Archiwum kategorii ‘wytrawne wypieki’

Tarta z karmelizowaną cebulą

wtorek, 17 Styczeń 2012

tarte_oignons_caram1a

'

Tarta, o której wspominałam à propos karmelizowanej cebuli, miała się tu pojawić w niedzielę, jednak ‘zmęczenie materiału’ ;) dało znać o sobie i organizm zarządził ponad dwudniową przerwę w życiorysie. Nie sądziłam, że ktoś, kto nigdy nie śpi w ciągu dnia (za wyjątkiem choroby i wysokiej gorączki) i komu pojęcie sjesty jest całkowicie obce, jest w stanie przespać ponad 48 godzin, wprawdzie z przerwami, jednak przesypiając większą część dnia; że można czuć się tak bardzo ‘wyssanym’ z energii, iż nie jest się w stanie normalnie funkcjonować. Wybaczcie więc ten lekki ‘poślizg’ czasowy, jednak dopiero dziś powoli wracam do świata żywych, już na dłużej mam nadzieję ;)

Wróćmy jednak do kulinariów...

Jeśli posmakowała Wam karmelizowana cebula i jeśli chcecie zużytkować jej nadmiar, polecam przygotowanie pysznej, nieskomplikowanej tarty (dlatego właśnie zawsze przygotowuję więcej cebuli na raz, by móc zużyć ją do takich szybkich dań, gdy nie ma się zbyt dużo czasu na kucharzenie).
'

tarte_oignons_caram1

'

Wersja pierwsza (najszybsza), to tarta na bazie gotowego ciasta francuskiego, jeśli takowego używacie. Oczywiście najlepsze jest ciasto przygotowane w domu, tylko wtedy bowiem wiemy co jemy ;). Jeśli jednak używacie kupnego ciasta, radzę porównać jego skład i wybrać to, które nie zawiera konserwantów czy oleju palmowego (niestety nawet produkty ‘eko’ często mają olej palmowy w swoim składzie, a przecież używanie produktu, który przemierzył pół kuli ziemskiej nie do końca jest synonimem ekologii...).

Tartę możemy przygotować w wersji bardziej cebulowej, czyli całe ciasto pokrywamy karmelizowaną cebulą, a następnie nakładamy nieco sera (np. koziego, gorgonzoli, fety itp.) lub pomijamy go całkowicie. Możemy też przygotować wersję bardziej serową, jak ta na powyższym zdjęciu, (inspirowana przepisem ze strony SimplyRecipes – klik) : kilka łyżek karmelizowanej czerwonej cebuli + ok. 120 g gorgonzoli lub innego ‘niebieskiego’ sera + ok. 120 g łagodniejszego, dobrze topiącego się sera (użyłam koziego) + kilka gałązek tymianku; cebulę nakładamy na ciasto, następnie nakładamy kawałki sera oraz tymianek i zapiekamy przez ok. 25-30 minut w 180°.
'

tarte_oignons_caram2

'

Jeśli chcemy otrzymać wersję nieco bardziej sycącą, cebulę możemy zalać masą śmietanowo-jajeczną (jak na powyższym zdjęciu); na jedno jajko dodaję ok. 100-120 ml słodkiej śmietany + dodatkowo np. pokruszony kozi ser i – jak poprzednio – nieco tymianku. W tym wypadku dobrze sprawdzi się też ciasto kruche (gdy przygotowuję tego typu tarty w wersji mocno serowej, ciasto przygotowuję najprostsze, np. takie, tradycyjne - klik lub to z dodatkiem oliwy – klik); najczęściej podpiekam ciasto w foremce (lub w indywidualnych foremkach) przez ok. 10-12 minut, lekko studzę i dopiero wtedy nakładam farsz i śmietanowo-jajeczną masę i – jak wyżej – zapiekam przez ok. 25-30 minut w 180°.

