Archiwum kategorii ‘wytrawne wypieki’

Dzień Świętego Marcina

czwartek, 12 Listopad 2009

Wczoraj w wielu domach (i na wielu blogach ;) ) gościły poznańskie rogale Świętego Marcina. W Szwajcarii wprawdzie się takowych nie wypieka rzecz jasna, jednak istnieje inna tradycja związana z tym dniem. Otóż w weekend poprzedzający dzień Świętego Marcina (najczęściej w drugą niedzielę listopada) w niektórych regionach świętuje się koniec prac w polu (coś podobnego do dożynek czy do święta Dziękczynienia). Tradycja ta jest szczególnie żywa w kantonie Jura w północno-zachodniej Szwajcarii.

Początek listopada to dla rolników czas, gdy plony zostały już zebrane, gdy pracy w polach praktycznie już nie ma i gdy można podziękować Pani Naturze za jej dary, świętując przy suto zastawionym stole ;) Naprawdę suto, bowiem tradycyjny posiłek tego dnia liczy sobie dwanaście różnych dań! Niestety, jako że podstawą tego posiłku jest ubijany na tę okazję świniak ;) my koncentrujemy się zazwyczaj na deserze :)

Może pamiętacie gdy jakiś czas temu pisałam Wam o pewnym słono-słodkim wypieku, bardzo tutaj popularnym - la salée au sucre. W kantonie Jura o którym Wam przed chwilą wspomniałam wypieka się coś podobnego : le totché. Ciasto na spód jest bardzo podobne, dawniej bowiem używano ‘resztek’ ciasta chlebowego do wypieku tego typu tart. Natomiast różnica między tymi dwoma specjalnościami leży jednak w nadzieniu : do salée au sucre używa się słodkiej i tłustej śmietany oraz cukru, do wyrobu totché zaś używa się lekko kwaśniej śmietany i – w wersji tradycyjnej – nie dodaje się cukru. W niektórych regionach dodawano do nadzienia również nieco mąki, by ciasto było bardziej syte i szafranu, by otrzymać apetyczny kolor, jednocześnie dodając mniej jajek (lub nie dodając ich wcale). Istnieje też inny wariant ciasta, do którego dodaje się ugotowane i przeciśnięte przez praskę ziemniaki.

Jak już wspominałam, dawniej ciasto na spód było ciastem chlebowym, dopiero później zaczęto do niego dodawać masło, czasem jajka czy odrobinę kirschu i to w takiej ‘bogatszej’ wersji chyba najbardziej mi ono smakuje. Co do nadzienia natomiast, to jest ono dosyć specyficzne w smaku, ze względu na wspomniany brak cukru. Przyznam szczerze, że osobiście preferuję tę wersję ze słodką nutą, jednak od czasu do czasu warto spróbować czegoś innego, nieprawdaż ? ;)

*

totche

(przepis dostałam kiedyś od teściowej, jednak można go znaleźć w większości tutejszych domów, książek
czy – aktualnie – stron internetowych ;) )

Le Totché

Na formę o średnicy 28-30 cm

Ciasto :
350 g mąki pszennej
1/4 - 1/2 łyżeczki soli
15 g pokruszonych świeżych drożdży
200 ml mleka
30 g stopionego i przestudzonego masła
1 małe rozkłócone jajko
1-2 łyżeczki kirschu (można pominąć)
1 niepełna łyżka oliwy z oliwek

Nadzienie :
250 ml lekko kwaśnej śmietany*
1 żółtko (lub całe jajko)
szczypta soli

*(jeśli nasza śmietana jest zbyt kwaśna, możemy wymieszać ją z kremówką dla otrzymania odpowiedniego smaku)


Drożdże rozpuścić w letnim mleku. Masło stopić. Mąkę wymieszać z solą, w środek wlać rozpuszczone drożdże, masło, jajko i kirsch i zacząć wyrabiać ciasto (jeśli ciasto jest zbyt suche – dodać jeszcze odrobinę mleka). Następnie stopniowo dodawać oliwę. Gdy ciasto jest już elastyczne i błyszczące, przykrywamy je ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 2 godziny.

Następnie ciasto rozpłaszczamy, wyklejamy nim natłuszczoną foremkę i pozostawiamy na ok. 20 minut. Formujemy brzeg ciasta, smarujemy go mlekiem a spód nakłuwamy widelcem (ja również lekko ugniatam go palcami, jak przy wypieku salée au sucre). Wlewamy na ciasto śmietanę wymieszaną z żółtkiem / jajkiem) i pieczemy ok. 30 minut w 200°C (obniżam nieco temperaturę pod koniec pieczenia).

(można też – tak jak przy wypieku chleba - wstawić do piekarnika naczynie z odrobiną wody)

Smacznego!

