Archiwum z Październik, 2009

Dynia. Pomarańcza. Czekolada.

sobota, 31 Październik 2009

grandmarnier2Jesień to czas, gdy zaczyna u mnie pachnąć pomarańczą i cynamonem, orzechami i gorzką czekoladą. I jeszcze dyniami, ale o tym już wiecie ;)

Choć dynia najczęściej pojawia się u mnie w wersji wytrawnej, to i na słodko nie może jej przecież zabraknąć. Najbardziej znanym wypiekiem są chyba tradycyjne, amerykańskie ‘pumpkin pie’ oraz ciasta typu ‘carrot cake’ (lecz z dynią zamiast marchewki rzecz jasna ;) ) – korzenne, dosyć ciężkie, wilgotne. Ja miałam jednak ochotę na coś nieco innego. Po pierwsze - na delikatny, aromatyczny deser, który nie wymaga pieczenia i który można przygotować nieco wcześniej; po drugie - na dobre, jesienne ciasto czekoladowe :)

Ciasto powstało na bazie przepisu na moje / nasze ukochane szwajcarskie ciasto marchewkowe. Lubię je za jego delikatność i za to, że nie trzeba dodawać do niego tłuszczu (wiem, wiem, kalorie są już w samych orzechach, jajkach i cukrze ;) ). Tym razem marchewkę zastąpiłam dynią, zmodyfikowałam proporcje i dodatkowo wzbogaciłam ciasto o rozpuszczoną, gorzką czekoladę. Eksperyment się udał, nikt nie wierzył, że w cieście jest dynia, a teściowa natychmiast poprosiła o przepis. To chyba więc dobry znak ;)

Deser również jest dosyć zaskakujący, choć jego smak w dużej mierze zależeć będzie od gatunku użytej dyni. Wzbogaciłam go aromatem pomarańczy oraz (jak i ciasto nota bene) jednym z moich ulubionych likierów – Grand Marnier. Plusem tego typu deserów jest to, że można je do woli modyfikować, przechodząc od wersji bardziej lub mniej ‘light’ (z jogurtem i / lub bitą śmietaną) do tej mniej dietetycznej (lecz jakże smakowitej ;) ) z dodatkiem mascarpone na ten przykład.

*
moussecourgeorange

(przepis ten zagościł również na łamach listopadowego wydania miesięcznika ‘Kuchnia’)

Aromatyczny mus pomarańczowo-dyniowy

Na 6 małych porcji

450 g dyni (waga po obraniu)
otarta skórka z 2 pomarańczy
5 łyżek jasnego miodu (np. z kwiatów pomarańczy lub akacjowego)
3-4 łyżki Grand Marnier (lub rumu, lub soku z pomarańczy)
1 łyżeczka cynamonu
220 ml śmietanki
2 łyżki mascarpone
opcjonalnie : kandyzowana skórka pomarańczowa do dekoracji

Z dyni przygotowujemy puree - możemy albo ją upiec, albo ugotować na parze, po czym miąższ dyni bardzo dokładnie miksujemy i odsączamy na sicie. Następnie dodajemy miód, Grand Marnier, skórkę pomarańczową i cynamon i odstawiamy do lodówki. Dobrze schłodzoną śmietanę ubijamy z dodatkiem mascarpone i mieszamy z musem dyniowo-pomarańczowym. Masę przekładamy do indywidualnych foremek i dekorujemy np. kandyzowaną skórką pomarańczową.

Uwagi :
- część śmietany można zastąpić gęstym jogurtem
- dodanie mascarpone do śmietany polepsza jej teksturę i ułatwia ubijanie
- zamiast śmietany możemy użyć serka mascarpone wymieszanego (lub nie ;) ) z jogurtem

*

*  *  *  *  *

*gateaucourgechocolat2

Ciasto czekoladowe z dynią

Na tortownicę o średnicy 22 cm

3 jajka
szczypta soli
130 g cukru
130 g rozpuszczonej i przestudzonej gorzkiej czekolady
200 g startej dyni*
200 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku
3 łyżki maizeny
1,5 łyżki Grand Marnier (lub rumu, lub soku pomarańczowego)
otarta skórka z 1 pomarańczy
1 łyżeczka cynamonu

+ opcjonalnie polewa czekoladowa

*jeśli dynia jest zbyt soczysta, można lekko ją odcisnąć

Piekarnik nagrzewamy do 180°C.
Białka ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli; żółtka ubijamy z cukrem na białą masę, po czym dodajemy wszystkie pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy ubite białka i delikatnie mieszamy. Masę przekładamy do natłuszczonej tortownicy i pieczemy ok. 45 minut.

Smacznego !

*
*  *  *  *  *

*
To były moje ostatnie propozycje na nasz tegoroczny Festiwal Dyni.
Przeglądam Wasze wpisy, klikam na przesyłane mi linki i powoli zasiadam do pisania podsumowania (pojawi się z pewnością za kilka dni…).
Już teraz widzę, że i w tym roku naprawdę mnóstwo osób przyłączyło się do tego wspólnego dyniowania, co cieszy mnie niezmiernie :) I choć z pewnością wszystkich wpisów jeszcze nie czytałam, to możecie być pewni, że śledzę Wasze poczynania bardzo uważnie i że u każdego z Was zawitam :) Bym nikogo nie pominęła w blogowym podsumowaniu, nie zapomnijcie proszę o przesłaniu mi linków do waszych wpisów (a jeśli macie inny nick ‘blogowy’ niż ‘mailowy’, to również mnie o tym poinformujcie ;) ).

*

Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuję Wam wszystkim za wspaniałą zabawę!

*

Dyniowy comfort food

piątek, 30 Październik 2009

Mimo iż aura wyjątkowo nas w tym tygodniu rozpieszcza (słońce przez cały dzień i nader przyjemne jak na tę porę roku temperatury), to wieczorami czuć już niestety powiew jesiennego chłodu. Znów do łask wraca więc kubek gorącej herbaty, a myśli instynktownie kierują się w stronę smacznych, rozgrzewających dań, po których od razu robi się cieplej na duszy ;)

Tak też było z tym ostatnim moim ‘wymysłem’. Miała być oczywiście dynia. Do towarzystwa znalazłam jej ostatnią, czekającą w lodówce cukinię. I trochę rozgrzewających i aromatycznych przypraw. I mleko kokosowe. I jeszcze odrobinę czerwonej soczewicy, by było trochę bardziej treściwie ;) A wszystko to schowane pod miękką kołderką ciasta. Uwielbiam przebijać się później przez tę skorupkę, by odkryć ciepłe, aromatyczne wnętrze. To prawie jak odpakowywanie prezentu :) Mój mały comfort food, który zawsze poprawia mi nastrój. No dobrze, może nie zawsze, ale czasem pomaga ;)

*

courgepatefeuilletee

(po upieczeniu, w zależności od typu użytej dyni, poziom warzyw znacznie się zmniejsza i mleczko kokosowe jest o wiele bardziej widoczne niż tu na zdjęciu ;) )

