Archiwum kategorii ‘książki’

Francuska zupa cebulowa

poniedziałek, 9 Styczeń 2012

oignons01

'

Gdy daaawno dawno temu ;) po raz pierwszy spróbowałam we Francji zupy cebulowej, nie mogłam uwierzyć, że jest tam naprawdę tylko cebula! I że z cebuli można przygotować coś tak pysznego (pod warunkiem oczywiście, że nasz system trawienny nie buntuje się na sam dźwięk słowa ‘cebula’ ;)). Babcia Eliza (Mémé Elise, o której wspominałam między innymi à propos innej francuskiej zupy - soupe au pistou) mawiała, iż nie ma nic prostszego od zupy cebulowej – wszak wystarczy nam cebula i woda, trochę tłuszczu, ewentualnie liść laurowy czy tymianek + nieco wolnego czasu ;)

'

oignons4

'

Zupa ta wywodzi się z prostej, rustykalnej kuchni, z czasów gdy cebula była dla wielu rodzin jednym z nielicznych dostępnych zimą warzyw. Z czasem recepturę wzbogacono o dodatek wina, a zamiast wody zaczęto używać bulionu (o zupie z dodatkiem wina i jej wariantach przeczytacie więcej poniżej, pod przepisem). Ja osobiście pomijam mąkę, wolę bowiem, gdy zupa robi się przyjemnie gęsta od samej cebuli i długiego jej gotowania (wina natomiast radzę absolutnie nie pomijać! ;)).

'

soupe_oignon11

'

Sekretem smaku tej zupy jest skaramelizowana, długo duszona cebula. Nie może być ona tylko zeszklona, musi być lekko brązowa, acz nie przypalona (etapy karmelizowania cebuli możecie zobaczyć tutaj – klik). Cebula staje się wtedy lekko słodka, deliatna i aromatyczna i nie ma już nic wspólnego ze smakiem (i zapachem ;)) swojego surowego odpowiednika. Jeśli do tego dodamy jeszcze białe wino czy koniak, a na koniec grzanki i stopiony ser, to żaden mroźny wieczór nie będzie nam już straszny ;)

'

soupe_oignon01

Francuska zupa cebulowa

na 3-4 małe porcje

500 g cebuli (waga po obraniu)
2-3 łyżki oliwy (lub pół na pół oliwa + masło)
1 ząbek czosnku
200 ml białego wina (lub brandy / koniaku / sherry...)
ok.750-800 ml bulionu (lub wody)
kilka łodyżek świeżego tymianku
sól i świeżo mielony pieprz
dodatkowo – kilka kromek chleba / bagietki + starty ser (typu comté lub gruyère)

Cebulę obrać i pokroić w cienkie krążki (używam 'mandoliny'), czosnek zmiażdżyć i drobno posiekać (lub przecisnąć przez praskę). Tłuszcz rozgrzać w garnku / rondlu o grubym dnie, dodać pokrojoną cebulę i dusić ją na średnim ogniu (mieszając tylko od czasu do czasu, by się nie przypaliła) przez ok. 25-30 minut, aż stanie się lekko brązowa, skaramelizowana.  Pod koniec dodać czosnek, dusić jeszcze ok. minutę, wlać wino / koniak, dobrze wszystko zamieszać by ‘odkleić’ skaramelizowaną cebulę od dna garnka (w kuchni francuskiej nazywa się tę czynność ‘déglacer’); po ok. minucie zmniejszyć ogień i gotować tak długo, aż płyn zredukuje się mniej więcej o połowę. Wtedy dodać bulion oraz tymianek i gotować zupę na wolnym ogniu (pod przykryciem) przez minimum 30-40 minut. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą.
Kromki chleba lub bagietki zgrilować (w piekarniku, tosterze lub na patelni), zupę wlać do miseczek, nałożyć grzanki, posypać je serem i zapiec kilka minut w piekarniku pod rozgrzanym grillem, aż ser się rozpuści i lekko zrumieni. Podawać natychmiast.

'

soupe_oignon22

'

uwagi :
- jak wspominałam na początku wpisu, zupę cebulową można też zagęścić mąką (tak przygotowuje się ją w tradycyjny sposób) : gdy cebula jest już dobrze zrumieniona / skaramelizowana, dodajemy mąkę i mieszamy dusząc przez ok. minutę lub dwie, później zaś dodajemy wino i bulion, jak w przepisie powyżej

- przygotowując zupę tylko z dodatkiem wina, pod koniec gotowania możemy również dodać 2-3 łyżki koniaku (a raczej nie ‘możemy’, a ‘zdecydowanie powinniśmy’! ;))
(możemy też użyć pół na pół wina i koniaku)

- jeśli zaś zamiast wina / koniaku użyjemy sherry, to nadamy zupie przyjemnego, (bardzo) lekko słodkiego posmaku, co w połączeniu z karamelizowaną cebulą smakuje wyśmienicie; przetestowałam ten sposób dzięki przepisowi z linka, który podawałam Wam wyżej (klik) i muszę przyznać, iż dodatek sherry nie jest złym pomysłem ;)

- używając bulionu warzywnego (lub tylko wody...) możemy też dodać np. 1-2 liście laurowe i 2-3 ziarenka ziela angielskiego

- zupę przed podaniem można ewentualnie zmiksować, jeśli Wasi domownicy wolą zupy o bardziej kremowej konsystencji

- ostatnio (właśnie do miksowanej zupy), zamiast ząbka czosnku dodawanego podczas gotowania zupy użyłam czosnku pieczonego, który zmiksowałam później z zupą, polecam!

