oczy nie widziałam ;) )

    zimą głównie przeżywam dzięki mrożonkom, własnym i kupnym :)
    dzięki za pożywną lekturę ;)

    p.s. dostalas moje emaile?

    Odpowiedz
  31. kasiac

    Pamiętam, jak w zeszłym roku pytałam Cię o sezonowość warzyw. Nie rozumiałam wtedy, że warzywa zimowe, to również te, z jesiennych zbiorów dobrze znoszące przechowywanie. Zastanawiałam się: jakie warzywa spod śniegu zimą się wykopuje??? Ale teraz już rozumiem sezonowość i ja stosuję w codziennym życiu. U nas warzywa zimą są średnio lokalne, bo w Trójmieście większość warzyw z targu i warzywniaków pochodzi z Mazowsza). Latem to co innego, jest więcej sprzedawców z własnymi warzywami i owocami.
    Pozdrawiam i dziękuję za ten cykl:)
    Aga pisze o Twiom cyklu kiełkowym – nastawiłam już rzeżuchę, ale padła :( Jeszcze słońce jest troszeczkę za nisko. Poczekam ze dwa tygodnie i spróbuję ponownie:)

    Odpowiedz
  32. pędzący królik

    Beo!
    Zjadanie kapusty (surowej, kiszonej lub gotowanej) raz w tygodniu zmiejsza ryzyko zachorowania również na raka piersi.
    Pozdrawiam ciepło,
    klientka Pędzącego Królika

    Odpowiedz
  33. buruuberii

    Bea, wpis doskonaly, jak najbardziej potzrebny! I jak to u Ciebie, znow sie ucze, skorzonere znam z opowiesci i po pierwszy raz widze „na zywo”, a pora z sosem z awokado z checia bym sprobowala! Pieknie zdjecia, ten kontrast braz-zielen cudny :)
    Duzy buziak :**

    Odpowiedz
  34. zawszepolka

    Mnie zatkało. To jest wspaniały cykl Beatko. Zatkało mnie bardziej niż po przeczytaniu wpisu o kiełkach :)
    Ja się na czytanie zapisuję. I chociaż nie daję się zwariować z czytaniem metek wszędzie i na wszystkim, to rzeczywiście jagód, malin czy pomidora nie zjem w zimie – one po prostu są niesmaczne.
    Buraki – moja miłość :)
    Beatko pisz pisz jak najwięcej!

    Odpowiedz
  35. Bea Autor wpisu

    Cieszę się, że pomysł Wam się spodobał.

    Zanim odpowiem na konkretne wypowiedzi, pragnę dopisać, że nie chodzi mi absolutnie o moralizatorstwo i o to, by nikt z nas już nigdy nie kupił nic, co nie zostało wyprodukowane lokalnie (czyli zero cytrusów, zero batatów, zero cukru trzcinowego). Chodzi mi o to, by jak najczęściej korzystać z sezonowych warzyw i owoców właśnie w ich sezonie; to, że nie mamy aktualnie pomidorów czy truskawek naprawdę nie jest takim wielkim nieszczęściem. A wiedząc, ile chemii mają w sobie te niesezonowe warzywa przetransportowane przez pół świata, naprawdę warto je sobie darować.

    Ciekawa jestem, czy w Polsce dużo mówi się / pisze na ten temat? Czy bada się warzywa i owoce pod względem zawarej w nich chemii, czy pokazuje się reportaże z regionów, w jakich te warzywa i owoce się uprawia (nie te ‘pokazowe’ reportaże, ale te ukazujące prawdę, często bardzo smutną prawdę…). Wierzcie mi, po kilku takich obrazach naprawdę odechciewa się zakupu pewnych produktów…

    Oczywiście możecie się ze mną nie zgadzać, możecie uważać, że to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia. Nie oceniam tego, nie krytykuję. Wszak każdy z nas robi to, co uważa za słuszne. A ja chcę tylko pokazać Wam, że i zimą mamy spory wybór wspaniałych warzyw, o których czasami zapominamy. Tym bardziej, że – jak kilka osób o tym wspomniało – nie zawsze wiemy, co tak naprawdę jest sezonowe a co już nie.

    To tyle gwoli wyjaśnienia, teraz ‘idę’ odpisać bardziej szczegółowo na Wasze komentarze :)

    Odpowiedz
  36. Bea Autor wpisu

    GospodarnaN., por występuje i w odmianie letniej i zimowej; te zimowe na szczęście wytrzymują dosyć niskie, ujemne temperatury.