*

*  *  *  *  **

I jeszcze notka dla zainteresowanych : według źródeł etymologicznych, ‘totché’ ma podobno te same korzenie co starofrancuskie ‘tourtel’ (co znaczyło ‘duży okrągły chleb’), które to słowo pochodzi z łacińskiego ‘torta’ i we francuskim przekształciło się w ‘tourte’ i ‘tarte’, choć dziś niewiele osób o tym wie / pamięta.

(inne ciekawostki na temat tradycyjnych produktów szwajcarskich znajdziecie również np. tutaj )
*

*  *  *  *  *

Pozdrawiam serdecznie!
*

Kwiaty cukinii i babie lato.

czwartek, 1 Październik 2009

Choć dziś mamy już pierwszy dzień października, to prawdziwa jesień do nas jeszcze (na szczęście…) nie zawitała. To nadal bardziej babie lato niż jesień, z moimi ulubionymi temperaturami (ok. 22-24 stopnie w cieniu) i słonecznym, prawie bezchmurnym niebem. Tafla jeziora mieni się w blasku słońca, a ja siadam na wielkich, rozgrzanych kamieniach, zamykam na chwilę oczy i rozkoszuję się tym błogim, rozleniwiającym ciepłem. Nadal noszę tylko T-shirt, szorty i sandałki i nie chcę nawet myśleć o tym, że już za jakiś czas wszystko to znów będzie tylko wspomnieniem

Na dodatek okazuje się iż handlowcy bardzo dbają o to, byśmy nie zapomnieli o zbliżającej się zimie. Pominę milczeniem golfy, botki i kurtki puchowe które już od połowy sierpnia (!!!) panoszą się na sklepowych półkach. To jestem jeszcze w stanie ‘przeżyć’. Jednak czy możecie sobie wyobrazić, że już w zeszły weekend w niektórych sklepach pojawiły się ozdoby bożonarodzeniowe?!? I co roku pojawiają się one mniej więcej dwa tygodnie wcześniej niż w poprzednich latach. Nie wiem jak Wy, ale ja zupełnie nie mam jeszcze ochoty patrzeć na bombki, świąteczne dekoracje czy pudełka na ciasteczka z Mikołajem, aniołkami i choinką. Tym bardziej wiedy, gdy na dworze słońce i upał! I gdy na straganach nadal królują letnio-jesienne warzywa. Dlatego też czym prędzej wychodzę ze sklepu i kieruję się w stronę moich ulubionych sprzedawców na targu. I znów jest pięknie, słonecznie i - wczoraj ;) - jeszcze wrześniowo ;)

*

fleurscourgettes001
*
Będąc wczoraj na targu zakupiłam między innymi coś, co zawsze kojarzy mi się z kolorowym schyłkiem lata, a mianowicie kwiaty cukinii, z pewnością jedne z ostatnich w tym sezonie. Te które widzicie na powyższym zdjęciu, to kwiaty męskie (rosną bowiem na łodyżce); żeńskie zaś to te z zalążkiem cukiniowego owocu. Jadalne są na szczęście i jedne i drugie, choć jesli mamy ogródek warto pamiętać, by zrywać właśnie kwiaty męskie, a nie żeńskie, by nie zaszkodzić późniejszym plonom naszej cukinii (jednocześnie pamiętając, by nie zrywać ich zbyt dużo). Okazuje się jednak, że jest też pewna odmiana cukinii, która produkuje bardzo dużo kwiatów męskich, a niewiele żeńskich, co dla wielbicieli tychże kwiatów jest z pewnością świetną nowiną! A ja znów żałuję, że nie mam ogródka…

Wróćmy jednak do wczorajszego zakupu. Po chwili namysłu stwierdziłam, że kwiaty te posłużą mi jako ‘wypełnienie’ słonecznej, jesiennej tarty. Na szczęście w lodówce czekały wszystkie niezbędne składniki by najpierw kwiaty nafaszerować, a następnie zapiec. Oto szczegóły :

*

tartefleurscourgette11

Tarta z faszerowanymi kwiatami cukinii

na foremkę 11 x 35 cm

200 g ciasta francuskiego (lub kruchego)
8-9 kwiatów cukinii

na farsz :
75 g ricotty*
75 g kremowego serka koziego*
1 żółtko
1,5 łyżki parmezanu
25 g orzeszków piniowych
3/4 łyżki posiekanej natki pietruszki
kilka listków bazylii
sól, pieprz

* możemy oczywiście użyć tylko 150 g ricotty lub tylko serka koziego

na tartę :
3 łyżki ricotty
1 jajko
2-3 łyżki parmezanu
ok. 50 ml słodkiej śmietany
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
kilka listków bazylii
sól, pieprz
25 g orzeszków piniowych
+ 1-2 łyżki startego parmezanu do posypania tarty