- ewentualnie zgrilowane kromki chleba możemy również lekko natrzeć ząbkiem czosnku

- ja czasami dodaję też odrobinę mielonego kuminu, ale to już oczywiście nie będzie ta tradycyjna, francuska wersja ;)

'

Tym zaś, którzy chcą poznać więcej tego typu francuskich 'rustykalnych' przepisów, polecam np. pięknie wydaną książkę Laury Washburn - 'The French Country Table'.

'
french-country-table-washburn-laura

'

Pozdrawiam i zapraszam na cebulowy ciąg dalszy w kolejnym wpisie :)

'

Książki, nie tylko na Święta

środa, 7 Grudzień 2011

Dziś parę słów o (kilku) książkach, które pojawiły się na mojej półce w ciągu ostatnich miesięcy i które być może i Was zaciekawią.

'

tuscanyNa początek coś dla miłośników Toskanii - pięknie wydana książka ‘Tuscany’ (wydawnictwa Phaidon Editors*). To zbiór ok. 50 przepisów opatrzonych również notkami o tradycyjnych toskańskich produktach, targach, lokalnych specjałach i producentach, a wszystko to okraszone jest pięknymi zdjęciami toskańskich pejzaży. I choć więcej jest tu okołotoskańskich opowieści niż samych przepisów, to nie sposób oprzeć się klimatowi książki. A w takie szare, pochmurne grudniowe popołudnie jak dziś, wyjątkwo miło jest powrócić myślami do słonecznej Toskanii :)

(książka całkiem niedawno została wydana również po francusku – klik)

'

*W ofercie wydawnictwa Phaidon znajdziecie również znaną już od lat ‘Srebrną Łyżkę’ – ‘The Silver Spoon’ (w październiku ukazało się nowe wydanie, wzbogacone między innymi o ok. 400 zdjęć) oraz wydaną dwa lata temu wersję dla dzieci – ‘The Silver Spoon for Children: Favourite Italian Recipes’); może przypadnie Wam również do gustu zbiór przepisów na lato : ‘Recipes from an Italian Summer’ oraz przepisy z warzywami z włoskiego ogrodu ‘Vegetables from an Italian Garden: Season-by-Season Recipes’ (z tą pozycją niestety nie miałam jeszcze okazji się bliżej zapoznać).  A skoro już o kuchni włoskiej mowa, to nie można rzecz jasna nie wspomnieć o makaronie i dla jego miłośników dwa lata temu wydano obszerny zbiór przepisów - 'Pasta’.
'
under-the-olive-tree

A skoro już o Toskanii (i o słonecznej Italii) mowa, to polecam Wam również dwie inne pięknie wydane książki : ‘Under the Olive Tree: Italian Summer Food’ oraz – tej samej autorki – ‘Four Seasons, a Year of Italian Food’. Manuela Darling-Gansser pochodzi z włoskiej części Szwajcarii (z Lugano) i w swoich książkach łączy przepisy włoskie z kilkoma szwajcarskimi, sztandarowymi. Wcześniej wydała serię czterech książek - klik poświęconych czterem regionom i czterem porom roku w kuchni, każdą porę roku sytuując gdzie indziej. I tak - wiosną zawitamy na Sycylię (‘Spring in Sicily’), latem do wspomnianej wyżej Toskanii (‘Under the Olive Tree’), jesienią w rejony Piemontu (‘Autumn in Piemonte’), a zimą – w Alpy (‘Winter in the Alps’).

four-seasons1Wydana w tym roku książka ‘Four Seasons’ jest zbiorem najciekawszych przepisów z tych poprzednich części i może być miłym prezentym dla lubiących włoską kuchnię (znajdziemy tu przede wszystkim przepisy opatrzone smakowitymi zdjęciami, w tych wcześniejszych książkach zaś jest zdecydowanie więcej opowieści i opisów).

'
(a w następnym ‘odcinku’ również kilka słów na temat ‘Rustic Italian Food’ Marca Vetri (tutaj możecie zerknąć do środka – klik), która powinna do mnie dotrzeć w piątek; nie ukrywam, iż jak na wzrokowca przystało, skusił mnie nie tylko tytuł, ale również niezwykle smakowite zdjęcie widniejące na okładce ;))

'
'
'

'
desserts-mr2Kolejna pozycja to coś dla wielbicieli Michela Roux. Jeśli spodobały Wam się jego poprzednie książki ('Ciasta pikantne i słodkie' oraz 'Jajka'), z pewnością sięgniecie i po kolejną jego pozycję, tym razem deserową ('Desserts'). Znajdziecie tutaj przepisy na tarty, ciasta i ciasteczka, suflety, musy, kremy, lody, bezy, naleśniki, na desery owocowe, czekoladki i petits fours. Jednym słowem – wszystko, czego można sobie życzyć nie tylko do popołudniowej herbaty ;)

