Dziś będzie ‘wytrawnie’, choć właściwie powinien być tort ze świeczką ;) Dokładnie dwa lata temu bowiem napisałam mój pierwszy post na tym blogu :) I zupełnie nie zastanawiałam się wtedy nad tym, jakie będą ‘konsekwencje’ tegoż czynu ;) Przez te dwa lata poznałam wiele przesympatycznych osób (niektóre osobiście, a inne prawie że osobiście ;) ), dostałam wiele przemiłych maili, spędziłam sporo czasu na wirtualnych, acz jakże miłych rozmowach :) Tak, przyznaję że ten blogowy świat wciągnął mnie na dobre i bardzo ciesze się, że mogę go wraz z Wami dzielić :)
To tyle a propos wspominek, czas jednak przejść do konkretów ;)
Dziś będzie słów kilka o jednej z moich ulubionych przekąsek : o pieczonej dyni.
*
Zawsze gdy potrzeba mi jej do konkretnego dania, przezornie piekę podwójną ilość, choć i potrójną byłabym chyba w stanie skonsumować ;) Oczywiście nie każda dynia smakuje równie wybornie; moją faworytką jest (jak już kiedyś wspominałam…) dynia Hokkaido i wszelkie inne dynie o podobnym ‘suchym’ miąższu. Pieczenie potęguje ich smak i wydobywa orzechowo-kasztanowe aromaty. To prawdziwa uczta dla podniebienia! A jak ją przyrządzić? Nic prostszego : dynię kroimy na pół, wydrążamy, opcjonalnie obieramy ze skórki (choć dynię Hokkaido np. można konsumować ze skórką), a następnie kroimy na ok. 2 cm plastry, które umieszczamy na naoliwionej (lub wyłożonej papierem) blasze. W wersji podstawowej - każdy plaster smarujemy dobrą oliwą z oliwek i posypujemy odrobiną soli (fleur de sel np.). Tak przygotowaną dynię pieczemy w 200ºC do miękkości, aż lekko się ‘przyrumieni’ (ok. 20 minut). Możemy też przed pieczeniem posmarować plastry dyni oliwą wymieszaną z przyprawami jakie lubimy (np. curry, cumin, etc) i z odrobiną przeciśniętego przez praskę czosnku; otrzymamy wtedy nie tylko aromatyczną przekąskę, lecz również przepyszną bazę na zupy czy sałatki.
(Może pamiętacie też zeszłoroczny wpis Małgosi z użyciem tak przygotowanej dyni? Jeśli nie, to koniecznie zerknijcie ;) )
Dla mnie tak przygotowana dynia to pychota! Bardzo szybko znika z talerzy, przegryzana tak ‘ot’, mimochodem ;) Nie może więc w tym tygodniu zabraknąć przepisów z jej udziałem :)
*
Sałatka z dynią i rukolą, ze słodko-kwaśnym vinaigrette
porcja dla 4 osób
500 g dyni (waga po obraniu)*
4 łyżki orzechów włoskich
100-120 g rukoli
ok. 50 g parmezanu
oliwa z oliwek
sól, pieprz
vinaigrette
1 cytryna (skórka + 2 łyżki soku)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju z pestek dyni
¾ łyżki octu balsamicznego
1 łyżka miodu
sól, pieprz
*najlepiej dyni o suchym miąższu, typu Hokkaido
Piekarnik rozgrzewamy do 200ºC.
Dynię oczyszczamy, kroimy w ok. 2 cm grubości plastry, układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, smarujemy je oliwą, lekko solimy. Pieczemy do miękkości (ok. 20 min).
Składniki sosu starannie mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Orzechy rumienimy na suchej patelni.
Rukolę myjemy i osuszamy.
Upieczone plastry dyni kroimy na mniejsze kawałki.
Na talerzach układamy dużą garść rukoli, na niej dynię, polewamy przygotowanym sosem, posypujemy wiórkami parmezanu i pokruszonymi orzechami.
