Archiwum z Styczeń, 2011

Szwajcarskie sery - Vacherin Mont d’or

niedziela, 30 Styczeń 2011

Co można podać na szybką kolację, co nie wymaga zbyt długiego i pracochłonnego przygotowania? By było syto i rozgrzewająco. I smacznie. ;)
Można przygotować coś z piekarnika. Na przykład taką oto niezwykle szybką i niekłopotliwą namiastkę fondue. Z jednego z moich ulubionych serów – Vacherin Mont d’or.

Jest on  sprzedawany w sosnowym pudełku, przewiązany jest paskiem kory świerkowej, który nie tylko pozwala utrzymać kształt sera, ale również (a nawet przede wszystkim) nadaje serowi podczas dojrzewania leśnego, żywicznego aromatu.
Przed planowaną konsumpcją ser należy przez kilka godzin pozostawić w temperaturze pokojowej, to wtedy bowiem jego wnętrze nabierze odpowiedniej konsystencji i aromatu.
To ser o bardzo kremowym, lekko płynnym wnętrzu, dlatego najczęściej spożywa się go za pomocą łyżeczki (nie bez kozery nazywając go serem ‘deserowym’).

*
vacherinmontdor

*
Vacherin Mont d’or (od 1981 r. chroniony certyfikatem AOC) to jeden z gatunków szwajcarskiego sera, wytwarzany w regionie Jury. To miękki, kremowy ser produkowany z niepasteryzowanego mleka krowiego. Po francuskiej stronie Jury wytwarza się praktycznie identyczny ser zwany Mont d’or, różnica polega jednak na tym, iż ten francuski produkowany jest z całkowicie surowego mleka, szwajcarski zaś z mleka poddanego termizacji, czyli lekkiemu i krótkotrwałemu ogrzewaniu, w wyniku czego ulegają zniszczeniu bakterie psychrofilne (zimnolubne).
Ser ten dostępny jest na rynku w okresie zimowym, mniej więcej od września do kwietnia; po 15 sierpnia, gdy krowy schodzą z hal, dają one zdecydowanie mniej mleka, dlatego też już ponad 100 lat temu (a według niektórych zapisów nawet wcześniej) zdecydowano się na wyrób o wiele mniejszych serów (do produkcji Gruyère czy Tête de Moine potrzeba mniej więcej 10-12 litrów mleka by otrzymać 1 kilogram sera).
Zanim ser trafi do sprzedaży, dojrzewa najpierw ok. 20 dni w temperaturze 15°C. Niestety nie można przechowywać go zbyt długo (do trzech tygodni od kiedy trafi do sprzedaży), ser bowiem przez cały czas nadal dojrzewa i z czasem jego smak (i zapach ;)) staje się zbyt mocny i zdecydowanie mniej przyjemny; teoretycznie nie powinno się go przechowywać w lodówce, by nie przerywać procesu dojrzewania, nie każdy z nas ma jednak do dyspozycji odpowiednie pomieszczenie o temperaturze 10-12°C ;)
Vacherin można również zamrozić – rozmrażamy go później w lodówce, a następnie ocieplamy w temperaturze pokojowej; będzie on wtedy jeszcze bardziej płynny ('coulant').

*
vacherinmontdor03
*

A oto jak przygotować pyszną ciepłą wersję tego sera : pudełko owijamy kawałkiem folii aluminiowej. Powierzchnię sera gęsto nakłuwamy widelcem lub nożem i w ‘otworach’ umieszczamy 1-2 ząbki czosnku, pokrojone na plastry (ząbki czosnku możemy też pozostawić w całości).
Wlewamy na ser ok. 50 – 100 ml białego wina (w zależności od wielkości sera), ewentualnie posypujemy odrobiną pieprzu i pieczemy ok. 20-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180-200°C (mniejszy ser krócej, duży nieco dłużej).
Podajemy z chlebem (jak typowe serowe fondue) lub z ziemniakami.

W ten sam sposób możemy przygotować inne sery o kremowym wnętrzu, jak np. Camembert (niedawno wspominał o tym również  na łamach swojego bloga Tomasz).

Każda wersja jest pyszna :)

Smacznego!

