Wiosna na talerzu

marche_avril_double2

*
Lo zapytała mnie niedawno (a propos wpisu ‘rukolowego’), jak miewa się wiosna na ‘naszej farmie ;) Donoszę więc, że wiosna – od kilku tygodni właściwie – rozpieszcza nas niesamowicie. Jest słonecznie i ciepło (ostatnio już nawet kurtka czy sweter nie są potrzebne, mamy bowiem nieco ponad 30 stopni na termometrze, wprawdzie po słonecznej stronie, ale zawsze to 30 sopni! :) ), wszystko wokół kwitnie jak oszalałe (szczególnie magnolie cudnie wyglądają! forsycje za to powoli już przekwitają niestety…), coraz bardziej wszędzie zielono.
W związku z tak sprzyjającą aurą, na farmie również jest bardzo wiosennie. Sporo już nowalijek, których tak bardzo brakowało mi zimą, więc od kiedy się pojawiły – korzystam z nich maksymalnie.
Są już oczywiście rzodkiewki i maleńkie cebulki-dymki, a tydzień temu kupiłam również pierwszy rabarbar! Wprawdzie jest jeszcze naprawdę niewielkich rozmiarów (zaledwie ok. 20 centymetrów), ale na pierwszy, wiosenny deser był idealny! Zrobiłam crumble z jego dodatkiem (podobne do tego – klik) i już nie mogę doczekać się pełnego sezonu i rabarbarowego szaleństwa ;)

*

salades_avril2
*
Kupuję też niesamowite ilości wszelakich sałat. Wprawdzie na te głowiaste jeszcze za wcześnie, za to jest już sałata listkowa (po francusku nazywana sałatą ‘do ścinania’ – salade à tondre), którą uwielbiam za delikatny, ‘wiosenny’ smak; jest już młoda rukola, młode listki szpinaku i buraczków (te odmiany ‘sałatkowe’ właśnie), jest i mniszek lekarski, niezwykle cenny dla naszego organizmu (wspominałam o nim tutaj – klik).
*

salades_dent_de_lion

mniszek lekarski

*

To właśnie teraz, na przełomie marca i kwietnia listki mniszka są najdelikatniejsze i idealnie nadają się do wiosennej sałatki.

*

Wczoraj zakupiłam też sporo  rukwii wodnej. Jest to niezwykle ciekawa roślina, nie tylko ze względu na smak (lekko pikantny), ale również – a może przede wszystkim – ze względu na swoje walory zdrowotne.

*

rukiew_wodna

rukiew wodna – Nasturtium officinale

*

Z tego co mi wiadomo, rukiew wodna (nazywana też rzeżuchą wodną – Nasturtium officinale) nie jest w Polsce zbytnio popularna; a szkoda, gdyż roślina ta – z gatunku kapustowatych – jest niesamowicie cenna dla naszego organizmu (o czym wiedzieli już Starożytni). Rukiew bogata jest między innymi w betakaroten, witaminę A, C, E i K oraz w witaminy z grupy B (między innymi w witaminę B9 / kwas foliowy), a wyciąg z rukwi podawany jest np. w przypadku awitaminozy. Zawiera też bardzo dużo wapnia, żelaza, sporo magnezu i cynku. Poza tym zawarty w rukwi (jak i w brokułach czy kapuście), izotiocyjanian fenyloetylu ma właściwości antyrakowe, szczególnie skuteczne w profilaktyce i walce z rakiem piersi (potwierdzają to między innymi niedawne badania na Uniwersytetu w Southampton; więcej na ten temat przeczytać możecie np. tutaj – klik).*
Warto więc włączyć rukiew do naszego jadłospisu, tym bardziej iż można ją spożywać nie tylko w formie sałatki czy jako ‘ziołowy’ dodatek do wszelakich serków i past, ale również na ciepło, np. w formie zupy.

*Anno Mario, dziękuję, że o tym wspominałaś!