    Masz rację Ptasiu, obróbka zimowych warzyw z całą pewnością wymaga więcej czasu; dawniej ludzie tego czasu mieli zimą o wiele więcej niż latem, może to dlatego Matka Natura tak to sobie ‘obmyśliła’? ;) Surówkę z rzepy i ja uwielbiam, właśnie z jogurtem wymieszanym z odrobiną crème fraîche.
    O fenkule nie pisałam w tym ‘odcinku’, gdyż – tak właśnie jak kalafior i brokuł – najczęściej te sezonowe można kupić najpóźniej na początku grudnia (piszę oczywiście o CH, nie wiem jak to się ma do rynku polskiego niestety…). Fenkuł zbiera się mniej więcej w połowie lub pod koniec października i może on zimować w kopcu, jednak na farmach, na których się zaopatruję w styczniu niestety fenkułów już nie ma, a w sklepach czy nawet na targu dostępne są tylko te z Włoch czy Hiszpanii. A Ty Ptasiu widziałaś teraz polskie fenkuły w sprzedaży? Czy jednak nie?

    Zay, niestety się z Tobą zgodzę; większość warzyw i owoców dostępna jest w marketach cały rok i często nie zdajemy sobie nawet sprawy, że teoretycznie warzywo X czy Y nie powinno się teraz znajdować na straganie. A warzyw typowo zimowych faktycznie w sklepach jak na lekarstwo…

    No właśnie Ulciku, często nawet na targu osoby stojące obok pytają mnie, co przygotowuję z danego warzywa, którego oni praktycznie nie znają. Często ludzie ‘boją’ się też eksperymentów i najczęściej gotują te same, dobrze im znane dania. A czasami warto troche poeksperymentować. Jeśli coś faktycznie nam nie posmakuje, to następnym razem zrobimy to inaczej.

    Kass, ja też zdałam sobie sprawę, że jednak stosunkowo mało przygotowuję dań z kapusty, a przecież – tak jak piszesz – to naprawdę niesamowicie zdrowe warzywo. Chętnie poczytam też kiedyś o Twoich ciastach :)

    Lila, dziękuję serdecznie :)

    Karola, oczywiście! Choć faktem jest, że zimą niektóre nasionka kiełkują jednak gorzej niż wiosną…

    Wiewiórko, wiem że o topinambur w PL nie jest łatwo, ale może uda Ci się w niego kiedyś zaopatrzyć; może ktoś z komentujących nam w tej kwestii pomoże ? ;)

    Małgosiu, z brokułem i kalafiorem źle się wysłowiłam; są z rodziny kapustnych, jednak najczęściej kończą się z początkiem zimy niestety (kalafior nieco wcześniej niż brokuł). Najpóźniej zbiera się brokuły pod koniec października / na początku listopada, zależy więc, na jak długo te plony odpowiednio przechowane wystarczą. Na początku zimy jest to jeszcze możliwe, teraz już jednak nie. Dlatego właśnie nie ma tych warzyw na moich zdjęciach (mam nadzieję, że tamtym zdaniem w tekście nie wprowadziłam w błąd czytających…).
    A co do drugiej części Twojej wypowiedzi, to – jak już wiesz Małgosiu ;) – wyznaję zasadę ‘ziarnko do ziarnka’. Oczywiście, że samochodów jeździ po naszym globie bez liku, więc już samo to zanieczyszcza atmosferę. Ciężarówka jednak zanieczyszcza ją z całą pewnością nieco bardziej, gdyż spala zdaje się ok. 35 litrów ropy na 100 km, czyli sporo więcej niż przeciętny samochód. Poza tym transport takich warzyw i owoców (jak np. szparagi z Peru dostępne w sklepach jesienią i zimą) to 10 do 20 razy więcej zużytego do ich transportu paliwa niż w przypadku lokalnych warzyw sezonowych. Poza tym, nie wiem niestety dokładnie ile samolotów, statków i ciężarówek z owocami i warzywami przemierza każdego dnia nasz glob, ale z pewnością nie jest to ‘niewiele’. Pomyśl Małgosiu ile ciężarówek np. z Hiszpanii musi przetransportować te produkty w całej Europie by dotarły do wszystkich regionów Francji, Belgii, Szwajcarii, Niemiec, Polski, itd. i by ‘świeże’ gościły w sklepach regularnie? Ciężarówek jeździ po naszych europejskich drogach naprawdę sporo, wystarczy zaliczyć krótką przejażdżkę po kilku autostradach by przekonać się, że w niektórych regionach jedna ciężarówka jedzie za druga. Rzecz jasna nie wszystkie przewożą warzywa i owoce, ale tak jak pisałam wyżej – ziarnko do ziarnka ;)
    Tak jak piszesz, cytryny np. nie rosną w naszym klimacie, trudno więc o te lokalne. I oczywiście się z Tobą zgadzam. Chodzi mi jednak tylko i wylącznie o to, by zwrócić większą uwagę na to, co wkładamy do naszego koszyka. Czy naprawdę nie da się wytrzymać bez pomidorów i truskawek aż do wiosny / lata? Myślę, że jednak się da ;)
    Tak jak piszesz, bataty np. też przemierzyły długą drogę do naszego talerza i oczywiście się z Tobą zgadzam, ale nie są one np. głównym składnikiem moich posiłków. Jednak jak pisałam w moim pierwszym komentarzu – nie chodzi mi o moralizatorstwo, daleko mi do tego (wszak i ja kupuję cytrusy, cukier trzcinowy i od czasu do czasu bataty czy banany). Chodzi mi tylko o to, by nie zapominać, że mamy naprawdę sporo produktów sezonowych i że warto się nimi zainteresować :)