Wariacji na temat tarty z karmelizowaną cebulą jest wiele : możemy użyć tylko cebuli i plasterków / kawałków sera, możemy np. dodać czarne oliwki i filety anchois (inspiracje między innymi od Delii Smith tutaj - klik czy tutaj - klik oraz u  Donny Hay – klik), możemy też przygotować tartę w wersji ‘tatin’ czyli tzw. ‘odwróconą’ (kolejny przepis od niezastąpionej Delii Smith – klik, który widzieliście może już również na blogu Pistachio – klik).

Trudno mi powiedzieć, którą wersję lubię bardziej, wszystko bowiem zależy od nastroju i czasu, jaki mam do dyspozycji (oraz od zawartości lodówki danego dnia ;)). Przyznaję jednak, iż najczęściej robię tego typu tarty w wersji bardziej serowej, a karmelizowana cebula jest tutaj tylko dodatkiem przełamującym i podkreślającym smak sera. A że kilka różnych jego gatunków zawsze mam w lodówce, to tarty i wszelakie zapiekanki regularnie pojawiają się na moim / naszym stole.

'
Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że może i Was powyższe propozycje zainspirują? :)

'

tarte_oignon_fromages2

niedawne kozie 'nabytki' ;)

'

Dyniowa przekąska oraz tarta z dynią i pesto, czyli…

środa, 27 Październik 2010

butternutcoupe

dynia Butternut

*

… czyli dyniowego szaleństwa ciąg dalszy ;)

Ostatnio pisałam Wam o daniach z dyniowym puree, dziś będzie o wykorzystaniu dyni pieczonej (o dyni pieczonej wspominałam również rok temu - klik). Dynia bowiem świetnie się do tego typu preparacji nadaje, szczególnie jeśli wybierzecie taką o dosyć zwartym, a nie wodnistym miąższu (np. Butternut czy Hokkaido świetnie się tutaj nadadzą, ale już muszkatołowa z Prowansji czy Lunga raczej mniej, ich miąższ jest bowiem dosyć ‘wodnisty’).

Pierwsze danie to pomysł na szybką przekąskę czy przystawkę. Użyłam do niej dyni Butternut, gdyż jej kształt świetnie nadaje się do pokrojenia w idealne plastry. Poza tym jest to bardzo łatwa w obróbce i przyjemna w smaku dynia, warto więc się w nią zaopatrzyć (pomimo moich prawie 50 sztuk dyni w domu, i tak co tydzień-dwa dokupuję jednego Butternuta ;) ). I jest to właściwie bardziej pomysł niż przepis (wybaczcie więc proszę brak dokładnych proporcji...), wszystko bowiem zależy od tego, czy ma to być tylko lekka przystawka czy jednak osobne małe danie.

Drugi przepis natomiast – tarta z dynią i pesto - pochodzi z niedawno zakupionej książki, której autorką jest Clea. Spodobał mi się ogólny pomysł, choć – jak to zwykle u mnie bywa ;) - dokonałam niewielkich zmian; przede wszystkim – zamiast tradycyjnego pesto użyłam domowego pesto z rukoli (takie jak tutaj– klik), zmieniłam nieco proporcje, dodałam odrobinę startego pecorino i garść uprażonych orzeszków piniowych. Nieskromnie przyznam, że po  modyfikacji całość okazała się niezwykle pyszna, a pesto z rukoli lekko ‘podkręciło’ smak dyni. Następnym razem może dodam nawet trochę więcej pecorino? ;)

*

butternutgorgonzola

Przekąska z dyni Butternut i gorgonzoli

1 mała dynia Butternut
gorgonzola
rukola
orzechy włoskie i pestki dyni
oliwa
sól, pieprz

vinaigrette
1 cytryna (skórka + 2 łyżki soku)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju z pestek dyni
¾ łyżki octu balsamicznego
1 łyżka miodu
sól, pieprz