Ten przepis to tylko ‘baza’, którą można dowolnie modyfikować :
- zamiast parmezanu można użyć sera pecorino, ostrego sera cheddar czy ‘niebieskiego’; sałatka świetnie smakuje też z serkiem kozim czy pokruszoną fetą
- orzechy włoskie można zastąpić orzeszkami piniowymi, pestkami dyni czy orzechami laskowymi
- do sałatki można również dodać np. kilka plasterków szynki parmeńskiej
Ważne jest, by sałatkę polać sosem dopiero tuż przed podaniem, rukola bowiem nie najlepiej znosi jego dłuższe towarzystwo i wygląda wtedy zdecydowanie mniej apetycznie ;)
* * *
Druga propozycja, to zupa (znacie mnie już trochę i wiecie, że zupy zabraknąć tu nie może ;) ). Muszę przyznać, że zupa z pieczonej dyni jest chyba naszym faworytem spośród wszystkich do tej pory przetestowanch zup. Uwielbiam wszelakie zupy-krem, z egzotyczną nutą na przykład, często na ostro (niestety nie na słodko i nie na mleku ;) ). Lubię łączyć ją z innymi warzywami, szukać nowych połączeń smakowych. A jednak… a jednak ta z pieczonej dyni jest naprawdę wyjątkowa. Jak z każdego pieczonego warzywa z resztą. Tak jak i w przypadku sałatki – tak i tutaj jest to w pewnym sensie przepis-baza, który można modyfikować do woli : inne przyprawy, zamiast pestek dyni – orzechy, czy też zupełnie inne dodatkowe składniki (świeża kolendra czy mleko kokosowe na przykład).
*
Zupa z pieczonej dyni
porcja dla 4 osób
ok. 700 g dyni (waga po obraniu)*
½ łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego
½ łyżeczki curcumy
1 i ½ łyżeczki curry
2 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
sól
ok. 500-600 ml wywaru warzywnego
śmietana
olej z pestek dyni
4 łyżki pestek z dyni
(przypraw można oczywiście dodać więcej, wedle upodobań)
Piekarnik ozgrzewamy do 200ºC.
Dynię oczyszczamy, kroimy w ok. 2 cm grubości plastry i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przyprawy oraz przeciśnięty przez praskę czosnek mieszamy z oliwą, smarujemy każdy plaster dyni, lekko solimy. Pieczemy do miękkości (ok. 25 min).
Po upieczeniu, przekładamy kawałki dyni do blendera i miksujemy dolewając stopniowo wywaru, do otrzymania odpowiedniej konsystencji.
Pestki dyni prażymy na suchej patelni.
Każdą porcję zupy dekorujemy kleksem śmietany, olejem oraz uprażonymi pestkami.
* * *
Z takiej pieczonej dyni można też przygotować pyszny farsz, do ravioli np. : do 250 g upieczonego i roztartego miąższu dyni dodajemy 2 łyżki ricotty + 2 łyżki startego parmezanu, dobrze mieszamy do połączenia składników i doprawiamy do smaku (pomysł podpatrzony u Annick Jeanmairet). Gotowe ravioli możemy podać np. polane masłem szałwiowym (pychotka!) lub skropione odrobiną dobrej oliwy z oliwek, np. truflowej (kolejna pychotka! :) ). A gdy czasu mało (lub gdy zapału na robienie ravioli brak ;) ), możemy tym oto farszem napełnić np. makaronowe muszle; jest równie smacznie, choć to oczywiście nie do końca to samo ;)
*
Z podobnych przepisów polecam Wam również :
- pieczoną dynię z warzywnym vinaigrette
- zupę dyniową ze słodkimi ziemniakami
*
Na koniec pragnę jeszcze dodać, że niektóre z przepisów, które pojawią się tutaj w tym tygodniu, zobaczyć można będzie również na łamach listopadowego wydania miesięcznika 'Kuchnia'.
*
Pozdrawiam serdecznie!
