Archiwum kategorii ‘salatki’

Sezon na szparagi

czwartek, 29 Kwiecień 2010

szparagi

Jak wspominałam w poprzednim poście, od ponad tygodnia mamy już sezon na szparagi. Nie na te z końca świata ;) ale nareszcie na te lokalne. Sezon na nie niestety nie trwa zbyt długo, staram się więc jak najczęściej coś z nich przygotować.
Dobrej jakości, świeże szparagi poznamy po tym, że nie mają suchej, ‘zdrewniałej’ łodyżki - gdy lekko zgnieciemy końcówkę łodyżki w palcach, powinniśmy zobaczyć kropelkę soku (oczywiście nie namawiam do zgniatania wszystkich szparagów w sklepach ;) ). Poza tym główki szparagów powinny być zamknięte (jak kwiatowe pączki), o nieco ciemniejszej niż warzywo barwie, a samo warzywo - jędrne w dotyku. Możemy przechowywać je w lodówce przez ok. 3-4 dni (koniecznie zawinięte w wilgotną ściereczkę!), najlepiej jednak skonsumować je jak najszybciej.

Jak zapewne wiecie, ich ubarwienie zależy od tego, w jaki sposób rosły, białe bowiem rosną wyłącznie pod ziemią, a zielone – korzystając z promieni słonecznych – przyodziewją się w wiosenne barwy. Te białe niestety należy obierać, zielonym zaś wystarczy odłamać dolną, twardą część łodygi. Specjalnie piszę ‘odłamać’, a nie ‘odkroić’, gdyż tylko wtedy możemy być pewni, iż całkowicie pozbędziemy się zdrewniałych części łodygi (złamie się ona bowiem dokładnie tam, gdzie koćczy się ta twarda część łodygi). I tak jak wspominałam rok temu - polecam Wam ten oto ‘instruktaż’ - klik, na którym widać, jak dobrze przygotować szparagi do późniejszej obróbki.

#

szparagi01
*

Bogate w witaminy, mikroelementy oraz błonnik, szparagi są również naturalnym diuretykiem. To także bardzo przyjazne dla naszej sylwetki warzywo (uważać należy jedynie na ‘dodatki’ ;)). Najczęściej mówi się, że szparagi lubią towarzystwo jajek, cytryny oraz trybuli, i to właśnie z tymi dodatkami są często serwowane. Jednak przygotować je można na wiele sposobów (przyznaję, że wyjątkowo posmakowała mi / nam wersja ‘sezamowa’, o której pisałam Wam rok temu – klik). Gotowane na parze (lub tradycyjnie w wodzie), możemy podawać je solo z sosami, czy też użyć ich jako dodatek do sałatek, tart, zapiekanek. Risotto ze świeżymi szparagami smakuje wyjątkowo wybornie! I oczywiście zupy wszelakie, których – jak wiecie ;) - i u mnie nie może zabraknąć.

Poniżej jeden z moich ulubionych sposobów na gotowane szparagi : gotuję je na parze i podaję z delikatnym, cytrynowo-ziołowym vinaigrettem (poniżej sos robiony przez teściową ;) a podobna wersja (‘bogatsza’ ;)) również tutaj, u Marthy Stewart, z użyciem octu z szampana i z estragonem).

*
apergescitron

Szparagi z cytrynowo-ziołowym vinaigrettem

dla 4 osób

1 kilogram szparagów
½ łyżeczki musztardy
1 łyżka soku z cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek
1-2 łyżki posiekanej trybuli
otarta skórka z 1 cytryny
sól, pieprz

Składniki sosu dobrze wymieszać, doprawić do smaku (ewentualnie dodać więcej soku z cytryny).
Szparagi delikatnie umyć, odłamać zdrewniałe końcówki i ugotować ‘al dente’ (od 3 do 5 minut) w osolonej wodzie lub na parze (sprawdzamy regularnie nakłuwając je nożem), po czym natychmiast zanurzyć je w lodowatej wodzie (co zatrzymuje proces gotowania i pozwala zachować kolor).
Osączone szparagi ułożyć na półmisku i polać sosem. Konsumować natychmiast ;)