Piekarnik rozgrzać do 200°C.
Foremkę wyłożyć ciastem, dno gęsto ponakłuwać widelcem, obciążyć ciasto np. fasolą i zapiec spód tarty ok. 12 minut. Przestudzić.
Kwiaty cukinii opłukać i bardzo delikatnie osuszyć, a następnie – ostrożnie otwierając kwiaty – usunąć znajdujące się w ich środku pręciki (ja robię to pęsetą).
Orzeszki piniowe zrumienić na suchej patelni i ostudzić. Połowę (25 g) posiekać.
Wymieszać składniki farszu : rozetrzeć serki z jajkiem, dodać parmezan, orzeszki piniowe, natkę pietruszki oraz porwane na kawałki listki bazylii, doprawić do smaku. Nafaszerować kwiaty cukinii (możemy użyć do tego rękawa cukierniczego) i ułożyć je na podpieczonym spodzie tarty. Następnie wymieszać pozostałe składniki (bez orzeszków), zalać masą spoód tarty (do mniej więcej ¾ wysokości kwiatów) i całość posypać orzeszkami piniowymi oraz parmezanem.
Piec ok. 25-30 minut w 200°C.

*tartefleurscourgettesav1
*

Smacznego!

*

* * * * *

To tyle na dziś, a już na początku przyszłego tygodnia pozwolę sobie zaprosić Was na tegoroczny Festiwal Dyni :) Jako, że kilka osób już mnie o niego pytało to mam nadzieję, że i tym razem mogę liczyć na Was i na nasze wspólne ‘dyniowanie’ ;)

*

Pozdrawiam serdecznie!

*

La ratatouille i francuskie wspomnienia

poniedziałek, 31 Sierpień 2009

Gdy sezon letni w pełni, na naszym stole nie może zabraknąć słynnej francuskiej ‘ratatouille’ (i rzecz jasna nie chodzi mi o przeuroczego szczurka z filmu pod tym samym tytułem ;) ). Przygotowuję ją średnio raz-dwa razy w tygodniu, jest dla mnie bowiem kwintesencją lata. Wypieszczone promieniami słońca pomidory i cukinie, aromatyczna papryka i jędrne bakłażany, a do tego pachnące latem zioła. I niczego więcej nie potrzeba, by nasze kubki smakowe wprawić w stan kulinarnej ekstazy ;)

Ratatouille nauczyłam się gotować we Francji podczas jednych z piękniejszych wakacji mojego nastoletniego wtedy życia ;) Moja francuska rodzina ze szkolnej wymiany językowej zaprosiła mnie na prawie dwumiesięczne wakacje w ich rodzinne regiony (Dordogne / Lot). Do dziś pamiętam uroczy domek z kamienia, z zielonymi okiennicami, ogród pełen kolorowych kwiatów, przyjazną atmosferę ich rodzinnych spotkań. Wspaniali, ciepli ludzie, dzięki którym czułam się naprawdę jak u siebie. I babcia. Wtedy prawie 70-letnia, której opowieści mogłam słuchać bez końca.

Dni upływały mi na odkrywaniu regionu od turystycznej i kulinarnej strony, zwiedzaniu średniowiecznych miasteczek ‘przyklejonych’ do skał (jak Rocamadour czy Saint-Cirq-Lapopie), zamków, grot, muzeów (np. muzeum Champollion w jego rodzinnym miasteczku). Poznałam mnóstwo niesamowitych miejsc i wspaniałych ludzi i dzięki nim posmakowałam wielu tradycyjnych w ich regionie (i rodzinie) potraw. I to właśnie tam pokochałam ratatouille (choć korzenie potrawy sięgają oczywiście bardziej na południe Francji).

Dziś jednak, zamiast wspomnianej, tytułowej potrawy, mam dla Was dwie ‘wariacje’ na jej temat ;) A zainteresowanych samą ratatouille odsyłam do Tatter, u której znajdziecie przepyszny przepis (przygotowuję ratatouille bardzo podobnie jak Tatter, nie dodaję tylko pomidorowego puree i cukru, a proporcje czasem nieznacznie modyfikuję, w zależności od zawartości lodówki :) )

Zapraszam!

*
crumbleratatouille

Crumble ‘nicejski’

(przepis oryginalny z książki  ‘Crumbles’ Camille Le Foli, u mnie z niewielkimi zmianami)

1 kg pomidorów
1 duży bakłażan
3 cukinie
1 czerwona papryka
1 zielona papryka (u mnie żółta)
1 cebula
1 ząbek czosnku
3 łyżki oliwy z oliwek
tymianek, rozmaryn
sól, pieprz

crumble:
150 g mąki
80 g zimnego masła
80 g startego parmezanu
40 g orzeszków piniowych

Posiekaną cebulę i czosnek poddusić kilka minut na oliwie. Dodać pokrojony w kostkę bakłażan, po kilku minutach dodać pokrojoną paprykę, tymianek i rozmaryn, doprawić solą i pieprzem; po ok. 10-15 minutach dodać pokrojoną w plasterki cukinię i obrane ze skórki pomidory i gotować aż warzywa będą miękkie.
Piekarnik nagrzać do 180°.
Orzeszki piniowe zrumienić na suchej patelni. Mąkę, pokrojone w kostkę masło i parmezan wymieszać, tworząc kruszonkę.
Ugotowane warzywa przełożyć do natłuszczonego, żaroodpornego naczynia, posypać orzeszkami piniowymi i kruszonką i zapiec ok. 20-30 min.