*

tokyo_turnip_radis2
*

Wczoraj na targu zakupiłam też pęczek młodej, białej rzepy (wspominałam Wam o niej a propos ‘pseudo-krupniku’ – klik). Tak młode, wiosenne warzywa nie potrzebują zbyt wielu dodatków, by stworzyć z nich coś dobrego. Dlatego właśnie postanowiłam przygotować je niezwykle prosto, tak jak lubię najbardziej : na parze, z odrobiną dobrej oliwy, soku z cytryny oraz fleur de sel. Sposób ten podpatrzyłam rok temu w programie Marthy Stewart, a sam przepis jest autorstwa Alice Waters (serwowana w ten sposób młoda rzepa w jej słynnej restauracji ‘Chez Panisse’) :

*
tokyo_turnip1
*
Młodą rzepę myjemy, odcinamy większe liście (nie wyrzucamy ich!) i pozostawiamy te najmniejsze, odcinamy również korzonki. Mniejsze rzepy kroimy na pół, większe na ćwiartki i gotujemy na parze kilka minut (mniejsze ok. 5 minut, większe do 8 min.). Ugotowane warzywa serwujemy natychmiast (możemy też wcześniej przełożyć je do naczynia wypełnionego bardzo zimną wodą, by zatrzymać proces gotowania). Podajemy je polane oliwą (wymieszaną np. z odrobiną soku z cytryny), lub z delikatnym ziołowym winegretem (ten, który robiłam do szparagów również świetnie tu pasuje). Do tego odrobina fleur de sel, która przyjemnie ‘chrupie’ podczas degustacji. I mamy wiosnę na talerzu :)

A z odkrojonych liści – tak jak i z liści rzodkiewki – możemy przygotować zupę (wspominałam o niej rok temu, tutaj – klik) : cebulę dusimy na oliwie, dodajemy pokrojone w małą kostkę dwa spore ziemniaki oraz umyte i pokrojone listki dwóch pęczków rzodkiewki lup młodej rzepy, zalewamy bulionem i gotujemy kilkanaście minut; miksujemy, doprawiamy do smaku i konsumujemy :) W ten sposób przygotować można zupę z dodatkiem wszelakich innych ‘listków’ : roszponki, rukoli, młodego szpinaku, itd. (tutaj np. zupa z roszponki – klik).

A już niebawem przygotować będzie można taką np. zupę szparagową z rukolą :

*
soupeaspergesroquette

*
Przyznaję, że na świeże szparagi czekam już niecierpliwie. Kto wie, może przy tak sprzyjających warunkach pogodowych pojawią się nieco wcześniej niż zwykle… A Wy, na jakie wiosenne nowalijki czekacie najbardziej?

*

Pozdrawiam serdecznie ! I życzę wszystkim miłej, wiosennej niedzieli :)

*

(a post dedykuję nie tylko Lo, ale również Małgosi, która wspominała niedawno, iż szuka wiosny… ;)).

*

  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Google Plus
  • Pinterest
  • Blogger
  • RSS
  • Email

75 odpowiedzi nt. „Wiosna na talerzu

  1. Majana

    Wspaniały wiosenny wpis :) U mnie kiepsko nawet z mniszkiem lekarskim. Czekam na te zieloności, oj czekam. Najbardziej to na świeżą botwinkę:) Ach, po prostu kocham zupkę z botwinki, uwielbiam ten wiosenny czas, kiedy moge jeść ją prawie co dzień, na przemian ze szczawiówą, którą też kocham:))

    Uściski Beatko:*

    Odpowiedz
  2. lo

    Beo,
    niezmiernie mi miło. Sprawiłaś mi wielką przyjemność dedykacją i tym wspaniałym postem. Pięknie popatrzeć na takie cuda, łatwiej mi czekać na moment kiedy pojawią się i w moim koszyku. Forsycje u mnie jeszcze w pąkach, magnolie tym bardziej, ale pewne zmiany widać na lokalnym targu. Czekając na szaleństwo zieleni planuję zakup nowego koszyka na wizyty targowe. Takie młode warzywa, minimalnie przerobione są najlepsze. Można delektować się w pełni ich smakiem. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
  3. Małgoś.dz