Dyniowy comfort food

na 4 ramekiny / kokilki

ok. 350 g dyni*
*(lub jak u mnie : pół na pół z cukinią)
5-6 łyżek ugotowanej czerwonej soczewicy
250 ml mleka kokosowego (bez cukru)
otarta skórka z jednej limonki + sok z ½ limonki
1 łyżeczka curry
½ łyżeczki mielonej kolendry
łyżeczka (lub dwie) startego świeżego imbiru
sól, pieprz
szczypta papryczki z Espelette
1-2 łyżki posiekanej świeżej kolendry

ciasto francuskie + rozbełtane jajko do posmarowania

Piekarnik nagrzewamy do 200°C.
Warzywa myjemy, oczyszczamy i kroimy w średniej wielkości kostkę.
Do mleka kokosowego dodajemy ugotowaną soczewicę, sok i otartą skórkę z limonki, przyprawy oraz kolendrę i doprawiamy do smaku (imbir po starciu możemy przecisnąć mocno przez gazę i użyć tylko otrzymanego w ten sposób soku, co sprawi iż smak potrawy będzie delikatniejszy).
Z ciasta francuskiego wycinamy 4 krążki nieco większe niż obwód naszych ramekinów / kokilek - ok. 1 cm więcej (a z resztek ciasta możemy wyciąć listki czy inne ‘dekoracje’, które później nakleimy na krążki ciasta). Foremki smarujemy masłem i nakładamy do nich warzywa, po czym zalewamy mieszanką mleczno-soczewicową. Następnie każdy ramekin zaklejamy szczelnie krążkiem ciasta (można uprzednio zwilżyć jego brzegi), smarujemy ciasto rozbełtanym jajkiem i lekko nakłuwamy nożem w kilku miejscach. Pieczemy ok. 25 minut.

(uwaga post-produkcyjna : uważajmy by poziom wlanego do ramekinów mleka nie przekraczał 2/3 ich wysokości, w przeciwnym bowiem razie wypłynie z kokilek podczas pieczenia)

*
Smacznego!

*

Faszerowana dynia Butternut

środa, 28 Październik 2009

Dziś słów kilka o jednym z moich / naszych ulubionych połączeń smakowych. Dynia i bakłażan. Idealnie do siebie pasują. Do tego bulgur, pomidorowa passata, trochę cebuli, czosnku i kuminu. I oczywiście - dla mnie - dużo świeżej kolendry ;)

Pomysł zrodził się rok temu z lodówkowych resztek. I choć teraz na bakłażana już trochę za późno, to i tak pokażę Wam to małe co nieco. Ja najczęściej używam do tego dania dyni Butternut, gdyż bardzo lubię jej smak, jednak i inne się rzecz jasna nadadzą (Delicata, Acorn czy mała dynia Hokkaido). Jeśli dynia jest sporych gabarytów i trudno ją w całości nafaszerować, to radzę Wam upiec ją w plastrach w piekarniku (jak pisałam w poprzednim wpisie) i podać z przygotowanym farszem jako dodatek do dania; też będzie pyszne (tak właśnie było wczoraj na kolację ;) ).

Jako, że gniazda nasienne (a co za tym idzie – miejsce na farsz) w dyni Butternut nie są zbyt duże, można je nieco powiększyć tuż przed faszerowaniem, a otrzymany miąższ posiekać i dodać do farszu (robię tak szczególnie z nieco większymi okazami).

Poniższe proporcje radzę dostosować do waszych preferencji; ja robię ten farsz zawsze ‘na oko’, czasami dodając więcej lub mniej bulguru, więcej przypraw czy passaty jeśli chcę, by farsz był bardziej lub mniej ‘suchy’.
A oto wersja, krórą starałam się w miarę dokładnie spisać ;)
*

courgeaubergine00

Pieczona faszerowana dynia butternut

porcja dla 4 osób

2 niezbyt duże dynie butternut
ok. 80-100 g kaszy bulgur
1 czerwona cebula
2-3 ząbki czosnku
1 łyżeczka zmielonego kminu rzymskiego
1 duży bakłażan
150-200 ml przecieru ze świeżych pomidorów
oliwa z oliwek
sól, pieprz
3 łyżki posiekanej, świeżej kolendry (lub natki pietruszki)

Piekarnik rozgrzewamy do 200ºC.
Dynię kroimy na pół, starannie oczyszczamy z nasion i układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze; smarujemy lekko oliwą, posypujemy solą i pieprzem i pieczemy prawie do miękkości (ok. 40 min, w zależności od wielkości dyni; sprawdzamy wbijając nóż - miąższ ma być miękki, jednak nie może się rozpadać).
Bulgur gotujemy w podwójnej ilości osolonej wody.
Cebulę i czosnek szatkujemy i podsmażamy na oliwie; dodajemy kmin i jeszcze chwilę dusimy. Następnie dodajemy pokrojonego w kostkę bakłażana i dusimy kilka minut. Dodajemy przecier pomidorowy, doprawiamy do smaku i dusimy do miękkości. Wtedy dodajemy bulgur, posiekaną kolendrę i starannie mieszamy. Upieczoną dynię wyciągamy z piekarnika, do każdego zagłębienia nakładamy kilka łyżek farszu i ponownie wstawiamy do piekarnika na kilka minut.
(przy ostatnim zapiekaniu dynię można też lekko posypać stratym serem)

Smacznego !
*

courgeaubergine2

*

Dynia pieczona

poniedziałek, 26 Październik 2009

Dziś będzie ‘wytrawnie’, choć właściwie powinien być tort ze świeczką ;) Dokładnie dwa lata temu bowiem napisałam mój pierwszy post na tym blogu  :) I zupełnie nie zastanawiałam się wtedy nad tym, jakie będą ‘konsekwencje’ tegoż czynu ;) Przez te dwa lata poznałam wiele przesympatycznych osób (niektóre osobiście, a inne prawie że osobiście ;) ), dostałam wiele przemiłych maili, spędziłam sporo czasu na wirtualnych, acz jakże miłych rozmowach :) Tak, przyznaję że ten blogowy świat wciągnął mnie na dobre i bardzo ciesze się, że mogę go wraz z Wami dzielić :)

To tyle a propos wspominek, czas jednak przejść do konkretów ;)

Dziś będzie słów kilka o jednej z moich ulubionych przekąsek : o pieczonej dyni.

*

dyniapieczona
*

Zawsze gdy potrzeba mi jej do konkretnego dania, przezornie piekę podwójną ilość, choć i potrójną byłabym chyba w stanie skonsumować ;) Oczywiście nie każda dynia smakuje równie wybornie; moją faworytką jest (jak już kiedyś wspominałam…) dynia Hokkaido i wszelkie inne dynie o podobnym ‘suchym’ miąższu. Pieczenie potęguje ich smak i wydobywa orzechowo-kasztanowe aromaty. To prawdziwa uczta dla podniebienia! A jak ją przyrządzić? Nic prostszego : dynię kroimy na pół, wydrążamy, opcjonalnie obieramy ze skórki (choć dynię Hokkaido np. można konsumować ze skórką), a następnie kroimy na ok. 2 cm plastry, które umieszczamy na naoliwionej (lub wyłożonej papierem) blasze. W wersji podstawowej - każdy plaster smarujemy dobrą oliwą z oliwek i posypujemy odrobiną soli (fleur de sel np.). Tak przygotowaną dynię pieczemy w 200ºC do miękkości, aż lekko się ‘przyrumieni’ (ok. 20 minut). Możemy też przed pieczeniem posmarować plastry dyni oliwą wymieszaną z przyprawami jakie lubimy (np. curry, cumin, etc) i z odrobiną przeciśniętego przez praskę czosnku; otrzymamy wtedy nie tylko aromatyczną przekąskę, lecz również przepyszną bazę na zupy czy sałatki.
(Może pamiętacie też zeszłoroczny wpis Małgosi z użyciem tak przygotowanej dyni? Jeśli nie, to koniecznie zerknijcie ;) )

