Capuns czyli szwajcarskie ‚gołąbki’ ;)

mangold_panier

Podczas ostatniej wizyty na farmie w koszyku znalazła się między innymi boćwina (czy też – jeśli wolicie – burak liściowy / mangold / burak szpinakowy…); cóż mogło powstać z niej innego niż kolejna specjalność rodem z Gryzonii – tym razem słynne ‘capuns’. Pokochaliśmy je kilka(naście ;)) lat temu podczas wakacji w Engadynie i do tej pory są one stałym punktem naszego  wakacyjno-kulinarnego programu :)


engadin2011_mangold

Burak liściowy / boćwina do dziś jest charakterystycznym dla Engadyny warzywem i znaleźć go można w każdym chyba przydomowym ogródku, a ‘capuns’ nie tylko w każdym domu, ale i w każdej praktycznie restauracji. Zazwyczaj jedne z najlepszych (by nie powiedzieć najlepsze…) jadaliśmy w jednym z naszych ulubionych miejsc (dolina S-charl, 1800 m n.p.m); niestety w zeszłym roku okazało się, że kucharz chwilowo ;) inny i ‚capuns’ nie były już dokładnie takie jak dawniej; wciąż dobre, bardzo dobre, tamte jednak były o wiele mniejsze (przez co delikatniejsze) i miały to dodatkowe ‘coś’… Koniecznie więc trzeba będzie wrócić w tym roku by sprawdzić, czy ‚nasz’ kucharz wrócił :)

engadin2011_capuns

Tak jak pisałam ostatnio a propos maluns, wiadomo iż w regionach, w których ludność żyła dosyć biednie, trzeba było wykorzystywać absolutnie wszystkie dary natury (szczególnie te najtańsze…) i na dodatek należało przygotować z nich dania w miarę sycące. Tego typu rustykalne przepisy są dowodem na to, jak wielka była pomysłowość pań domu, które – wszak to one zazwyczaj zajmowały się wtedy gotowaniem – potrafiły zrobić  ‘coś z niczego’. W kuchni Gryzonii sporo jest dań na bazie mąki, mleka i ziemniaków, były to bowiem produkty, które znaleźć można było w każdym domostwie. Do tego kilka ‘niewymagających’ warzyw (np. wszelakie kapusty czy właśnie buraki liściowe), trochę sera, a czasami również i mięsa (ale to już bardziej ‘od święta’).

Przepisów na ‘capuns’ jest ponoć tyle, ile domów ;) jednak tradycyjna ‘baza’ to zblanszowane liście boćwiny faszerowane masą przygotowaną z mąki, jajek i odrobiny mleka (lub serka typu ‘quark’, czyli takiego o konsystencji polskiego serka homogenizowanego). Czasami spotyka się farsz z dodatkiem miąższu chleba lub sera, ale przede wszystkim królują te z dodatkiem suszonego mięsa z Gryzonii (viande des Grisons / Bündnerfleisch) oraz tamtejszej podsuszanej kiełbaski salsiz – w smaku to coś pomiędzy Bündnerfleisch a salami :


salsiz

Przygotowanie ‚capuns’ nie jest trudne, za to jest odrobinę pracochłonne (chylę czoła przed ludźmi, którzy robią ich setki w ciągu dnia…), najpierw bowiem trzeba zblanszować i osuszyć liście boćwiny, a później odpowiednio zwijać nałożony farsz tak, by nie uszkodzić liścia, w przeciwnym razie farsz z niego ‘wypłynie’ (jeśli mamy jakiś pęknięty liść, to przed faszerowaniem nakładamy na to pęknięcie mniejszy listek, lub kawałek większego, by ‘zakleić’ dziurę). Następnie zrolowane ‚capuns’ wędrują na patelnię i po ugotowaniu (z dodatkiem bulionu) podaje się je ze śmietanowym sosem lub zapieczone kilka minut w piekarniku (czy nawet gotowane na parze, a nie na patelni).