    Widzę Arku, że myślimy podobnie :) I masz całkowitą rację – te sezonowe produkty świetnie się razem komponują i współgrają.

    Witaj Bafko :) Co do brukselki, to wspomniałam o niej tylko w tekście (pisząc o kapustnych), na zdjęciu jej jednak nie ma ze względu na obecność dwóch innych kapust. Choć może faktycznie to był błąd… Obiecuję poprawę w przyszłą zimę ;)
    I dziękuję Ci serdecznie za przemiłe słowa :)

    Ewo, cieszę się bardzo, że wpis Cię zaciekawił :)
    Mrożonki jadam, ale nie stanowią one podstawy mojego menu. Przyznam, że kupuję je dosyć rzadko… I to tylko na wypadek, gdyby nic innego nie było w domu np.

    Odpowiedz
  37. Bea Autor wpisu

    Majano, ten przepis był kiedyś w Poradniku Domowym zdaje się (mam go od chrzestnej), więc jeśli chcesz, to chętnie Ci go prześlę.

    Misiu, filmów o których piszesz niestety jeszcze nie widziałam, ale dziękuję za info.

    KaroLino, to jest właśnie fajne, że z tym samym warzywem możemy często przygotować sporo dań, tylko że nie zawsze mamy odpowiedni pomysł w danej chwili, to fakt…

    Moniko, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz :)
    Akcję Kupuję Polskie widziałam, choć dla mnie właśnie (tak jak i Ty piszesz) to by było właśnie coś w stylu ‘kupuję lokalne / krajowe / sezonowe’ (niepotrzebne skreślić ;)).
    Tak jak piszesz – nie chodzi o to, by nigdy nie kupić niczego, co importowane, tym bardziej, jeśli lokalnie nie jest produkowane. I oczywiście będzie mi niezmiernie miło jeśli i Ty ‘pociągniesz’ temat u siebie :)

    Usagi, moje doświadczenia z brukselką są niestety zerowe :) Oczywiście mam kilka przepisów na nią, jednak u mnie raczej one nie zagoszczą ;)
    Co do targu, to u mnie jest on tylko dwa razy w tygodniu, do południa, więc nie zawsze mogę się na niego udać. Regularnie jeździmy jednak na warzywne farmy i wtedy wiadomo, że jeśli można dane warzywo u nich kupić to dlatego właśnie, że jest sezonowe.

    Patrycjo, i tutaj niestety warzyw z importu zatrzęsienie; czosnek z Chin, młode ziemniaki z Izraela, itd, itp. I tak jak piszesz – nie mamy niestety pewności skąd pochodzą warzywa sprzedawane w pobliskim warzywniaku.
    A co do tabelki, to nie, nie myślałam jeszcze o zrobieniu takowej ;)
    Ciekawa jestem, jak ostatecznie przygotujesz salsefię, czekam na szczegóły :)

    Tak PePe, będę wspominać i o sezonowych owocach, choć pewnie nieco później…

    Komarko, ja chyba właśnie dopiero tutaj zaczęłam jeść sporo pora. Pasuje praktycznie do wszystkiego, dodaje potrawom smaku i ostrości, wiele można z niego wyczarować.

    A propos warzyw i ich kolorów Mi, przypomina mi się często kadr z filmu ‘Dziewczyna z perłą’, gdzie bohaterka układa krojone warzywa tworząc z nich swoisty, kolorowy obraz. Tak jak piszesz – magiczny świat kolorów :)

    Moniko, u mnie warzyw w sumie przez cały rok jest sporo, choć wiadomo że chciałabym, by znów było lato z całym swoim bogactwem kolorów i smaków… Zimą zjadam warzyw może nieco mniej i z pewnością w mniej dietetycznej formie ;) Ale czymś trzeba przecież nasz zmarznięty organizm rozgrzać ;)

    Sarenko, ta cykoria z mojego zdjęcia to właśnie odmiana zimowa.