*
czosnek

czosnek różowy, delikatniejszy w smaku od jego ‘białego’ kuzyna

*
- poprzedni 'serowy' wpis tutaj - klik

*

Czekoladowy Weekend 2011

środa, 26 Styczeń 2011

czekoladowy2011_4Powoli zbliża się pora kolejnego naszego wspólnego Czekoladowego Weekendu. Długo zastanawiałam się, co w tym roku z tym fantem począć, nie wiem bowiem zupełnie gdzie i w jakiej formie będę w połowie lutego… I szczerze mówiąc obawiałam się, że będę zmuszona nasze czekoladowe szaleństwo odwołać.

Na szczęście z pomocą przyszła mi Atina i to właśnie dzięki niej i w tym roku będzie na naszych blogach czekoladowo! Po wszystkie szczegóły oraz po kod do banera odsyłam Was więc do tegorocznej organizatorki, której raz jeszcze dziękuję za zaoferowaną pomoc i propozycję! I której przekazuję czekoladową pałeczkę :)

Nie wiem niestety, czy uda mi się tym razem cokolwiek przygotować przygotować (obawiam się, że nie…),, ale będę bacznie obserwować Wasze czekoladowe poczynania! I już teraz życze wszystkim udanej i smakowitej zabawy :)
Dodam jeszcze tylko, że w ramach tegorocznego Czekoladowego Weekendu będę miała dla Was małą (konkursowo-książkową) niespodziankę, ale o tym napiszę w odpowiednim czasie ;)
*

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zapraszam po szczegóły na blog Atiny, której raz jeszcze dziękuję za opiekę nad tegorocznym Czekoladowym Weekendem!

Książkowo 2010 / 2011, cz.2

piątek, 21 Styczeń 2011

regali_golosiGdybym z wszystkich lektur, które ostatnio pojawiły się w mojej kulinarnej biblioteczce miała wybrać lub polecić Wam tylko jedną, z całą pewnością byłaby to książka ‘Regali golosi’ (‘Smakowite podarki’) Sigrid Verbert, włosko-belgijskiej autorki bloga 'Cavoletto di bruxelles'. Jest to niezwykle starannie wydana pozycja, opatrzona pięknymi zdjęciami Sigrid, które - jak niedawno wspominała również Liska – stylem bardzo przypominają fotografie Donny Hay* : czyste, przejrzyste i bardzo ‘rozpoznawalne’.
Książka ta przedstawia pomysły na przeróżne kulinarne podarki; znajdziemy tu przepisy na małe słodkości, na wszelakiej maści przetwory i smarowidła (i na słodko, i na słono), pasztety (również w wersji wege), na syropy, a nawet na zupy czy szybkie przekąski. Oprócz samych przepisów (ilustrowanych niezwykle smakowitymi zdjęciami) znajdziemy tu także pomysły na to, w jaki sposób efektownie i oryginalnie zapakować nasze podarki. Sama autorka tak oto pisze we wstępie: ‘‘Pomyślcie o czymś pysznym. O czymś, co chciałoby się otrzymać, rozpakować, powąchać, schrupać, posmakować. Kiedy ofiarowujemy coś co sami zrobiliśmy, dajemy to, czego tak bardzo dziś brakuje : ślad człowieka, niepowtarzalną wyjątkowość, smak tego co prawdziwe i autentyczne.’’ Słowa te są chyba najlepszą zachętą do zakupienia tej pozycji. A jeśli dodatkowo lubicie ładne kulinarne książki, to ta z całą pewnością zasługuje na Waszą uwagę (niestety aktualnie tylko po włosku i niestety – chwilowo niedostępna…; a dla władających włoskim – tutaj wywiad z Sigrid – klik).

*a propos wspomnianej Donny Hay – polecam Wam szczególnie te oto dwie pięknie wydane pozycje : ‘No time to cook’ oraz ‘Flavours’; znajdziecie tu mnóstwo ciekawych, szybkich, prostych a przy tym smakowitych przepisów, opatrzonych równie smakowitymi zdjęciami (‘Sałatki’, ‘Owoce’ oraz ‘Czekoladę’ również polecam miłośnikom autorki).
*