Dla mnie tak przygotowana dynia to pychota! Bardzo szybko znika z talerzy, przegryzana tak ‘ot’, mimochodem ;) Nie może więc w tym tygodniu zabraknąć przepisów z jej udziałem :)

*

saladecourge
*

Sałatka z dynią i rukolą, ze słodko-kwaśnym vinaigrette

porcja dla 4 osób

500 g dyni (waga po obraniu)*
4 łyżki orzechów włoskich
100-120 g rukoli
ok. 50 g parmezanu
oliwa z oliwek
sól, pieprz

vinaigrette
1 cytryna (skórka + 2 łyżki soku)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju z pestek dyni
¾ łyżki octu balsamicznego
1 łyżka miodu
sól, pieprz

*najlepiej dyni o suchym miąższu, typu Hokkaido

Piekarnik rozgrzewamy do 200ºC.
Dynię oczyszczamy, kroimy w ok. 2 cm grubości plastry, układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, smarujemy je oliwą, lekko solimy. Pieczemy do miękkości (ok. 20 min).
Składniki sosu starannie mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Orzechy rumienimy na suchej patelni.
Rukolę myjemy i osuszamy.
Upieczone plastry dyni kroimy na mniejsze kawałki.
Na talerzach układamy dużą garść rukoli, na niej dynię, polewamy przygotowanym sosem, posypujemy wiórkami parmezanu i pokruszonymi orzechami.

Ten przepis to tylko ‘baza’, którą można dowolnie modyfikować :
- zamiast parmezanu można użyć sera pecorino, ostrego sera cheddar czy ‘niebieskiego’;  sałatka świetnie smakuje też z serkiem kozim czy pokruszoną fetą
- orzechy włoskie można zastąpić orzeszkami piniowymi, pestkami dyni czy orzechami laskowymi
- do sałatki można również dodać np. kilka plasterków szynki parmeńskiej

Ważne jest, by sałatkę polać sosem dopiero tuż przed podaniem, rukola bowiem nie najlepiej znosi jego dłuższe towarzystwo i wygląda wtedy zdecydowanie mniej apetycznie ;)

* * *

Druga propozycja, to zupa (znacie mnie już trochę i wiecie, że zupy zabraknąć tu nie może ;) ). Muszę przyznać, że zupa z pieczonej dyni jest chyba naszym faworytem spośród wszystkich do tej pory przetestowanch zup. Uwielbiam wszelakie zupy-krem, z egzotyczną nutą na przykład, często na ostro (niestety nie na słodko i nie na mleku ;) ). Lubię łączyć ją z innymi warzywami, szukać nowych połączeń smakowych. A jednak… a jednak ta z pieczonej dyni jest naprawdę wyjątkowa. Jak z każdego pieczonego warzywa z resztą. Tak jak i w przypadku sałatki – tak i tutaj jest to w pewnym sensie przepis-baza, który można modyfikować do woli : inne przyprawy, zamiast pestek dyni – orzechy, czy też zupełnie inne dodatkowe składniki (świeża kolendra czy mleko kokosowe na przykład).

*

soupecourge2009
*

Zupa z pieczonej dyni

porcja dla 4 osób

ok. 700 g dyni (waga po obraniu)*
½ łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego
½ łyżeczki curcumy
1 i ½ łyżeczki curry
2 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
sól
ok. 500-600 ml wywaru warzywnego
śmietana
olej z pestek dyni
4 łyżki pestek z dyni

(przypraw można oczywiście dodać więcej, wedle upodobań)

Piekarnik ozgrzewamy do 200ºC.
Dynię oczyszczamy, kroimy w ok. 2 cm grubości plastry i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przyprawy oraz przeciśnięty przez praskę czosnek mieszamy z oliwą, smarujemy każdy plaster dyni, lekko solimy. Pieczemy do miękkości (ok. 25 min).
Po upieczeniu, przekładamy kawałki dyni do blendera i miksujemy dolewając stopniowo wywaru, do otrzymania odpowiedniej konsystencji.
Pestki dyni prażymy na suchej patelni.
Każdą porcję zupy dekorujemy kleksem śmietany, olejem oraz uprażonymi pestkami.

* * *

Z takiej pieczonej dyni można też przygotować pyszny farsz, do ravioli np. : do 250 g upieczonego i roztartego miąższu dyni dodajemy 2 łyżki ricotty + 2 łyżki startego parmezanu, dobrze mieszamy do połączenia składników i doprawiamy do smaku (pomysł podpatrzony u Annick Jeanmairet). Gotowe ravioli możemy podać np. polane masłem szałwiowym (pychotka!) lub skropione odrobiną dobrej oliwy z oliwek, np. truflowej (kolejna pychotka! :) ). A gdy czasu mało (lub gdy zapału na robienie ravioli brak ;) ), możemy tym oto farszem napełnić np. makaronowe muszle; jest równie smacznie, choć to oczywiście nie do końca to samo ;)

*

courgepatesfarcies22
*

Z podobnych przepisów polecam Wam również :

- pieczoną dynię z warzywnym vinaigrette

- dyniową zupę z Jamajki

- zupę dyniową ze słodkimi ziemniakami

- zupę dyniowo-topinamburową

- zimową zupę rozgrzewającą

*

Na koniec pragnę jeszcze dodać, że niektóre z przepisów, które pojawią się tutaj w tym tygodniu, zobaczyć można będzie również na łamach listopadowego wydania miesięcznika 'Kuchnia'.

*

Pozdrawiam serdecznie!

I raz jeszcze dziękuję za ten kolejny, spędzony z Wami rok :)

*

Festiwal Dyni 2009

piątek, 23 Październik 2009

festivaldynibanner09Kochani, dziś zaczynamy nasze tegoroczne wspólne dyniowanie!

Jak już wiecie, jestem wielką fanką dyni. Okrągłe, pękate, pomarańczowe. Ale też owalne i podłużne, żółte, zielone, niebieskie, szare a nawet… różowe! Chyba zgodzicie się ze mną, że dynie to niekwestionowany symbol jesieni.
Do rodziny dyniowatych należy blisko 1000 roślin (poza dynią również np. cukinia, patison, ogórek i melon). Niestety wiele osób nadal uważa, że dynia to bardzo ‘nudne’ warzywo, z którego niewiele ciekawych potraw można przygotować. Nic bardziej mylnego! Mało jest bowiem warzyw, które dają tak nieograniczone możliwości kulinarne jak dynia właśnie. Można z niej wyczarować praktycznie wszystko : od przystawek, przez dania główne, po desery; sałatki, zupy, farsz do pierogów, placki, tarty, zapiekanki, suflety, szaszłyki, puddingi, musy, lody, ciasta czy przetwory. Gotowana, duszona, smażona, pieczona, marynowana; na słodko i na ostro, z orientalną lub egzotyczną nutą, dynia w każdej postaci smakuje naprawdę wybornie.
Warto przypomnieć, że dynia przechowywana w odpowiednich warunkach może przezimować długie miesiące (niektóre odmiany mogą ‘leżakować’ nawet do półtora roku!). Dlatego właśnie była ona swego rodzaju naturalną ‘konserwą’ w czasach, gdy zimą nie było dostępu do świeżych warzyw, dawała bowiem możliwość jedzenia świeżego i bogatego w witaminy pożywienia przez długie, jesienno-zimowe miesiące.
Poza walorami smakowymi, warto również zwrócić uwagę na walory odżywcze i zdrowotne dyni, gdyż jest ona bogatym źródłem karotenu, przeciwutleniaczy, witamin A, C, E, i B, błonnika, kwasu foliowego oraz wielu składników mineralnych (m.in. cynku, żelaza, wapnia, magnezu, potasu i fosforu). Jest lekkostrawna i nisko kaloryczna, a zatem bardzo przyjazna również dla naszej sylwetki. Zalecana jest osobom z nadciśnieniem tętniczym, miażdżycą, z zaburzeniami przemiany materii czy niewydolnością nerek. Jednym słowem – samo zdrowie! :)

