Archiwum kategorii ‘książki’

Książkowo, z Ottolenghi

piątek, 23 Marzec 2012

W poprzednim książkowym wpisie ‘nie zmieściło się’ kilka widocznych na zdjęciu pozycji, dziś więc kilka słów o dwóch spośród nich (a żeby było bardziej kulinarnie, to pod koniec wpisu zapraszam również na zupę :)

'

plentyPierwsza z nich to ‘Plenty’ autorstwa Yotama Ottolenghi. Mieszanka kulturowa, z jaką miał styczność od dziecka (urodzony w Jerozolimie, w rodzinie z wéosko-niemieckimi korzeniami) powoduje, iż jego przepisy są oryginalne, lekkie i pełne świeżości. Jak mówi sam Ottolenghi – jego kuchnię charakteryzuje przede wszystkim prostota* oraz przewaga wpływów śródziemnomorskich i bliskowschodnich.
*prostota - nie w sensie minimalistycznej ilości składników, a w sensie sposobu, w jaki dana potrawa jest przygotowywana  (dopisek po lekturze komentarzy)

W ‘Plenty’ autor (właściciel kilku londyńskich restauracji) proponuje nam 120 wergetariańskich przepisów, z których wiele było przygotowanych specjalnie dla weekendowych edycji brytyjskiego dziennika ‘The Guardian’ i opublikowanych na jego łamach w rubryce zatytułowanej ‘The New Vegetarian’ (co ciekawe – Ottolenghi nie jest wegetarianinem, dlatego przez pewnien czas wahał się, czy pisanie takowej rubryki jest dobrym pomysłem; niektórzy czytelnicy nie byli podobno zachwyceni faktem, iż o nowych, wegetariańskich recepturach pisze ktoś, kto spożywa mięso...).

Książka podzielona jest na 15 rozdziałów, między innymi : warzywa korzeniowe, owoce i sery, grzyby, pomidory, cukinie i dynie oraz... Jej Wysokość Oberżyna :) ('The Mighty Aubergine') która jest (jak można domyślić się po tytule poświęconego jej rozdziału ;)) ulubionym warzywem autora. Przepisy Ottolenghi są skonstruowane wokół jednego głównego składnika, który stara się on wysublimować, pokazać go w nowym świetle, stale jednak pozostawiając go w centrum uwagi.

'
ottolenghi_cookbook2
‘The Cookbook’ to wcześniejsza, pierwsza książka Ottolenghi (napisana przy udziale Sami Tamimi). Znajdziemy tutaj 140 przepisów z restauracji Ottolenghi, nie tylko na dania wegetariańskie, ale również na te z dotatkiem mięsa i ryb, na wypieki (w tym również na pieczywo) i – tak jak w ‘Plenty’ – już tutaj Jej Wysokość Oberżyna miała osobny poświęcony sobie rozdział ;) Mieszanka smaków, aromatów, kulinarnych tradycji  oraz kreatywność i finezja, to pierwsze wrażenia z przekartkowanych stron.

A dla Was, na zachętę, jeden z przepisów z ‘The Cookbook’ na zupę soczewicową z boćwiną (trzeba było zagospodarować boćwinową nadwyżkę ;)).
Zupa nie jest może zbytnio ‘wyględna’, jednak smakowo przypadła nam do gustu (Gospodarnej Narzeczonej też podobno smakowała ;)).

'

Poniżej dwie wersje zupy : oryginalna oraz druga – lekko przeze mnie zmodyfikowana.

'

'

ottolenghi_zupa_soczewica2

Zupa z soczewicy z boćwiną

(Ottolenghi - ‘The Cookbook’)

na ok. 6 porcji

500 g ‘połówek’ czerwonej soczewicy
2,5 litra zimnej wody
2 średniej wielkości czerwone cebule
2 łyżki oliwy
200 g boćwiny (u mnie 250 g)
50 g świeżej kolendry
2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżka nasion kolendry
3 ząbki czosnku
50 g masła (użyłam klarowanego)
sól, pieprz

dodatkowo :
otarta skórka z ½ cytryny
4 cytryny pokrojone na ćwiartki
chleb na zakwasie