    No cóż, właśnie takiej wiosny szukam. :) I żal mi niezmiernie, że nie mogę pochwalić naszej, polskiej… ;-) Co prawda, jest zdecydowanie lepiej niż tydzień temu (śnieg nie sypie, a temperatury są powyżej zera :D), ale ja czekam niecierpliwie na tę zieloną, ciepłą i mocno radosną. :) O trzydziestu stopniach w słońcu nawet boję się pomyśleć… :D
    Beatko, u nas na razie rzodkiewka wpadła na stragany. Na rabarbar czy szparagi pewnie poczekamy jeszcze ze 2 miesiące… Jak więc nie zazdrościć plonom, które u Was już teraz się wylewają na stragany…? Ach…
    Ps. Rukwię wodną znam tylko z anglojęzycznych przepisów. U nas chyba w ogóle się jej nie hoduje. :(

    Odpowiedz
      1. Bea Autor wpisu

        Jak pisalam nizej w odpowiedzi na komentarz Anny Marii – przeszukuje internet by znalezc cos o hodowli rukwi w PL, niestety ewentualne informacje sa tylko o tej dziko rosnacej. A to naprawde wielka szkoda :( Choc faktem jest, ze rukiew nalezy uprawiac w bardzo specyficznych warunkach (np. cos takiego : http://normandie-zoom.com/images/cartes-postales-de-voyages/normandie/cressonniere.jpg ) z dostepem do plynacej wody, moze to wiec rowniez dlatego?

        Malgosiu, Ty zazdroscisz mnie teraz, a ja zawsze Tobie na koniec sezonu, gdy u nas danego produktu juz nie ma, a u Ciebie nadal jest ;)

        Odpowiedz
  4. lashqueen

    O tak! Rzepski są fantastyczne! Miłości do rabarbaru nie podzielam, tzn zjeść zjem, ale moglby dla mnie nie istnieć.
    U mnie szparagi już sa od jakiegoś czasu i bób. Czekam z niecierpliwością na taccole, tj. płaskie strąki groszku jedzone w całości.
    A pogoda u nas też wyjątkowo piękna. Co niektorzy opalają się na plaży :)
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Lashqueen, ja rabarbar bajbardziej lubie przetworzony, choc w dziecinstwie chrupalam nawet taki surowy ;)
      A co do ‚taccole’, to jest to chyba groszek cukrowy? Tez czekam na niego niecerpliwie. Nawet bardziej niz na szparagi ;)
      PS. Tutaj tez niektorzy smialkowie opalali sie wczoraj nad jeziorem!

      Odpowiedz
  5. Gosi@

    no,alez wiosennie u Ciebie :) az sie dusza smieje do tych wszelakich odmian zielonego kolorku :) U nas forsycje juz w pelnym rozkwicie,uwielbiam je,bo jako pierwsze sygnalizuja taka prawdziwa wiosne (jako krzew/drzewko-mam na mysli) ,magnolie lada chwila beda w pelnym rozwicie,a w przyszlym tygodniu ukaza sie pierwsze niemieckie szparagi-przyznam,ze na nie czekam najbardziej wiosna na rynku.Wprawdzie moj Przyjaciel proponowal mi juz dawno,ze kupi,bo sa,ale delikatnie dalam mu do zrozumienia,ze szparagi z Peru czy Grecji-to nie szparagi -po prostu…..wiem,ze mnie zrozumiesz,co mam na mysli….
    Poza tym rabarbar juz od ok. 2 tygodni na rynku jest,na ktory tez sie ciesze i wszelkie zieleninki…..Rukwi wodnej jeszcze nie probowalam-nie omieszkam jej kupic spotkajac ja gdzies na rynku….

    Usciski sloneczne sle :)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      A u nas Gosiu coraz wiecej tych przekwitajacych forsycji i magnolii juz :/ Mam wrazenie, ze nawet niemialam czasu sie nimi nacieszyc ;)
      I oczywiscie doskonale rozumiem, dlaczego wolisz czekac na szparagi lokalnego producenta! :)
      Ciekawa jestem, czy u Was rukiew jest bardziej dostepna niz w PL…

      Odpowiedz
      1. Gosi@

        wlasnie pogooglalam i zobaczylam,jak to po niemiecku jest i olsnienie!!!! jasne,ze jest dosc ogolnie dostepna -Brunnenkresse :) tylko po Twojej fotce myslalam,ze te listki to raczej takie salatowe sa jak roszponka powiedzmy,a to sa malutkie i dosc wyraziste w smaku listki :)
        Usciski :)