*

*   *   *

Takie ugotowane szparagi możemy też wykorzystać jako dodatek do sałatki : rukola, parmezan i np. szynka parmeńska świetnie będą do nich pasować! I do tego np. sos z octem balsamicznym (choć i ten cytrynowy vinaigrette całkiem dobrze pasuje).
*

aspergessalade
*

A skoro już o szynce parmeńskiej mowa, to zawinięte w nią i zapieczone szparagi (również z dodatkiem parmezanu) smakują wybornie! W wersji wege możemy oczywiście użyć plasterków ‘wędliny’ z tofu ;)

Rzecz jasna to nie koniec moich szparagowych propozycji dla Was, to tylko ich początek :) Mam więc nadzieję, że lubicie to warzywo, w przeciwnym bowiem razie przestaniecie tu chyba zaglądać w najbliższym czasie ;)

Pozdrawiam serdecznie!

*

Boćwina, quinoa i wiosenna sałatka

czwartek, 22 Kwiecień 2010

quinoabocwina3
*
To niesamowite… Niesamowite, że ‘coś’ co gości na moim stole kilka razy w tygodniu, nie zagościło jeszcze nigdy na blogu! Pora naprawić to niedopatrzenie ;)

A o czym mowa? O quinoa, czyli o komosie ryżowej (wybaczcie, nie jestem w stanie pisać kwinoa…), znana również pod nazwą ryżu lub prosa boliwijskiego. Ta pochodząca z Ameryki Południowej roślina była uprawiana przez Azteków i Inków już 5 tysięcy lat temu.
To z całą pewnością jeden z najbardziej wysokobiałkowych produktów roślinnych (średnio ok. 16-18% białka), zawierający ponadto wszystkie niezbędne dla człowieka aminokwasy, a także sole mineralne i witaminy. Dodatkowo quinoa wyróżnia się niskim indeksem glikemicznym (IG 35) dzięki czemu jest ona wyjątkowo przyjazna nie tylko dla naszego zdrowia, ale i figury ;) Jest produktem bezglutenowym, a jej lekko orzechowy smak świetnie komponuje się z wieloma daniami.

O samej komosie napiszę nieco więcej już niebawem, zasługuje ona bowiem na osobny wpis, a dziś pomysł na wiosenną sałatkę z jej udziałem. Bazę tej sałatki stanowi sos ‘zapożyczony’ z przepisu na sezamowe szparagi, do którego – zamiast szparagów – dodaję zielone części liści boćwiny lub świeży, młody szpinak. Całość mieszam z uprzednio ugotowanymi ziarnami quinoa i podaję np. ze zgrilowanym serkiem halloumi, a latem z dodatkiem aromatycznych pomidorów.

*
quinoabocwina2

Niestety dopiero podczas konsumpcji zorientowałam się, że w czasie sesji zdjęciowej
zapomniałam o orzechach... ;)
*

Wiosenna sałatka z ziarnami quinoa i boćwiną (lub szpinakiem)

proporcje na 2 osoby

150 g ziaren quinoa (ok. 180 ml)
400 g zielonych części liści boćwiny (ok. 10 liści)
lub świeży, młody szpinak
2 cebule dymki
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżeczki cukru lub miodu (u mnie syrop z agawy)
2 łyżki oleju sezamowego (lub oliwy z oliwek)
2-3 ząbki czosnku
skórka i sok z cytryny / limonki
garść orzechów nerkowca (można pominąć)

Ziarna quinoa starannie wypłukać pod bieżącą wodą (by wypłukać zawarte w jej otoczce saponiny) a następnie zagotować w podwójnej ilości wody, posolić i gotować ok. 5-7 minut, a następnie pozostawić na kilka minut pod przykryciem do napęcznienia (lub gotować 12-15 min. aż cała woda wyparuje).
Liście boćwiny lub szpinaku umyć (boćwinę poszatkować).
Sos sojowy wymieszać w miseczce z cukrem (lub  miodem / syropem z agawy) i otartą skórką z cytryny. Rozgrzać olej / oliwę na głębokej patelni, dodać posiekany czosnek i cebulkę (bez szczypioru) i poddusić nie dopuszcząjc do zrumienienia. Następnie dodać boćwinę / szpinak oraz sos sojowy i dusić warzywa regularnie mieszając (młode liście szpinaku ok. 1-2 minut, boćwinę nieco dłużej, do miękkości). Na koniec doprawić do smaku sokiem z cytryny.
Szczypior umyć i poszatkować.
Orzechy zrumienić na suchej patelni i poszatkować / rozdrobnić na średniej wielkości kawałki.
Warzywa wymieszać z przestudzonymi ziarnami quinoa, orzechami i szczypiorem, ewentualnie doprawić do smaku.
Podawać np. ze zgrilowanym serkiem halloumi, tofu czy też ze zgrilowanymi piersiami z kurczaka. Do sałatki możemy też dodać np. pokruszoną fetę.
Sałatka równie dobrze smakuje na drugi dzień; nafaszerowałam nią połówki awokado (lekko skropione sokiem z cytryny i osolone) i ta wersja również bardzo przypadła nam do gustu. I Wam więc polecam ten wiosenny pomysł na komosę :)