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Połówki orzechów oraz pestki dyni zrumienić na suchej patelni.
Składniki sosu dokładnie wymieszać. Rukolę umyć i osuszyć (polecam użycie ‘wirówki’ do sałat).
Dynię obrać i pokroić na plastry (ok. 1,5 -  2 cm grubości), ułożyć je na blasze wyłożonej papierem, każdy plaster lekko posmarować oliwą, posolić i piec ok. 15-18 minut. Gdy dynia zaczyna już być miękka – na każdy plaster nałożyć nieco gorgonzoli i zapiec jeszcze kilka minut, aż ser się roztopi.
Rukolę wymieszać z sosem (zostawić go odrobinę do ‘dekoracji’), ułożyć na talerzach, następnie nałożyć plastry dyni, posypać je zrumienionymi orzechami i pestkami dyni i skropić jeszcze odrobiną sosu. Konsumować natychmiast :)

*

*      *     *

*

tartadyniapesto

Tarta z dynią i rukolowym pesto

na formę o średnicy 22-24 cm

1 płat ciasta francuskiego lub kruchego
1 niezbyt duża dynia Hokkaido (ok. 600-700 g)
(lub inna dynia o ‘suchym’ miaższu)
garść orzeszków piniowych
50 g startego pecorino + 2-3 łyżki do posypania
180 g kremowego koziego serka
120 ml śmietany (użyłam takiej o zawartości 35% tłuszczu)
1 jajko
1 roztarty ząbek czosnku (można pominąć)
2-3 łyżki pesto z rukoli - klik (lub tradycyjnego)
sól, pieprz do smaku

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Dynię przekroić na pół, wydrążyć, pokroić na plastry (mniej więcej 1,5 cm grubości), ułożyć je na blasze wyłożonej papierem i piec ok. 15 – 20 minut (dynia ma być już miękka, jednak nie rozpadająca się, jeszcze lekko ‘al dente’).
Orzeszki piniowe zrumienić na na suchej patelni.
Wszystkie pozostałe składniki na farsz starannie wymieszać.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia lub natłuścić i nakłuć widelcem. Ułożyć plastry dyni (kilka możemy pozostawić do ułożenia na samym wierzchu), zalać je masą serowo-jajeczną, posypać resztą pecorino i orzeszkami piniowymi i piec ok. 40 minut w 180°.

*

tartadyniapesto1

tarta przed pieczeniem

*
Inspiracja przepisem na tartę z dynią i pesto z tej oto książki : Clea ‘Variations Potimarron’

*

Smacznego!

*

Tarta z cukinią i kozim serem

niedziela, 12 Wrzesień 2010

tartechevrecourgettes1
*

Kolejny przepis który czeka w kolejce już od lipca… Gdy bliżej się nad tym zastanawiam to stwierdzam, iż często to właśnie moje ulubione i najczęściej przygotowywane dania najdłużej czekają na publikację ;)
Tak jak i ta oto tarta. Jest w niej wszystko, co kocham : cukinia, kozi ser, do tego odrobina czosnku, czarnych oliwek i suszonych pomidorów. A całość ‘podkręcona’ tymiankiem i orzeźwiającą cytryną. To idealna tarta na późne lato. Chociaż nie, nie tylko na późne lato, ale na cały cukiniowy sezon ;)

Jak wspominałam kilka miesięcy temu, niezbyt przyjemna alergia na produkty mleczne oraz na jajka (na mięso kurze z resztą też…) zmusiła mnie do wyeliminowania tych produktów z mojej diety. W zapomnienie poszły więc  wszelakie wytrawne serowo-kremowe tarty, których baaardzo mi brakowało. Owszem, piekłam takie na bazie miękkiego tofu z dodatkiem śmietanki ryżowej, sojowej czy owsianej, jednak to nie do końca było to, co lubię. Nie zrozumcie mnie źle : te tarty były  smaczne, owszem, nie miały jednak smaku mojego ulubionego serka koziego czy parmezanu ;) Teraz więc, gdy nareszcie znów coraz częściej mogę sięgać po jajka i produkty kozie i owcze (choć i krowie coraz lepiej toleruję – niech żyje akupunktura!), nie mogę oprzeć się upieczeniu choć jednej tarty w tygodniu.
*

tartehuiledolive1
*

Jeśli przygotowujecie domowe ciasto na tartę (do czego oczywiście zachęcam), to możecie dodać do niego również nieco posiekanych ziół (ilość wedle uznania), będzie to bowiem bardzo sympatyczny, dodatkowy ‘akcent’ naszego wypieku. Podpatrzyłam ten pomysł jakiś czas temu w jednym z wertowanych czasopism kulinarnych i od tej pory dosyć często go stosuję (dostosowując typ ziół i ich ilość do rodzaju nadzienia).