Soczewicę płuczemy w dużej ilości zimnej wody, przekładamy do dużego garnka, wlewamy 2,5 litra wody  i gotujemy ok. 35 minut (zdejmujemy ewentualne szumowiny podczas gotowania).
W tym czasie myjemy liście boćwiny, odkrawamy łodygę oraz twarde unerwienia i kroimy (niezbyt drobno) wraz z kolendrą (pozostawiamy kilka listków kolendry do dekoracji).
Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plastry, a następnie dusimy na rozgrzanej oliwie przez ok. 4-5 minut (cebula nie powinna zbrązowieć, ma tylko ‘zmięknąć’).
‘Wyławiamy’ mniej więcej połowę ugotowanej soczewicy i tę pozostałą w garnku miksujemy. Następnie ponownie dodajemy resztę soczewicy, poszatkowaną boćwinę i kolendrę, uduszoną cebulę oraz kumin i cynamon, doprawiamy do smaku solą i pieprzem i podgrzewamy zupę przez ok. 5 minut.
W moździerzu rozcieramy ząbki czosnku i nasiona kolendry (ewentualnie rozgniatamy i drobno szatkujemy), podsmażamy na rozgrzanym maśle przez ok. 2 minuty, następnie dodajemy do zupy i pozostawiamy zupę pod przykryciem na ok. 5 minut.
Przed podaniem dekorujemy otartą skórką z cytryny oraz kolendrą i serwujemy zupę z dodatkiem chleba oraz cząstek cytryny (do każdej porcji zupy wkrapiamy sok z wyciśniętej cytryny).

'

ottolenghi_zupa_soczewica01
'

Uwagi :

- przy drugim podejściu zupę przygotowałam nieco inaczej : tak jak robię w przypadku dań kuchni hinduskiej np., najpierw udusiłam cebulę na rozgrzanym maśle klarowanym, później dodałam czosnek, kumin i nasiona kolendry i po ok. minucie – dwóch dodałam soczewicę, jedną małą laskę cynamonu oraz łodyżki kolendry (nadają dodatkowego aromatu), zalałam wodą i gotowałam krócej niż w oryginalnym przepisie, ok. 20 minut. Część soku z cytryny (mniej więcej z połowy cytryny) oraz otartą skórkę dodałam już po zmiksowaniu zupy (wcześniej ‘wyłowiłam’ łodyżki kolendry i cynamon). Mam wrażenie, że zupa nabrała dzięki temu nieco głębszego smaku i aromatu, ale może to tylko kwestia przyzwyczajenia... ;)

edycja - 25.03

'

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego weekendu!

I nie zapomnijcie, że będziemy spać o godzinę krócej ;)

Książkowo…

sobota, 10 Marzec 2012

livres2012_1

'

Od grudnia do marca (czyli w świąteczno-urodzinowo-imieninowym czasie ;)) moje książkowe zbiory zawsze się ‘odrobinę’ ;) powiększają. Znajomi i bliscy wiedzą, że – od zawsze właściwie – najlepszym prezentem są dla mnie książki właśnie; jako dziecko, pierwszą rzeczą po jaką sięgałam rano i ostatnią, jaką miałam w rękach wieczorem, była książka. Z tą tylko różnicą, że od kilku(-nastu ;)) lat zdecydowanie więcej jest tych o tematyce kulinarnej.
Dziś będzie o kilku z nich (o wcześniejszych wspominałam tutaj – klik), reszta zaś sukcesywnie w kolejnych ‘odcinkach’ ;).
'