Już od początku września ‘planuję’ moje tegoroczne dyniowanie. Przeglądam przepisy, robię spis tych, które na pewno chcę tej zimy wypróbować i odwiedzam okoliczne farmy w poszukiwaniu najciekawszych okazów :)

(zeszłoroczna wizyta tutaj)

*courgesferme

*
I nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, jak cieżko jest się ograniczyć widząc aż tyle wspaniałości! ;) Najchętniej kupiłabym je wszystkie, lub… zamieszkała na jednej z takich farm ;)

*courgesferme3

*
W tym roku trafiłam też na pewną dosyć oryginalną dyniową farmę; jest to z pewnością jedna z lepiej zaopatrzonych w regionie. A jej oryginalność polega też na tym, że… jest to farma ‘self-service’ ;)
*

grangeauxcourges

*
Dynie są starannie posegregowane i nad każdym z gatunków wisi karteczka z nazwą oraz najważniejszymi informacjami (smak, czas przechowywania, najlepszy sposób wykorzystania danej dyni). Każda z nich ma naklejoną cenę, a należność za nasze ‘zakupy’ zostawiamy w stosownej metalowej skrzyneczce.
*

nadyniowejfarmie1
*
nadyniowejfarmie2
"*
nadyniowejfarmie3

*
To co widzicie na zdjęciach, to tylko niewielka część całej ekspozycji. Niestety zbyt słabe światło w głębi pomieszczenia nie pozwoliło mi na zrobienie dodatkowych zdjęć. Musicie więc uwierzyć mi na słowo, że jest to naprawdę niesamowite miejsce dla takiej dynioholiczki jak ja ;)
*

courgesferme2

*
Zanim zaproszę Was na moje kulinarne dyniowe propozycje, chcę zaproponować Wam krótką dyniową podróż dookoła świata, pokazując Wam część moich tegorocznych ‘zbiorów’ :)

Zacznijmy od odmian amerykańskich, z pewnością najbardziej znanych i cieszących się dużą popularnością.
*

courgedelicata

*
Delicata to - jak sama nazwa wskazuje - dynia o bardzo delikatnym smaku, dzięki czemu świetnie nadaje się również do przygotowania dań deserowych, lodów, konfitur. Najlepsze są te w miarę świeżo zerwane okazy, gdyż po upływie ok. 3 miesięcy miąższ Delicaty staje się dosyć ‘mączysty’.
*

courgesweetdumpling

*
Sweet Dumpling jest równie delikatna w smaku jak jej poprzedniczka. Idealna do ciast czy deserów, o lekko orzechowo-kasztanowym aromacie. To z pewnością jedna z moich ulubionych ‘deserowych’ odmian dyni. Można ją przechowywać od 3 do 5 miesięcy.

Rodzina dyni Butternut liczy sporo odmian. Charakteryzują się one ‘gruszkowatym’ kształtem, jasnym odcieniem skórki i pysznym, aromatycznym miąższem (jak sama nazwa wskazuje – o lekko orzechowym smaku).
*

courgebutternut*

Używać jej można praktycznie do wszystkiego, i do słodkich i do wytrawnych dań. Niektóre z odmian można przechowywać od 6 do 12 miesięcy.
Na zdjęciu widoczna jest też węgierska pomarańczowa odmiana dyni butternut, ochrzczona z racji na swój kolor ‘Orange’. Jej miąższ jest nieco delikatniejszy od jej kremowo umaszczonej kuzynki, o aromatycznym, prawie owocowym smaku. Można ją przechowywać od 8 do 10 miesięcy.
A poniżej jako ciekawostka – butternut w wersji mini ;) Bardzo lubię tę odmianę, gdyż wyjątkowo ładnie prezentuje się w wersji zapiekanej (szczegóły już niebawem ;) ).
*

butternutmini

*
A teraz pora na dynię, której bardzo chciałam spróbować już rok temu, jednak to dopiero w tym sezonie udało mi się w nią zaopatrzyć. Jest nią dynia Pink (Jumbo) Banana :

*

courgepinkjumbobanana
*
courgebanana2

*
To kolejna amerykańska odmiana (bardzo popularna również np. na Węgrzech).
Jak widzicie na załączonych zdjęciach, ma bardzo ciekawy kolor i – jak się okazało – ma również wspaniały, lekko owocowo-orzechowy smak. Jej owoce mogą ważyć od 5 do 20/30 kilogramów! I choć nasza ważyła ‘tylko’ 6 kg to i tak była całkiem pokaźnych rozmiarów :
*

courgebanana

*
Pora na dynie typu Acorn.

*
courgesacorn

*
Dyń typu Acorn często używa się do dań faszerowanych i zapiekanych, a ich miąższ ma delikatny smak orzechów laskowych.
Najczęściej są one koloru zielonego (jak ta po prawej na zdjęciu; tutaj konkretnie odmiana Tay Belle), jednak spotkać też możemy odmiany żółte, kremowe, pomarańczowe czy ‘nakrapiane’. Ta ‘nakrapiana’ właśnie to odmiana Festival, delikatna i bardzo przyjemna w smaku. Pomarańczowa to Table Gold, smakiem przypomina kukurydzę. Swietna szczególnie na surowo. A beżowa z kolei to Thelma Sanders Sweet Potato; tutaj nazywana jest też dynią ‘rösti’ gdyż z jej startego na tarce miąższu można przygotować bardzo smaczne rösti właśnie :) Delikatna, lekko ‘ziemniaczana’ w smaku, przechowywać ją można przez ok. 5-6 miesięcy.
*

courgebuttercup

*
Buttercup, to kolejna amerykańska dynia (bardzo popularna i niezwykle ceniona) o wspaniałym, lekko kasztanowym smaku i świetnej jakości miąższu. Niestety nie można jej przechowywać zbyt długo, ok. 3-4 miesięcy.

Tym razem mała ‘mieszanka interkontynentalna’ ;) Na zdjęciu bowiem japońska dynia Hokkaido i amerykańska Ambercup. I choć ich forma nie do końca jest podobna, to kolor i smak jak najbardziej.

*
courgesambercuppotimarron22

*
Hokkaido to dynia o której wspominałam Wam już kilkukrotnie. Uwielbiam jej aromatyczny miąższ o smaku kasztanów, który można wykorzystać na wiele sposobów. Jako że jest on ‘suchy’, to świetnie nadaje się np. do zrobienia dyniowego puree. Swoistą osobliwością tej dyni jest również fakt, że można ją konsumować wraz z jej cienką skórką (w przeciwieństwie do innych odmian). Jest bogata w witaminę A, betakaroten, antyoksydanty oraz cenne składniki mineralne. Można ją przechowywać przez ok. 5-6 miesięcy.