capuns_livre2Z ostatnich wakacji w Gryzonii przywiozłam między innymi książkę poświęconą w całości ‚capuns’ właśnie, gdzie opublikowano 129 przepisów na te mniej i bardziej tradycyjne ich wersje. Autor (Charly Bieler, z całą pewnością jeden z najlepszych znawców capuns w regionie) przygotował niezwykle ciekawą pozycję pisząc nie tylko o recepturach, ale także o historii i tradycjach związanych z ‚capuns’.
(i tu przy okazji mała dygresja dotycząca samej nazwy ‘capuns’; otóż często spotyka się wytłumaczenie, iż nazwa ‘capun’ pochodzi od nazwy wykastrowanego i specjalnie utuczonego młodego koguta (kapłon, po francusku ‘chapon’) i – jak dodaje Charly Bieler – takim mianem nazywa się również potocznie w języku retoromańskim osoby nieco korpulentne; a że pierwotnie ‘capuns’ były rozmiarowo dosyć pokaźne, to z pewnością dlatego nazwano je mianem ‘tłuścioszków’ właśnie ;)).

W książce (niestety aktualnie istniejącej tylko po niemiecku) znajdziecie międy innymi przepisy, które nadesłane zostały na regionalny konkurs na najlepsze ‚capuns’ (czyli sporo tradycyjnych, ‘domowych’, autentycznych receptur), ale również przepisy znanych tamtejszych szefów kuchni (w Gryzonii nota bene znajduje się kilka ‘gwiazdkowych’ restauracji , a do ich listy w zeszłym roku dołączył szef Andreas Caminada z restauracji Schloss Schauenstein, którego nazywa się jednym z najlepszych aktualnych szwajcarskich szefów kuchni; a skoro już o gwiazdkowych restauracjach mowa, to nie mogę nie napisać iż w Szwajcarii znajduje się najwięcej gwiazdkowych restauracji – aktualnie 93 o ile się nie mylę… – w statystycznym przeliczeniu na ‘głowę mieszkańca’).

A teraz przejdźmy już do konkretów :)


capuns01

Jako iż cierpliwością, dokładnością oraz zdolnościami manualnymi nie grzeszę, to moje ‚capuns’ wizualnie dalekie są od ideału, w smaku na szczęście okazały się takie, jak być powinny i tym się pocieszam ;)
A skoro – jak wiadomo – praktyka czyni mistrza, to może i moje po kilku(nastu ;)) próbach będą wyglądać tak, jak powinny? I może choć po części podobne będą do tych ‚restauracyjnych’, na początku wpisu ;)

capuns2

Capuns

wersja podstawowa

ok. 20 sporych liści boćwiny

150 g mąki
2 jajka
ok. 80-100 ml mleka (nieco mniej lub więcej – w zależności od wielkości jajek)
szczypta soli + świeżo zmielony pieprz
1 szalotka
20 g chudego boczku (można pominąć)
30 g salsiz*
30 g Bündnerfleisch*
1 łyżeczka masła do smażenia (używam klarowanego)

dodatkowo:
1 łyżka masła
200 ml gorącego bulionu
100 ml śmietany
mały pęczek szczypiorku
+ ok. 20 g Bündnerfleisch do dekoracji

Mąkę wymieszać z rozbełtanymi jajkami dodając tyle mleka, by preparacja nie była zbyt płynna, doprawić solą i pieprzem (solimy bardzo lekko, gdyż wędliny są słone) i mieszać energicznie przez kilka minut, a następnie masę odstawić na ok. pół godziny.
Umyte liście boćwiny (pozbawione łodygi) zblanszować (zanurzamy je na ok. minutę we wrzącej wodzie) i dokładnie osuszyć (rozkładamy je na ściereczce). Następnie nakładać ok. łyżkę farszu na każdy liść i zwijać podobnie jak kapuściane gołąbki (zdjęcie ‚podglądowe’ np. tutaj- klik i tutaj); możemy też ewentualnie ‘spinać’ liście wykałaczką, by się nie rozwinęły podczas gotowania.
Gotowe ‚capuns’ obsmażyć najpierw chwilę z każdej strony na rozgrzanym tłuszczu, a następnie zalać bulionem i śmietaną i dusić ok. 5-10 minut (jeśli są większe – nieco dłużej). Następnie przełożyć ‚capuns’ do naczynia żaroodpornego i umieścić je w nagrzanym do 50-80° piekarniku; w tym czasie zredukować bulionowo-śmietanowy sos, dodając również 2/3 posiekanego szczypiorku.
Podawać ‚capuns’ polane sosem oraz posypane resztą szczypiorku i kawałkami pokrojonej wędliny (Bündnerfleisch).