*

crumbleratatouille2

*

Zapiekłam tylko część ratatouille, przede wszystkim dlatego, że po pierwsze – crumble wolę na słodko, a po drugie – ratatouille najbardziej smakuje nam ‘sama’ ;)
(to crumble robiłam też już zamieniając parmezan na kozi ser, co jest równie smacznym połączeniem)

* * *

Drugi przepis pochodzi z niedawno nabytej książki ‘Pure vegetarian’ Paul’a Gayler.

Jest to coś a la ratatouille zapiekana we francuskim cieście, uprzednio posmarowanym tapenadą. W oryginalnym przepisie farsz wykłada się na jeden płat ciasta i przykrywa drugim, ja jednak wolałam upiec mniejsze, jednorazowe porcje (które świetnie spisują się również na pikniku lub lunchu w pracy ;) ). W oryginale podaje się ten śródziemnomorski ‘pie’ z lekko ostrym, pomidorowym sosem, z którego tym razem zrezygnowałam.

*

ratatouillepie

Mediterranean pisto pie

400 g ciasta francuskiego
(dwa płaty o rozmiarach 20 x 25 cm)

4 łyżki oliwy z oliwek
1 bakłażan pokrojony w kostkę
1 czerwona cebula, pokrojona w cienkie plasterki
4 poszatkowane ząbki czosnku
2 cukinie pokrojone w plastry
1 pokrojona czerwona papryka
1 papryczka ‘chilli’, drobno pokrojona
1 łyżka świeżego oregano
3 łyżki tapenady
1 rozkłócone jajko
1 łyżeczka zieren sezamu (u mnie więcej)
sól, pieprz

Na rozgrzaną oliwę wrzucić bakłażana i dusić 2-3 min. Dodać pozostałe warzywa i dusić do miękkości. Doprawić do smaku, dodać oregano i wymieszać. Zostawić do wystygnięcia.
Nagrzać piekarnik do 200°. Jeden płat ciasta położyć na papierze do pieczenia, posmarować tapenadą po czym nałożyć przygotowane warzywa (zostawiając ok. 2,5 cm od brzegu); przykryć drugim płatem ciasta, brzegi smarując wodą lub jajkiem, by dobrze się skleiły. Nożem naznaczyć na cieście linie, posmarować roztrzepanym jajkiem i posypać sezamem.
Piec ok. 30-35 minut.

Smacznego!

*

Co lubi cukinia?

czwartek, 20 Sierpień 2009

Bo że ja ją lubię, to już wiecie ;)

Przede wszystkim, cukinia świetnie się czuje we wspomnianym już przeze mnie ostatnio trio – w towarzystwie pomidorów i bakłażana, ale nie gardzi też bardziej egzotycznymi smakami (w zeszłym roku wypróbowałam takie oto placuszki cukiniowe z colombo wg przepisu Anoushki i serdecznie Wam je polecam! ). Cukinia kocha też zioła, np. trybulę, miętę i bazylię. I czosnek. Lubi też migdały. I kozi ser! O tak, zdecydowanie lubi kozi ser :) Dlatego pewnie i ja pokochałam cukinię, mamy bowiem te same ulubione połączenia smakowe ;)

Ostatnio pisałam Wam o cukiniowych zupach. Dziś za to będzie przepis nieco bardziej ‘treściwy’ ;)

Robiąc przegląd lodówki kilka dni temu okazało się, że jest parę składników do w miarę szybkiego zutylizowania. I że jest zrobione już wcześniej kruche ciasto. W związku z czym wybór był jednoznaczny : tarta! Tym bardziej, że dosyć dawno już żadnej wytrawnej tarty nie popełniłam (między innymi ze względu na trwające nadal upały, które dosyć konsekwentnie trzymają mnie z dala od piekarnika ;) ).

A teraz o samej tarcie słów kilka. Smakuje i na cieście kruchym, i na francuskim. Cukinię starłam na grubych oczkach i odcisnęłam (co i Wam radzę zrobić, by nadzienie nie było zbyt płynne). A jeśli już mowa o ‘plynnym’ nadzieniu, to żeby spód tarty ładnie się upiekł, można zastosować podobną metodę jak przy wypieku tart słodkich : najpierw posypać dno tarty np. mielonymi migdałami i dopiero na nie nałożyć nadzienie (oczywiście wtedy, gdy migdały czy orzechy komponują się ze smakiem nadzienia). W wypadku tart z cukinią daje to dodatkowy, bardzo sympatyczny smak. Polecam :)

A oto co powstało z weekendowego ‘czyszczenia’ lodówki ;)