    Odpowiedz
  38. Bea Autor wpisu

    Dziękuję Lu :)

    Masz rację Isadoro, pomidory zdecydowanie lepiej teraz smakują te zamknięte w słoiku np. ;)

    No właśnie Ilonko, u mnie niestety brukselką się nie poczęstujesz ;) Ale może coś innego Ci się ewentualnie spodoba? ;) Dziękuję, że tu ‘wpadłaś’ na chwilę :*

    O tak Katasz, ten kalendarz znam i bardzo go lubię :)

    No właśnie Majko, wydaje mi się, że takich informacji nigdy nie za wiele. Nigdy nie wiadomo kiedy i komu się one przydadzą ;)

    Amarantko, zgadzam się w całej rozciągłości :)

    Luisafoodie, trzymam kciuki za poszukiwania topinambura!

    Aga, ja też wolę te wiosenne i letnie, ale jak się nie ma co się lubi… ;)
    I trzymam kciuki by było coraz mniej ‘rewolucji’ :*

    Kasiu, i ja pamiętam :) A co do warzyw ‘lokalnych’, to ważne że warzywa te nie przyjechały zupełnie z drugiego końca kraju czy świata; nie wszystko niestety można kupić z upraw ‘po sąsiedzku’ :/
    A co do kiełków, to i dla moich jest jeszcze za wcześnie; zdecydowanie lepiej mają się wtedy, gdy wiosna wisi w powietrzu ;)

    Pędzący króliku, dziękuję za info oraz za wizytę :)

    Leloop, poproszę o cierpliwość ;) Tym bardziej, że niedługo wracam do pracy…

    Basiu, mogę Ci przesłać przepis na tego pora, ciekawe czy Ci posmakuje :)

    Poleczko, dziękuję za miłe słowa :)
    A co do ‘metek’ to czytam je, gdy kupuję w sklepie, jednak – jak pisze Patrycja – kupując coś w małym warzywniaku czy na targu nie możemy mieć pewności skąd te warzywa pochodzą. Dlatego jeśli choć minimalnie zmienimy nasze nawyki, to już i tak będzie dużo (tak jak wspomniane przez Ciebie produkty np.).

    *

    Raz jeszcze serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze!

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  39. An z Chatki

    Dla mnie takim zimowym warzywem jest cykoria. Mimo, ze w marketach można kupic prawie wszystkie warzywa (w piatek widziałam czereśnie w pudełeczkach), to jednak cykori latem nie mozna nigdzie kupic. I dlatego dla mnie zimowy warzywny czas, zaczyna się, jak zobacze w moim ulubionym zieleniaku cykorie. Uwielbiam sałatke z cykori i pomorańczy , te zimą też zasypuja warzywniaki.
    Wiosna wiadomo to nowalijki, ale dla mnie to zapach rzeżuchy na sałatce z rzodkiewek i jajek :)

    Pozdr An

    Odpowiedz
  40. pani kozak

    Mam dokładnie taką samą filozofię kulinarną w tej sprawie! Zainspirowana wskazówkami wrocławskiej ginekolożki hinduskiego pochodzenia – Preeti Agrawal, wychwalającej pod niebiosa zalety ‚kuchni sezonowej’ i w tym również bogactwa tradycyjnej kuchni naszych babć-pełnej ogrzewających zimą zup, kasz i warzyw sezonowych – zaczęłam szukać i trafiłam na Bazar Krótka Droga http://www.facebook.com/group.php?gid=100014101294 odbywający się co druga sobotę w kawiarni Falanster we Wrocławiu (w pozostałe soboty w sklepie spożywczym Irena http://www.sklepirena.pl/), gdzie bezpośrednio od lokalnego producenta spod Wrocławia można kupić wszystko co tylko da się ekologicznie wytworzyć i uprawić. To niezwykłe spotkanie za każdym razem – każdy sprzedawca ma coś ciekawego do powiedzenia, mnóstwo przepisów (np na chrzanicę z serwatki-którą nota bene dostaje się za darmo-trzeba tylko mieć własny pojemnik!). A ceny produktów niewiele wyższe, a czasem nawet takie same jak w przypadku żywności konserwowanej.
    O sezonowości jest mnóstwo informacji w Larousse’owym wydaniu encyklopedycznym Kuchni Francuskiej, ale to zapewne wiesz. Wielkie dzięki za ten wpis. I dzięki za przepisy na topinambur-powoli się do niego przekonuję (ze względu na wartości odżywcze), choć nie do końca odpowiada mi smakowo.