'
Jeśli zaś chcecie zobaczyć, jak Michel Roux Junior gotuje dla rodziny i znajomych ;) proponuję Wam wydaną w zeszłym roku książkę ‘Cooking with The Master Chef : Food For Your Family & Friends’. Sporo tutaj smakowitych przepisów na pieczywo, zupy, sałatki, pasztety i terriny, na przystawki i ‘małe dania’, ryby, mięsa, sosy i – oczywiście – na kilkanaście deserów. Nie obawiajcie się – nie są to ‘wydumane’ i trudne to zrealizowania przepisy słynnego, ‘gwiazdkowego’ szefa, ale propozycje, które każdy praktycznie może przygotować w zaciszu swojej kuchni.


cooking-with-mr

czy znacie bardziej charyzmatycznego i sympatycznego szefa kuchni? ;)

'
Autor kolejnej książki nie wszystkim jest może znany, jednak i on profesjonalnie zajmuje się gotowaniem, a jego kafejki i restauracje cieszą się coraz większą popularnością. Bill Collison promuje kuchnię sezonową i wegetariańską (choć jak często wspomina, to jego żona jest gwiazdą kuchni, on zaś lubi zajmować się końcowym ‘dopieczczaniem’ potraw ;)).

'
cook-eat-smile

'

Wydana w tym roku książka ‘Cook, eat, smile’ jest zbiorem między innymi najpopularniejszych przepisów z restauracji Billa. Znajdziecie tu coś dla siebie na każdą porę dnia (ja oczywiście na początek wypróbowałam dania z dynią w roli głównej :)). Mam nadzieję, że będziecie uśmiechać się nie tylko podczas czytania i gotowania, ale i podczas późniejszej konsumpcji ;)

'

one-more-slice
'
Uśmiech na twarzy może wzbudzić również książka Szwedki Leili Lindholm ‘One More Slice’ (przetłumaczona na francuski jako ‘Un dimanche à la campagne’). Przez kilka lat autorka zdobywała doświadczenie będąc szefem kuchni w szwedzkich restauracjach, a przez dwa lata pracując również w słynnej nowojorskiej restauracji Aquavit (w 1999 roku przyznano jej tytuł najlepszej kucharki Szwecji). W ‘One More Slice’ znajdziecie przepisy między innymi na ciasta, chleby, pizze, tarty, desery; na małe co nieco na piknik czy na niedzielne leniwe popołudnie w ogrodzie. Na śniadanie i podwieczorek. Znajdziecie tutaj pomysły na zaspokojenie każdej praktycznie zachcianki, pod warunkiem, że nie jesteście na diecie ;)
(o Leili Lindholm możecie przeczytać również u Anny Marii – klik oraz u Majki – klik, a tutaj strona internetowa Leili - klik)

'

apetycznaI na koniec jeszcze dwie pozycje, w tym jedna wydana niedawno również w polskim tłumaczeniu, a mianowicie ‘Apetyczna panna Dahl’, autorstwa Sophie Dahl. O książce wspominałam Wam już a propos zeszłorocznego książkowego wpisu – klik, jeśli więc lubicie styl Sophie oraz jej przepisy, teraz już możecie cieszyć się polskim wydaniem książki (swoją drogą, wiele książek jest o wiele szybciej tłumaczonych na polski niż na francuski, i to nie tylko jeśli chodzi o pozyje kulinarne, ale i o powieści np., często więc czekając na francuskie tłumaczenie zużywam spore pokłady cierpliwości ;)).

We wrześniu tego roku ukazała się na rynku wydawniczym kolejna książka Sophie – ‘From Season to Season: A Year in Recipes’ i utrzymana jest ona w dosyć podobnym charakterze co jej apetyczna ;) poprzedniczka. Książka podzielona jest na pory roku (na jesieni począwszy), a każda z nich zawiera przepisy na śniadania, obiady i kolacje. Nie znajdziecie tu skomplikowanych, wydumanych raceptur, za to sporo prostych i smakowitych pomysłów, takich jak sama autorka :)

'

sophie-dahl-from-season

'

Mam nadzieję, że któraś z pozycji i Was zainteresuje (i może przyda się na liście świątecznych podarków ;)).
A skoro już o Świętach i prezentach mowa, to informuję, iż ‘From Season to Season’ Sophie Dahl z przyjemnością zamieni się w świąteczny podarek dla czytelników bloga. Jeśli więc jesteście książką zainteresowani, zostawcie proszę odpowiedni komentarz poniżej, najpóźniej w sobotę wieczorem (adres mailowy wymagany, wpisy całkowicie anonimowe niestety w losowaniu uczestniczyć nie będą).

'
Pozdrawiam serdecznie!