I raz jeszcze dziękuję za ten kolejny, spędzony z Wami rok :)
*











piękne propozycje jak zawsze, piękne fotki, piękny blog i trzymam kciuki za dalszy jego rozwój, jest nieoceniony!!! :)
Kolejne cuda w Twoim wydaniu. Ciężko zdecydować się na jedno i chyba nie można. I ten dodatek oliwy truflowej do zupy. Uwielbiam to i czekam z niecierpliwościa na kolejne Twoje wspanoałości. A to linki do części moich festiwalowych dań.
http://pistachio-lo.blogspot.com/2009/10/tajine-warzywne-z-dynia-batatami-i.html
http://pistachio-lo.blogspot.com/2009/10/dynia-ricotta-szawia-piniravioli.html
http://pistachio-lo.blogspot.com/2009/10/festiwal-dynii-i-pierwsze-danie.html
Kochana, coz ja moge powiedziec poza “ŁAŁ”! Ano niewiele, bo mnie chwilowo głos z wrazenia odebralo :)
o rety!!ale poszalas dyniowo!! w pozytywnym tego slowa znaczeniu:) :) pysznosci same przyrzadzilas,a do tego tak cudne fotki,ze az prawie zapomnialam o okazji :) Gratulacje Beo i wielu jeszcze tak wspanialych wpisow!!!!
Pozdrawiam cieplutko :)
Beo życzę Ci kolejnych smakowitych lat :)
Dania z dynią wyglądają wspaniale. Zwłaszcza ta zupka do mnie przemawia :)
Pozdrawiam :)
Potrafisz wyczarowac z dyni prawdziwe pysznosci :) Wszystko wyglada tak pieknie i apetycznie.
Zycze Ci jeszcze wielu wspanialych lat blogowania, obfitych w przepisy i nowe doznania smakowe :) Pozdrawiam cieplutko :))
Beo,
nie ukrywam, ze dzieki Twojemu blogowi “odkrylam” zalety dyniowatych :) co mnie cieszy zwlaszcza dlatego, ze jakos mi “wychodza” w ogrodzie i mam spora kolekcje tego roku (o czym doskonale wiesz ;) ). wlasnie niedawno przepraktykowalam po raz pierwszy pieczona dynie i okazalo sie, ze to jest to :). jak juz Ci meldowalam, jednym z dan z pieczonej dyni byly kopytka, a wlasciwie kluski kladzione w moim wykonaniu, no bo kto by sie tam bawil w stolnice i takie tam ;) odmazane na drugi dzien byly rewelacyjne :)
Beo zycze Tobie i Twemu blogowi 100 lat i duzo zdrowia :)
Beatko, Ty jesteś niegasnącym źródłem dyniowych (i nie tylko) inspiracji :) Pysznie mi u Ciebie :)
Dzien doberek Beatko :)
Na początku pragnę złożyć Ci zyczenia z okazji rocznicy blogowej - zycze wytrwałości w pisaniu i wielu wspaniałych pomysłów! Wygląda na to Beo , że nasze blogi powstały prawie w tym samym czasie :)))
Twoj blog jest wspaniały i uwielbiam do Ciebie zagladać :))
A dziś widze tutaj wspaniałe jedzonko - zupka z dyni , sałatka - mniam ! Na pewno by mi smakowały. Uwielbiam od zeszłego roku dynię i baaardzo chętnie z nią teraz eksperymentuję :)
A to dzięki Tobie i Twojemu festiwalowi :)
Pozdrawiam cieplutko :***
Majana
Beatko, przede wszystkim to ja Ci sto lat chciałam uroczyście odśpiewać. :) A nawet dwieście, gdyby tylko się dało. :** Zaglądanie do Ciebie to czysta przyjemność. Zawsze pięknie, zawsze smacznie i oryginalnie. :) Niech kolejny rok dla bloga będzie równie obfity w pyszne przepisy, za to już bez takich przykrych sytuacji - jakie miały miejsce w minionym. :**
Co do dyniowych propozycji - wszystko świetne! I zupa mnie porywa, i sałatka, i na muszle też nie mogę się napatrzeć! Myślę ,że na samym patrzeniu nie pozostanę. :)
Ps. Widzę na pięknych fotkach nowe kulinarne “gadżety”. :D
Jesteś niezawodna w swoim profesjonalizmie :)))
Beatko - wszytskie naj, gratuluję, ciepło pzytulam i powiem Ci, że ja jako bardzo początkująca “blogowiczka” mam wielką przyjemność z odwiedzania i czytania Twoich stron…
Twoje dania z dynią są bardzo piękne, wypracowane i szalenie apetyczne.