    Odpowiedz
  41. Bea Autor wpisu

    Witaj Karolko ;) Cieszę się, że i Tobie wpis przypadł do gustu :)

    O tak An, i u nas można teraz kupić czereśnie… Domyślam się jednak, że smakiem niewiele mają wspólnego z tymi sezonowymi.

    Witam Pani Kozak :) i dziękuję za ciekawy komentarz; z całą pewnością info przyda się mieszkającym w okolicach Wrocławia.
    A co do Kuchni francuskiej Laouss’a, to tej wersji polskiej nie znam absolutnie (rzadko bywam w PL niestety), znam za to oczywiście Larousse’owe ‘biblie’ – czyli ‘Larousse de la cuisine’ oraz ‘Le Grand Larousse gastronomique’, jednak szukając nowych pomysłów częściej sięgam po pozycje typowo warzywne czy wegetariańskie.
    Topinambur serwuję najczęściej w mieszankach z innymi warzywami, nie każdy system trawienny bowiem dobrze go znosi ;)

    *

    Pozdrawiam serdecznie !

    Odpowiedz
  42. ann

    Gratuluję wywiadu i czuję, że powinnam wybrać się do Szwajcarii, bo ser i czekolada to też moje wielkie słabości ;)

    A fajne przepisy na skorzonerę (zwaną wężymordem) czy pasternak można znaleźć w dawnych książkach. Bardzo żałuję, że u nas skorzonery właściwie dostać się nie da :(

    Odpowiedz
  43. Bea Autor wpisu

    Dziekuje Ann :) Dawnych ksiazek niestety nie mam zbyt wiele, za to na szczescie w tych ‚aktualnych’ francuskojezycznych znajduje sporo fajnych pomyslow; jak na razie to wystarcza ;)

    Odpowiedz
  44. Aneta

    Dołączam się do chóru wielbicielek tematu: warzywa sezonowe :)
    i przy okazji chciałabym zgłosić swoje własne życzenie:
    w komentarzach wypłynął temat owoców i warzyw importowanych, które w naszym klimacie nie rosną. one – przynajmniej w części – też są sezonowe i czy Ty, Beo, lub inna z Mistrzyń, zechciałabyś poruszyć również ten temat?
    Będę czekała w napięciu, bo szukam info na ten temat i szukam, ale efektów nie mam :(
    pozdrawiam
    Aneta

    Odpowiedz
  45. Bea Autor wpisu

    Witaj Aneto :)
    Jako, ze ‚cykl’ dopiero zaczynam, to szczerze mowiac nie zastanawialam sie jeszcze nad jego szczegolami ;) Trudno mi powiedziec, czy poswiece konkretny ‚odcinek’ takim owocom i warzywom, one chyba ot tak, od czasu do czasu pojawiaja sie na moim blogu; sezonowosc jednak bardziej interesuje mnie w kwestii tych warzyw i owocow, ktore rosna ‚obok’ nas.
    Powiedz mi jednak prosze, czy chodzi Ci o jakies konkretne produkty? I jakiego typu info szukasz?

    Pozdrawiam serdecznie! I dziekuje za wizyte :)

    Odpowiedz
  46. Aneta

    dzięki za szybki odzew.
    mam całkiem konkretną potrzebę wiedzy, kiedy w sklepie zastanę np najlepsze figi [gdzieś czytałam, że na przełomie roku, ale same zgniłki mi w ręce trafiały] albo kiedy najsmakowitsze pomarańcze dopływają z antypodów… wspomniane owoce to przykłady, chętnie bym popróbowała i innych. Egzotyka nie jest podstawą mojej diety i rzadko coś z niej jem, ale jak już – to chcę najlepsze! ;)
    drążę temat od pewnego czasu, ale albo nie ma tej wiedzy „w kupie” w internecie, albo zadaję Google’owi złe pytanie. Powoli przechodzę do źródeł papierowych. Siłą rzeczy interesują mnie sezony dla Europy, bo np w USA na pewno to inaczej wygląda.
    pozdrawiam i słodkich/smakowitych snów
    Aneta

    Odpowiedz
  47. katasz

    Aneto, może tutaj i ja mogę Ci pomóc, bo chodzi o owoce z moich stron: figi pojawiają się jakoś w sierpniu/wrześniu, a cytrusy są dostępne przez całą zimę