*     *     *


Wersja druga to ta z dodatkiem serka typu ‘quark’; proporcje zachowałam podobne jak w tym oto przepisie – klik, autorstwa Rolanda Jöhri, szefa restauracji Talvo w St. Moritz – Champfèr (dwie gwiazdki Michelin) :


capuns3

Capuns, wersja II

z dodatkiem serka typu ‘quark’

ok. 20 sporych liści boćwiny

125 g mąki
150 g serka typu ‘quark’
2 jajka
szczypta soli + świeżo zmielony pieprz
1 szalotka
20 g chudego boczku
25-30 g salsiz*
25-30 g Bündnerfleisch*
1 łyżeczka masła do smażenia (używam klarowanego)

dodatkowo:
1łyżka masła
200 ml gorącego bulionu
100 ml śmietany
mały pęczek szczypiorku
+ ok. 20 g Bündnerfleisch do dekoracji

Mąkę wymieszać z rozbełtanymi jajkami i serkiem, doprawić solą i pieprzem (solimy bardzo lekko, gdyż wędliny są słone) i mieszać energicznie przez kilka minut, a następnie odstawić na ok. pół godziny.
Dalej postępować jak w przepisie powyżej.

*    *    *

Uwagi :

- capuns przygotowane z dodatkiem serka są zdecydowanie delikatniejsze niż te z mlekiem

- salsiz oraz suszone mięso Bündnerfleisch możemy zastąpić np. szynką czy inną wędliną; dodatek mięsa można oczywiście całkowicie pominąć przygotowując capuns w wersji wege (z dodatkiem warzyw czy wędzonego tofu np.)

- do farszu możemy dodać też zioła (pietruszka, szczypiorek) czy odrobinę gałki muszkatołowej

- zamiast szalotki możemy dodać kawałek podsmażonego na maśle pora (bardzo nam ta wersja smakowała)

- w wersji bardziej dietetycznej ‚capuns’ można udusić tylko w bulionie i podać z mniej kalorycznym sosem

- a tutaj dla zainteresowanych sam Mistrz ;) (wspomniany wyżej Charly Bieler) podczas przygotowania capuns - klik :)

A przepisy (za zgodą prowadzącej ;)) dodaję do wiosennej akcji Pinkcake - Zielono mi :)

*    *    *

I mimo deszczowej dziś pogody, pozdrawiam Was ciepło i słonecznie, dzięki zeszłorocznym migawkom z Engadyny :)

- Guarda

engadin2011_fenetre

- Scuol

engadin2011_eglise2

- widok z okna o świcie

engadin2011_aube

- dolina S-charl

engadin2011_3

- rzeka Inn

engadin_riviere2

A ostatnie zdjęcie jest z dedykacją dla Lu (obiecane daaawno temu…); Lü wprawdzie tutaj z akcentem, ale i tak to o niej właśnie pomyślałam na tej alpejskiej ścieżce :)

engadin2011_lu2

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego tygodnia!

(mam nadzieję, że wytrwaliście do końca dzisiejszego wpisu… ;))

  • Facebook
  • Twitter
  • LinkedIn
  • Google Plus
  • Pinterest
  • Blogger
  • RSS
  • Email

56 odpowiedzi nt. „Capuns czyli szwajcarskie ‚gołąbki’ ;)

  1. Gospodarna Narzeczona

    Dotarliśmy! No właśnie pisząc o nasionach, pomyślałam o tym, ale zdaje się, że widziałam i u nas. W zeszłym roku posiałam burak liściowy ale jakiejś innej odmiany, niestety nie dorósł do rozmiarów jadalnych, eh. No ale nie zniechęcam się. No i jak ci pisałam, są źródła mniej znanych u nas warzyw, niestety ceny też europejskie. Liczę jednak, że się przyjmą, chociażby dzięki twoim wpisom i stanieją, jak niedostępna kiedyś hokkaido i butternut.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Narzeczono, odmian tego buraka lisciowego jest faktycznie sporo, moze akurat tej cos sie ‚nie spodoballo’? I trzymam kciuki za tegoroczne plony :)
      Nie wiem, czy moje wpisy faktycznie moga w czyms pomoc, ale licze na to, iz tych ‚innych’ warzyw i w PL bedzie za niedlugo pod dostatkiem (i za mniej europejskie ceny ;)).