Mam wrażenie, że spróbuję wszystkich.
Pozdrawiam
M.
Beo, kolejnych lat w tym blogowym świecie życzę:)…i moje gratulacje:) Zdjęcia przepiękne, a potrawy pewnie bardzo pyszne:))
Niezwykle apetycznie to wszystko wygląda Beo:)
Życzę Ci kolejnych lat blogowania z tak smakowitymi przepisami jak dotychczas. I z tak pięknymi zdjęciami;)))
Pozdrawiam,
Goś ;)
Bea gratulacje z okazji kolejnego roku. A przepisy cudowne. Nawet byłam dzisiaj na targu, żeby kupic dynię, ale niestety nie było :( A szkoda bo taka sałatkę to zjadłabym z przyjemnością
Moje gratulacje, Beo, życzę Ci stu lat blogowania!
Twoje dyniowe przysmaki wyglądają tak, że oczu nie można oderwać. Tym bardziej, że dziś tak ponuro i deszczowo a z Twoich zdjęć uśmiecha się do mnie cieplutka, słoneczna, pomarańczowa dynia. Zastanawiam się właśnie, skąd zdobyć dynię Hokkaido, niesamowicie intryguje mnie ten orzechowy smak.
Pozdrawiam :)
Bea, tą zupą z pieczonej dyni to mnie ubiegłaś :( Całe szczęście ja robię ciut inaczej więc chyba mój przepis też zamieszczę :)
Świetne przepisy :) ja dopiero w tym roku odkryłam jak pyszna jest pieczona dynia, robiąc z niej puree na gnocchi i ciasto :) też nie mogłam się opanować, by nie podjadać, zwłaszcza taką w kawałku z cukrem. Nie mam wprawdzie dyni hokkaido, ale dostałam inną, dużą, płaską o czerwonej skórce, nie wiem co to za gatunek ale jest bardzo smaczna i słodkawa :)
I - sto lat dla bloga :) ja też doskonale wiem jak blogowanie wciąga - bo bloguję już od 16 roku życia czyli 6 lat… kawałek czasu, nie? Oczywiście mój mirabelkowy blog ma dopiero miesiąc, ale ten prowadzony od dawien dawna - jest po prostu pamiętnikiem z przemyśleniami :)
a ożesz Ty wyprzedziłaś mnie z tymi muszlami nadziewanymi dynią! o Ty nie dobra! za karę poproszę wszystkie trzy dania po dwie porcje, bo tak jak Ty kocham pieczoną dynię :)
Beo wszystkiego najlepszego z okazji tak wspaniałej rocznicy !!!!!!Mam nadzieję, że będziesz blogowała jeszcze długie lata - tego Ci życzę:*** Jednym słowem 100 lat!!!!
A przygotowane przez Ciebie dania są powalające. pysznie zaprezentowane! Cudowne zdjęcia! Pozdrawiam:)
Serdeczności z okazji rocznicy blogowania :-)
Bea udało Ci sie stworzyć b. piękne i ciepłe miejsce w sieci.A Twoim wielkim atutem zaletą jest to że odpowiadasz wszystkim: starym i nowym czytelnikom.Tak że każdy czuje się prawdziwie Twoim gościem :-)
Dzięki Twojemu blogowi na nowo zaczęłam gotować i znaduję w tym przyjemność !