Z powodu alergii tradycyjne kruche ciasto na bazie masła (takie jak np. prezentowane przy okazji tarty o wdzięcznej nazwie ‘cholera’ ;) ) zamieniłam na ciasto z dodatkiem oliwy z oliwek*. Niestety mam wrażenie, że ciasto to jest jednak nieco twardsze niż to klasyczne i szczerze mówiąc, nie do końca przypadło mi do gustu. Dlatego też często przygotowuję teraz moje tarty bez spodu z ciasta, dzięki czemu mogę do woli delektować się tym, co w tego typu wypiekach lubię najbardziej – pysznym, delikatnym serowym farszem :) Tyle tylko, że wtedy to jest już raczej zapiekanka, a nie tarta, mnie jednak zupełnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie ;) Tym bardziej, że ‘nawyk’ ten pozostał mi z czasów, gdy po raz pierwszy zainteresowałam się dietą tzw. rozdzielną (jak np. dieta Montignaca).

By nadać tarcie letniego, ‘słonecznego’ aromatu, użyłam mojego ulubionego tymianku cytrynowego (Thymus citriodorus) oraz odrobiny otartej skórki z cytryny, i jedno i drugie bowiem świetnie komponuje się z cukinią. Jeśli tymianku cytrynowego nie posiadacie, możecie dodać nieco więcej otartej skórki z cytryny oraz użyć innych, Waszych ulubionych ziół, cukinia bowiem lubi się z większością ziołowych aromatów.
*

(przy okazji zerknijcie również na łososia z cytrynowym tymiankiem u Małgosi - klik)

*

tartechevrecourgettes0

Tarta z cukinią kozim serem

na formę o średnicy ok.22 cm

ciasto kruche (np. takie) lub francuskie*

ok. 300 g cukinii
2 łyżki oliwy z oliwek

150 g kremowego serka koziego (lub owczego)
100-120 g jogurtu (użyłam koziego)**
80 g startego twardego koziego lub owczego sera (użyłam pecorino)
2 jajka
1-2 ząbki czosnku
garść czarnych oliwek + kilka suszonych pomidorów
kilka gałązek świeżego tymianku cytrynowego
sól, pieprz
(opcjonalnie : otarta skórka z 1/2  cytryny)

**w zależności od konsystencji sera

Piekarnik rozgrzać do 200°C.
Cukninę umyć, pokroić w plasterki (ok. 2-3 mm - nie powinny być ani za cienkie, ani za grube) i dusić ok. 5 minut na rozgrzanej oliwie, lekko posolić, wystudzić.
Oliwki, pomidory i czosnek bardzo drobno zmiksować, tymianek posiekać. Ser kozi wymieszać z jogurtem, dodać jajka oraz pozostałe składniki farszu i ponownie dobrze wymieszać. Doprawić do smaku.
Formę wyłożyć ciastem, dno ponakłuwać widelcem. Połowę cukinii wymieszać z masą serową, wlać na ciasto i na wierzchu ułożyć pozostałe plasterki cukinii.
Piec ok. 35 minut (jeśli tarta zbyt szybko brązowieje, obniżyć nieco temperaturę pod koniec pieczenia i ewentualnie przykryć tartę folią aluminiową).
Przed podaniem udekorować świeżym tymiankiem.

*

tartechevrecourgettes2
*

* ciasto kruche na oliwie, o którym wspominałam wyżej :

200 g mąki
100 g semoliny
1/2 łyżeczki soli
4 łyżki oliwy z oliwek
ok. 90 ml zimnej wody
ewentualnie zioła jako dodatek

Mąkę i semoilnę wymieszać z solą i ziolami, dodać oliwę  i wyrabiać dodając partiami wodę. Uformowane w kulę ciasto zawinąć w folię i pozostawić na min. godzinę w lodówce. Rozwałkować dosyć cienko (ok. 2-3 mm), wyłożyć ciastem formę, nakłuć widelcem.
Przed nałożeniem farszu ciasto możemy również wcześniej podpiec (ok. 10 min w 180°C).