Szpinak i kokos

piątek, 13 Maj 2011

epinards_coco2
'
Gdy mniej więcej tydzień temu na blogu 101 Cookbooks zobaczyłam ten oto przepis - klik pochodzący z nowej książki Anjum Anand (która czeka w mojej 'amazonowej poczekalni' ;)) stwierdziłam, że nie jest mi on obcy; zaczęłam więc wertować wcześniejszą książkę Anjum i okazało się, że to dokładnie ten sam przepis ! (nie jestem niestety pewna, czy wszystkie przepisy z tych dwóch książek są dokładnie takie same czy jednak czymś się różnią, jeśli ktoś z Was wie, to bardzo proszę o podzielenie się informacją :))
Zdjęcia Heidi okazały się na tyle perswazyjne, że przy pierwszej okazji zakupiłam młody szpinak oraz szparagi i czym prędzej udałam się do kuchni (szparagów nie ma w oryginalnym przepisie, jednak pomysł Heidi bardzo przypadł mi do gustu). I choć na początku nieco sceptycznie podchodziłam do tej szpinakowo-kokosowej kombinacji smaków, to obawy okazały się całkiem bezpodstawne, po degustacji bowiem mogę napisać tylko jedno – to jest naprawdę pyszne ! Jeśli więc macie ochotę na nieco inną niż tradycyjna wersję szpinaku, serdecznie Wam ten przepis polecam (przy drugim podejściu dodałam nieco więcej przypraw i taką wersję podaję Wam poniżej)

'
epinards_coco1

Szpinak z kokosem i przyprawami

2 porcje

2-3 łyżki wiórków kokosowych
1 szalotka
1 duży ząbek czosnku
2-3 łyżki oliwy / oleju lub sklarowanego masła
1/2 łyżeczki ziaren gorczycy
1/2 łyżeczki kuminu (użyłam zmielonego)
1/4 łyżeczki nasion czarnuszki
1 strączek suszonego chili (można pominąć)
200 g szpinaku
sól do smaku
ok. 1/2 łyżki soku z cytryny (do smaku)

opcjonalnie : ok. 250 g szparagów

Wiórki kokosowe uprażyć na suchej, gorącej patelni.
Szpinak umyć i osuszyć.
Szparagi umyć, osuszyć i pokroić na kawałki.
Szalotkę i czosnek bardzo drobno poszatkować i rozetrzeć (w moździeżu, na ‘pastę’).
Olej / oliwę rozgrzać, uprażyć przez ok. minutę przyprawy, następnie dodać szalotkę i czosnek, po chwili dodać szparagi* i smażyć je kilka minut; następnie dodać szpinak, doprawić do smaku solą i smażyć następnych kilka minut (uwaga : im młodsze listki, tym krótsza obróbka termiczna; jeśli używamy tych bardzo młodych ‘sałatkowych’ liści szpinaku, ich gotowanie zajmuje zaledwie ok. minuty, dodajemy go więc wtedy, gdy szparagi są już odpowiednio miękkie.). Na koniec doprawić sokiem z cytryny i posypać uprażonymi wiórkami kokosowymi.

*szparagi możemy też usmażyć oddzielnie, w ok. 2 łyżkach oliwy / oleju

Smacznego!

'

epinards_coco03

jedną z porcji (bez szparagów) podałam z białą rybą i sosem z mleczka kokosowego i curry

'

Przy okazji polecam Wam również nową książkę Heidi - Super Natural Every Day (ja zawsze na początku sprawdzam, czy są jakieś ciekawe przepisy z… dynią rzecz jasna! ;) i przyznaję, że jeden przepis dyniowy już mnie zainteresował, choć na jego wypróbowanie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać ;)).

*

*    *    *

A propos nowości ‘sezonowych’ donoszę, iż czarny bez jest już u nas w pełni rozkwitu, sezon truskawkowy również w pełni, a do tego na farmie pojawiły się w tym tygodniu pierwsze cukinie i – tydzień temu – młode ziemniaki! Weekend więc – mimo iż ma być pochmurny i deszczowy – i tak będzie udany ;) tym bardziej że na deser będzie testowane tydzień temu ciasto truskawkowo-rabarbarowo-kokosowe (jeśli wystarczy mi czasu na zrobienie zdjęć, to przepis obiecuję już po niedzieli).

Pozdrawiam wszystkich serdecznie! I życzę udanego majowego weekendu :)

*

‘Food Matters’ czyli jedzenie ma znaczenie

wtorek, 29 Marzec 2011

food_matters‘Food Matters’ autorstwa Marka Bittmana nie jest książką typowo kulinarną, choć znajdziemy w niej również przepisy; nie jest to też książka o nowej, wiosennej diecie, choć dzięki zawartym w niej poradom faktycznie możemy zrzucić kilka nadprogramowych kilogramów. ‘Food Matters’ to książka o czymś więcej : o zmianie naszego sposobu żywienia i o wpływie jaki może to mieć nie tylko na nas, ale również (a może przede wszystkim) na nasze środowisko.
Autor (którego być może znacie już z kroniki New York Timesa – ‘The Minimalist’), już od ponad 30 lat piszący o jedzeniu amerykański dziennikarz, przedstawia tu wiele – może nie wszystkim znanych - faktów dotyczących współczesnego jedzenia i jego produkcji.