*

quinoaszpinakawokado

Tym razem już z dodatkiem orzechów ;)*

*
Pozdrawiam serdecznie!

*

Dynia pieczona

poniedziałek, 26 Październik 2009

Dziś będzie ‘wytrawnie’, choć właściwie powinien być tort ze świeczką ;) Dokładnie dwa lata temu bowiem napisałam mój pierwszy post na tym blogu  :) I zupełnie nie zastanawiałam się wtedy nad tym, jakie będą ‘konsekwencje’ tegoż czynu ;) Przez te dwa lata poznałam wiele przesympatycznych osób (niektóre osobiście, a inne prawie że osobiście ;) ), dostałam wiele przemiłych maili, spędziłam sporo czasu na wirtualnych, acz jakże miłych rozmowach :) Tak, przyznaję że ten blogowy świat wciągnął mnie na dobre i bardzo ciesze się, że mogę go wraz z Wami dzielić :)

To tyle a propos wspominek, czas jednak przejść do konkretów ;)

Dziś będzie słów kilka o jednej z moich ulubionych przekąsek : o pieczonej dyni.

*

dyniapieczona
*

Zawsze gdy potrzeba mi jej do konkretnego dania, przezornie piekę podwójną ilość, choć i potrójną byłabym chyba w stanie skonsumować ;) Oczywiście nie każda dynia smakuje równie wybornie; moją faworytką jest (jak już kiedyś wspominałam…) dynia Hokkaido i wszelkie inne dynie o podobnym ‘suchym’ miąższu. Pieczenie potęguje ich smak i wydobywa orzechowo-kasztanowe aromaty. To prawdziwa uczta dla podniebienia! A jak ją przyrządzić? Nic prostszego : dynię kroimy na pół, wydrążamy, opcjonalnie obieramy ze skórki (choć dynię Hokkaido np. można konsumować ze skórką), a następnie kroimy na ok. 2 cm plastry, które umieszczamy na naoliwionej (lub wyłożonej papierem) blasze. W wersji podstawowej - każdy plaster smarujemy dobrą oliwą z oliwek i posypujemy odrobiną soli (fleur de sel np.). Tak przygotowaną dynię pieczemy w 200ºC do miękkości, aż lekko się ‘przyrumieni’ (ok. 20 minut). Możemy też przed pieczeniem posmarować plastry dyni oliwą wymieszaną z przyprawami jakie lubimy (np. curry, cumin, etc) i z odrobiną przeciśniętego przez praskę czosnku; otrzymamy wtedy nie tylko aromatyczną przekąskę, lecz również przepyszną bazę na zupy czy sałatki.
(Może pamiętacie też zeszłoroczny wpis Małgosi z użyciem tak przygotowanej dyni? Jeśli nie, to koniecznie zerknijcie ;) )

Dla mnie tak przygotowana dynia to pychota! Bardzo szybko znika z talerzy, przegryzana tak ‘ot’, mimochodem ;) Nie może więc w tym tygodniu zabraknąć przepisów z jej udziałem :)

*

saladecourge
*

Sałatka z dynią i rukolą, ze słodko-kwaśnym vinaigrette

porcja dla 4 osób

500 g dyni (waga po obraniu)*
4 łyżki orzechów włoskich
100-120 g rukoli
ok. 50 g parmezanu
oliwa z oliwek
sól, pieprz

vinaigrette
1 cytryna (skórka + 2 łyżki soku)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju z pestek dyni
¾ łyżki octu balsamicznego
1 łyżka miodu
sól, pieprz

*najlepiej dyni o suchym miąższu, typu Hokkaido

Piekarnik rozgrzewamy do 200ºC.
Dynię oczyszczamy, kroimy w ok. 2 cm grubości plastry, układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, smarujemy je oliwą, lekko solimy. Pieczemy do miękkości (ok. 20 min).
Składniki sosu starannie mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Orzechy rumienimy na suchej patelni.
Rukolę myjemy i osuszamy.
Upieczone plastry dyni kroimy na mniejsze kawałki.
Na talerzach układamy dużą garść rukoli, na niej dynię, polewamy przygotowanym sosem, posypujemy wiórkami parmezanu i pokruszonymi orzechami.