tea_with_beaNiedawno ktoś sprawił mi niesamowitą niespodziankę, przysyłając mi książkę ‘Tea with Bea’ (prawda, że ładny tytuł? :)).
Autorką jest pracująca wcześniej dla londyńskiej restauracji sieci Nobu Bea Vo (amerykańskiego pochodzenia pastry chef), dziś właścicielka znanej i popularnej londyńskiej cukierni (tea room) Bea's of Bloomsbury.
W książce znajdziecie ponad 60 przepisów łączących amerykańskie tradycje i angielski szyk. Są tu ciasteczka i różne małe słodkości (cookies & bars), są muffiny, słynne cupcakes czy scones, pyszne tarty, ciasta oraz ‘serniki’ (cheescakes) w różnych wersjach. Dodatkowo zamieszczone są też podstawowe przepisy na ciasta i kremy, które pozwolą nam na różne ‘wariacje na temat’, a niezwykle apetyczne zdjęcia powodują, iż trudno jest zdecydować, co upiec w pierwszej kolejności (o czym świadczą pierwsze zaznaczone karteczkami przepisy, widoczne poniżej ;)). Z pewnością znaleźć tutaj można idealny dodatek (nie tylko) do popołudniowej kawy czy herbaty, również w formie bezglutenowej i wegańskiej. Jak mówi autorka – pieczenie jest lepsze od terapii ;) a ja dodam, iż od samego patrzenia na zdjęcia jej smakołyków robi się cieplej na duszy :)

'

tea_with_bea3

'
(kilka dodatkowych zdjęć oraz wywiad z autorką możecie znaleźć tutaj – klik)

'

Pozycja na którą niecierpliwie czekałam już od kilku długich miesięcy, to ‘La Tartine Gourmande’, autorki bloga o tym samym tytule (nota bene – również Bea ;)).

'
tartine_gourmande
'
Książka jest dokładnie taka jak ją sobie wyobrażałam : pełna ciepłych, urokliwych zdjęć, ciekawych opowieści i sympatycznych przepisów (bezglutenowych), a wszystko utrzymane jest w charakterze bloga Béatrice : jest kolorowo, radośnie i słonecznie. Miłośnicy stylu autorki z pewnością się więc nie zawiodą. Książkę poleca również David Lebovitz, Heidi Swanson oraz Clotilde Dusoulier, jest to więc chyba wystarczająca rekomendacja :)

(tutaj możecie zobaczyć kilka stron książki – klik, a u Hélène - Tartelette przeczytacie wywiad z Béatrice – klik)
'

A skoro mowa o bloggerkach i jej książkach, to niedawno ukazała się polska wersja ‘Plate to Pixel’ wspomnianej Hélène Dujardin, autorki bloga ‘Tartelette’, (w polskim przekładzie zatytułowana ‘Ujęcia ze smakiem’), której recenzję być może czytaliście już u Liski.

'

plate_to_pixel_pl2
'
Jest to książka, która z całą pewnocią przyda się początkującym fotografom (szczególnie jeśli chodzi o fotografię kulinarną), napisana jest bowiem prostym, przystępnym językiem, a ponadto teoria ilustrowana jest wieloma zdjęciami Hélène, dzięki czemu pewne zagadnienia zdecydowanie łatwiej jest sobie wyobrazić i przyswoić. Jeśli jednak o fotografii macie już jako takie pojęcie, to książką możecie być nieco rozczarowani, skupia się ona bowiem na bardzo podstawowych zagadnieniach. Mimo wszystko jednak uważam, iż dobrze, że tego typu książka (nareszcie) powstała, gdyż pozycje pisane niezwykle technicznym językiem nie zawsze są zrozumiałe dla kogoś, kto w temacie fotografii dopiero raczkuje, to raz, a dwa – zdjęcia kulinarne są jednak dosyć specyficznym tematem, warto więc - zaczynając naszą przygodę z fotografią kulinarną - sięgnąć do wskazówek i porad Hélène Dujardin (ja żałuję tylko jednego : że książka nie istniała 4-5 lat temu, gdy sama metodą prób i błędów uczyłam się robienia tego typu zdjęć...).
Niestety nie znam wersji polskiej (mam tylko tę oryginalną), nie wiem więc, jak tłumaczenie ma się do oryginału, dlatego chętnie przeczytam również Wasze opinie na temat ‘Ujęć ze smakiem’.
Po więcej szczegółów na temat książki odsyłam Was również do wspomnianego wyżej wpisu Liski – klik, a przy okazji polecam Wam także wpis Karoliny – klik, która latem zeszłego roku również pisała o ‘Plate to Pixel’.