    Odpowiedz
  48. Bea Autor wpisu

    Aneto, nie ma za co :)
    Tak jak pisze Katasz (dziekuje za odpowiedz :) ) sezon na figi to sierpien / wrzesien; czasami bywaja jeszcze na poczatku pazdziernika. Cytrusy zas najlepsze sa zima. Problem w tym, ze ich smak (i ogolna ‚forma’ ;)) zaleza niestety od tego, w jakim stanie zostaly zebrane, jak przetransportowane i jak sa pozniej przechowywane. Choc to w zasadzie jest ‚problem’ wiekszosci warzyw i owocow rzecz jasna. Dlatego to, ze kupimy je zima niestety nie zawsze oznacza, ze beda pyszne.
    O tego typu owocach z cala pewnoscia bede wspominac; na blogu sa juz przepisy z figami np. i data wpisu to wlasnie data figowego sezonu. Jesli masz lub bedziesz miec jakies inne pytania, to pytaj smialo, zawsze bardzo chetnie odpowiem :)

    Odpowiedz
  49. lashqueen

    Ja bez pomidorów żyć nie potrafię, nawet zimą je kupuję, mimo że mają kiepski smak.
    W tym okresie jadam w dużych ilościach cime di rapa (broccoletti). Tu, we Włoszech jest teraz sezon na nie właśnie. Są pyszne, zwłaszcza z makaronem orecchiette. Ostatnio odkryłam też różne odmiany boćwiny, wcześniej jakoś mnie nie inspirowały, a szkoda, bo sa smaczne. Zima to u mnie także pora na radicchio rosso (czerwona cykoria?) i fenkuł. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  50. Bea Autor wpisu

    Witaj Lashqueen :) Co do karczochow i fenkulu to oczywiscie masz racje – u Was w slonecznej Italii sa one dostepne w nieco innych miesiacach niz ‚u nas’ ;) Ja skupilam sie tym razem tylko na tych warzywach, ktore w nieco chlodniejszym europejskim klimacie sa dostepne ;)
    Co do bocwiny, to i ja bardzo ja polubilam; niestety, jak w powyzszym przykladzie – tutaj pojawia sie ona mniej wiecej od marca do grudnia; w styczniu i lutym na straganach mozna dostac raczej te importowana.
    Ta czerwona cykoria o ktorej piszesz, to wlasnie jedna z tych ze zdjecia, tez bardzo ja lubie.
    O brocoletti tylko czytalam, jak do tej pory nie probowalam niestety, jestem jednak pewna, ze to cos bardzo dla mnie ;)
    Dlaczego ja nie mieszkam we Wloszech?!? ;))

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  51. Marysia

    Dzien dobry,

    dzis odkrylam stone beawkuchni i bardzo mi sie te sezonowe warzywka podobaja. U mnie ze wzgledu na miejsce zamieszkania (Katalonia) trudo o niektore z warzywa ale nie poddaje sie. Zaprzyjazniony sprzedawca ekologicznych warzyw juz mi nawet sprzedaje buraki. Co prawda nie jest do konca przekonany, ze ludzie moga je jesc bez szkody dla zdrowia ale robimy postepy. Wiec nie ustaje w poszukiwaniach. Niestety mam pewna slabosc do cukinii oraz baklazana i te kupuje caly rok.
    Co do owocow sprawa wyglada lepiej i tu sezonowe zawsze maja piewszenstwo.
    Francuska strone do domych srodkow czystosci sprawdze, bo juz w duzej mierze stosuje domowe sposoby.
    Na pewno bede zagladac czesciej.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  52. Bea

    Witaj Marysiu :) Jesteś pierwszym moim gościem z Katalonii (a przynajmniej pierwszym ‘jawnym’ ;)). Mimo, że o pewne warzywa u Ciebie trudno, to z całą pewnością masz również sporo innych… Domyślam się, że poszukiwania np. buraków nie są łatwe. Niestety znam to z autopsji ;)
    Cieszę się, że ta francuska strona również Cię zainteresowała, choć może większość z tamtejszych porad już znasz.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i zapraszam ponownie :)

    Cremebrulee, artykuł jest tutaj : http://ugotuj.to/przepisy_kulinarne/1,87978,7515063,Blog_tygodnia__Bea_w_kuchni.html
    A warzywa moje ulubione wszystkie poza brukselką niestety ;))

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  53. Marysia

    Witam, witam

    na szczescie na brak warzyw narzekac nie moge :) jednak co tu duzo mowic brakuje burakow, seler tylko naciowy (bardzo lubie ale z bulwa tesknie) itd. To sobie pomarudzilam :)) Co do bruksleki to jestem pelna zrozumienia.
    Cremebrulee, mniamusny, tu zanany pod nazwa kremu katalonskiego ;)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  54. Bea