Zupa z dyni-palce lizać :D
Pozdrawiam serdecznie
uwielbiam pieczone warzywa i dynię też
Gratulacje ,,małego” jubileuszu
Bea od dyniowych wpisów zaczynałaś ?
Betsi NAJLEPSZEGO!!!! i najsmaczniejszego. Niech się piecze i gotuje dalej.
Te muszelki urzekły mnie niemożebnie :))
Kochani, tyle tu miłych słów, że zamiast każdemu z osobna, to pozwolę sobie podziękować Wam wszystkim jednocześnie :) Serdecznie dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i życzenia! Ten blog jest dla Was, z myślą o Was piszę i z myślą o Was umieszczam nowe przepisy, więc to ja dziękuję Wam za odwiedziny i wszystkie przemiłe komentarze :)
I wiem, że się powtarzam, ale miło mi też, że dyniujecie razem ze mną ;) I że niektórych z Was ‘zaraziłam’ miłością do dyni ;)
Cieszę się, że zdjęcia Wam się podobają; coraz trudniej mi teraz o dobre światło, ale nie narzekam, wszak każda pora roku ma swoje dobre strony ;)
A skoro przepisy Wam się podobają, to częstujcie się proszę! :)
*
Lo, dziękuje za linki!
Felu, jesli masz ‘kawałek ziemi’ to chętnie prześlę Ci nasionka!
Lula Lu, nic nie szkodzi :) Chętnie poczytam o Twojej :)
Mirabelko, to faktycznie kawał czasu :)
Aga, też nic nie szkodzi! Czekam na Twoje :)
Cyryllo, to niesamowicie miłe co piszesz… Nie sądziłam, że komuś może powrócić ochota na gotowanie dzięki Mojej Kuchni :) Więc tym bardziej mi ciepło na serduchu…
To, że odpowiadam wszystkim, to dla mnie normalne; wszak to jak rozmowa ze stojącymi obok ludźmi : im możemy też odpowiedzieć skinieniem głowy czy uśmiechem, a w wirtualnym świecie tylko słowo pisane na tę ‘rozmowę’ nam pozwala. Cenię sobie wszystkie Wasze słowa i komentarze i dlatego przez szacunek dla czytelników staram się - w miarę możliwości czasowych ;) – odpowiadać.
Margot, tak – zaczynałam właśnie od dyniowego wpisu :))
Oczko, dziękuję! Częstuj się ;)
Bea pragne na poczatku zlozyc Ci zyczenia 100 lat dla Ciebie i Twojego wspanialego bloga. Zawsze zagladam do Ciebie z wielka przyjemnoscia i zawsze znajduje jakis wspanialy wpis. Mam nadzieje, ze tak bedzie przez kolejne lata.
A co do Festiwalu dyni to wiedzialam, ze przyszykujesz na ta okazje cos wyjatkowego i pysznego. Jak zwykle nie zawiodlam sie :) Do tego takie apetyczne fotki.
pozdrawiam Cie goraco
Pyszności przygotowałas :) ja dzisiaj skromnie , wklejam link do kolejnej potrawy :)
Placek z dynią a’la pizza
http://chatkawogrodzie.blox.pl/2009/10/Placek-z-dynia-ala-pizza.html
Wszystkie blogi, które przeglądam, kuszą mnie aromatem dyni. A ja nigdzie znaleźć dyni nie mogę! A racze powinnam powiedzieć - nie mam czasu szukać. Do zabawy raczej nie zdążę się dołączyć - a raczej zdążę coś upichcić, ale z braku komputera niestety na blogu się nie pojawi. Ale problem, to będę mieć nie lada z wyborem najodpowiedniejszego przepisu!