*
*    *    *

Wielbicielom cukinii polecam również :

*

- tartę z cukinią, kozim serem i orzeszkami pinowymi - klik
*

tartecourgetteschevre1
*
- pyszny sernik cukiniowy - klik

- małe cukiniowe co nieco - klik, na chleb, tosty czy bruschettę

- jajka w kokilkach z dodatkiem cukinii - klik

- kilka zup z cukinią - klik

- oraz pyszny, ‘jesienny’ chleb z cukinią i orzechami - klik
(który proponowałam Wam w ramach 43 wydania Weekendowej Piekarni)

*
paincourgettes2

*

Pozdrawiam serdecznie życząc Wam miłej, słonecznej i smakowitej niedzieli :)

*

Dzień Świętego Marcina

czwartek, 12 Listopad 2009

Wczoraj w wielu domach (i na wielu blogach ;) ) gościły poznańskie rogale Świętego Marcina. W Szwajcarii wprawdzie się takowych nie wypieka rzecz jasna, jednak istnieje inna tradycja związana z tym dniem. Otóż w weekend poprzedzający dzień Świętego Marcina (najczęściej w drugą niedzielę listopada) w niektórych regionach świętuje się koniec prac w polu (coś podobnego do dożynek czy do święta Dziękczynienia). Tradycja ta jest szczególnie żywa w kantonie Jura w północno-zachodniej Szwajcarii.

Początek listopada to dla rolników czas, gdy plony zostały już zebrane, gdy pracy w polach praktycznie już nie ma i gdy można podziękować Pani Naturze za jej dary, świętując przy suto zastawionym stole ;) Naprawdę suto, bowiem tradycyjny posiłek tego dnia liczy sobie dwanaście różnych dań! Niestety, jako że podstawą tego posiłku jest ubijany na tę okazję świniak ;) my koncentrujemy się zazwyczaj na deserze :)

Może pamiętacie gdy jakiś czas temu pisałam Wam o pewnym słono-słodkim wypieku, bardzo tutaj popularnym - la salée au sucre. W kantonie Jura o którym Wam przed chwilą wspomniałam wypieka się coś podobnego : le totché. Ciasto na spód jest bardzo podobne, dawniej bowiem używano ‘resztek’ ciasta chlebowego do wypieku tego typu tart. Natomiast różnica między tymi dwoma specjalnościami leży jednak w nadzieniu : do salée au sucre używa się słodkiej i tłustej śmietany oraz cukru, do wyrobu totché zaś używa się lekko kwaśniej śmietany i – w wersji tradycyjnej – nie dodaje się cukru. W niektórych regionach dodawano do nadzienia również nieco mąki, by ciasto było bardziej syte i szafranu, by otrzymać apetyczny kolor, jednocześnie dodając mniej jajek (lub nie dodając ich wcale). Istnieje też inny wariant ciasta, do którego dodaje się ugotowane i przeciśnięte przez praskę ziemniaki.

Jak już wspominałam, dawniej ciasto na spód było ciastem chlebowym, dopiero później zaczęto do niego dodawać masło, czasem jajka czy odrobinę kirschu i to w takiej ‘bogatszej’ wersji chyba najbardziej mi ono smakuje. Co do nadzienia natomiast, to jest ono dosyć specyficzne w smaku, ze względu na wspomniany brak cukru. Przyznam szczerze, że osobiście preferuję tę wersję ze słodką nutą, jednak od czasu do czasu warto spróbować czegoś innego, nieprawdaż ? ;)

*

totche

(przepis dostałam kiedyś od teściowej, jednak można go znaleźć w większości tutejszych domów, książek
czy – aktualnie – stron internetowych ;) )