    O, nie wiedzialam ze ‚nie macie’ bulwy selera… a to feler ;)) Ja mam tutaj dostep praktycznie do wszystkiego, tylko ze czesto trzeba sie troche naszukac. Za to ogorkow do kiszenia jak na lekarstwo :/

    Odpowiedz
  55. Marysia

    Ogorki kiszone tylko u mamy :) tu, chyba z powodu klimatu, brak. Z ciekawostek w Andaluzji jadlam kiszone oliwki. Pychota :)
    A ostanio dostalam koperek (kolejne zwyciestwo :))

    Odpowiedz
  56. KasiaRed

    Beatko, czekam, czekam i ślicznie dziękuję. Zaglądam do ciebie często za sprawą Małgosi.dz, dzięki twojej działalności dwa gdańskie pola zostana obsadzone dynią hokkaido :) i pasternakiem. A wpis mi się bardzo podoba, zresztą bliski jest kuchni Pięciu Przemian, którą ja także się interesuję (widziałam w twojej bibliotece kilka pięknie wydanych książek, poświęconych temu tematowi).
    Serdeczności Kasia

    Odpowiedz
  57. Bea

    Miło mi Kasiu, że i do mnie zaglądasz :) A zupę zamieszczę w takim razie pod koniec tygodnia. Co do dyni zaś, to będę niebawem w ‘moim’ sklepie z nasionami, więc chętnie mogę Ci coś jeszcze podesłać (tym bardziej, że nasiona pozyskane z dyni, którą skonsumowaliśmy, nie zawsze dają dobre plony – jeśli dynia np. nie była bardzo dobrze dojrzała i jeśli nasionka nie były odpowiednio przygotowane do suszenia). Jeśli więc masz ochotę, to wyślij mi maila (klikając na ‘kontakt’ na górze bloga) to napiszę Ci więcej na ten temat :)
    Masz rację, temat sezonowości bliski jest również kuchni Pięciu Przemian; i choć rzadko gotuję bardzo dokładnie z zaleceniami KPP, to sezonowość produktów jest dla mnie podstawą właśnie. I nie jest to coś ‘na siłę’, wręcz przeciwnie – jest to dla mnie tak naturalne, jak zmienność pór roku : nie chcę śniegu w lipcu i upałów w grudniu. Choć kto wie, może i to nas kiedyś czeka ;)

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  58. Eja

    SUPER! To wspaniale, że bierzesz też pod uwagę ekologię:-) (ekologiczny aspekt transportu żywności z dalekich krajów). A w ogóle Twoja strona jest świetna!

    Odpowiedz
  59. KasiaRed

    Beatko
    raszponka (niestety włoska) nawet nie w zupie pycha, będę musiała iść po następna, bo zeżarłam tę oczekującą na zupę :). Posłałam ci wiadomość mailem, czekam na zupę i wieści.
    Serdeczności

    Odpowiedz
  60. Bea Autor wpisu

    Witaj Eja! Miło mi, że i Ty doceniasz tego typu aspekty. Zapraszam częściej :)

    Kasiu, właśnie kończę wpis o tej zupie, zaraz będzie (wczoraj padł mi komputer :( ).
    Maila dostałam, też dziś odpiszę, mam jednak pytanie – czy masz może maila na jakimś innym koncie niż Tlen? Mój serwer bowiem z Tlenowym i Onetowymi mailami często strajkuje (ze względu na spam…).

    Pozdrawiam! I za niedługo już zapraszam na zupę ;)

    Odpowiedz
  61. Swierszczu

    Ja już tak od dawna obserwuję Twój blog, i zawsze jestem pod wrażeniem. Postanowiłam się przełamać, przywitać i napisać ‚Dziękuję!”
    Niedługo mam nadzieję urzędować w wielkim ogrodzie i będę sadzić, zbierać, wąchać, oglądać i pichcić. Co prawda do tej pory też była szansa na przydomowy ogródek, ale ja wiecznie w trasie i warzywka to usły, to zwiędły, to krety zjadły, to nikomu nie chciało się zebrać, a jak nawet to akurat nikt na rzodkiewke nie miał ochoty (jak to możliwe?).
    Przytakuję poprzedniemu postowi i polecam Falanster (mają topinambur! ;-)) i Irenę we Wrocławiu
    I taka jeszcze refleksja z własnych podrózy i czytania komentarzy mi się nasunęła: może w Polsce nie rosną cytryny i nie leje się oliwa, ale do herbaty czasami można pigwy a oleje też mamy różne i dobre i nasze – konopny, lniany, orzechowy… A wtedy na śródziemnomorskich wczasach można się prawidziwie ucieszyć oliwkami… I przywieźć butelkę do domu:-)
    Serdeczności
    Świerszczu