'

basic_to_brilliantA propos Hélène Dujardin i jej zdjęć, to niedawno kupiłam również polecaną przez nią książkę ‘Basic to Brilliant, Y'All’ autorstwa Virginii Willis (być może znacie jej poprzednią książkę ‘Bon Appetit, Y'all’, która była sporym sukcesem), do której potrawy fotografowała właśnie Hélène. Znajdziecie tutaj receptury na tradycyjne dania, gdzie francuska klasyka łączy się z amerykańskimi, południowymi wpływami (dania rodem np. z Luizjany czy Georgii), a wszystko dodatkowo okraszone jest nieocenionymi radami Virginii jak przekształcić podstawowy przepis w danie z tzw. ‘twistem’, dzięki czemu ‘basic’ przekształcimy w ‘brilliant’ :)

Przyznaję, iż od pewnego czasu wszystko co 'południowe' w podtytule ('southern') przyciąga mnie jak magnes, prawie tak bardzo, jak 'rustic italian' ;) dlatego nie miałam wątpliwości, iż i ta książka przypadnie mi do gustu. Może Wam również? :)

(zainteresowanym polecam również bloga Virginii Willis - klik)

'

O pozostałych książkach napiszę w następnym 'odcinku' - może i Wy niektóre z tych widniejących na pierwszym zdjęciu już macie / znacie?

'

*   *   *
'
A w przyszłym tygodniu zapraszam Was na dwa dania, z których jedno 'na surowo' wygląda tak :

'
zagadka
'
Czy ktoś wie może, co to takiego? Czekam na Wasze propozycje :)

'

Francuska zupa cebulowa

poniedziałek, 9 Styczeń 2012

oignons01

'

Gdy daaawno dawno temu ;) po raz pierwszy spróbowałam we Francji zupy cebulowej, nie mogłam uwierzyć, że jest tam naprawdę tylko cebula! I że z cebuli można przygotować coś tak pysznego (pod warunkiem oczywiście, że nasz system trawienny nie buntuje się na sam dźwięk słowa ‘cebula’ ;)). Babcia Eliza (Mémé Elise, o której wspominałam między innymi à propos innej francuskiej zupy - soupe au pistou) mawiała, iż nie ma nic prostszego od zupy cebulowej – wszak wystarczy nam cebula i woda, trochę tłuszczu, ewentualnie liść laurowy czy tymianek + nieco wolnego czasu ;)

'

oignons4

'

Zupa ta wywodzi się z prostej, rustykalnej kuchni, z czasów gdy cebula była dla wielu rodzin jednym z nielicznych dostępnych zimą warzyw. Z czasem recepturę wzbogacono o dodatek wina, a zamiast wody zaczęto używać bulionu (o zupie z dodatkiem wina i jej wariantach przeczytacie więcej poniżej, pod przepisem). Ja osobiście pomijam mąkę, wolę bowiem, gdy zupa robi się przyjemnie gęsta od samej cebuli i długiego jej gotowania (wina natomiast radzę absolutnie nie pomijać! ;)).

'

soupe_oignon11

'

Sekretem smaku tej zupy jest skaramelizowana, długo duszona cebula. Nie może być ona tylko zeszklona, musi być lekko brązowa, acz nie przypalona (etapy karmelizowania cebuli możecie zobaczyć tutaj – klik). Cebula staje się wtedy lekko słodka, deliatna i aromatyczna i nie ma już nic wspólnego ze smakiem (i zapachem ;)) swojego surowego odpowiednika. Jeśli do tego dodamy jeszcze białe wino czy koniak, a na koniec grzanki i stopiony ser, to żaden mroźny wieczór nie będzie nam już straszny ;)

'

soupe_oignon01

Francuska zupa cebulowa

na 3-4 małe porcje

500 g cebuli (waga po obraniu)
2-3 łyżki oliwy (lub pół na pół oliwa + masło)
1 ząbek czosnku
200 ml białego wina (lub brandy / koniaku / sherry...)
ok.750-800 ml bulionu (lub wody)
kilka łodyżek świeżego tymianku
sól i świeżo mielony pieprz
dodatkowo – kilka kromek chleba / bagietki + starty ser (typu comté lub gruyère)