*

tartecourgetteschevre1

Tarta cukiniowa z kozim serem

Na formę 25 x 25 cm

ciasto kruche (lub francuskie)
(kruche robię wg. takich proporcji)

450 g cukinii
2 ząbki czosnku
100 g orzeszków piniowych*
80 g suszonych pomidorów (w oliwie)
150 g kremowego serka koziego
2 jajka
kilka łyżek crème fraiche
2 łyżki startego parmezanu
2 łyżki posiekanych listków bazylii
sól, pieprz
odrobina papryczni z Espelette
+ ewentualnie parmezan do posypania

*zamiast orzeszków piniowych mozna dodać np. ok. 50 g zmielonych migdałów

Cukinię zetrzeć na tarce i odcisnąć; czosnek przecisnąć przez praskę. Orzeszki zrumienić na suchej patelni. Pomidory drobno pokroić. Serek wymieszać z jajkami, dodać połowę orzeszków (można je dodatkowo lekko rozdrobnić), , parmezan, bazylię i warzywa oraz kilka łyżek crème fraiche (w zależności od konsystencji serka). Doprawić do smaku.
Foremkę natłuścić i wyłożyć ciastem, ponakłuwać je widelcem. Nałożyć farsz, wierzch tarty posypać odrobiną parmezanu (niekoniecznie) i resztą orzeszków piniowych.
Piec ok 35 min w 180°.

*

tartecourgetteschevre2

*

A lubującym się w cukinii polecam również :

- Cukiniową bruschettę z serem feta i bazylią

-  Sernik cukiniowy

- Tofu z warzywami w slodko-kwasnym sosie

*

Smacznego!

*

(przepis uczestniczy w akcji 'Cukiniowy sierpień')*

Nie samą zupą… ;)

czwartek, 29 Styczeń 2009
Stwierdziłam, że jeśli wstawię Wam tu kolejną zupę, to… to nie będzie to dobry pomysł ;) Bo przecież pomyślicie, że ja na okrągło jadam ciasta i zupy! :D
Ostatnia więc zupa, uwieczniona dla Was na zdjęciu ;) jeszcze ‘chwilkę’ poczeka, a dziś dla Was tarta ze szpinakiem i soczewicą.
‘Wymysł’ nie jest mój. Koleżanka w pracy opowiadała o pewnej skonsumowanej szpinakowo-soczewicowej tarcie, która jednak nie przypadła jej do gustu (ze względu na soczewicę właśnie ;) ). A ja słuchając stwierdziłam, że to całkiem niezły pomysł i czym prędzej postanowiłam coś takiego nam upichcić. Przyznam, że efekt końcowy był naprawdę ciekawy, pod warunkiem, że lubimy soczewicę rzecz jasna ;) Tarta dzięki niej jest bardziej syta, no i ma w sobie to dodatkowe ‘coś’. By dodać jej wyrazistości, na sam koniec na górę nałożyłam kawałki serka koziego, dobrze by się pewnie też komponował jakiś niebieski pleśniak. W tej wersji będzie już w ten weekend, gdyż mąż bardzo w tej tarcie zasmakował :)
I nieskromnie dodam, że gdy pokazywałam mu zdjęcia tarty biadoląc, że trochę mało ‘artystycznie’ wygląda ona z tymi kawałkami sera na wierzchu i że może nie powinnam takiego ‘czegoś’ wklejać, on stwierdził, że ten smak wart jest ‘pokazania’ go innym; więc pokazuje ;)

Tarta szpinakowa z soczewicą

na foremkę o średnicy 28-30 cm

porcja ciasta francuskiego (lub kruchego)
500 g mrożonego szpinaku
150 g czerwonej soczewicy
220 g ricotty
2 jajka
sól, pieprz
przyprawy (mieszanka papryczki z Espelette, ziaren gorczycy, mielonej kolendry, kuminu, gałki muszk.)
ok. 70 g startego parmezanu
100 g serka koziego

Szpinak ugotować, przestudzić i posiekać. Soczewicę ugotować do miękkości (ok. 15 min), przestudzić, po czym wymieszać ze szpinakiem. Dodać jajka, ricottę, parmezan oraz przyprawy i dobrze wymieszać. Foremkę wyłożyć papierem do pieczenia a następnie ciastem; gęsto je ponakłuwać widelcem i nałożyć na nie zimny farsz, na który nakładamy kawałeczki koziego sera. Piec ok. 40 min w 200° (można przykryć tartę pod koniec pieczenia jeśli zbyt szybko brązowieje i obniżyć nieco temperaturę).
Smacznego!