    Odpowiedz
  62. Bea Autor wpisu

    Witaj Swierszczu :) Dziękuję za przemiły komentarz :) Cieszę się, że Ci się tu u mnie podoba i że mamy podobne poglądy warzywno-sezonowe :)
    Przy okazji – ‚zazdroszczę’ (tak pozytywnie rzecz jasna ;)) przyszłego ogrodu! I mam nadzieję, że tym razem plony już będą bardziej zadowalające :)
    Zgadzam się z Tobą co do pigwy : moja chrzestna robi wspaniałą pigwę do słoiczków na zimę – niebo w gębie! A oleje przecież i dla zdrowia należy urozmaicać, jak i całą naszą dietę przecież. Zyska na tym nasz organizm oraz – przy okazji – kubki smakowe :)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

    Odpowiedz
  63. maja

    Nigdy nie jadłam topinambura, chociaż rośnie całkiem niedaleko od domu moich rodziców. Nie wiem, czy pora jest teraz najlepsza, bo ziemia u mnie jeszcze zmarznięta, ale z pomocą taty być może uda się wykopać – wybieram się jutro :)) Nigdy też nie widziałam skorzonery, pasternaku. Ale powoli, z roku na rok cierpliwie, uczę się rozpoznawać rośliny dziko rosnące, więc może pasternak znajdę sama w końcu na jakiejś łące :)
    Bardzo ciekawy blog!!

    Odpowiedz
  64. Bea Autor wpisu

    Witaj Maju :) I co z tym topinamburem? Udalo sie? Smakowal? :)
    Nie jestem pewna, czy znajdziesz gdzies dziko rosnacy pasternak, ale kto wie? ;)
    Zycze smacznego i pozdrawiam serdecznie :)

    Odpowiedz
  65. HERKA

    witam wszystkich cieplutko jesienna pora BARDZO PROSZE O PORADE zamierzam teraz w okresie zimowym handlować na bazarze warzywami i owocami – prosze poradzic mi co mam zakupic w hurtowni ,aby sie nie pozbyc reszty pieniążków jakie mi zostały a naprawde nie mam duzo
    jaki owoc czy warzywo wytrzyma mi te temperature powietrza ( byc moze minusowa )
    na co szczególnie mam zwracac uwage przy zakupie towaru
    jak przechowywac towar który został nie sprzedany -aby miec jak najmniejsze straty
    BARDZO PROSZE O WSKAZÓWKI- PORADY – WSZYSTKIE BEDĄ DLA MNIE BARDZO CENNE
    Z GORY BARDZO ,BARDZO DZIEKUJĘ

    Odpowiedz
  66. Pingback: Tagliatelle z brukselką i pulpetami « flowerek.com – moje gotowanie

  67. Rossella

    I’ve read that post thanks to Google Translator.
    As you I like to cook and eat seasonal food. Your list is really complete. Soon I’ll add to my food list korzeń pietruszki i pasternaku and topinambur, not so common to find here in Italy. I love rzepa and above all pumpkins. Great post.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Hi Rosella !
      I’m happy that you liked this post :) In Switzerland ‘korzeń pietruszki’ (root parsley) is not verry common too; only on little street markets, but not really at the supermarkets.
      I love buy my vegtables and fruits ‘à la ferme’ (fattoria) – it’s fresh and local.
      And pumpkins are my ‘big love’ ;)) If you like, you can see some of them here : http://www.beawkuchni.com/category/dynia
      and especially here : http://www.beawkuchni.com/2010/10/festiwal-dyni-2010.html

      Odpowiedz
  68. Pingback: Pieczone warzywa i jesienna sałatka « Bea w Kuchni

  69. Fasja

    Bardzo ciekawy wpis i fajne, pomysłowe zdjęcia. Ja uwielbiam warzywa zimowe. W okresie zimowym przynajmniej raz w tygodniu robię zapiekankę z warzyw. Może obieranie warzyw jest dość czasochłonne, ale oszczędzam za to czas na przygotowaniu mięsa, bo dorzucam go także do zapiekanki. Praktycznie dowolne mięso układam na wszystkich warstwach warzyw , a następnie otulam całość liśćmi kapusty. Warto takie mięsko przyprawić sobie dzień wcześniej. Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>