      Odpowiedz
  2. Anna Maria

    Z Twojej winy marzę teraz o Gryzonii…;-) Nawet zapisałam się na skierowany do turystów z UK newsletter biura turystyki tego regionu;-)
    Cudowne zdjęcia. 129 przepisów?! Większość książek kucharskich ‚ogólnych’ ma tyle, a tu tylko wariacje tej samej potrawy. Myślę też, że niestety sporo jeszcze czasu upłynie, zanim w Pl ukaże się ’129 przepisów na gołąbki’.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Anno Mario, swietnie! Moze i Was Gryzonia oczaruje? :)
      A co do ksiazki, to najgorszy w tym wszystkim jest fakt iz… nie mowie po niemiecku :D Na szczescie liste skladnikow latwo jest zrozumiec, a wrazie innych watpliwosci dopytuje tesciowa, gdyz ona niemieckim wlada biegle :)
      A 129 przepisow na golabki moglo by byc calkiem niezlym pomyslem! Nie wszystkie musza byc w lisciach kapusty, chodzi bardziej o ogolna idee ‚zawijania’…

      Odpowiedz
      1. Anna Maria

        Ja też nie znam niemieckiego, choć znajomość duńskiego trochę pomaga.
        Co do gołąbków, nawet mój M zrobił kiedyś „little pigeons”:-), w kapuście, ale można wzorem tureckim użyć liści winnych, albo takich jak do capuns.

        Odpowiedz
        1. Bea Autor wpisu

          Masz racje Anno Mario – znajomosc dunskiego z cala pewnoscia pomaga.
          Uwielbiam faszerowane liscie winne! Jedna z moich przyjaciolek jest Turczynka i jej mama swietnie gotuje, niestety jednak za rzadko tutaj przyjezdza ;)

          Odpowiedz
  3. RainDrop

    Bardzo sympatycznie gołąbki i przepiękne widoki :)
    Jeśli chodzi o „normalne” gołąbki, to ja dawno już straciłam i czas i cierpliwość do zawijania ich. Teraz robię po prostu klopsiki w sosie z siekaną kapustą. Smak ten sam, a o ileż mniej pracy! :))

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      RainDrop, ja golabki robilam dwa razy – pierwszy i ostatni! :D Zawijanie pakiecikow zdecydowanie nie na moje rece… ;) I tez znam te klopsiki à la golabki i bardzo je polubilam! (jadlam u rodziny w PL). Zupa à la golabki tez dobra ;)

      Odpowiedz
  4. Praline

    Ale się stęskniłam za Twoimi wyprawami. Znaczy zdjęciami z tychże wypraw :)
    Mam tylko jedno pytanie, (tak się rozmarzyłam nad wakacjami i smakami wszystkich pyszności, że wena uciekła) kiedy mogę przyjechać na takiego gołąbka? ;)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie ze słonecznej podkrakowskiej wioski,
    Praline

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Praline, problem w tym, ze zdjec w komputerze drzemie sporo, tylko czasu na zajecie sie nimi brak :( Ale moze od czasu do czasu uda mi sie jeszcze cos pokazac :)
      A golabkiem sie chetnie wymienie na sniadaniowy placuszek! :D

      Odpowiedz
  5. Karolina

    Beo Twoje capuns są idealne, możesz śmiało konkurować z restauracyjnymi, niezależnie ile gwiazdek miała restauracja!
    U nas trudno będzie o takie liście boćwiny więc na razie smak capuns muszę sobie tylko wyobrazić albo… zorganizować sobie ogródek. Pozdrowienia wiosenne.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Karolino, dziekuje :)
      Wiesz, ja jestem realistka, wiec doskonale widze, jak zle moje sa zwiniete, ale to nic, przezyje ;) I tak sie ciesze, ze smakowo byly takie jak powinny :)
      Trzymam za ogrodek i ewentualnego buraka lisciowego! :)