Nostalgicznie…

środa, 7 Styczeń 2009
Są takie potrawy, które z czymś mi się kojarzą : z jakimś miłym wydarzeniem, miejscem, osobą. W czerwcu zeszłego roku pisałam Wam o brazylijskim biszkopcie, którego przepis dostałam od przesympatycznej uczennicy Rozalii :) Dziś jest to coś a la tarta z serem feta i ziemniakami. Dostałam ten przepis jakieś 10 lat temu od Sary, tym razem z Izraela :) na początku uczennicy, później bardzo bliskiej znajomej ;) Jej kuchnia była wspaniałą mieszanką kulturowo-smakową, a przygotowywane przez nią dania były takie jak lubię : szybkie, łatwe i przede wszystkim przepyszne. Bardzo lubiłam przebywać w jej pięknym, ciepłym domu, urządzonym ze smakiem i prostotą. Nigdy nie widziałam jej w złym humorze, zdenerwowanej, narzekającej. Zawsze potrafiła coś doradzić, wesprzeć ciepłym słowem i pomóc na tyle, na ile mogła. Gdy wspominam ją, to na myśl przychodzą mi trzy słowa : ciepło, prostota, harmonia. I zastanawiam się często, na ile możemy tak naprawdę zmienić nasz charakter i nas samych, a na ile pewne zachowania tkwią w naszych genach, gdyż przy moim niecierpliwym charakterze, do spokoju i harmonii mi bardzo daleko ;)
Ale nie o mnie i o moim charakterze ma być mowa ;) a o przepisie Sary na ‘tartę’. Piszę w cudzysłowie, gdyż nie jest to typowa, klasyczna tarta; jednak jako że przetłumaczony wtedy przepis taką właśnie nosił nazwę, i ja postanowiłam ją zachować.
Oto więc kolejne szybkie i niekłopotliwe danie, pyszne na ciepło zimą i na zimno latem, świetnie się sprawdza np. jako lunch do pracy, a pokrojone na małe kawałki serwuję na tutejszy ‘aperitif’. Latem lubię tę tartę z sałatką z dojrzałych, aromatycznych pomidorów, nawet z guacamole świetnie smakuje :)
Przed pieczeniem możecie posypać ją Waszymi ulubionymi ziarenkami : sezamem, kminkiem, itd. Ja tym razem posypałam ją czarnym sezamem gdyż okazało się, że oczywiście zupełnie zapomniałam o dokupieniu tego ‘zwykłego’ ;)

Tarta z fetą i ziemniakami

2 płaty ciasta francuskiego (u mnie 25 x 42 cm)
150 g sera feta
2 średniej wielkości ziemniaki (nie za duże)
180 g kwaśnej śmietany (lub naturalnego serka o niezbyt gęstej konsystencji)
½ łyżki kuminu mielonego (lub więcej…)
odrobina papryczki z Espelette
sól, pieprz
sezam do posypania

Ugotować ziemniaki (ja gotuję je w mundurkach), następnie rozdrobnić je widelcem, rozkruszyć ser, wymieszać ze śmietaną (lub serkiem) i rozetrzeć tak, aby otrzymać jednolitą masę (można zmiksować żytafą), nie za suchą, ale też niezbyt rzadką. Dodać kumin, doprawić do smaku i dobrze wymieszać. Jeden płat ciasta rozłożyć na blasze, ponakłuwać widelcem, nałożyć farsz i przykryć drugim płatem, znów nakłuwając. Posypać sezamem i ‘narysować’ na cieście kratkę nożem. Wstawić do nagrzanego do 200° piekarnika i piec ok. 30-35 min.

Smacznego!

Uwagi :
- można oczywiście użyć ziemniaków ugotowanych już dzień wcześniej, jeśli nam takowe zostaną z obiadu np. ;)
- jako że z lekka denerwowało mnie, że ciasto (nawet nakłuwane widelcem) ‘wybrzuszało’ się podczas pieczenia, postanowiłam mu w tym niecnie przeszkodzić ;) górę tarty przykrywam papierem do pieczenia i stawiam na nim pustą, bardzo lekką blaszkę do pieczenia, dzięki czemu ciasto pozostaje płaskie i równe :) Zdejmuję blachę jakieś 10 minut przed końcem pieczenia.

Zyczę udanej ewentualnej degustacji!

Festiwal Dyni, cz.5

środa, 29 Październik 2008

tartecourgechevre

Oto kolejna propozycja na wykorzystanie puree z dyni. W jednym z francuskich czasopism kulinarnych spodobał mi się pomysł wytrawnej tarty dyniowej z dodatkiem ‘niebieskiego’ sera. Postanowiłam jednak nieco zmienić jej skład i proporcje i zamiast proponowanej marchewki znów dodałam podsmażonego pora oraz więcej sera niż w pierwotnym przepisie. I jak zwykle dyniowo-porowy mariaż mnie nie zawiódł ;) A jedzący stwierdzili, że proporcje są idealne : lekka ostrość pora przełamuje ‘słodycz’ dyni, która dzięki temu nie dominuje zbytnio całości, a ser nadaje dodatkowej, wyrazistej nuty.
#