donna_hay

*

*   *   *

*

ready-for-dessertKolejną pozycją, która zagościła na mojej półce jest nowa książka Davida Lebovitza ‘Ready for Dessert’. Przyznam, że to pierwsza książka autorstwa Lebovitza, którą zakupiłam (z całą pewnością znacie również jego stronę internetową). Znajdziemy tutaj przepisy na ciasta, tarty, desery owocowe, desery mrożone, ciasteczka oraz sporo tzw ‘podstawowych’ przepisów (np. na kremy, sosy czekoladowe, owocowe ‘coulis’, marmolady, dżemy czy kandyzowane owoce). Przepisy brzmią naprawdę ciekawie (po wstępnej lekturze bardzo spodobało mi się ciasto pistacjowo-kardamonowe), choć żałuję, że tylko niewielka część przepisów opatrzona jest zdjęciami (w przeciwnym jednak razie książka liczyła by pewnie ok. 500 stron zamiast aktualnych 280 ;) ). Jeśli lubicie przepisy Lebovitza, a przede wszystkim jeśli lubicie to co słodkie (a nawet bardzo słodkie ;) ), to  niewątpliwie książka ta Was usatysfakcjonuje.

*

*   *   *

*

miss_dahlOstatnią z książek, którą chcę Wam również dziś polecić, kupiłam już kilka miesięcy temu, jednak nie miałam jeszcze okazji napisać o niej na łamach bloga. Jest ona autorstwa Sophie Dahl (wnuczki Roalda Dahla, słynnego brytyjskiego pisarza, autora między innymi książki ‘Charlie i fabryka czekolady’), którą znacie z pewnością między innymi z programów kulinarnych (‘The Delicious Miss Dahl’ na BBC - ‘Apetyczna panna Dahl’ na Kuchni.tv). To coś więcej niż książka z przepisami; Sophie opowiada tutaj również o swoim życiu, pisze o tym co jadała i lubiła np. w dzieciństwie, przytacza anegdoty, pisze o swoich kulinarnych przygodach, właściwie dosyć podobnie jak w swoim programie telewizyjnym. Książka podzielona jest na pory roku i w każdej z części Sophie podaje kilka (kilkanaście) przepisów na śniadania, obiady i kolacje. Przepisy są proste i smakowite, a z książki (jak i od samej autorki :)) bije ciepło i pozytywna energia. Całość utrzymana jest w nieco rustykalnym charakterze, który ja osobiście bardzo lubię.
W tym roku ma również ukazać się kolejna książka kulinarna Sophie Dahl - From Season to Season: A Year in Recipes; mam nadzieję, że będzie równie ciekawa i godna polecenia.

*

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam już niebawem na kolejny odcinek książkowego cyklu :)

*

Gnocchi z batatów i pasternaku

poniedziałek, 17 Styczeń 2011

gnocchi_patatesdouces01
*
Jak wspominałam Wam prawie miesiąc temu w świątecznym wpisie* – blog przez kilka lub kilknaście jeszcze tygodni nadal będzie na nieco zwolnionych obrotach… Wprawdzie spędzam już więcej czasu w pozycji wertykalnej, a nie tylko horyzontalnej ;) jednak bywając w kuchni ‘popełniam’ wyłącznie szybkie, nieskomplikowane dania, wymagające jak najmniejszego nakładu energii z mojej strony. Przyznaję jednak, że coraz bardziej zaczyna mi brakować normalnego gotowania, od czasu do czasu więc staram się przygotować coś innego niż kolejną zimową zupę, tartę czy zapiekankę ;)
Tym razem spodobał mi się przepis na gnocchi z batatów i pasternaku, wypatrzony w ostatnim numerze miesięcznika Delicious : pieczone uprzednio warzywa, do tego ser pleśniowy, orzechy i – w moim wydaniu – rukola dla ‘podkręcenia’ smaku. A wszystko to idealnie komponuje się z lekką słodyczą zimowych warzyw. Poza tym sami chyba przyznacie, że już sam kolor tych gnocchi bardzo pozytywnie nastraja, prawda ? :)

*
*niestety kręgosłup buntuje się podczas sesji zdjęciowych, na kolejną więc trzeba będzie nieco poczekać ;)

*
gnocchi_patatesdouces1

Gnocchi z batatów i pasternaku

Delicious, nr 02. 2011
*

4 duże lub 6 małych porcji

500 g pasternaku
500 g słodkich ziemniaków (batatów)
2 łyżki oliwy
50 g startego parmezanu (użyłam pecorino)
175 g mąki
1 duże żółtko (użyłam ½ jajka)
sól, pieprz, szczypta papryczki z Espelette lub chili (mój dodatek)
(opcjonalnie – mały, przetarty ząbek czosnku, jeśli wolicie bardziej zdecydowane smaki)

dodatkowo:
rukola – ser pleśniowy - zrumienione na suchej patelni orzechy – olej orzechowy