Kilka lat temu, po przeczytaniu raportu ONZ (a konkretnie FAO - Food and Agriculture Organization) – Livestock’s Long Shadow - Bittman zdał sobie sprawę, iż to co jemy ma o wiele większe znaczenie niż przypuszczamy, nie tylko ze względów typowo zdrowotnych (o czym teoretycznie wszyscy wiemy), ale również ze względów ekologiczno-środowiskowych.
Jak wynika ze wspomnianego raportu, przemysłowa hodowla zwierząt odpowiedzialna jest za prawie 20% antropogennych (czyli tych, za których wytworzenie odpowiedzialny jest człowiek) emisji gazów cieplarnianych, na każdym etapie produkcji mięsa (od uprawy pasz, przez samą hodowlę oraz przetwórstwo i transport) : coraz więcej potrzebnej ziemi pod uprawy pasz, pestycydy, antybiotyki, hormony wzrostu, tony zanieczyszczających odchodów zwierzęcych, a do tego wciąż wzrastająca nadprodukcja, nie tylko mięsa zresztą (to już tendencja światowa niestety, nie tylko amerykańska…).

Do tego fakty, o których od lat mówi i pisze również Michael Pollan (‘Jak jeść? Przewodnik konsumenta’ lub wcześniejsza jego książka ‘W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców’) : dieta ‘zachodnia’ - bogata w wysoko rafinowane produkty (biała mąka, biały cukier) oraz białko zwierzęce nie jest niestety dla nas dobroczynna, gdyby tak bowiem było, Amerykanie byli by najzdrowszą na świecie nacją, a jest wręcz przeciwnie; jak podają statystyki, prawie ¼ Amerykanów cierpi na choroby serca i układu krążenia, a drugie tyle ma problemy z podwyższonym pozomem cukru i cukrzycą. Na przestrzeni ostatnich 20 lat w Ameryce pojawiło się już trzy razy więcej osób otyłych i ich liczba stale się  powiększa. Co ciekawe – porównując nacje mające zupełnie inne nawyki żywieniowe widać, iż ich zachorowalność na niektóre schorzenia (jak np. rak jelita, choroby serca, cukrzyca czy problemy z cholesterolem) jest o wiele niższa.

Wszystko to skłoniło Marka Bittmana nie tylko do refleksji, ale i do podjęcia pewnej decyzji : skoro to co jemy, ma tak wielki wpływ na nasze zdrowie a przy tym na zdrowie naszej planety, to może warto jednak choć częściowo zmienić nasz sposób żywienia? I może jest to łatwiejsze, niż niektórym z nas się wydaje?
Na dodatek w tym samym czasie Bittman borykał się z kilkoma problemami zdrowotnymi : mocno (a nawet bardzo mocno) podwyższony poziom cholesterolu, bardzo wysoki poziom cukru we krwi i zagrożenie cukrzycą (wszechobecną w jego rodzinie), dyskopatia, bezdech oraz dość znaczna waga (jego zwyczajowe 75 kg na przestrzeni lat przerodziło się w 97 kilogramów). Według lekarza, stan był dosyć alarmujący i należało jak najszybciej ‘coś z tym zrobić’. Przede wszystkim schudnąć (minimum 15% masy ciała) i zmienić nawyki żywieniowe (lub brać odpowiednie leki podejmując ryzyko, że i tak z czasem może być gorzej). Dlatego to właśnie wtedy Bittman stwierdził, iż to najlepszy moment by na własnej skórze przekonać się, jaki wpływ na jego zdrowie może mieć ewentualna zmiana sposobu żywienia.

Przede wszystkim wyeliminował ze swojej diety większość tzw ‘śmieciowego’ jedzenia (fast food, wszelakie ‘gotowce’ itd.), tego co wysoko przetworzone i rafinowane (biała mąka, biały cukier) i mocno ograniczył spożycie mięsa i produktów odzwierzęcych; wprowadził również do swojej diety razowe produkty oraz większe ilości białka roślinnego. Rezultaty tych zmian były zadziwiająco szybkie : po miesiącu waga pokazywała już 7 kg mniej, w miesiąc później okazało się, iż cholesterol i cukier są już w normie, nawet bezdech (po raz pierwszy od niepamiętnych czasów) nie przerywał już snu. W 4 miesiące Bittman zrzucił 15 kg i niesamowicie poprawił swój stan zdrowia, bez liczenia kalorii i bez żadnej ‘umartwiającej’ diety. I co najważniejsze, nie wyeliminował on całkowicie mięsa czy białej mąki, nie stał się nagle wegetarianinem czy weganinem, a jedynie mocno ograniczył to, co ma zgubny wpływ na nasze zdrowie, uzupełniając tym, co razowe i nieprzetworzone, chodzi bowiem przede wszystkim o to, by jeść mniej pewnych produktów a więcej innych, a nie by wykluczyć je całkowicie z naszej diety. Jak pisze autor, w porównaniu z jego poprzednimi nawykami żywieniowymi, je on teraz mniej więcej tylko 1/3 mięsa, ryb i produktów odzwierzęcych, 3-4 razy więcej warzyw i owoców, a około 70% spożywanych kalorii nie jest pochodzenia zwierzęcego.