Ambercup to dosyć ‘młoda’ jeszcze odmiana amerykańska (prawdopodobnie pochodzi ze skrzyżowania dyni typu Hubbard i Buttercup). W smaku nieco podobna do dyni Hokkaido, lekko kasztanowa, o suchym miązszu. Można ją przechowywać przez około 7 miesięcy.
*

courgespaghetti

*

Dynia makaronowa to jedna z odmian, o której pisałam Wam w zeszłym roku (klik).
Ta ciekawa i nader oryginalna odmiana o chińskim rodowodzie (jednak rozpowszechniona przez pewnego Japończyka…) cieszy się coraz większą popularnością. Jest delikatna w smaku, dlatego warto połączyć ją z wyrazistymi dodatkami. Można ją przechowywać od 6 do 10 miesięcy.

*

Pora na kilka japońskich odmian dyni.
*

courgeebisu

*

Ebisu, to jedna z odmian typu Kabocha. Ma świetnej jakości miąższ o lekko kasztanowym smaku, który nadaje się do przeróżnych preparacji. Można ją przechowywać od 4 do 8 miesięcy.

Japońska dynia Tetsukabuto to dynia wyjątkowa z wielu względów.
*

courgetetsukabuto

*
Przede wszystkim, jest to jedyny gatunek powstały z krzyżówki dwóch różnych rodzin dyni : cucurbita maxima (olbrzymia) i cucurbita moschata (piżmowa) a konkretnie z krzyżówki dyni Delicious z Futsu Kurokawa (widoczna na zdjęciu poniżej).
Odmiana ta jest bardzo odporna na wszelakie choroby i dodatkowo bardzo szczodrze owocuje. Zerwane dynie można bez problemu przechowywać aż do roku.
Testowałam ją po raz pierwszy w ubiegłym sezonie. Jest ona szczególnie polecana do dań wymagających długiego pieczenia (w całości), gdyż ma wyjątkowo ‘odporną’ skórkę – co zapobiega pękaniu dyni w czasie pieczenia (z tego powodu nazywa się ją również ‘dynią z żelaza’ ;) ). Jeśli będziecie mieć okazję, to skosztujcie jej koniecznie, gdyż jest naprawdę wyjątkowa w smaku.
*

courgefutsu

*
Futsu Kurokawa to kolejna japońska dynia, lekko słodka, o delikatnym posmaku melona, świetnie nadaje się również do wszelakich deserów czy konfitur. Czas przechowywania : od 4 do 8 miesięcy.

Poniżej zdjęcia dwóch dyni, których nazwy sprzedawca niestety nie znał :/ Kupiłam je jednak ze względu na ich dosyć specyficzny wygląd; przyznajcie sami – czyż nie są piękne? Piękne inaczej ;)
(relacja z konsumpcji z pewnością również nastąpi ;) )
*

courgesjaponaisesdouble

*
A tymczasem poniżej dynia Jarrahdale (rosnąca w Australii, Nowej Zelandii oraz w Południowej Afryce).
*

courgejarrahdale

*
Bardzo przyjemna w smaku, o zwartym, pomarańczowym miąższu; świetna do zapiekanek, tart czy zup. Można ją przechowywać od 5 do 9 miesięcy.

Coś, co po raz pierwszy zawita w mojej kuchni w tym sezonie, to dynia Marble rodem z Tajlandii.
*

courgemarble

*
Ma podobno bardzo przyjemny smak i piękny, intensywnie pomarańczowy miąższ. Czas przechowywania : od 3 do 5 miesięcy.

Jedna z ostatnich zakupionych w tym roku dyni, to pewna brazylijska odmiana; niestety i tym razem sprzedawca nie znał dokładnej jej nazwy; ale znamy przynajmniej jej rodowód ;) Urzekł mnie jej kolor, tak podobny do dyni Pink Banana. Poza tym zapewniono mnie, że jest nader apetyczna, nie mogłam więc jej nie kupić :)

*

courgebresildouble

*

I już na koniec tej dyniowej wędrówki pragnę Wam przedstawić małego chuligana ;) Takim bowiem mianem ochrzczono tę oto malutką odmianę (Hooligan), spokrewnioną z dynią Jack Be Little.
*

courgehooligan

*
Tak jak i jej krewniak Jack, świetnie smakuje ona w wersji faszerowanej i zapiekanej. Można ją przechowywać od 4 do 8 miesięcy, jednak najlepiej smakują te ‘młodsze’ okazy.
*

dynie3

**

* * *
*
Kupując dynie pamiętajmy by wybierać zdrowe okazy, bez plam czy uszkodzeń. Jeśli chcemy je przechowywać nieco dłużej, to wybierzmy te z dość długim ogonkiem, nigdy te które są go pozbawione. Przechowywane w suchym, w miarę chłodnym i przewiewnym miejscu, niektóre gatunki będą mogły przetrwać kilka dłuuugich miesięcy. Pamiętajmy też, by regularnie oglądać leżakujące w domu dynie i gdy tylko zauważymy na nich jakieś plamy, przebarwienia lub pierwsze oznaki psucia – natychmiast je użytkujmy.

To tyle gwoli dyniowego wstępu.
Jak zwykle trochę za długo ;) chciałam jednak podzielić się z Wami tymi tegorocznymi wspaniałościami. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam ;) Ale sami powiedzcie, czy dynia to nie jest naprawdę wspaniałe warzywo? Tak niesamowita różnorodność kształtów, kolorów i smaków… Ja w każdym razie nadal pozostaję pod jej wrażeniem :)
Kulinarna praktyka i moje tegoroczne dyniowe propozycje już w następnym odcinku ;)

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim owocnego dyniowania ! :)
*

PS. W zbieraniu informacji o niektórych gatunkach dyni jak zwykle pomocna była książka L’univers des courges)

*

Pierniczkowe leżakowanie :)

poniedziałek, 19 Październik 2009

Jak wspominałam niedawno, komercyjne przygotowania do Świąt już we wrześniu z lekka mnie irytują. Zupełnie nie mam jeszcze wtedy ochoty patrzeć na bombki, łańcuchy czy inne ozdoby. W październiku z resztą też nie. A jednak jest coś, o co już teraz należy się zatroszczyć : ciasto na pierniczki :) Jeśli bowiem wybieramy ciasto, które musi leżakować przez kilka tygodni (i upieczone pierniczki również), to już teraz należy zakasać rękawy. A potem uzbroić się w cierpliwość, by ciasto w całości doczekało dnia pieczenia ;) Tak, to jedyny znak Świąt który lubię w październiku. I przyznaję, że już teraz – jak co roku – z chęcią spoglądam na zimowo-świąteczne foremki do pierniczków (choć na foremki z chęcią spoglądam przez cały rok, w dużym stopniu ‘zarażona’ przez Alicję, mimo iż jej raczej w tym nie dorównam ;) ).