Wytrawna tarta dyniowa z ‘niebieskim’ serem

foremka 20cm x 20 cm

ciasto francuskie
250 ml puree z dyni
80 g pora
120 g sera typu roquefort
2 duże jajka
3 łyżki gęstej śmietany (creme fraiche)
oliwa z oliwek
sól, pieprz
papryczka z Espelette

Pora umyć i pokroić w cienkie plasterki, udusić go w odrobinie oliwy z oliwek (kilka minut). Ser pokroić na małe kawałki, dodać dynię, pora, rozbełtane jajka i śmietanę, doprawić do smaku i dobrze wszystko wymieszać. Foremke natluścić lub wyłożyć papierem, przełożyć do niej ciasto i ponakłuwać je widelcem w kilku miejscach. Następnie wlać przygotowane nadzienie i piec ok. 35 min w nagrzanym do 180° piekarniku.

Smacznego!

(przepis oryginalny – ‘Saveurs’, n°163)

Cukiniowo, sernikowo

poniedziałek, 8 Wrzesień 2008
Jednym z warzyw, które dość często gości w mojej kuchni, jest cukinia. Przyrządzam ją na różne sposoby i chyba w każdym wydaniu bardzo nam smakuje. Kilka miesięcy temu odkryłam przepis Eli na sernik cukiniowy i muszę przyznać, że bardzo przypadł on nam do gustu. Za każdym razem zmieniam proporcje, coś dodaję, coś odejmuję, a efekt niezmiennie jest ten sam : pyszne danie, które naprawdę często gości na naszym stole. Kiedy więc na blogu ‘101cookbooks’ zobaczyłam kolejny cukiniowy sernik, nie mogłam oprzeć się pokusie by go nie przetestować! Choć przyznaję, i tak dokonałam drobnych modyfikacji ;) Dla zainteresowanych przepis oryginalny tutaj, a poniżej nasz wczorajszy sernik :)

Sernik cukiniowy

500 ml startej cukinii (ok. 2 średniej wielkości)
1 łyżeczka soli morskiej
500 g ricotty
80 g startego parmezanu (ok. 200 ml)
1 cebula
2 ząbki czosnku
1 pęczek koperku
otarta skórka z 1 cytryny
2 duże jajka, dobrze rozkłócone
150-200 g pokruszonego koziego sera
oliwa
przyprawy (u mnie ‘mieszanka’ pieprzu Cayenne, zmielonej kolendry, mielonego kminku, gałki muszkatołowej i goździków)

Piekarnik nagrzać do 180°.

Cukinie wyłożyć na sitko, posypać solą i odstawić na 10 minut. Następnie dobrze odcisnąć sok (jak najwięcej soku…). Ricottę wymieszać z parmezanem, dodać drobno pokrojoną cebulę i czosnek, poszatkowany koperek oraz skórkę cytrynową. Dodać odsączoną cukinię i rozkłócone jajka (oraz ewentualne przyprawy) i dobrze wszystko wymieszać. Można masę odrobinę posolić do smaku (lecz najpierw radzę spróbować, gdyż przez dodatek parmezanu masa jest już lekko słona + kozi ser który dodamy na końcu). Masę przekładamy do wyłożonej papierem i naoliwionej tortownicy (o średnicy 20 cm) i posypujemy kozim serem. Pieczemy ponad godzinę, aż wierzch będzie ładnie zrumieniony.

Następnie zostawiamy do przestygnięcia (uwaga, sernik lekko opada po wyjęciu z piekarnika).

Serwujemy z czym chcemy, sam również świetnie smakuje :) Na zimno również, więc dla mnie to kolejny praktyczny pomysł na lunch do pracy ;)

A teraz w kolejce na wypróbowanie czekają placki Anoushki :)

Pozdrawiam serdecznie !
*

Wytrawne muffinki

środa, 2 Kwiecień 2008

muffsales3

Oto ciąg dalszy mojego muffinkowego szaleństwa, tym razem w wersji wytrawnej. Bardzo lubię wszelkiego typu małe, ‘indywidualne’ przekąski, które można równie dobrze zaserwować na przyjęciu, lecz także zabrać ze sobą w plener; takie są właśnie wszelkiego typu wytrawne muffinki i babeczki : szybkie, praktyczne, smakowite. Te dzisiejsze to propozycja dla wielbicieli serów, szczególnie tych pleśniowych, o dość specyficznym smaku. Niech jednak Ci, którzy za nimi nie przepadają nie zniechęcają się od razu : każdy przepis można przecież zmodyfikować tak, by nam odpowiadał. No chyba, że faktycznie zupełnie nie lubicie serów ;)

Ja jestem ich ogromną wielbicielką i mogłabym jeść je praktycznie ‘na okrągło’; tym bardziej, że gatunków jest przecież tyle, że za każdym razem można spróbować czegoś innego, nowego. Jakiś czas temu, po raz pierwszy spróbowałam francuskiego sera Fourme d’Ambert rodem z Owerni, którego smak bardzo przypadł mi do gustu. Jest on z rodziny tych pleśniowych i wytwarzany jest z mleka krowiego.