        Odpowiedz
        1. Bea Autor wpisu

          Tak Gosiu! To Echte Brunnenkresse wlasnie! A wielkosc listkow zalezy tez od ich stadium rosniecia; u nas te wieksze sprzedawane sa w peczkach, a te mniejsze – osobno na wage. Ciesze sie zatem, ze i u Ciebie sa :)

          Odpowiedz
  6. leloop

    Beo,
    30 stopni ??? aż mi się wierzyć nie chce ;)
    u nas dochodzi czasem do 22 ale dla mnie to wystarczy, wszystko aż buzuje, zakwitają mi pierwsze bzy, kukają kukułki, kołują jaskółki :) wiosna na całego, aż się boje co z tego wyniknie bo wszystko przyspieszone o co najmniej 3 tygodnie.
    rukiew wodna, moja ulubiona roślina sałatowa, pewnie dlatego, ze tak trudno dostępna, nie mogę jej uprawiać bo potrzebuje bieżącej wody. zresztą zupa z niej jest tez przepyszna. ale uwaga CONSOMMER AVEC MODERATION. podobnie jak szczaw bardzo zakwasza organizm i powinni na nią bardzo uważać ci co maja problemy z nerkami (kamica). wiadomość dla Małgosi dz. mam koleżankę forumowa, która mieszka w okolicach Koszalina, rukiew wodna rośnie ponoć u niej w stanie dzikim, może trzeba Was skontaktować ? :)
    ja już wysiałam pierwszy groszek, rośnie tez cebula i sałata, wreszcie zazieleni się na talerzu :) (choć zjedzony dzisiaj ostatni kawałek dyni był przepyszny :) )
    pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Leloop, w miniony weekend mielismy wlasnie takie typowo letnie temperatury (‚oficjalne’ to bylo 24-25); po wschodniej stronie mniej, za to termometr na poludniowo-zachodnim balkonie pokazuje wlasnie 30 :)
      Co do rukwi i kwasu szczawowego, to zawiero go ona zdaje sie o wiele mniej niz sam szczaw, szpinak czy rabarbar np., ale osoby cierpiace na kamice i tek nie powinny go naduzywac rzecz jasna.
      Ja jutro wysieje sobie troche nasion, niestety do skrzynek – z braku ogrodka ;)

      Odpowiedz
  7. leloop

    ps.
    u nas sałata do ścinania chodzi pod nazwa „salade a couper”, zresztą ja głownie taka sadze, czy sieje, wtedy mogę zrywać listki „au fur et à mesure” :)

    Odpowiedz
  8. monia

    Bea, jesteś niesamowita – chciałabym mieszkać gdzieś blisko Ciebie, żeby móc się wprosić na degustację tych wszystkich roślin o których piszesz – połowy z nich nigdy nie widziałam, a połowę z tej drugiej połowy, oczywiście znam z nazwy, ale broń boże nie z talerza :) Pozdrawiam wiosennie. U mnie dziś była na obiad sałata. A na deser mamy słońce wiosenne na tarasie, jako dodatek do poobiedniej kawy :):):)

    Odpowiedz
  9. Alicja

    Smakowite poczatki wiosennych smakow. Nie moge sie doczekac rzodkiewkowo-szczypiorkowyh smakow, to moje ulubione wiosenne smaki. U mnie jeszcze zimno, dzisiaj tylko 6 stopni i sniegu troche lezy. Powoli topnieje i strasza w prognozach, ze zima ma wrocic :( No nic, trzeba czekac.

    Odpowiedz
  10. wioletta

    Beo.Tu,po drugiej stronie granicy(kolo Lyonu)mamy tez prawdziwie wiosenny,ba!,letni weekend!!!Nawiedzilam wczoraj mojego ulubinego sprzedawce produktow eko,ale niestety nie moge pochwalic sie takimi lowami jak twoje.Na polce lezala tylko szklarniowa salata!!!
    Sama juz nie wiem-czy lepiej jest zapomniec sie na sezon nowalijkowy i po prostu kupowac niekoniecznie ekologiczne nowalijki,czy tez obkapywac slina klawiature komputera na widok twojego autorstwa fotek???Co o tym myslisz?
    Ja wiele oddalabym za chrupiace rzodkiewki,soczyscie zielony szczypiorek,oj wiele.Jakos tylko ochota mi przechodzi jak widze te dary ziemi na polkach w wielkich sieciowych sklepach…Te pestycydy doslownie skacza mi do oczu…a jesc sie chce…
    Milego konca niedzieli zycze.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Wioletto, mnie nie przeszkadza warzywo z foliowki / szklarni, jesli wiem gdzie wyroslo i ze nie bylo traktowane tona chemii, jednak marketowy rabarbar z Holandii czy szparagi z Hiszpanii nie pociagaja mnie zupelnie.