Lubię, gdy w domu powoli (bardzo powoli ;) ) zaczyna pachnieć cynamonem, pomarańczą, pierniczkami…

Pierwsze zagniecione w tym roku ciasto, to ciasto na pierniczki autorstwa Aganiok, które i Wy może już znacie. ‘Odkryłam’ ten przepis dwa lata temu (na forum CinCin, później na Mniamie) i zakochałam się w nim na zabój ;) Dla mnie te pierniczki są naprawdę wyśmienite! Wszystkim ‘obdarowanym’ również bardzo smakowały :)

Drugie w kolejce czeka na zagniecenie ciasto z przepisu Bakerlady. Z tego, co mówią / piszą o nich osoby, które już ten przepis wypróbowały, pierniczki są niezwykle smaczne a samo ciasto przyjemne w obróbce. I ja postanowiłam więc je w tym roku wypróbować.

Oczywiście będą też jakieś ciasteczka do dekoracji (pewnie imbirowe, z ciasta które nie odkształca się zbytnio w trakcie pieczenia) oraz kilka rodzajów innych ciasteczek, w większości tych ‘tutejszych’ (jak Milanais np.). Ale na nie przyjdzie pora już przed samymi Świętami, gdyż nie muszą one leżakować. Mam więc jeszcze czas, by Wam o nich napisać ;)
#ciastoaganiok2

(EDYCJA : zmiana zdjęcia; tamto naprawdę mnie z lekka irytowało... ;) )

Pierniczki Aganiok

500 g miodu
2 niepełne szklanki cukru
250 g masła
1 kg i 1 szklanka mąki tortowej
3-4 jajka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 szklanki mleka
szczypta soli
1 szklanka siekanych orzechów włoskich
1/2 szklanki siekanej skórki pomarańczowej
1/2 szklanki rodzynek (jeśli są duże, można je również posiekać)
(bakalie można oczywiście zmienić wg uznania)
1 czubata łyżka ciemnego kakao
2 płaskie łyżeczki cynamonu*
2 płaskie łyżeczki imbiru*
1/2 łyżeczki pieprzu*
1/2 łyżeczki mielonych goździków *
1/2 łyżeczki kardamonu*

do smarowania pierników:
1 jajko
2-3 łyżki mleka

*ja często dodaję jedno całe opakowanie przyprawy do piernika Kotanyi

Miód, cukier i tłuszcz włożyć do garnka o grubym dnie, powoli podgrzewać stale mieszając, aż wszystkie składniki się połączą, odstawić z gazu i dodać bakalie oraz przyprawy, wymieszać.
Do malaksera (lub do dużej miski jeśli wyrabiamy ciasto ręcznie) wrzucić większość przesianej mąki, jaja, sól, sodę rozpuszczoną w zimnym mleku, kakao, wymieszać. Po chwili dodać gorącą masę z tłuszczu i miodu (jeśli wyrabiamy rękami, to można ją lekko przestudzić), ponownie wymieszać. Na końcu, gdy masa jest już jednolita, dodać pozostałą mąkę i wymieszać.
Ciasto przełożyć do naczynia, przykryć lnianą ściereczką - powinno oddychać. Odstawić na kilka tygodni w chłodne miejsce (spiżarnia, ewentualnie lodówka) aby dojrzewało.
Ciasto kiedy odpoczywa zmieni konsystencję z lepkiej i luźnej, na zwięzłą i twardawą. Po ok. 6 tygodniach można przystąpić do pieczenia pierniczków. Ciasto wałkować, lekko podsypując mąką, na ok. 0,5 cm, wykrawać pierniczki. Pierniczki tuż przed włożeniem do piekarnika smarować jajkiem rozmąconym z mlekiem.
Piec pierniki w 160-170 stopniach przez ok. 10 minut, w zależności od wielkości (a także w zależności od piekarnika!).
Kiedy wyjmujemy gotowe pierniczki z piekarnika, ich brzeg powinien być już twardy, a środek pozostawać jeszcze miękki, wtedy powinny zachować miękkość po ostygnięciu.

Gdyby jednak były zbyt twarde, to do puszki z piernikami należy włożyć na kilka dni cząstki jabłek i przemieszać kilkakrotnie.

* * * * *
#

Ciekawa jestem z którego przepisu Wy najczęściej pieczecie wasze pierniczki? Te ulubione, których nie może zabraknąć na świątecznym stole, te ‘naj’ ? Chętnie poczytam o Waszych pierniczkowych preferencjach :) I kto wie, może dzięki Wam skuszę się jeszcze na coś dodatkowego w tym roku? ;)

Pozdrawiam serdecznie!

"

Chleba naszego powszedniego…

piątek, 16 Październik 2009

world bread day 2009 - yes we bake.(last day of sumbission october 17)

Dziś, 16 października, obchodzimy Dzień Chleba.

Jeszcze kilka lat temu nie sądziłam, że w domowych warunkach można upiec naprawdę wyjątkowy chleb. Te, które zaczęłam piec nieco ponad 10 lat temu były zawsze drożdżowe i ‘maszynowe’. Niestety nie tylko ich wygląd ale i maszynowe receptury pozostawiały trochę do życzenia, dlatego też chlebów nie piekłam zbyt często.

Tak było aż do czasu gdy trafiłam na forum CinCin i na porady między innymi Mirabbelki i Tatter. Okazało się wtedy, że w domu można piec również chleby na zakwasie! I że mogą one wyglądać i smakować jak… jak te z piekarni! :) I choć moje pierwsze podejścia do zakwasu i zakwasowego chleba nie były zwieńczone sukcesem, to z czasem (i z pomocą życzliwych dusz ;) ) na szczęście się to zmieniło. Pamiętacie? Jakiś czas temu pokazywałam Wam nowego członka rodziny :)

*
zakwastatter
*

Radość z hodowanego zakwasu i pieczonych na nim chlebów jest wielka. Ci, którzy jak i ja połknęli tego bakcyla wiedzą, o czym piszę ;) Cóż bowiem jest lepszego od zapachu i smaku takiego pysznego, domowego chleba? Chrupiąca skórka, dziurkowany miąższ i do tego za każdym razem możliwość upieczenia czegoś innego, oryginalnego, smakowitego. Nie, z całą pewnością nic nie może zastąpić takiego domowego chleba.

Ponadto od roku mam (a raczej mamy ;) ) dodatkową motywację do wypieku domowego pieczywa – jest nią Weekendowa Piekarnia Alicji. I choć w wielu wydaniach nie udało mi się wziąć udziału, to co tydzień niecierpliwie czekam na kolejne propozycje a kilka dni później podziwiam rezultat tych wspólnych weekendowych chlebowych szaleństw. Chyba zgodzicie się ze mną, że bez Weekendowej Piekarni i bez Alicji to już nie było by to samo… Alicjo, po raz kolejny, w imieniu swoim oraz wszystkich piekących, dziękuję Ci za tę naszą wspólną Piekarnię i za to, że tak dzielnie sprawujesz nad nią pieczę, motywując nas wszystkich do piekarniczych działań :)