W jego książce, oprócz samych faktów dotyczących produkcji żywności, ‘śmieciowego’, szkodzącego nam jedzenia (wyjątkowo ciekawe rozdziały), badań i statystyk, znajdziecie również część bardziej kulinarną, w której Bittman dokładnie opisuje co i dlaczego warto zmienić w naszym jadłospisie, co powinno znaleźć się na liście zakupów dbających nie tylko o stan zdrowia, ale i otaczającego nas środowiska oraz proponuje czytelnikom 77 prostych przepisów dla tych, którzy – tak jak on - chcą spróbować coś zmienić. I na każdym kroku przekonuje nas, iż jest to naprawdę łatwiejsze niż nam się wydaje. Podaje mnóstwo przykładowych jadłospisów i tłumaczy, jak on sam wdraża opisane wcześniej zasady w życie; jest krytykiem kulinarnym i prawdziwym smakoszem, kocha jeść, jest więc chyba najlepszym przykładem na to, że – wbrew temu co myślą niektórzy – to co zdrowe, wcale nie musi być nudne czy niesmaczne.

Kilka przytoczonych w ‘Food Matters’ zasad pokrywa się z tym, o czym pisze również Michael Pollan (o czym wspominałam na początku marca), czyli między innymi :

- jedzmy więcej produktów pochodzenia roślinnego, a mniej zwierzęcego

- jedzmy mniej wysoko rafinowanych produktów (biała mąka, biały cukier), a więcej razowych

- unikajmy fast foodów, ‘gotowców’ oraz tego wszystkiego, co wysoko przetworzone

- zastąpmy tłuszcze zwierzęce roślinnymi

- jedzmy jak najwięcej produktów sezonowych, wyprodukowanych lokalnie

- pamiętajmy iż ważna jest nie tylko ilość spożywanych produktów, ale przede wszystkim ich jakość

*
I jeszcze kilka danych, o których być może nie wszyscy wiedzą, a które (mnie przynajmniej) wydają się warte przytoczenia :

- hodowla zwierząt wymaga 10 razy więcej energii co uprawa roślin

- by wyprodukować 1 kg mięsa trzeba zużyć 15 – 18 ton wody

- 45% zużywanej na świecie wody zużywana jest do hodowli zwierząt

- wyhodowanie 1 sztuki bydła to odpowiednik 520 litrów benzyny

- zwierzęta hodowlane ‘produkują’ 130 razy więcej nieczystości niż ludzie

- 50% obecnych na rynku amerykańskim antybiotyków zużywane jest w hodowli zwierząt (jak pewnie wiecie, podaje się je również zdrowym zwierzętom, profilaktycznie, i to nie telko w Ameryce niestety :/ )

- 70% terenów uprawnych  służy do wykarmienia zwierząt hodowlanych

- 50% uprawianej w Stanach Zjednoczonych kukurydzy jest przeznaczone do żywienia zwierząt hodowlanych (a uprawa kukurydzy wymaga olbrzymiej ilości wody); poza tym u krów żywionych kukurydzą a nie trawą i sianem coraz częściej odnotowuje się przypadki występowania bakterii E. coli, niezwykle niebezpiecznej szczególnie w przypadku zarażonych nią dzieci

- by uzyskać więcej terenów pod uprawę potrzbnej w hodowli kukurydzy i soi wycina się coraz więcej lasów

- mięso zwierząt hodowlanych ma coraz mniej wartości odżywczych, za to zawiera coraz więcej niepożądanych dla ludzkiego organizmu substancji (wspomniane już antybiotyki, czy np. hormon wzrostu administrowany zwierzętom)

- aktualnie zalecane dawki białka zwierzęcego to ok. 50 g dziennie; w Ameryce aktualnie spożywa się 250 g mięsa na osobę, we Francji 200 g, a w Afryce 30 g

- i na koniec (choć dla mnie to właściwie jeden z pierwszych argumentów) nie zapominajmy o warunkach przemysłowego chowu zwierząt; to zadziwiające zresztą, jak bardzo potrafimy dbać o naszych czworonożnych domowników, a jak bardzo nie interesuje nas jak traktowane sę trafiające na nasz talerz zwierzęta…

*

Mam nadzieję, że lektura ‘Food Matters’ i Was choć na chwilę skłoni do refleksji, a być może również do pewnych zmian w aktualnym jadłospisie. Jak pisze Bittman, nie zapominajmy iż nawet niewielkie zmiany mogą mieć naprawdę wielkie znaczenie (wszak ziarnko do ziarnka… ;) ). Niczego nie trzeba się wyrzekać, a tylko nieznacznie zmienić nasze przyzwyczajenia. Może więc i Wy spróbujecie? :)

*
food_matters_cookbookA tym, którzy do tej pory byli wyjątkowo mięsożerni i mają niewiele pomysłów na dania bezmięsne, z pewnością przyda się druga część ‘Food Matters’, typowo kulinarna tym razem : ‘The Food Matters Cookbook: 500 Revolutionary Recipes for Better Living’.
Znajdziemy tu najważniejsze fakty opisane w ‘Food Matters’ oraz dodatkowo 500 przepisów na dania z mięsem i bez, a także pomysły na to, jak dany przepis zmodyfikować czy urozmaicić. To kolejna warta polecenia pozycja na liście napisanych przez Bittmana książek – klik (te najbardziej znane to z całą pewnością How to Cook Everything oraz How to Cook Everything Vegetarian).