      Odpowiedz
      1. wioletta

        Beo.Rzecz w tym,ze znam osobiscie jedna z hodowcow(hodowczyn???)salaty i rzodkiewek w moim regionie,no i niestety wiem,ze rosliny sa traktowane,praktycznie tylko chemia!!!Na 100%wiem.(znam tez pracownikow),niestety.Zgadzam sie z toba absolutnie,ze szklarnia to zadne przestepstwo.A co do importowanych warzyw i owocow z wielu stron swiata,to ja wchodzac do marketu,mam wrazenie,ze odbywam podroz dookola swiata w sekcji z warzywami!!!W sumie to wcale nie jest smieszne…pozdrawiam

        Odpowiedz
        1. Bea Autor wpisu

          No niestety, to jest smutne… Ostatnio wlasnie patrzylam w sklepie na pochodzenie produktow i tak : mloda cebulka dymka z Egiptu, czosnek z Argentyny, salaty z Wloch i Hiszpanii, szparagi zielone z Meksyku i biale z Peru, gruszki z Afryki Poludniowej i ziola z Izraela; no comment :/

          Odpowiedz
  11. kabamaiga

    Beatko zazdroszczę tej wiosny. U nas jeszcze nic nie widać. Można kupić sałaty, ale na razie tylko te przywiezione z daleka, lub nafaszerowane ogromną ilością świństw. Rukiew wodna, przynajmniej w moim rejonie, jest niedostępna. Dobrze, że szczypiorek rośnie na parapecie i zakupiłam w weekend kilka torebek nasion na kiełki (oczywiście dzięki Tobie), to będzie milej na tę wiosnę czekać.

    Odpowiedz
  12. Agnieszka

    Cuuudnie!:) U nas też już wiosna w pełni chociaż nie aż tak ciepło…ale stragany po mały się zapełniają :) Dziękuję za wiele cennych informacji:) Nowością jest dla mnie rukiew wodna (słyszałam o niej ale nigdy nie próbowałam) i ta biała rzepa – będę ich tutaj wypatrywać:) pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
  13. Jswm

    Już jest rabarbar? to my jesteśmy strasznie zapóźnieni!
    wczoraj zauważyłam, ze mój czosnek niedźwiedzi jednak wzejdzie, ma listki długości około 2 cm…

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Jswm, świetnie! Kciuki za czosnek niedźwiedzi zatem :)
      A co do rabarbaru, to jest jakieś 2-3 tygodnie wcześniej niż rok temu, co zupełnie mi rzecz jasna nie przeszkadza ;)

      Odpowiedz
  14. cafe ole!

    pieknie tu:)

    o jakze ja tesknie za wiosennym zarciem!
    zakupilam poki co jednakze tylko…pory i dorsza – lekko i zdrowo-
    nie mamnic przeciwko listkom ale niestety, nimi nie za bardzo pojem.

    rzodkiewka u nas jeszcze zupelnie bez smaku.

    Beo, czy mozna sie z Toba skontaktowac jakos prywatnie, chodziloby mi o maila, ktorego przeczytasz tylko Ty.
    bede wdzieczna.

    z pozdrowieniami.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      No tak Zielenino, a jak wiadomo azotan jest wyjatkowo smaczny na dodatek ;)
      Na targu mozna tez u nas kupic takie inne, ‚dawne’ odmiany rzodkiewek, choc nie w marketach niestety, ale popularnosc na targu maja spora ;)

      Odpowiedz
  15. An z Chatki

    rowniez czekam na szparagi :) owszem są w marketach szparagi, chyba z Grecji, ale ja nie uznaję marketowych szparagow za dobre ;) czekam na te super od producenta.
    Ciętą sałatę bardzo lubię, u mnie jest całe lato, wybieram zawsze taką wersję mix – ostrzejszą w smaku. jest to bardzo wygodne bo, nie muszę kupować róznego rodzaju sałat, tylko mam juz gotowy mix. Zazwyczaj biorę 3 garście. Codziennie przywożą świeżą, więc nie muszę cierpiec na niedostatek w zieleniaku :)
    Na bazarku jest większy wybór miksów, ale mam swoj zieleniak pod nosem i nie muszę co drugi dzień jeździć kawał drogi po sałate.