Le Totché

Na formę o średnicy 28-30 cm

Ciasto :
350 g mąki pszennej
1/4 - 1/2 łyżeczki soli
15 g pokruszonych świeżych drożdży
200 ml mleka
30 g stopionego i przestudzonego masła
1 małe rozkłócone jajko
1-2 łyżeczki kirschu (można pominąć)
1 niepełna łyżka oliwy z oliwek

Nadzienie :
250 ml lekko kwaśnej śmietany*
1 żółtko (lub całe jajko)
szczypta soli

*(jeśli nasza śmietana jest zbyt kwaśna, możemy wymieszać ją z kremówką dla otrzymania odpowiedniego smaku)


Drożdże rozpuścić w letnim mleku. Masło stopić. Mąkę wymieszać z solą, w środek wlać rozpuszczone drożdże, masło, jajko i kirsch i zacząć wyrabiać ciasto (jeśli ciasto jest zbyt suche – dodać jeszcze odrobinę mleka). Następnie stopniowo dodawać oliwę. Gdy ciasto jest już elastyczne i błyszczące, przykrywamy je ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 2 godziny.

Następnie ciasto rozpłaszczamy, wyklejamy nim natłuszczoną foremkę i pozostawiamy na ok. 20 minut. Formujemy brzeg ciasta, smarujemy go mlekiem a spód nakłuwamy widelcem (ja również lekko ugniatam go palcami, jak przy wypieku salée au sucre). Wlewamy na ciasto śmietanę wymieszaną z żółtkiem / jajkiem) i pieczemy ok. 30 minut w 200°C (obniżam nieco temperaturę pod koniec pieczenia).

(można też – tak jak przy wypieku chleba - wstawić do piekarnika naczynie z odrobiną wody)

Smacznego!

*

*  *  *  *  **

I jeszcze notka dla zainteresowanych : według źródeł etymologicznych, ‘totché’ ma podobno te same korzenie co starofrancuskie ‘tourtel’ (co znaczyło ‘duży okrągły chleb’), które to słowo pochodzi z łacińskiego ‘torta’ i we francuskim przekształciło się w ‘tourte’ i ‘tarte’, choć dziś niewiele osób o tym wie / pamięta.

(inne ciekawostki na temat tradycyjnych produktów szwajcarskich znajdziecie również np. tutaj )
*

*  *  *  *  *

Pozdrawiam serdecznie!
*

Kwiaty cukinii i babie lato.

czwartek, 1 Październik 2009

Choć dziś mamy już pierwszy dzień października, to prawdziwa jesień do nas jeszcze (na szczęście…) nie zawitała. To nadal bardziej babie lato niż jesień, z moimi ulubionymi temperaturami (ok. 22-24 stopnie w cieniu) i słonecznym, prawie bezchmurnym niebem. Tafla jeziora mieni się w blasku słońca, a ja siadam na wielkich, rozgrzanych kamieniach, zamykam na chwilę oczy i rozkoszuję się tym błogim, rozleniwiającym ciepłem. Nadal noszę tylko T-shirt, szorty i sandałki i nie chcę nawet myśleć o tym, że już za jakiś czas wszystko to znów będzie tylko wspomnieniem

Na dodatek okazuje się iż handlowcy bardzo dbają o to, byśmy nie zapomnieli o zbliżającej się zimie. Pominę milczeniem golfy, botki i kurtki puchowe które już od połowy sierpnia (!!!) panoszą się na sklepowych półkach. To jestem jeszcze w stanie ‘przeżyć’. Jednak czy możecie sobie wyobrazić, że już w zeszły weekend w niektórych sklepach pojawiły się ozdoby bożonarodzeniowe?!? I co roku pojawiają się one mniej więcej dwa tygodnie wcześniej niż w poprzednich latach. Nie wiem jak Wy, ale ja zupełnie nie mam jeszcze ochoty patrzeć na bombki, świąteczne dekoracje czy pudełka na ciasteczka z Mikołajem, aniołkami i choinką. Tym bardziej wiedy, gdy na dworze słońce i upał! I gdy na straganach nadal królują letnio-jesienne warzywa. Dlatego też czym prędzej wychodzę ze sklepu i kieruję się w stronę moich ulubionych sprzedawców na targu. I znów jest pięknie, słonecznie i - wczoraj ;) - jeszcze wrześniowo ;)