Pozdrawiam i dziękuję za smakowite propozycje! ;)
Na razie zamiast zupy dodaję przepis na skośnooką dynię ;)
http://tworczula.blogspot.com/2009/10/festiwal-dyni-odsona-nr-3.html
No to wypada wznieść toast zupą dyniową za kolejne lata Twojego bloga :)
A pieczonej dyni zdecydowanie mówię tak, chociaż ja zrobiłam ją (jak zwykle, z braku cierpliwości, bo mój piekarnik nagrzewa się naprawdę długo) na patelni grillowej, trochę jak sądziłam przesadzając z ilością, ale okazało się, że ilości raczej niedoszacowałam i z trudem uratowałam chociaż trochę do risotta, do którego dynia miała początkowo być przeznaczona.
Wszystkiego najlepszego z okazji drugich urodzin bloga :))))
Twoje zdjęcia i kolory na nich sa zniewalające. Jak na nie patrzę to mam ochotę zerwać się już, natychmiast, biec i kupić dynię. Taka piękna, ciemnopomarańczową, jak słońce o zachodzie :)
pozdrawiam serdecznie :)))
Ojej, czekam na Kuchnię z niecierpliwością! :)
Jako że jestem już w domu rodzinnym, dynie mam na wyciągnięcie ręki i zamierzam je spożytkować :)
PS piękne zdjecia, Beo.
Karolko, dziękuję pięknie!
An, bardzo mi się Twój przepis podoba, będzie i u nas w tym tygodniu :)
Witaj Zaytoon :) I wiesz - co się odwlecze… ;) Mam więc nadzieję, że podyniujesz sobie kiedyś później ewentualnie ;)
Lula, dzięki! Już ‘biegnę’ ;)
KaroLino, na patelni to też dobry pomysł :) I widzę, że masz ten sam ‘problem’ co ja z ilością ;)
Dziękuję Wiewiórko! A dynię kup koniecznie, od razu się ‘cieplej’ robi w domu ;)
Pozdrawiam serdecznie !
Aniu, zycze wiec owocnego ich pozytkowania! :)
PS. Dziekuje Ci bardzo :*
To moje nowe propozycje. Ale zaraziłaś nas dyniowaniem Całe szczęście, że jutro mam dyżur, to może wszyscy odsapną od moich dyniowych dań. Chociaż nie wiem, bo jestem zacięta dyniowo i mam zapas upieczonej. Pozdrawiam mocno, mocno i dyniowo.
http://pistachio-lo.blogspot.com/2009/10/saatka-z-dynia-zurawina-i-radicchio.html
Wróciłam po trzech dniach udanych szkoleń, zaglądam na mój ulubiony blog, a tu WRESZCIE dynia…! Wyczekana dynia u Bei… I do tego “Kuchnia”…
Też wolę dynię… dyniową, a nie na słodko. Mam jeden przepis - taki cebulowo-tymiankowy i robię ja bardzo często, ale i tak najlepszą jadłam gdzieś w Austrii (Tyrol). Szukam jej smaku… Może Twój przepis będzie tym właśnie… Już mam ochotę robić, choć jest tak późno… Zrobię jednak, zrobię, bo dwie dynie(po prostu dynie…) w oczekiwaniu i ja w oczekiwaniu…
Sałatkę też - na pewno zrobię:):):)
Bea, zdjęcia prześliczne, takie słoneczne i radosne, jak… zawsze u Ciebie, ale te właśnie WYCZEKANE… są wyjątkowe:)
Dyni Hokkaido niestety(:(:() nie znam… Choć już “słyszę” ten jej suchy miąższ, o którym piszesz… Te pestki - nasionka… Bardzo bym chciała… Jest jakaś szansa…???
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)
Bea zacznę od gratulacji z okazji 2 urodzin bloga!! Sto lat!
Dzięki tobie dynia pojawiła się w mojej kuchni Wcześniej w ogóle jej nie kupowalam, no chyba że dla dzieci w charakterze lampionu na Halloween a u Ciebie tyle pyszności! Tylko, że u nas trudno kupić takie super dynie z grubym miąższem
Bea piękne te dyniowe przepisy!