Cebulę obrać i pokroić w cienkie krążki (używam 'mandoliny'), czosnek zmiażdżyć i drobno posiekać (lub przecisnąć przez praskę). Tłuszcz rozgrzać w garnku / rondlu o grubym dnie, dodać pokrojoną cebulę i dusić ją na średnim ogniu (mieszając tylko od czasu do czasu, by się nie przypaliła) przez ok. 25-30 minut (ostatnie przygotowane w tym sezonie, duszone ok. 45-60 min - jeszcze lepsze), aż stanie się lekko brązowa, skaramelizowana.  Pod koniec dodać czosnek, dusić jeszcze ok. minutę, wlać wino / koniak, dobrze wszystko zamieszać by ‘odkleić’ skaramelizowaną cebulę od dna garnka (w kuchni francuskiej nazywa się tę czynność ‘déglacer’); po ok. minucie zmniejszyć ogień i gotować tak długo, aż płyn zredukuje się mniej więcej o połowę. Wtedy dodać bulion oraz tymianek i gotować zupę na wolnym ogniu (pod przykryciem) przez minimum 30-40 minut. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą.
Kromki chleba lub bagietki zgrilować (w piekarniku, tosterze lub na patelni), zupę wlać do miseczek, nałożyć grzanki, posypać je serem i zapiec kilka minut w piekarniku pod rozgrzanym grillem, aż ser się rozpuści i lekko zrumieni. Podawać natychmiast.

(edycja - kwiecień 2012)

'

soupe_oignon22

'

uwagi :
- jak wspominałam na początku wpisu, zupę cebulową można też zagęścić mąką (tak przygotowuje się ją w tradycyjny sposób) : gdy cebula jest już dobrze zrumieniona / skaramelizowana, dodajemy mąkę i mieszamy dusząc przez ok. minutę lub dwie, później zaś dodajemy wino i bulion, jak w przepisie powyżej

- przygotowując zupę tylko z dodatkiem wina, pod koniec gotowania możemy również dodać 2-3 łyżki koniaku (a raczej nie ‘możemy’, a ‘zdecydowanie powinniśmy’! ;))
(możemy też użyć pół na pół wina i koniaku)

- jeśli zaś zamiast wina / koniaku użyjemy sherry, to nadamy zupie przyjemnego, (bardzo) lekko słodkiego posmaku, co w połączeniu z karamelizowaną cebulą smakuje wyśmienicie; przetestowałam ten sposób dzięki przepisowi z linka, który podawałam Wam wyżej (klik) i muszę przyznać, iż dodatek sherry nie jest złym pomysłem ;)

- używając bulionu warzywnego (lub tylko wody...) możemy też dodać np. 1-2 liście laurowe i 2-3 ziarenka ziela angielskiego

- zupę przed podaniem można ewentualnie zmiksować, jeśli Wasi domownicy wolą zupy o bardziej kremowej konsystencji

- ostatnio (właśnie do miksowanej zupy), zamiast ząbka czosnku dodawanego podczas gotowania zupy użyłam czosnku pieczonego, który zmiksowałam później z zupą, polecam!

- ewentualnie zgrilowane kromki chleba możemy również lekko natrzeć ząbkiem czosnku

- ja czasami dodaję też odrobinę mielonego kuminu, ale to już oczywiście nie będzie ta tradycyjna, francuska wersja ;)

'

Tym zaś, którzy chcą poznać więcej tego typu francuskich 'rustykalnych' przepisów, polecam np. pięknie wydaną książkę Laury Washburn - 'The French Country Table'.

'
french-country-table-washburn-laura

'

Pozdrawiam i zapraszam na cebulowy ciąg dalszy w kolejnym wpisie :)

'

Książki, nie tylko na Święta

środa, 7 Grudzień 2011

Dziś parę słów o (kilku) książkach, które pojawiły się na mojej półce w ciągu ostatnich miesięcy i które być może i Was zaciekawią.