    Pozdrawiam mocno :)
    An

    Ps kiedyś moi rodzice mieli działkę i pamiętam, że robili sałatkę, czasem również zupę-crem z młodych listków rzodkiewki. To byl mój przysmak, bardzo to lubiłam i jak teraz sięgam pamięcia do dzieciństwa to zawsze przypominam sobie jak obskubywałam rzadkiewki z maleńkich liści , a tata wołał, zeby nie wszystkie, bo nei będzie wiadomo, gdzie schowały się rzodkiewki ;)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      An, ja mam na szczescie targ w samym centrum, obok pracy, wiec raz w tyg. kupuje na targu, a raz – na farmie (wtedy kupuje ciezsze produkty). Gdybym miala za kazdym razem jezdzic tylko na farme, to bylo by to srednio praktyczne jednak…
      A co do lisci rzodkiewki, to u mnie sie niestety takiej zupy nie robilo, listki wedrowaly od razu do kosza ;)

      Odpowiedz
      1. An z Chatki

        te rzodkiewki juz sprzedawane w pęczku w sklepie, mają za duże i za stare liście. Na zupę czy sałatkę nadają się tylko młodziutkie, więc nic dziwnego, że lądowały w koszu :) Czasami można na bazarku kupic młode listki rzodkiewki, ale są bardzo rzadko.
        pozdrawiam An

        Odpowiedz
  16. Bareya

    Jestem ciekaw co byś uczyniła z olejem rzepakowym z pierwszego tłocznia (olej Rutkowskich).
    Jeśli masz ochotę sprawdzić o co chodzi chętnie ci wyślę parę butelek tego genialnego „trunku”.
    pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Bareyo, przyznam szzcerze, ze oleju rzepakowego uzywam niewiele, by nie rzec – praktycznie wcale (shame on me ;)), ale kto wie, moze skusze sie kiedys (przeczytalam informacje na ich stronie – bardzo ciekawe). Mimo wszystko jednak przesylka do CH chyba by byla zbyt duzym wydatkiem, postaram sie wiec zakupic butelke podczas nastepnej wizyty w PL :)
      Dziekuje za info i propozycje!

      Odpowiedz
  17. Skawola

    Jak cudownie czytać o wiośnie! Też cieszę się już z wszystkiego zielonego i wiosennego, co pojawia się na rynku i czekam niecierpliwie na więcej. Te białe rzepki wyglądają fantastycznie! Jednak niegdy nie przypuszczałam, że listki rzodkiweki czy rzepki można jeść – może się przekonam i wypróbuje:)

    Odpowiedz
  18. Magda

    Dla mnie 30 stopni to zdecydowanie zbyt wiele, ale to 20, które mam w zupełności mi wystarcza ;-)
    Jakby nie było – to wreszcie wiosna i nie ma co dyskutować!

    Nowalijki uwielbiam! Młode cebulki dymki i rzodkiewki, świeżutki szczypiorek (najlepiej własnoręcznie wyhodowany), gdy to wszystko połączyć z prawdziwym twarożkiem… mmmmm… idealne, wiosenne śniadanie!