Piekarnik rozgrzać do 180ºC.
Warzywa obrać, pokroić w kostkę (jeśli pasternak jest dosyć duży – odkroić środkową ‘zdrewniałą’ część) i podgotować na parze (lub tradycyjnie w wodzie) ok. 3-4 minuty. Odsączyć warzywa, przełożyć na blachę do pieczenia (lub do naczynia żaroodpornego), skropić oliwą, lekko posolić i upiec do miękkości (ok. 25 – 30 minut), mieszając warzywa raz lub dwa podczas pieczenia. Następnie przepuścić warzywa przez praskę i pozostawić do wystygnięcia.
Dodać pozostałe składniki, doprawić do smaku i dokładnie wymieszać. Przełożyć masę na wysypany mąką blat i wyrobić (ma być gładka), dodając jak najmniej mąki, w przeciwnym bowiem razie gnocchi będą twarde.  Podzielić masę na kilka części i z każdej z nich uformować wałek o średnicy mniej więcej 2,5 cm, a następnie odcinać kawałki długości 3 cm i układać je na lekko wysypanym mąką półmisku (możemy nadać naszym gnocchi lekko owalną formę oraz lekko ‘naznaczyć’ je widelcem).
W garnku zagotować wodę (lekko posolić) i partiami gotować gnocchi (ok. 2-3 minuty, aż wypłyną na powierzchnię).
Serwować natychmiast np. z ciepłym sosem z gorgonzoli lub przesmażone na maśle, na przykład z dodatkiem rukoli, sera pleśniowego i orzechów.
*

gnocchi_patatesdouces022
*
W przepisie oryginalnym gnocchi te serwowane są z uduszonymi na maśle liśćmi szpinaku i orzeszkami piniowymi; u mnie - w towarzystwie rukoli dla zaostrzenia smaku, z orzechami i pleśniowym serem (roquefort / gorgonzola), całość skropiona olejem orzechowym. Dla tych zaś, którzy od ‘zieleniny’ stronią ;) był ciepły sos z gorgonzoli i parmezanu (ok. 100 g gorgonzoli + ok. 2 łyżki startego parmezanu topimy na wolnym ogniu i dodajemy tyle śmietany, by otrzymać odpowiednią konsystencję sosu; na koniec doprawiamy do smaku).

Smacznego !

*

Książkowo 2010 / 2011, cz.1

środa, 12 Styczeń 2011

thesaurus-book

*
Zeszłego lata odkryłam u Anny Marii notkę na temat niezwykle zapowiadającej się książki – ‘The Flavour Thesaurus’, którą autorka bloga nazwała  – bardzo trafnie zresztą –‘leksykonem smakowych synonimów’. Choć znajdziemy tu również przepisy - nie jest to typowa książka kucharska : to przede wszystkim opisy możliwych kombinacji dwóch smaków / składników. Autorka (Niki Segnit) wybrała bowiem 99 produktów / smaków, które przypisała do 16 grup smakowych (np. pieczony / ziemisty / morski / leśny / cytrusowy / pikantny…), dzięki czemu otrzymać możemy zawrotną liczbę 4 851 (!) kombinacji smakowych.
*

thesaurus_roue

*
Każdy produkt jest najpierw nieco ogólnie opisany z osobna, a następnie w połączeniu z najlepiej pasującymi do niego składnikami. I tak np. pod hasłem ‘ogórek’ dowiemy się, że świetnie czuje się on w towarzystwie np. anyżku, awokado, kaparów, melona i arbuza, orzeszków ziemnych, truskawek, rabarbaru czy róży, a rabarbar z kolei ożenimy – prócz znanych już nam powszechnie połączeń – również z jałowcem, lawendą, mango, rozmarynem, szafranem czy anyżkiem. Przy praktycznie każdym z tych połączeń znajdziemy kilka dodatkowych informacji nie tylko typowo kulinarnych, ale i sporo ciekawostek historyczno-kulturowych; to świetnie napisana książka, okraszona barwnym, momentami wręcz poetyckim językiem, co jest zdecydowanie dodatkowym jej walorem.