*

*

*

less_meat_more_veg2A skoro już o książkach dla ‘mniej-mięsożernych’ mowa, to dosyć ciekawą pozycją jest również wydana niedawno ‘Less Meat More Veg’ (czyli ‘mniej mięsa, więcej warzyw’).
Choć dań mięsnych mimo wszystko w niej sporo, to przepisy są dosyć ciekawe i urozmaicone, przyznaję jednak iż miałam nadzieję, że część ‘niemięsna’ będzie (zgodnie z tytułem ;) ) nieco bardziej obszerna.
Przepisy podzielone są na następujące kategorie : wołowina, baranina, wieprzowina, drób, zwierzęta łowne, ryby, warzywa (‘aż’ 14 stron ;) ), jajka, nabiał, desery. Niestety nie ma osobnego rozdziału poświęconego np. warzywom strączkowym, choć w poszczególnych działach można znaleźć przepisy z ich dodatkiem. Książkę tą poleciłabym chyba bardziej komuś, kto nie ma wielu pomysłów na urozmaicenie swoich mięsnych posiłków, jednak tym, którzy chcą ograniczyć spożycie mięsa i produktów zwierzęcych bardziej jednak polecam ‘The Food Matters Cookbook’.

*

Na koniec – dla zainteresowanych – linki do dwóch filmów / dokumentów (które być może już znacie…), a do obejrzenia których Was zachęcam (poniżej wersje z polskimi napisami) :

- ‘Food matters’ (to link do pierwszej części, pozostałe znajdziecie w prawej kolumnie otwierającej się strony Youtube; jest tam również wywiad z Markiem Bittmanem)

- oraz ‘Food, Inc’ - ‘Korporacje i żywność’ (tak jak w przypadku poprzedniego dokumentu - to link do pierwszej części; pozostałe znajdziecie w prawej kolumnie otwierającej się strony)

*

Pozdrawiam serdecznie!

I mam nadzieję, że udało Wam się przebrnąć przez ten przydługi wpis...
(najchętniej pisałabym dalej, w porę jednak 'obcięłam' jedną stronę tekstu ;) ).

Jak jeść? czyli ‘przewodnik konsumenta’ Michaela Pollana

wtorek, 1 Marzec 2011

Zbliżająca się wiosna (tak, tak – nareszcie mamy już marzec! ;) ) często jest motywacją do tego by jeść ‘lepiej’, a przede wszystkim zdrowiej. Tyle tylko, że wśród wszystkich otaczających nas (często sprzecznych) informacji, nie zawsze łatwo jest odpowiedzieć na to pytanie : co tak naprawdę jeść? co jest dla nas najlepsze? co przynosi naszemu organizmowi największe korzyści, a co mu szkodzi?

pollan_jak_jescTo samo pytanie zadał sobie kilka lat temu Michael Pollan, amerykański dziennikarz współpracujący z ‘New York Times Magazine’, który już od ćwierć wieku pisze o jedzeniu, a jego książki nie schodzą z list bestsellerów. I jak się okazało, odpowiedź na pytanie : co jeść? jest o wiele łatwiejsza niż by się mogło wydawać. Nie musimy bowiem zagłębiać się w tajniki dietetyki czy medycyny, nie musimy wszystkiego bardzo dokładnie analizować, wystarczy trochę zdrowego rozsądku, przynajmniej na początek. I trzy zdania, które według Pollana są kluczem do zdrowego jedzenia :

Jedz jedzenie. Nie za dużo. Głównie rośliny.

Te trzy zdania autor rozbudował w 64 proste reguły, mówiące o tym jak jeść zdrowo, ale i przy okazji przyjemnie. I jak pisze sam autor – ‘reguły te mają swe źródło w kulturze raczej niż w nauce, choć w większości przypadków nauka potwierdza to, co kultura wiedziała z dawien dawna’; chodzi tu bowiem bardziej o pewne ogólne zasady, a nie o sztuczne i sztywne prawidła.

Książka podzielona jest na trzy części, odpowiadające trzem kluczowym cytowanym wyżej zdaniom:

cz. I - Co mam jeść? - Jedz jedzenie
cz. II – Jakie produkty mam jeść? - Głównie rośliny
cz. III – Jak mam jeść? - Nie za dużo

W każdej z części znajdziemy bardziej lub mniej rozbudowane ‘reguły’, pozwalające lepiej przyswoić sobie zasady nieco zdrowszego stylu życia, a przede wszystkim jedzenia.
Są to naprawdę bardzo zdroworozsądkowe rady, bez wnikania w niepotrzebne i nadmierne szczegóły. I tak na przykład :

- unikaj produktów zawierających więcej niż pięć składników (są tu oczywiście wyjątki, jak np. lody czy chipsy)

- unikaj produktów, które udają coś, czym nie są

- unikaj produktów żywnościowych, które są reklamowane w telewizji

- kiedy tylko się da, unikaj supermarketów

- jedz te zwierzęta, które same dobrze jadały i to, co jest prawidłowo uprawiane i co wyrosło w zdrowej ziemi

- jedz głównie rośliny, a szczególnie liście; kiedy tylko możesz, jedz to co rośnie i żyje dziko