'

tuscanyNa początek coś dla miłośników Toskanii - pięknie wydana książka ‘Tuscany’ (wydawnictwa Phaidon Editors*). To zbiór ok. 50 przepisów opatrzonych również notkami o tradycyjnych toskańskich produktach, targach, lokalnych specjałach i producentach, a wszystko to okraszone jest pięknymi zdjęciami toskańskich pejzaży. I choć więcej jest tu okołotoskańskich opowieści niż samych przepisów, to nie sposób oprzeć się klimatowi książki. A w takie szare, pochmurne grudniowe popołudnie jak dziś, wyjątkwo miło jest powrócić myślami do słonecznej Toskanii :)

(książka całkiem niedawno została wydana również po francusku – klik)

'

*W ofercie wydawnictwa Phaidon znajdziecie również znaną już od lat ‘Srebrną Łyżkę’ – ‘The Silver Spoon’ (w październiku ukazało się nowe wydanie, wzbogacone między innymi o ok. 400 zdjęć) oraz wydaną dwa lata temu wersję dla dzieci – ‘The Silver Spoon for Children: Favourite Italian Recipes’); może przypadnie Wam również do gustu zbiór przepisów na lato : ‘Recipes from an Italian Summer’ oraz przepisy z warzywami z włoskiego ogrodu ‘Vegetables from an Italian Garden: Season-by-Season Recipes’ (z tą pozycją niestety nie miałam jeszcze okazji się bliżej zapoznać).  A skoro już o kuchni włoskiej mowa, to nie można rzecz jasna nie wspomnieć o makaronie i dla jego miłośników dwa lata temu wydano obszerny zbiór przepisów - 'Pasta’.
'
under-the-olive-tree

A skoro już o Toskanii (i o słonecznej Italii) mowa, to polecam Wam również dwie inne pięknie wydane książki : ‘Under the Olive Tree: Italian Summer Food’ oraz – tej samej autorki – ‘Four Seasons, a Year of Italian Food’. Manuela Darling-Gansser pochodzi z włoskiej części Szwajcarii (z Lugano) i w swoich książkach łączy przepisy włoskie z kilkoma szwajcarskimi, sztandarowymi. Wcześniej wydała serię czterech książek - klik poświęconych czterem regionom i czterem porom roku w kuchni, każdą porę roku sytuując gdzie indziej. I tak - wiosną zawitamy na Sycylię (‘Spring in Sicily’), latem do wspomnianej wyżej Toskanii (‘Under the Olive Tree’), jesienią w rejony Piemontu (‘Autumn in Piemonte’), a zimą – w Alpy (‘Winter in the Alps’).

four-seasons1Wydana w tym roku książka ‘Four Seasons’ jest zbiorem najciekawszych przepisów z tych poprzednich części i może być miłym prezentym dla lubiących włoską kuchnię (znajdziemy tu przede wszystkim przepisy opatrzone smakowitymi zdjęciami, w tych wcześniejszych książkach zaś jest zdecydowanie więcej opowieści i opisów).

'
(a w następnym ‘odcinku’ również kilka słów na temat ‘Rustic Italian Food’ Marca Vetri (tutaj możecie zerknąć do środka – klik), która powinna do mnie dotrzeć w piątek; nie ukrywam, iż jak na wzrokowca przystało, skusił mnie nie tylko tytuł, ale również niezwykle smakowite zdjęcie widniejące na okładce ;))

'
'
'

'
desserts-mr2Kolejna pozycja to coś dla wielbicieli Michela Roux. Jeśli spodobały Wam się jego poprzednie książki ('Ciasta pikantne i słodkie' oraz 'Jajka'), z pewnością sięgniecie i po kolejną jego pozycję, tym razem deserową ('Desserts'). Znajdziecie tutaj przepisy na tarty, ciasta i ciasteczka, suflety, musy, kremy, lody, bezy, naleśniki, na desery owocowe, czekoladki i petits fours. Jednym słowem – wszystko, czego można sobie życzyć nie tylko do popołudniowej herbaty ;)

'
Jeśli zaś chcecie zobaczyć, jak Michel Roux Junior gotuje dla rodziny i znajomych ;) proponuję Wam wydaną w zeszłym roku książkę ‘Cooking with The Master Chef : Food For Your Family & Friends’. Sporo tutaj smakowitych przepisów na pieczywo, zupy, sałatki, pasztety i terriny, na przystawki i ‘małe dania’, ryby, mięsa, sosy i – oczywiście – na kilkanaście deserów. Nie obawiajcie się – nie są to ‘wydumane’ i trudne to zrealizowania przepisy słynnego, ‘gwiazdkowego’ szefa, ale propozycje, które każdy praktycznie może przygotować w zaciszu swojej kuchni.


cooking-with-mr

czy znacie bardziej charyzmatycznego i sympatycznego szefa kuchni? ;)

'
Autor kolejnej książki nie wszystkim jest może znany, jednak i on profesjonalnie zajmuje się gotowaniem, a jego kafejki i restauracje cieszą się coraz większą popularnością. Bill Collison promuje kuchnię sezonową i wegetariańską (choć jak często wspomina, to jego żona jest gwiazdą kuchni, on zaś lubi zajmować się końcowym ‘dopieczczaniem’ potraw ;)).