*

* * *

Korzystam też  z dzisiejszej okazji by pokazać Wam moje ostatnie zaległe wypieki.
Z naszego jubileuszowego 46 wydania WP upiekłam dwie propozycje Tatter : wspaniały, żytni chleb na zakwasie Borodinsky, który z całą pewnością jest jednym z moich ulubionych razowców :
*
borodinsky

oraz bajgle :
*
bajgle01

*
Pieczenie bajgli niestety zakończyło się małą katastrofą w kuchni… Do przepisu potrzebny był syrop słodowy, po który specjalnie się udałam do odpowiedniego sklepu. I gdy nadszedł moment wlania syropu do gotującej się wody na bajgle – trzymana butelka zgrabnie wyślizgnęła mi się z rąk i poszybowała w stronę podłogi, rozpryskując się na tysiąc drobnych kawałków :/ Tak więc miałam wspaniałą okazję by przekonać się, iż syrop słodowy jest o wiele bardziej kleisty niż miód na ten przykład (tak tak, rozbity słoik miodu na podłodze też już ‘zaliczylam’ ;) ). Ostatecznie obgotowałam bajgle w wodzie z dodatkiem miodu i cukru muscovado lecz z pewnością zrobię je jeszcze raz, tym razem z syropem słodowym ;) by z ciekawości porównać ich smak. Okazało się też, że niektóre z nich trochę za mocno spłaszczyłam, wyszły więc nieco bardziej preclowe niż ‘bajglowe’ ;) I tak jednak zostały spałaszowane ze smakiem (podałam je z ziołowym serkiem i wędzonym łososiem).
*
baglessaumon

*
Upiekłam też przy okazji poprzednie weekendowe wyzwanie - chleb z regionu Vendée, proponowany przez Zapbook. Jedyna zmiana, jakiej dokonałam, to zmniejszenie zalecanej ilości czosnku ;) jednak i tak chlebki były pyszne i aromatyczne. Poniżej w towarzystwie pozostałych wypieków :
*
wptrzywjednym

*
I na koniec jedno z największych moich wypiekowych spóźnień – chleb z oliwkami proponowany przez Anię w ramach 41 edycji WP. Ci, którzy już go piekli z pewnością się ze mną zgodzą : to z pewnością jeden ze smaczniejszych chlebów jaki do tej pory piekłam i jadłam! Jest delikatny, lekko kwaskowy, i jak dla mnie idealny! Świetnie smakował ‘sam’, z odrobiną masła, stał się też pysznym dodatkiem do koziego sera, a później również do zupy. Jeśli jeszcze go nie piekliście, to radzę Wam jak najszybciej naprawić ten błąd, gdyż ten chleb jest naprawdę wyjątkowy. A Tobie Aniu raz jeszcze serdecznie dziękuję za przepis :)
*
painolives
*
(niestety nie dałam mu wystarczająco wyrosnąć, stąd pęknięcia; na szczęście w niczym nie zaszkodziło to walorom smakowym chleba ;) )

Cóż mogę więcej dziś dodać? Chyba tylko tyle, że warto samemu przekonać się, iż domowy wypiek pieczywa nie jest niczym trudnym, gdyż wśród tak wielu istniejących przepisów każdy z nas może znaleźć coś dla siebie. Możemy piec brioszki, bułeczki słodkie lub bardziej wytrawne, bagietki, chleby drożdżowe, te z dodatkiem odrobiny zakwasu czy też typowe, ‘cięższe’ razowce. Oczywiście zajmuje to więcej czasu i energii niż wstąpienie do pobliskiej piekarni, to fakt; zaręczam jednak, że naprawdę warto spróbować. Poza smakiem i osobistą satysfakcją jest jeszcze jeden plus takiego domowego wypieku chleba : wtedy naprawdę wiemy co jemy. W dobie wszelakich ‘polepszaczy’ i smaku często pozostawiającego wiele do życzenia, warto sprawić sobie i swoim bliskim taką smakowitą i aromatyczną przyjemność. Podarować sobie i im kawałek czegoś dobrego. Chleba naszego powszedniego…

*

Jesienne ciasto z cukinią

poniedziałek, 12 Październik 2009

Mimo iż – jak się pewnie domyślacie - moje myśli zaprzątają ostatnio przede wszystkim przepisy z dynią w roli głównej, to nie zapominam rzecz jasna i o innych warzywach. Tym bardziej o tych, na które sezon powoli dobiega końca.  Jak cukinia na przykład.

W październikowym numerze jednego z tutejszych czasopism kulinarnych mój wzrok przykłuło ciasto z cukinią. Wyglądało tak apetycznie, że jedyne na co miałam tego dnia ochotę to ‘pobiec’ do sklepu po cukinię (‘pobiec’ w cudzysłowie, gdyż o kulach niestety biegać się nie da… co więcej – wszystko zajmuje trzy razy więcej czasu, nawet bardzo szybka wycieczka po cukinię ;) ).

Ciasto jest szybkie w przygotowaniu i niekłopotliwe. Jako, że sezon na cukinię niestety dobiega już końca, pomyślałam, że to ‘ostatni dzwonek’ by Wam ten przepis zaproponować. Ciasto jest lekko wilgotne, lecz nie ‘zakalcowate’, delikatne i naprawdę pyszne. Dodatek cukinii wspaniale wpływa na smak i konsystencję ciasta, jednak niech Ci, którzy za tym warzywem nie przepadają nie martwią się – samego smaku cukinii nie czuć zupełnie i nikt z próbujących tego wypieku nie zgadł, że to właśnie cukinia się w nim kryje ;) A samo ciasto ma tylko dwa małe minusy : przy przygotowaniu go brudzimy dwie miski, to raz; stanowczo zbyt szybko znika, to dwa ;)

Poniżej przepis z moimi drobnymi modyfikacjami :

*gateaucourgettesamandes2

Ciasto z cukinią i migdałami

proporcje na keksówkę 11 x 23 cm

60 g miękkiego masła
120 g jasnego cukru trzcinowego
szczypta soli
3 jajka
120 g cukinii
1 łyżka amaretto
135 g zmielonych migdałów
85 g maizeny
1 ¼ łyżeczki proszku do pieczenia

Piekarnik nagrzać do 180°C.
Cukinię zetrzeć na tarce (u mnie na małych oczkach) i odcisnąć nadmiar soku.
Białka oddzielić od żółtek i ubić je na pianę.
Masło utrzeć, następnie dodać cukier i sól i zmiksować. Dodawać po jednym żółtku miksując do białości. Następnie dodać startą cukinię i amaretto i dobrze wymieszać. Maizenę wymieszać z proszkiem do pieczenia i migdałami i partiami dodać do masy. Na koniec dodać ubite białka i delikatnie wymieszać.
Masę wlać do natłuszczonej lub wyłożonej papierem keksówki i piec ok. 50 minut.
Studzić na kratce.

Smacznego!