muffsalesfromage

Najlepsze są oczywiście te, które zostały zrobione latem, gdy krowy wypasane są na pastwiskach pokrytych świeżą, soczystą i aromatyczną trawą; ważne też, by ser dojrzewał dość długo : od 2 do 6 miesięcy, wtedy odkrywa bowiem całe swe bogactwo smaku i aromatów. Najczęściej używałam go do różnego typu sałatek lub zapiekanek, lecz kiedy trafiłam na Magdalenki z tym właśnie serem, od razu pobiegłam w stronę kuchni ;)

Wytrawne muffinki serowo-oliwkowe

(6 dużych muffinek lub 10-12 mniejszych lub 20 magdalenek)

100 g sera Fourme d'Ambert (lub innego sera plesniowego typu Roquefort)
100 g miękkiego masła*
3 jajka
130 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
40 g zielonych oliwek (u mnie ‘faszerowane’ papryką)
szczypta soli, pieprz

*można zastąpić ok. 100 ml śmietany (lub 1/3 masła + mleko), gdyż z masłem są jednak – wg mnie – nieco za ‘ciężkie’

Ściąć ‘skórkę’ z sera, następnie pokroić go w małą kostkę i odstawić na około godzinę by ‘zmiękł’. Ser wraz z masłem (lub śmietaną) rozetrzeć widelcem tak, by otrzymać kremową konsystencję; wbić jajka i dobrze wymieszać. Następnie dodać przesianą z proszkiem mąkę (robię to zawsze w 3 etapach, by składniki dobrze się połączyły) oraz lekko zmiksowane oliwki, doprawić do smaku (radzę wcześniej spróbować, gdyż niektóre sery + oliwki już same w sobie są wystarczająco słone) i dobrze wymieszać.

Natłuścić foremki (muffinkowe, babeczkowe lub ‘magdalenkowe’) i napełnić je farszem serowym. Piec w temperaturze 200°C : w formach muffinkowych / babeczkowych piec ok. 20-25 minut (w zależności od ich wielkości), w ‘magdalenkowych’ nieco krócej.

Są to wspaniałe wytrawne przekąski na przystawkę lub aperitif, idealne na piknik w plenerze :)

Ja osobiście wolę wersję ze śmietaną / mlekiem, lecz każdy z Was może ten przepis zmodyfikować tak, by znaleść swój ulubiony smak.

Często robię tego typu muffinki z serem owczym lub kozim, z czarnymi oliwkami, suszonymi pomidorami, z dodatkiem ziół czy dodatkowych przypraw. Mam nadzieję, że ten przepis Was zainspiruje i że podzielicie się ze mną Waszymi wariacjami na ten temat :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanych eksperymentów kulinarnych !

Drozdzowa plecionka z warzywnym nadzieniem

poniedziałek, 21 Styczeń 2008

Jako ze jestem wzrokowcem, to w ostatnim numerze  ‘Le Menu’ moj wzrok przyciagnelo zdjecie tej wlasnie drozdzowo-warzywnej plecionki; a ze juz od dluzszego czasu nosilam sie z zamiarem upieczenia czegos wytrawnego, postanowilam wiec wyprobowac ten wlasnie przepis. Jego oryginalnosc polega tez na tym, ze do ciasta dodaje sie zmielonych migdalow, co dodatkowo mnie urzeklo.
Oto przepis dla tych, ktorzy rowniez maja ochote go wyprobowac :

Drozdzowa plecionka z warzywnym nadzieniem

ciasto
350 g maki
50 g drobno zmielonych migdalow
1 lyzeczka soli
20 g swiezych drozdzy
ok. 2 dl letniego mleka
50 g miekkiego masla

farsz
300 g mieszanki warzyw (marchewka, seler, por, dynia, itp.) startych na tarce
maslo
sol, pieprz
zoltko rozbeltane z mlekiem do posmarowania

Make wymieszac z migdalami i sola ; drozdze rozpuscic w odrobinie mleka, wlac do maki, dodac maslo i reszte mleka, dobrze wyrobic. Nastepnie uformowac kule, przykryc i odstawic do wyrosniecia.
Warzywa poddusic na masle, doprawic do smaku.

Wyrosniete ciasto rozwalkowac na kwadrat o wymiarach ok. 30 x 30 cm. Na srodek nalozyc warzywny farsz.

Boki pociac na paski szerokosci 2-3 cm (zostawiajac ok. 2 cm od farszu).

Nastepnie zakladac paski ciasta krzyzujac je (nie sciskajac zbyt mocno), wlozyc do wylozonej papierem keksowki w zostawic do wyrosniecia jeszcze na ok. 30 min.

Piec 40-45 min w nagrzanym do 200° piekarniku.

W wersji ‘miesnej’ mozna polozyc na ciasto paski boczku lub szynki (przed polozeniem warzywnego farszu).

Smacznego!
*