    Muszę poszukać młodej rzepy. Nigdy jej nie jadłam, a coś czuję, że taka gotowana na parze podbiłaby moje serce! Niech żyje prostota ;-)

    I na koniec dodam, że czekam na rabarbar jak na zbawienie. Już oczyma wyobraźni widzę te sorbety, musy, crumble, drożdżówki czy orzeźwiające napoje z jego dodatkiem ;-)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Magdo, te 30 stopni to w pelnym sloncu, temperatury ‚oficjalne’ to 23-25 stopni, ale to juz i tak calkiem niezle.
      Taki wiosenny twarozek o ktorym wspominasz i ja uwielbiam! Bardzo czesto gosci teraz w sezonie na naszym stole :)

      Odpowiedz
  19. Ja - MAMA

    Beo, a masz pewność, że te wszystkie cudne warzywka już są „dobre”, a nie przyspieszane chemią? :) Nie wiem, jak w Szwajcarii, ale w Polsce można o nich jeszcze pomarzyć, a do pierwszych pojawiających się na targu muszę niestety podchodzić z nieufnością :(

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Wiesz, tutaj klimat jest mimo wszystko inny w zwiazku z czym zawsze warzywa / owoce sa nieco wczesniej niz w PL; nie ma siarczystych mrozow ani zbyt duzej ilosci sniegu zima, ziema nie jest wiec mocno zmarznieta, to raz, a temperatury sa naprawde przyjazne (wszak w ogrodach rosna palmy ;)), wiec to tez pomaga roslinkom :)
      A co do chemii, to rolnicy uzywaja jej nie dlatego, by plony byly wczesniej, tylko zeby byly ogolnie udane / wieksze, to wiec ze kupi sie cos w pelni sezonu czy na jego koniec nie oznacza niestety, ze ewentualnej chemii jest tam mniej :/

      Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Anno-Mario, i ja czekam na botwinke, tym bardziej ze nie latwo o nia tutaj; buraki nie sa bardzo popularne tutaj i najczesciej w sprzedazy sa dopiero te duze, jesienne bulwy, a nie te mlode z listkami. Ale i na ‚botwinkowe’ czasami trafiam ;)

      Odpowiedz
  20. Anna Maria

    Dziękuję za wzmiankę, bardzo mi miło:-)
    Powiedziałabym wręcz, że rukiew wodna jest w Pl kompletnie nieznana, o czym świadczy dopisek tłumaczki w polskim wydaniu książki kucharskiej Kuchnia z Zielonego Wzgórza. Mieszkając w Pl nigdy się z nią nie zetknęłam, a bywałam w różnych specjalistycznych sklepach w W-wie.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Alez prosze :)
      Anno Mario, szukam wlasnie od kilku dni wzmianek o tej rukwi na polskich stronach internetowych i nic z tego nie wynika; wszyscy pisza jedynie o tej dziko rosnacej, ale nic o hodowli niestety. Szkoda.

      Odpowiedz
  21. dawny_basik

    U Ciebie wiosna dużo bardziej zaawansowana. Ja wczoraj posiałam rządek rzodkiewki, wyrósł szczypiorek, ale o innych nowalijkach mogę tylko pomarzyć. Rabarbar jest ciut większy od tego z ostatnich moich zdjeć blogowych ale na ciasto jeszcze sporo czasu poczekam.
    Beatko, w sobotę zobaczyłam w zieleniaku pudełeczko z groszkiem cukrowym (po raz pierwszy go widziałam) i nie wiem czy warto teraz go kupić, zwłaszcza, że jak większość młodych jarzyn jest importowany. A jeśli warto spróbować, to co można z nim zrobić aby pokochać:) ?

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Basiu, jak wynika z kalendarza warzyw ;) w naszym klimacie sezon na groszek cukrowy to bardziej czerwiec + lipiec.
      Ja najbardziej lubie taka najprostsza wersje : obieram te ‘wlokienka’, myje i gotuje kilka minut na parze (naprawde krotko), tak by groszek lekko zmiekl, ale nadal pozostal lekko chrupki (mozesz po ugotowaniu przelozyc go natychmiast do lodowatej wody by zatrzymac proces gotowania i utrzymac kolor); tu np. pokazywalam taka salatke z groszkiem : http://www.beawkuchni.com/2010/06/kulinarny-raj.html
      Mozna tez oczywiscie przygotowac je w wersji stir-fried np.
      Mam nadzieje, ze Ci posmakuje :)

      Odpowiedz
  22. Inkwizycja

    Na botwinkę czekam! Na rzodkiewki i młodą marchewkę! Póki co kupiłam rukolę, a mniszek mam na trawniku ;-) Ale najbardziej ze wszystkiego czekam na własne pomidory… uwielbiam!
    Ściskam Cię Beo bardzo mocno!