'
cook-eat-smile

'

Wydana w tym roku książka ‘Cook, eat, smile’ jest zbiorem między innymi najpopularniejszych przepisów z restauracji Billa. Znajdziecie tu coś dla siebie na każdą porę dnia (ja oczywiście na początek wypróbowałam dania z dynią w roli głównej :)). Mam nadzieję, że będziecie uśmiechać się nie tylko podczas czytania i gotowania, ale i podczas późniejszej konsumpcji ;)

'

one-more-slice
'
Uśmiech na twarzy może wzbudzić również książka Szwedki Leili Lindholm ‘One More Slice’ (przetłumaczona na francuski jako ‘Un dimanche à la campagne’). Przez kilka lat autorka zdobywała doświadczenie będąc szefem kuchni w szwedzkich restauracjach, a przez dwa lata pracując również w słynnej nowojorskiej restauracji Aquavit (w 1999 roku przyznano jej tytuł najlepszej kucharki Szwecji). W ‘One More Slice’ znajdziecie przepisy między innymi na ciasta, chleby, pizze, tarty, desery; na małe co nieco na piknik czy na niedzielne leniwe popołudnie w ogrodzie. Na śniadanie i podwieczorek. Znajdziecie tutaj pomysły na zaspokojenie każdej praktycznie zachcianki, pod warunkiem, że nie jesteście na diecie ;)
(o Leili Lindholm możecie przeczytać również u Anny Marii – klik oraz u Majki – klik, a tutaj strona internetowa Leili - klik)

'

apetycznaI na koniec jeszcze dwie pozycje, w tym jedna wydana niedawno również w polskim tłumaczeniu, a mianowicie ‘Apetyczna panna Dahl’, autorstwa Sophie Dahl. O książce wspominałam Wam już a propos zeszłorocznego książkowego wpisu – klik, jeśli więc lubicie styl Sophie oraz jej przepisy, teraz już możecie cieszyć się polskim wydaniem książki (swoją drogą, wiele książek jest o wiele szybciej tłumaczonych na polski niż na francuski, i to nie tylko jeśli chodzi o pozyje kulinarne, ale i o powieści np., często więc czekając na francuskie tłumaczenie zużywam spore pokłady cierpliwości ;)).

We wrześniu tego roku ukazała się na rynku wydawniczym kolejna książka Sophie – ‘From Season to Season: A Year in Recipes’ i utrzymana jest ona w dosyć podobnym charakterze co jej apetyczna ;) poprzedniczka. Książka podzielona jest na pory roku (na jesieni począwszy), a każda z nich zawiera przepisy na śniadania, obiady i kolacje. Nie znajdziecie tu skomplikowanych, wydumanych raceptur, za to sporo prostych i smakowitych pomysłów, takich jak sama autorka :)

'

sophie-dahl-from-season

'

Mam nadzieję, że któraś z pozycji i Was zainteresuje (i może przyda się na liście świątecznych podarków ;)).
A skoro już o Świętach i prezentach mowa, to informuję, iż ‘From Season to Season’ Sophie Dahl z przyjemnością zamieni się w świąteczny podarek dla czytelników bloga. Jeśli więc jesteście książką zainteresowani, zostawcie proszę odpowiedni komentarz poniżej, najpóźniej w sobotę wieczorem (adres mailowy wymagany, wpisy całkowicie anonimowe niestety w losowaniu uczestniczyć nie będą).

'
Pozdrawiam serdecznie!