Autorka sama dodaje, iż wybór produktów był / jest dosyć subiektywny a ich opis i zestawienia -  nie do końca wyczerpujące. Jak napisała wczoraj w komentarzach Magdalena (polecam Wam lekturę całego wpisu na temat tej książki u Karoliny - klik) – brakuje np. połączenia buraków i czosnku czy kapusty i grzybów, ja zaś nie znalazłam dopisku np. o połączeniu malin i róży (które jest przecież dosyć popularne), czereśni i kardamonu, dyni i pomarańczy czy pasternaku i kardamonu. Rozumiem jednak, że kompletny spis wszystkich tego typu połączeń jest niezwykle trudny, by nie rzec – nie do końca chyba możliwy. No chyba że pisanie książki trwało by kolejnych naście lat, a samo dzieło liczyło by wtedy o wiele więcej niż aktualne 400 stron tekstu ;)

Jeśli lubicie czytać o kulinariach ‘do poduszki’, a nie w poszukiwaniu konkretnego przepisu, to książka ta z pewnością i Wam przypadnie do gustu.

*

Niki Segnit - ‘The Flavour Thesaurus’, Bloomsbury Publishing PLC, 2010

*

*   *   *

*
Korzystam też z okazji by napisać Wam o drugiej, nieco podobnej książce (niestety aktualnie tylko dla francuskojęzycznych czytelników…), napisanej dwa lata temu przez kulinarną globtroterkę - Francuzkę Julie Andrieu, którą znacie może z programów telewizyjnych takich jak ‘Julie gotuje’ lub ‘Fourchette et sac à dos’ (‘Widelec i plecak’).*
*

julie-andrieu01

*
Zamysł ogólny jej książki jest dosyć podobny : 150 wybranych produktów i przy każdym z nich – krótki opis produktu oraz lista najlepiej pasujących do niego składników (z kategorii : przyprawy / zioła, warzywa, owoce, orzechy, sery i produkty mleczne, mięsa, ryby, inne – np. alkohole, miody, czekolada, itp.), notka o ulubionych połączeniach smakowych kilku wybranych szefów kuchni (m.in. Pierre Hermé, Thierry Marx, Franck Cerutti czy Anne-Sophie Pic) oraz (choć nie przy każdym produkcie...) jeden przepis z jego użyciem.

*
julie_andrieu_page
*
Nie znajdziemy tutaj ani informacji historyczno-społeczno-kulturowych, ani dogłębnych opisów danych ‘par smakowych’; znajdziemy za to proste schematy pozwalające na szybką analizę proponowanych połączeń, co może być dużym plusem dla niektórych czytelników. Dowiemy się tu które składniki do siebie pasują, jednak nie - dlaczego (do odpowiedzi na to właśnie pytanie najbardziej przydatny będzie więc wspomniany wyżej ‘The Flavour Thesaurus’).
Jest to łatwa w odbiorze, ‘prosta’ lektura, która mimo braku dokładnych analiz i opisów proponuje całkiem spory wachlarz ciekawych połączeń smakowych; znajdziemy tu - nieobecne w ‘The Flavour Thesaurus’ - buraki i czosnek, maliny z różą, czereśnie i kardamon, dynię i pomarańczę czy – jedno z moich ulubionych dyniowych połączeń : dynię z bakłażanem (jak się pewnie domyślacie, to właśnie od stron poświęconych dyni zaczęłam lekturę obu książek ;) ).

Każda z pozycji z pewnością znajdzie swoich zwolenników i / lub przeciwników, ale najważniejszy jest chyba fakt iż czytelnik może wybrać to co najbardziej do niego akurat przemawia i co najlepiej odpowiada jego kulinarno-lekturowym gustom. Być może niebawem również w polskim tłumaczeniu :)

*

Julie Andrieu - ‘Carnet de correspondances – mes accords de goûts’, Agnès Viénot Editions, 2009

*
*
julie-cuisine-le-monde01

* dla miłośników programu ‘Fourchette et sac à dos’ wydana została książka z przepisami z globtroterowych wycieczek Julie – ‘Julie cuisine le monde chez vous’.

*

*   *   *

*

W kolejnym odcinku napiszę Wam o pozostałych książkach kulinarnych, które ostatnio zagościły na mojej półce; tym razem będzie to coś dla miłośników ‘typowych’ książek z przepisami i smakowitymi zdjęciami :)

*
*

*

(zeszłoroczny wpis książkowy tutaj - klik, pozostałe zaś znajdziecie w zakładce 'książki' - klik)

*