U mnie zupa dość podobna, a ravioli próbowałam zrobić i coś dwa razy pod rząd nie chciało wyjść. Farsz podobny tylko z pecorino zamiast parmezanu i ricotty i z czerwoną cebulą, do tego sos truflowy. Pycha, ale do zdjęć się nie nadawało. Może spróbuje jeszcze raz:) pozdrawiam
Beo, wszystkiego najlepszego!!! Dziękuję, że jesteś :***
Ja coś tam dyniowego próbuję, ale pogoda taka, że ze zdjęciami kiepsko… jednak jakieś się w miarę udały i efekty tutaj :)
http://zlotapszczola.blogspot.com/2009/10/festiwal-dyni-09-dyniowe-burgery.html
A to zdjęcie z muszelkami mnie powaliło normalnie!!!
Jeszcze chciałam napisać, że miesięcznik “Kuchnia” to była moja wyrocznia, zanim nie poznałam kulinarnych blogów, np Twojego :DDD
Bea, u mnie kolejny przepis. Niestety z braku światła dziennego zdjęcia są jakie są, ale za to potrawa wyszła wyśmienita ;)
Dynia curry czyli po indyjsku:
http://tworczula.blogspot.com/2009/10/festiwal-dyni-odsona-nr-4.html
No, właśnie… Bea, ale gapa ze mnie…
Przecież, że Cię lubię i Twój blog lubię i wszystkiego najpiękniejszego z z Okazji Tego Świętowania życzę i jeszcze zdrowia… Dużo zdrowia. Ściskam mocno:):):)
mojego nie będzie, bo festiwal dyniowy za krótki! apeluję o jego wydłużenie!!!! nie żartuje ;)
p.s. pamiętam o kciukach :*
WOW, piekne zdjecia!
dla mnie sałatke z rukoli na poczatek poprosze! :)
Lo, cieszę się niezmiernie, że Cię ‘zaraziłam’ :) I dziękuję za linki.
Ewelajno, domyślam się, że ta dynia w Tyrolu była przepyszna! Mam nadzieję, że i moja choć trochę Ci posmakuje ;) Ja na słodko dynię też lubię, ale w ciastach czy deserach, nie w zupie ;) Dyniowej zupy na słodko nie tknę…
Czekam teraz również na Twoje propozycje! Uwielbiam patrzeć na to, co inni pichcą :)
A co do dyni Hokkaido, to jeśli masz ogródek, to mogę Ci przesłać nasionka ;)
PS. żadna gapa, dziękuję Ci! :*
Beato, dziękuję! I miło mi, że dynia zagościła i w Waszej kuchni :) Mam nadzieję, że i w PL co roku wybór odmian będzie coraz większy…
Sarenko, ja nie mam cierpliwości do ravioli, więc często farsz ‘kończy’ w makaronowych muszlach ;) A ten Twój sos truflowy będzie mi się teraz śnił po nocach… ;)
Niedzielko, cieszę się, że burgery smakowały :) Co do pogody ‘zdjęciowej’, to i u mnie jest coraz gorzej, choć jeszcze się nie skarżę, gdyż za miesiąc-dwa będzie jeszcze gorzej ;)
Dziękuję Ci bardzo za przemiłe słowa :***
Lula Lu, dzięki za linka! A zdjęcia są całkiem dobre :)
Aga, dyniujemy całą zimę! Festiwal jest tylko na zachętę ;))
PS. Dzięki :*
Cremebrule, częstuj się proszę ;)
Dziękuję wszystkim za wizytę ! I pozdrawiam serdecznie :)
u mnie dzisiaj na obiad ta zupa właśnie - krem z dyni, mmmmm:)
Beo mnie najbardziej zaczarowały te muszle makaronowe pięknie wyglądają i jak tylko takie gdzieś w jakimś sklepie znjadę to to jest danie number one do zrobienia - mam puree z dyni zamrożone ale kupię świeżą dynię i zrobię.
Sałatka tez do mnie bardzo ale to bardzo przemawia.