Szpinak i kokos

piątek, 13 Maj 2011

epinards_coco2
'
Gdy mniej więcej tydzień temu na blogu 101 Cookbooks zobaczyłam ten oto przepis - klik pochodzący z nowej książki Anjum Anand (która czeka w mojej 'amazonowej poczekalni' ;)) stwierdziłam, że nie jest mi on obcy; zaczęłam więc wertować wcześniejszą książkę Anjum i okazało się, że to dokładnie ten sam przepis ! (nie jestem niestety pewna, czy wszystkie przepisy z tych dwóch książek są dokładnie takie same czy jednak czymś się różnią, jeśli ktoś z Was wie, to bardzo proszę o podzielenie się informacją :))
Zdjęcia Heidi okazały się na tyle perswazyjne, że przy pierwszej okazji zakupiłam młody szpinak oraz szparagi i czym prędzej udałam się do kuchni (szparagów nie ma w oryginalnym przepisie, jednak pomysł Heidi bardzo przypadł mi do gustu). I choć na początku nieco sceptycznie podchodziłam do tej szpinakowo-kokosowej kombinacji smaków, to obawy okazały się całkiem bezpodstawne, po degustacji bowiem mogę napisać tylko jedno – to jest naprawdę pyszne ! Jeśli więc macie ochotę na nieco inną niż tradycyjna wersję szpinaku, serdecznie Wam ten przepis polecam (przy drugim podejściu dodałam nieco więcej przypraw i taką wersję podaję Wam poniżej)

'
epinards_coco1

Szpinak z kokosem i przyprawami

2 porcje

2-3 łyżki wiórków kokosowych
1 szalotka
1 duży ząbek czosnku
2-3 łyżki oliwy / oleju lub sklarowanego masła
1/2 łyżeczki ziaren gorczycy
1/2 łyżeczki kuminu (użyłam zmielonego)
1/4 łyżeczki nasion czarnuszki
1 strączek suszonego chili (można pominąć)
200 g szpinaku
sól do smaku
ok. 1/2 łyżki soku z cytryny (do smaku)

opcjonalnie : ok. 250 g szparagów

Wiórki kokosowe uprażyć na suchej, gorącej patelni.
Szpinak umyć i osuszyć.
Szparagi umyć, osuszyć i pokroić na kawałki.
Szalotkę i czosnek bardzo drobno poszatkować i rozetrzeć (w moździeżu, na ‘pastę’).
Olej / oliwę rozgrzać, uprażyć przez ok. minutę przyprawy, następnie dodać szalotkę i czosnek, po chwili dodać szparagi* i smażyć je kilka minut; następnie dodać szpinak, doprawić do smaku solą i smażyć następnych kilka minut (uwaga : im młodsze listki, tym krótsza obróbka termiczna; jeśli używamy tych bardzo młodych ‘sałatkowych’ liści szpinaku, ich gotowanie zajmuje zaledwie ok. minuty, dodajemy go więc wtedy, gdy szparagi są już odpowiednio miękkie.). Na koniec doprawić sokiem z cytryny i posypać uprażonymi wiórkami kokosowymi.

*szparagi możemy też usmażyć oddzielnie, w ok. 2 łyżkach oliwy / oleju

Smacznego!

'

epinards_coco03

jedną z porcji (bez szparagów) podałam z białą rybą i sosem z mleczka kokosowego i curry

'

Przy okazji polecam Wam również nową książkę Heidi - Super Natural Every Day (ja zawsze na początku sprawdzam, czy są jakieś ciekawe przepisy z… dynią rzecz jasna! ;) i przyznaję, że jeden przepis dyniowy już mnie zainteresował, choć na jego wypróbowanie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać ;)).

*

*    *    *

A propos nowości ‘sezonowych’ donoszę, iż czarny bez jest już u nas w pełni rozkwitu, sezon truskawkowy również w pełni, a do tego na farmie pojawiły się w tym tygodniu pierwsze cukinie i – tydzień temu – młode ziemniaki! Weekend więc – mimo iż ma być pochmurny i deszczowy – i tak będzie udany ;) tym bardziej że na deser będzie testowane tydzień temu ciasto truskawkowo-rabarbarowo-kokosowe (jeśli wystarczy mi czasu na zrobienie zdjęć, to przepis obiecuję już po niedzieli).

Pozdrawiam wszystkich serdecznie! I życzę udanego majowego weekendu :)

*