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      O taaak Inkwizycjo! Pomidory prosto z krzaczka to prawdziwa delicja! Gdy jedziemy na farme latem, to pomidory sa cale az cieple od slonca gdy sie je dotyka; i ten zapach! Zadne ‚sklepowe’ pomidory tak nie pachna :)

      Odpowiedz
  23. Aleksandra

    Ja czekam na rabarbar! En attendant, kieruje kroki do Twoich rabarbarowych przepisow.
    A w ogole to wydaje mi sie ze w Belgii nowalijki nie maja zadnego specjalnego smaku, nigdy nie odnalazlam smaku np. mlodych ziemniakow, a koperek najlepszy jest z polskeigo sklepu ;-)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Aleksandro, dobrze w takim razie, ze masz taki polski sklep! U mnie niestety takowego nie ma… Na poczatku brakowalo mi polskiego twarogu, ale teraz juz sie przyzwyczailam ;)

      Odpowiedz
  24. Pingback: Bułeczki razowe « Bea w Kuchni

  25. katasia_k

    Beo, czy ta salata listkowa to mâche? My od „naszego” rolnika z wiosennych produktow dostalismy tylko zielony groszek i rzodkiewki, ale w sklepach sa juz i francuskie truskawki, i francuskie szparagi. Przyznam, ze produktem, na ktory czekam najbardziej, sa malo wiosenne (ale jakie pyszne!) francuskie melony :)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Katasiu, ale ktora? Ta na czwartym zdjeciu? Jesli o ta wlasnie pytasz, to jest to rukiew wodna (cresson de fontaine, po angielsku – watercress). Gdy jest wieksza, to sa to takie dluzsze galazki z listkami : http://www.herbmentor.com/custom/wcress1.jpg lub tu : http://www.targetwoman.com/image/watercress.jpg
      La mâche to roszponka i ona rosnie w formie takich malych rozetek tylko http://www.beawkuchni.com/2010/02/roszponka.html
      U nas zielonego groszku jeszcze nie ma niestety, ale jesli aura dopisze, to moze tez bedzie wczesniej niz rok temu; i truskawki francuskie tez sa na straganie ;)
      Za melonami za to nie przepadam; tzn jem w sezonie, ale to nie jest jednak moj ulubiony owoc… ;)

      Odpowiedz
  26. Bea Autor wpisu

    Mam nadzieje, ze prawdziwa wiosna nie da dlugo na siebie czekac i ze i wasze stragany zapelnia sie za niedlugo wszelakimi nowalijkami :)

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie! I dziekuje za wizyte i komentarze :)

    Odpowiedz
  27. Pingback: Migdałowe ciasto z rabarbarem « Bea w Kuchni

  28. Wojtek

    Widzę w marketach rabarbar przez całe lato ,a powinno się go spożywać do św.Jana ponieważ robi się niezdrowy po św.Janie.W Niemczech w jednym z landów na św.Jana robi się wypieki z rabarbarem i to jest koniec sezonu i już go się nie spożywa . Wiem że moja Babcia też po czerwcu nie pozwalała na działce zrywać i jeść w latach 50 XX w. . Więc coś w tym musi być ,ale dla biznesu co się nie robi

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Drogi Wojtku, dawniej mawiano, by po sw. Janie rabarbaru nie jadac, gdyz latem zawiera on wiecej szczawianow niz wiosna; tyle tylko, ze po pierwsze – najwiecej szczawianow zawieraja liscie, ktorych sie nie jada, po drugie – trzeba by zjesc kilka kg rabarbaru na raz by odczuc negatywny wplyw szczawianow na nasze zdrowie; a skoro inne narody jedza rabarbar az do jesieni i maja sie dobrze, to chyba znak, ze nie jest on jednak trujacy ;)
      Babcinych porzekadel nie nalezy niestety zbyt kurczowo sie trzymac, wszak dawniej mawiano iz dynia np. nie jest dla ludzi, a tylko i wylacznie dla swin, na szczescie jednak dzis nie tylko trzoda ma prawo zajadac sie tym wspanialym przysmakiem :)

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  29. Pingback: Pesto z rukwią i czosnkiem niedźwiedzim | Bea w Kuchni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>