(przepis oryginalny : Le Menu – 10/2009)
*

Festiwal Dyni – zaproszenie

poniedziałek, 5 Październik 2009

festivaldynibanner09Dziś pragnę serdecznie zaprosić Was na kolejną edycję Festiwalu Dyni. Jak już wiecie, dynie to moja wielka miłość ;) mam więc nadzieję, że i Wam wszczepię tego dyniowego bakcyla :)

Nasz zeszłoroczny Festiwal Dyni cieszył się olbrzymim powodzeniem; w tej wspólnej zabawie wzięło udział ponad 40 blogów, co niezmiernie mnie ucieszyło i co wtedy było swoistym blogowym rekordem ;) Serdecznie polecam lekturę naszego zeszłorocznego dyniowego podsumowania, może któryś z proponowanych wtedy przepisów przypadnie Wam do gustu i Was zainspiruje? :)

Już teraz więc zapraszam Was do udziału w tym kolejnym wspólnym ‘dyniowaniu’, w dniach 23-31 października. Jak zwykle proszę o przesyłanie mi info z linkami do Waszych wpisów, bym mogła umieścić je w późniejszym podsumowaniu. Możecie przesłać mi maila (adres po prawej, w zakładce ‘kontakt’), lub wpisać linka bezpośrednio w komentarzach u mnie na blogu, jak Wam wygodniej. Jednocześnie mam małą prośbę : byłabym wdzięczna, gdybyście mogli przesyłać mi linki w trakcie trwania naszego dyniowego tygodnia, gdyż znacznie usprawni to przygotowanie ostatecznego podsumowania. Z góry serdecznie Wam dziękuję :)

Oto kod do tegorocznego banera :
*

*
Przyznam, że u mnie dynia gości już od kilku tygodni. Pichcę, testuję oraz odwiedzam okoliczne dyniowe farmy w poszukiwaniu ciekawych egzemplarzy ;) I już nie mogę się doczekać, by po raz kolejny znów kucharzyć razem z Wami. Za każdym razem to dla mnie wielka radość i prawdziwe swego rodzaju ‘święto’ :) Mam więc nadzieję, że i Wy po raz kolejny zechcecie się do niego przyłączyć i że i w tym roku dynia zyska kolejnych fanów ;)

*

Serdecznie zapraszam!

EDYCJA

Zapomniałam o najważniejszym… Jeśli chcecie, by Wasz przepis znalazł się w późniejszym dyniowym podsumowaniu, proszę Was o umieszczenie linka do Festiwalu (lub banerka rzecz jasna).

Z góry dziękuję :) )
*

Kwiaty cukinii i babie lato.

czwartek, 1 Październik 2009

Choć dziś mamy już pierwszy dzień października, to prawdziwa jesień do nas jeszcze (na szczęście…) nie zawitała. To nadal bardziej babie lato niż jesień, z moimi ulubionymi temperaturami (ok. 22-24 stopnie w cieniu) i słonecznym, prawie bezchmurnym niebem. Tafla jeziora mieni się w blasku słońca, a ja siadam na wielkich, rozgrzanych kamieniach, zamykam na chwilę oczy i rozkoszuję się tym błogim, rozleniwiającym ciepłem. Nadal noszę tylko T-shirt, szorty i sandałki i nie chcę nawet myśleć o tym, że już za jakiś czas wszystko to znów będzie tylko wspomnieniem

Na dodatek okazuje się iż handlowcy bardzo dbają o to, byśmy nie zapomnieli o zbliżającej się zimie. Pominę milczeniem golfy, botki i kurtki puchowe które już od połowy sierpnia (!!!) panoszą się na sklepowych półkach. To jestem jeszcze w stanie ‘przeżyć’. Jednak czy możecie sobie wyobrazić, że już w zeszły weekend w niektórych sklepach pojawiły się ozdoby bożonarodzeniowe?!? I co roku pojawiają się one mniej więcej dwa tygodnie wcześniej niż w poprzednich latach. Nie wiem jak Wy, ale ja zupełnie nie mam jeszcze ochoty patrzeć na bombki, świąteczne dekoracje czy pudełka na ciasteczka z Mikołajem, aniołkami i choinką. Tym bardziej wiedy, gdy na dworze słońce i upał! I gdy na straganach nadal królują letnio-jesienne warzywa. Dlatego też czym prędzej wychodzę ze sklepu i kieruję się w stronę moich ulubionych sprzedawców na targu. I znów jest pięknie, słonecznie i - wczoraj ;) - jeszcze wrześniowo ;)

*

fleurscourgettes001
*
Będąc wczoraj na targu zakupiłam między innymi coś, co zawsze kojarzy mi się z kolorowym schyłkiem lata, a mianowicie kwiaty cukinii, z pewnością jedne z ostatnich w tym sezonie. Te które widzicie na powyższym zdjęciu, to kwiaty męskie (rosną bowiem na łodyżce); żeńskie zaś to te z zalążkiem cukiniowego owocu. Jadalne są na szczęście i jedne i drugie, choć jesli mamy ogródek warto pamiętać, by zrywać właśnie kwiaty męskie, a nie żeńskie, by nie zaszkodzić późniejszym plonom naszej cukinii (jednocześnie pamiętając, by nie zrywać ich zbyt dużo). Okazuje się jednak, że jest też pewna odmiana cukinii, która produkuje bardzo dużo kwiatów męskich, a niewiele żeńskich, co dla wielbicieli tychże kwiatów jest z pewnością świetną nowiną! A ja znów żałuję, że nie mam ogródka…

Wróćmy jednak do wczorajszego zakupu. Po chwili namysłu stwierdziłam, że kwiaty te posłużą mi jako ‘wypełnienie’ słonecznej, jesiennej tarty. Na szczęście w lodówce czekały wszystkie niezbędne składniki by najpierw kwiaty nafaszerować, a następnie zapiec. Oto szczegóły :

*

tartefleurscourgette11

Tarta z faszerowanymi kwiatami cukinii

na foremkę 11 x 35 cm

200 g ciasta francuskiego (lub kruchego)
8-9 kwiatów cukinii

na farsz :
75 g ricotty*
75 g kremowego serka koziego*
1 żółtko
1,5 łyżki parmezanu
25 g orzeszków piniowych
3/4 łyżki posiekanej natki pietruszki
kilka listków bazylii
sól, pieprz

* możemy oczywiście użyć tylko 150 g ricotty lub tylko serka koziego

na tartę :
3 łyżki ricotty
1 jajko
2-3 łyżki parmezanu
ok. 50 ml słodkiej śmietany
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
kilka listków bazylii
sól, pieprz
25 g orzeszków piniowych
+ 1-2 łyżki startego parmezanu do posypania tarty

Piekarnik rozgrzać do 200°C.
Foremkę wyłożyć ciastem, dno gęsto ponakłuwać widelcem, obciążyć ciasto np. fasolą i zapiec spód tarty ok. 12 minut. Przestudzić.
Kwiaty cukinii opłukać i bardzo delikatnie osuszyć, a następnie – ostrożnie otwierając kwiaty – usunąć znajdujące się w ich środku pręciki (ja robię to pęsetą).
Orzeszki piniowe zrumienić na suchej patelni i ostudzić. Połowę (25 g) posiekać.
Wymieszać składniki farszu : rozetrzeć serki z jajkiem, dodać parmezan, orzeszki piniowe, natkę pietruszki oraz porwane na kawałki listki bazylii, doprawić do smaku. Nafaszerować kwiaty cukinii (możemy użyć do tego rękawa cukierniczego) i ułożyć je na podpieczonym spodzie tarty. Następnie wymieszać pozostałe składniki (bez orzeszków), zalać masą spoód tarty (do mniej więcej ¾ wysokości kwiatów) i całość posypać orzeszkami piniowymi oraz parmezanem.
Piec ok. 25-30 minut w 200°C.

*tartefleurscourgettesav1
*

Smacznego!

*

* * * * *

To tyle na dziś, a już na początku przyszłego tygodnia pozwolę sobie zaprosić Was na tegoroczny Festiwal Dyni :) Jako, że kilka osób już mnie o niego pytało to mam nadzieję, że i tym razem mogę liczyć na Was i na nasze wspólne ‘dyniowanie’ ;)

*

Pozdrawiam serdecznie!

*