Ten przepis to tylko ‘baza’, którą można dowolnie modyfikować :
- zamiast parmezanu można użyć sera pecorino, ostrego sera cheddar czy ‘niebieskiego’;  sałatka świetnie smakuje też z serkiem kozim czy pokruszoną fetą
- orzechy włoskie można zastąpić orzeszkami piniowymi, pestkami dyni czy orzechami laskowymi
- do sałatki można również dodać np. kilka plasterków szynki parmeńskiej

Ważne jest, by sałatkę polać sosem dopiero tuż przed podaniem, rukola bowiem nie najlepiej znosi jego dłuższe towarzystwo i wygląda wtedy zdecydowanie mniej apetycznie ;)

* * *

Druga propozycja, to zupa (znacie mnie już trochę i wiecie, że zupy zabraknąć tu nie może ;) ). Muszę przyznać, że zupa z pieczonej dyni jest chyba naszym faworytem spośród wszystkich do tej pory przetestowanch zup. Uwielbiam wszelakie zupy-krem, z egzotyczną nutą na przykład, często na ostro (niestety nie na słodko i nie na mleku ;) ). Lubię łączyć ją z innymi warzywami, szukać nowych połączeń smakowych. A jednak… a jednak ta z pieczonej dyni jest naprawdę wyjątkowa. Jak z każdego pieczonego warzywa z resztą. Tak jak i w przypadku sałatki – tak i tutaj jest to w pewnym sensie przepis-baza, który można modyfikować do woli : inne przyprawy, zamiast pestek dyni – orzechy, czy też zupełnie inne dodatkowe składniki (świeża kolendra czy mleko kokosowe na przykład).

*

soupecourge2009
*

Zupa z pieczonej dyni

porcja dla 4 osób

ok. 700 g dyni (waga po obraniu)*
½ łyżeczki zmielonego kminu rzymskiego
½ łyżeczki curcumy
1 i ½ łyżeczki curry
2 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
sól
ok. 500-600 ml wywaru warzywnego
śmietana
olej z pestek dyni
4 łyżki pestek z dyni

(przypraw można oczywiście dodać więcej, wedle upodobań)

Piekarnik ozgrzewamy do 200ºC.
Dynię oczyszczamy, kroimy w ok. 2 cm grubości plastry i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przyprawy oraz przeciśnięty przez praskę czosnek mieszamy z oliwą, smarujemy każdy plaster dyni, lekko solimy. Pieczemy do miękkości (ok. 25 min).
Po upieczeniu, przekładamy kawałki dyni do blendera i miksujemy dolewając stopniowo wywaru, do otrzymania odpowiedniej konsystencji.
Pestki dyni prażymy na suchej patelni.
Każdą porcję zupy dekorujemy kleksem śmietany, olejem oraz uprażonymi pestkami.

* * *

Z takiej pieczonej dyni można też przygotować pyszny farsz, do ravioli np. : do 250 g upieczonego i roztartego miąższu dyni dodajemy 2 łyżki ricotty + 2 łyżki startego parmezanu, dobrze mieszamy do połączenia składników i doprawiamy do smaku (pomysł podpatrzony u Annick Jeanmairet). Gotowe ravioli możemy podać np. polane masłem szałwiowym (pychotka!) lub skropione odrobiną dobrej oliwy z oliwek, np. truflowej (kolejna pychotka! :) ). A gdy czasu mało (lub gdy zapału na robienie ravioli brak ;) ), możemy tym oto farszem napełnić np. makaronowe muszle; jest równie smacznie, choć to oczywiście nie do końca to samo ;)

*

courgepatesfarcies22
*

Z podobnych przepisów polecam Wam również :

- pieczoną dynię z warzywnym vinaigrette

- dyniową zupę z Jamajki

- zupę dyniową ze słodkimi ziemniakami

- zupę dyniowo-topinamburową

- zimową zupę rozgrzewającą

*

Na koniec pragnę jeszcze dodać, że niektóre z przepisów, które pojawią się tutaj w tym tygodniu, zobaczyć można będzie również na łamach listopadowego wydania miesięcznika 'Kuchnia'.