*

fleurscourgettes001
*
Będąc wczoraj na targu zakupiłam między innymi coś, co zawsze kojarzy mi się z kolorowym schyłkiem lata, a mianowicie kwiaty cukinii, z pewnością jedne z ostatnich w tym sezonie. Te które widzicie na powyższym zdjęciu, to kwiaty męskie (rosną bowiem na łodyżce); żeńskie zaś to te z zalążkiem cukiniowego owocu. Jadalne są na szczęście i jedne i drugie, choć jesli mamy ogródek warto pamiętać, by zrywać właśnie kwiaty męskie, a nie żeńskie, by nie zaszkodzić późniejszym plonom naszej cukinii (jednocześnie pamiętając, by nie zrywać ich zbyt dużo). Okazuje się jednak, że jest też pewna odmiana cukinii, która produkuje bardzo dużo kwiatów męskich, a niewiele żeńskich, co dla wielbicieli tychże kwiatów jest z pewnością świetną nowiną! A ja znów żałuję, że nie mam ogródka…

Wróćmy jednak do wczorajszego zakupu. Po chwili namysłu stwierdziłam, że kwiaty te posłużą mi jako ‘wypełnienie’ słonecznej, jesiennej tarty. Na szczęście w lodówce czekały wszystkie niezbędne składniki by najpierw kwiaty nafaszerować, a następnie zapiec. Oto szczegóły :

*

tartefleurscourgette11

Tarta z faszerowanymi kwiatami cukinii

na foremkę 11 x 35 cm

200 g ciasta francuskiego (lub kruchego)
8-9 kwiatów cukinii

na farsz :
75 g ricotty*
75 g kremowego serka koziego*
1 żółtko
1,5 łyżki parmezanu
25 g orzeszków piniowych
3/4 łyżki posiekanej natki pietruszki
kilka listków bazylii
sól, pieprz

* możemy oczywiście użyć tylko 150 g ricotty lub tylko serka koziego

na tartę :
3 łyżki ricotty
1 jajko
2-3 łyżki parmezanu
ok. 50 ml słodkiej śmietany
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
kilka listków bazylii
sól, pieprz
25 g orzeszków piniowych
+ 1-2 łyżki startego parmezanu do posypania tarty

Piekarnik rozgrzać do 200°C.
Foremkę wyłożyć ciastem, dno gęsto ponakłuwać widelcem, obciążyć ciasto np. fasolą i zapiec spód tarty ok. 12 minut. Przestudzić.
Kwiaty cukinii opłukać i bardzo delikatnie osuszyć, a następnie – ostrożnie otwierając kwiaty – usunąć znajdujące się w ich środku pręciki (ja robię to pęsetą).
Orzeszki piniowe zrumienić na suchej patelni i ostudzić. Połowę (25 g) posiekać.
Wymieszać składniki farszu : rozetrzeć serki z jajkiem, dodać parmezan, orzeszki piniowe, natkę pietruszki oraz porwane na kawałki listki bazylii, doprawić do smaku. Nafaszerować kwiaty cukinii (możemy użyć do tego rękawa cukierniczego) i ułożyć je na podpieczonym spodzie tarty. Następnie wymieszać pozostałe składniki (bez orzeszków), zalać masą spoód tarty (do mniej więcej ¾ wysokości kwiatów) i całość posypać orzeszkami piniowymi oraz parmezanem.
Piec ok. 25-30 minut w 200°C.

*tartefleurscourgettesav1
*

Smacznego!

*

* * * * *

To tyle na dziś, a już na początku przyszłego tygodnia pozwolę sobie zaprosić Was na tegoroczny Festiwal Dyni :) Jako, że kilka osób już mnie o niego pytało to mam nadzieję, że i tym razem mogę liczyć na Was i na nasze wspólne ‘dyniowanie’ ;)

*

Pozdrawiam serdecznie!

*