A teraz pora na życzenia - to piekne uczucie gdy ludzie dzięki Twoim przepisom, pasji i magicznemu słowu zaczynają piec, gotowac i odkrywaś swoje możliwości ukryte gdzieś na dnie. Jesteś osobą która zaraża kucharzeniem i ja Tobie tego właśnie życzę by to sprawiało by takich pasjonatów było coraz więcej.
I bardzo doceniam to, że w miarę możliwości widzisz każdego i nie segregujesz ludzi. Odpisujesz tak jakbyś prowadziła konwersację z grupą osób - jak sama zresztą to napisałaś.
Twój blog jest jednym z pierwszych na jaki zaglądam gdy tylko załącze komputer.
przesyłam moc uścisków i pozdrowień
Och! piękne te dyniowe dania, aż ślina cieknie.a za sałatkę z rukolą dalabym się pokroić:)
Dorzucę dynię pieczoną podaną w klimatach Indii, ale wymyśloną w mojej kuchni w deszczowym Szczecinie.
Upieczona dynia okrojona w kostkę, podduszona i zagrzana w lyżce ghee. Do tego dwie duże łyżki zimnego jogurtu, asafetyda i sol i pieprz do smaku. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia :(
Stolat, stolat urodzinowe!
qd
Beatko kupiłam sobie Kuchnię i musze powiedzieć, że Twije zdjęcia zarówno sałatki jak i zupy są dużo smaczniejsze niż te w gazecie. Szkoda, że twoich zdjęć nie wzieli, byłoby dużo lepiej :) Pozdrawiam i gratuluję publikacji:)
Beo, muszę Cię uściskać! :D Chociażby wirtualnie!
Pieczona dynia jest PYSZNA!!! Nareszcie trafiłam na taki sposób przyrządzenia dyni, który zachwycił mnie kompletnie. Mimo, że dynia jaką dostałam na targu była odmiany “dynia z pola” ;) okazała się pyszna po upieczeniu. Posypałam ją solą i odrobiną gałki muszkatałowej.
Zupa-krem ziemniaczana po dodaniu dyni ociepliła swój kolor i uzyskała nutkę słodyczy.
Jestem zachwycona :)
Dziękuję stokrotnie :):) :)
Ente, cieszę się, że smakowało :)
Ewelosa, jest mi niezmiernie miło gdy czytam takie słowa i naprawdę ciepło mi się robi na serduchu :* Miło się pisze dla tych, którzy lubią tu zaglądać ;)
I mam nadzieję, że puree i faszerowane muszle Ci posmakują ;)
Korniku, dziękuję!
Qd, sałatka brzmi pysznie! Chyba też ją popełnię ;)
Atino, cieszę się, że moje fotki Ci się podobają ;) A ja czekam aż ten listopadowy numer dotrze do mnie zza Alp ;)
Wiewiórko, to cudnie, że pieczona dynia podbiła i Twoje serce :) U nas w tym tygodniu jest praktycznie codziennie ;)
*
Pozdrawiam serdecznie!
Beo, widziałam ten numer “Kuchni” i gratuluję, ale… Twoje zdjęcia są ładniejsze!
Pozdrowienia ślę :)
Anno, milo mi, ze Ci sie podoba :) Dziekuje za mile slowa :*
Bea, no prosze widze prawie kazda z nas ma swoja ulubiona pieczona dynie, ale powiem szczerze ze doskonale tej salatce pasuje. A pierwsze zdjecie jest sliczne - cudowny pomarancz!
Sciskam mocno :-)
PS. do poprzedniego wpisu, zapomnialam dodac ze likier w kuchni to swietna sprawa, Grand Marnier to przeciez klasyka, zeby nie powiedziec klasa :-) doskonale brzmi i w ciescie i w musie ktore wspomnials.
Masz racje Basiu, i klasyka, i klasa ;) A dla mnie zwyczajnie niebo w gebie! ;))
Śliczne są te muszle! Nadzienie wkłada się do już ugotowanych i zapieka czy podaje od razu?
Pozdrawiam!