      Odpowiedz
  6. majka

    Pyszne danie Beatko :) Jeszcze nie jadlam takich „golabkow” :) W ogole nie probowalam jeszcze mangoldu. Sama sobie sie dziwie, bo przeciez to takie popularne tutaj warzywo. Zawsze jakos tak przechodze obok niego obojetnie… A widoki przecudne. Mozna zakochac sie w tych wszystkich miejscach :)

    Pozdrowienia.

    Odpowiedz
  7. Kasia

    Pierwsze słyszę o tej potrawie, ale chętnie bym spróbowała. I ta kiełbaska wygląda równie apetycznie. Chociaż najbardziej …najbardziej to mi się dziś podobają krajobrazy na tych zdjęciach. Mieszkam na brzydkim, brudnym Mazowszu, więc mam straszne braki w estetyce świata wokół mnie. Zazdroszczę Ci tej Szwajcarii jak nie wiem co. :-)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Kasiu, doskonale to rozumiem; mieszkalam dawniej na brudnym Slasku, wiec tez sobie teraz zazdroszcze ;) Choc niestety i tu jest z roku na rok gorzej pod wzgledem czystosci :/

      Odpowiedz
  8. Patka

    Bea – capnus tak cudne że aż niewiarygodne, z niecierpliwością wielką czekam wiec na sezon „boćwinkowy” Wiem już z doswiadcczenia, że niektóre Twoje przepisy po prostu MUSZE wypróbować :) Widoki – zapieraja dech.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Patko, u nas na szczescie sezon na bocwine / mangold jest praktycznie caly rok, jest bowiem albo ta jesienno/zimowa, albo ta wiosenno / letnie; niestety inaczej jest z botwinka, o ktora szalenie tutaj trudno :(

      Odpowiedz
  9. Paulina

    Moje wegetarianskie przekonania kaza pominac to danie. Komentarz jednak na temat widokow z okna: w-o-w! Co za widok! Czy to sie czasem nudzi?
    Przyszlam na twojego bloga via White Plate.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Witaj Paulino!
      Tak jak pisze w uwagach pod przepisem, ‚capuns’ mozna przygotowac w wersji calkowicie wegetarianskiej, pomijajac wedliny i dodajac warzywa lub wedzone tofu np.
      Te widoki to – jak wspomnialam – fotki wakacyjne, a nie te ‚codzienne’ niestety, wiec nie, nie znudza mi sie ;)

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  10. ewa

    Graubunden jest przecudne -do niedawna często tam jeździłam zwłaszcza do Sent /leży opodal Scuol/.Jestem zakochana w tej części Szwajcarii- ludzie są mili, dużo do spacerowania i zwiedzania blisko do Włoch i Austrii,sa tez dwie strefy wolnocłowe-Samnaumn i Livinnio.A zimą to miejsce wymarzone dla narciarzy.polecam

    Odpowiedz
  11. Małgoś.dz

    Beatko, nie mam bladego pojęcia jak powinny wyglądać „idealne capuns”, ale jeśli twierdzisz, że te na Twoich zdjęciach nie są idealne – to ja nie dowierzam ,ze mówisz prawdę… :D No przecież są piękne! I do tego tak apetyczne! Trudno mi sobie wyobrazić jak może smakować nadzienie z mąki i jajek, ale jestem pewna, że Twoje z serkiem wprost bym pochłonęła! :)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Malgosiu, no te pierwsze (czyli trzecie zdjecie od gory) oraz te z linka do bloga ‚La mia cucina’ sa wlasnie idealne! Ale to nic, jestem ostatnio zen, wiec nawet mi ich nie-wyglednosc nie przeszkadza ;))

      Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Belgio, u nas sie skonczylo dopiero po polnocy! Gdyby obcieli polowe reklam (a dla mnie najchetniej wszystkie… ;)) to mozna by sporo czasu ‚zaoszczedzic’. Dlatego tez podoba mi sie Masterchef na BBC – zero reklam, zero niepotrzebnego ‚blabla’ i tylko istotne komentarze prowadzacych (jednoczesnie oceniajacych). Ale ja ne jestem obiektywna, bo Grega uwieeelbiam! :D

      Odpowiedz
  12. Łasuch w kuchni

    Zaciekawiłaś mnie tymi capunsami. Ja się do ich przygotowania nie nadaję ze względu na posiadanie dwóch lewych rąk i żadnej prawej, ale już wiem, kogo zmotywuję do, wybacz to słowo, dłubaniny, żebym mogła się cieszyć ich smakiem :-)

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Lasuchu, ja jak widac na powyzszych zdjeciach nadaje sie srednio ;) ale udalo sie! Co oznacza, ze innym tez moze sie udac ;)

      Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  13. Amber

    Beo,boćwina u nas w dalszym ciągu jest rzadkością,choć jak się specjalnie daleko wyprawię,to mogę ją zdobyć.
    Pyszne jej zastosowanie pokazałaś.
    I te obrazki.Takie mnie radośnie nastrajające.
    Wiosennie Cię pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      No wlasnie Amber, bardzo by mi teraz brakowalo tych wszystkich warzyw i zakupow na farmie, gdybym nagle nie mogla juz tu robic zakupow… Poza tym nawet jeden przemily gospodarz sieje specjalnie dla mnie rozne ‚cuda’ u siebie :D Czy to nie wspaniale??? :)

      Odpowiedz
        1. Bea Autor wpisu

          Oj tak, ciagle… I nigdy nie mozna wszystkiego (i wszystkich…) niestety miec na raz. A przynajmniej nie zawsze. Jednak zamiast widziec to, czego nie ma, staram sie cieszyc tym, co jest; wszak jak sie nie ma co sie lubi… ;)

          Odpowiedz
  14. Sissi

    Bea, wygladaja niesmowicie i naprawde pieknie! (I jak na wiejskie -i szwajcarskie – jedzenie to wyjatkowo elegancko i lekko! (Ale pewnie to Twoja zasluga ;-) ) Nigdy w zyciu nie jadlam takich „golabkow” ani nawet o nich nie slyszalam (ale ja niewiele podrozuje po Szwajcarii…). Musze koniecznie sprobowac je kiedys zrobic. Dzieki za wspanialy przepis.

    Odpowiedz
    1. Bea Autor wpisu

      Sissi, nie wiem czy lubisz gory, ale jesli tak, to KONIECZNIE musisz zawitac do Engadine! To moje drugie ukochane miejsce (tuz po Toskanii ;)).

      Odpowiedz
  15. Pingback: Książkowo, z Ottolenghi « Bea w Kuchni

  16. dawny_basik

    I ktoś mógłby pomyśleć, że w Polska jest krajem buraka, a boćwiny nie uświadczysz, nasion do kiełkowania buraków raczej też nie, odmiany są dwie na krzyż :(
    Piękna wiosna, piękne Alpy, piękne dania!

    Odpowiedz
  17. Bea Autor wpisu

    No wlasnie Basiu, dziwi mnie to tym bardziej, iz nasiona bocwiny sa preciez dosyc latwo dostepne, szkoda wiec, ze w sprzedazy tak trudno o to warzywo :(

    Josiu, Krysiu – dziekuje i pozdrawiam

    Odpowiedz
  18. Pingback: Wiosenna kapusta na dwa sposoby « Bea w Kuchni

    1. Bea Autor wpisu

      Flowerku – tak! Widze, ze za szybko pisalam ;) Jesli masz wedliny, ktorych nie trzeba podsmazac, to mozesz zrumienic tylko szalotke (bardzo delikatnie).

      Odpowiedz
  19. Pingback: Barbaras Kochbuch, gesunde Rezepte für die ganze Familie – Capuns- Rouladen aus Schweiz

  20. Pingback: Gołąbki szwajcarskie, Gołąbki w liściach botwiny

  21. Pingback: Wakacyjnie | Bea w Kuchni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>