- jedz kolorowo! (warzywa o różnych kolorach dostarczają nam bowiem różnych, uzupełniających się, dobroczynnych substancji)

- staraj się jadać bardziej jak Francuzi. Albo jak Japończycy. Albo Włosi. Albo Grecy. Ale nie jak Amerykanie ;)

- jedz wtedy gdy czujesz głód, a nie wtedy gdy się nudzisz

- jedz mniej! Pollan cytuje tu pewne sympatyczne, niemieckie porzekadło : ‘trzeba zawiązać wór zanim się przepełni’ czyli - przestań jeść zanim poczujesz się syty (np. według japońskiej tradycji kończąc posiłek należy czuć się najedzonym w 80%, według indyjskiej tradycji ajurwedy w 75% a według chińskiej – w 70%)

- jedz powoli

- gotuj! tylko wtedy wiesz, co znajduje się na Twoim talerzu

- jedz te słodycze, które są słodkie w naturze

- raz na jakiś czas złam zasady – wszak obsesyjne trzymanie się reguł fatalnie wpływa na zadowolenie z życia

I jeszcze na koniec, jedno z ważniejszych porzekadeł : ‘Im chleb twój bielszy, tym pogrzeb rychlejszy’ - wiadomo przecież nie od dziś iż to co ‘białe’, rafinowane, całkowicie pozbawione jest zdrowych i dobroczynnych dla nas substancji i mikroelementów. Starajmy się więc choć częściowo zastępować tego typu produkty razowymi i minimalnie przetworzonymi.

*

To tylko niektóre z zawartych w książce Pollana ‘porad’, jednak jak sami widzicie – nie są to nudne i skomplikowane fakty, analizy poszczególnych badań czy teorii żywieniowych. Tak naprawdę bowiem wg Pollana ważne są dwa - trzy fakty dotyczące naszego zdrowia i sposobu jedzenia, fakty co do których nie ma wątpliwości i które potwierdzają różne badania :

- po pierwsze : wysoki odsetek populacji, których odżywianie bazuje na tzw. diecie zachodniej (czyli bogatej w produkty wysoko przetworzone, mięso, dużą ilość cukru i tłuszczu oraz wiele rafinowanych produktów zbożowych, a przy tym mało warzyw, owoców i ziarna z pełnego przemiału) niezmiennie cierpi na tzw ‘zachodnie choroby’ : otyłość, cukrzycę typu II, choroby naczyniowe oraz nowotwory. Jak pisze Pollan - praktycznie wszystkie przypadki chorobliwej otyłości, cukrzycy typu II oraz 80% przypadków chorób naczyniowych i ponad dwie trzecie zachorowań na raka spotyka się właśnie tam, gdzie mamy do czynienia z dietą zachodnią. Ponadto cztery z dziesięciu dolegliwości będących głównymi przyczynami zgonów w Ameryce, to przewlekłe schorzenia mające związek z tym właśnie modelem żywienia. To ‘największe’ (i nieco smutne) osiągnięcie naszej cywilizacji : ludzkości udało się wynaleźć dietę, która nieuchronnie nam szkodzi…

- po drugie : populacje, których styl odżywiania bazuje na różnych tradycyjnych modelach diety zwykle nie cierpią na tego typu schorzenia (bez względu na to jaki to rodzaj diety – nie tylko np. śródziemnomorska, o której tyle się ostatnio mówi / pisze).

- i po trzecie : u ludzi, którzy rezygnują z diety zachodniej, obserwuje się radykalną i dosyć szybką poprawę kondycji zdrowotnej (wg badań, typowy Amerykanin, który choćby częściowo rezygnuje z takowej diety - oraz stylu życia - wskaźniki prawdopodobieństwa zachorowania na chorobę wieńcową spadają o 80%, na cukrzycę typu II – o 90%, a na raka jelita grubego – o 70%).

Niestety powyższe fakty nie znajdują się w centrum zainteresowania ani prowadzących badania nad żywnością, ani samych producentów żywności. Wszak to właśnie na przetworzonych produktach producenci mogą więcej zarobić, a im bardziej przetwarza się żywność, tym więcej przynosi ona dochodu.
Jeśli więc choć trochę lubimy siebie i naszych bliskich, chyba warto zastanowić się nad tym, co jemy. I jak możemy to zmienić, nie popadając przy tym w skrajność i nie odmawiając sobie wszystkich przyjemności. Wystarczy bowiem odrobina zdrowego rozsądku. I minimum wysiłku i dobrej woli.
*

Jeśli macie ochotę przeczytać więcej na ten temat - zapraszam do lektury!

*

pollan4

Michael Pollan ‘Jak jeść? Przewodnik konsumenta’, Wydawnictwo Poradnia K, 2010
(tytuł oryginalny : ‘Food rules. An Eater’s Manual’, 2009)

*

(przy okazji polecam Wam również lekturę tego artykułu – klik, w którym możecie przeczytać o wcześniejszym bestsellerze Pollana – ‘W obronie jedzenia. Manifest wszystkożerców’)

*

Pozdrawiam serdecznie!
A do tematu zdrowego jedzenia powrócę już niebawem :)

*