*

Pozdrawiam serdecznie!

I raz jeszcze dziękuję za ten kolejny, spędzony z Wami rok :)

*

Tabbouleh na upalne lato

sobota, 4 Lipiec 2009

herbesplanche2Od ponad tygodnia lato nas rozpieszcza. Trochę aż za bardzo jak na mój gust ;) Lubię gdy jest ciepło i słonecznie, jednak dni, podczas których żar leje się z nieba niestety są nie dla mnie. Dziś upał nareszcie trochę zelżał, choć nadal jest dosyć parno. Od czasu do czasu grzmi, od czasu do czasu kropi, jednak na sporą dawkę deszczu raczej nie ma co liczyć. Dlatego też nie tylko moja stopa, ale i aktualna pogoda dyktuje nasze menu. Ma być szybko i orzeźwiająco. I jak zwykle – nieskomplikowanie.

Dlatego często teraz gości u nas bulgur lub couscous, gdyż ziarno to nie wymaga gotowania : pęcznieje zalane gorącą wodą, co jest szybkie i praktyczne, gdyż nie nagrzewa dodatkowo kuchni ;)

Najbardziej znaną tego typu sałatką jest chyba tabbouleh. Wiele jest na nią przepisów (pewnie tyle, co na polski sernik na ten przykład ;) ) i kilka razy już uczestniczyłam w ‘sprzeczkach’ moich międzynarodowych uczniów na ten temat właśnie : nie zawsze dodaje się te same zioła, inne przyprawy, jedni wolą couscous, inni boulgour; jedni namaczają go w wodzie, inni nie. Jednak podstawa jest jedna : duuużo ziół, orzeźwiający sok z cytryny oraz użyte ziarna jako dodatek (nie jako składnik główny sałatki).

Choć oczywiście tradycyjny tabbouleh nie jest jedyną ‘sałatkową’ formą wykorzystania tych niezwykle zdrowych ziaren. Jak to zwykle bywa, dzięki naszej inwencji twórczej za każdym razem możemy jeść coś innego. Czasami dodaję pokrojony w drobną kostkę ogórek i fetę, sezonowe warzywa, dodaję więcej lub mniej ziół i przypraw oraz sam bulgur i couscous w różnych proporcjach. I mimo, że nie jest tradycyjnie, to nadal jest smacznie, a to przecież najważniejsze ;)

livrecuisinecampagneKilka dni temu, na jednym z moich ulubionych francuskojęzycznych blogów Cuisine Campagne, Lilo również podała swój przepis na tabbouleh. Bardzo spodobał mi się jej pomysł podania sałatki w małych szklaneczkach i nie omieszkałam tego wykorzystać ;)

Przy okazji dodam, że Lilo całkiem niedawno wydała książkę (można o niej przeczytać tutaj), której szczęśliwą posiadaczką stałam się kilka dni temu :)

To bardzo ciepła i smakowita książka, która bardzo podobna jest swoim charakterem do bloga i do jej autorki. Prym wiodą dobrej jakości produkty sezonowe, a całość okraszona jest ślicznymi zdjęciami Lilo i jej tekstami. Jestem pewna, że co jakiś czas niektóre z przetestowanych jej przepisów pojawią się i na moim blogu ;)

A teraz już wracam do tabbouleh. Przepisów przetestowałam już kilka; w niektórych bulgur namacza się w wodzie, w innych nie (tylko i wyłącznie w soku z cytryny). Jako, że ja robię go zawsze ‘na oko’ i za każdym razem nieco inaczej, tym razem zrobiłam dokładnie tak, jak Lilo. No może prawie dokładnie, gdyż mimo wszystko dodałam nieco mniej oliwy i  więcej ziół ;)

Oto szczegóły:

tabouleh2

Tabbouleh wg Lilo

150 g ‘kaszki’ bulgur
200 ml ciepłej wody
ok. 100 ml oliwy z oliwek
sok z 2 cytryn
1 pęczek natki pietruszki (u mnie więcej)
1 pęczek mięty (10 łodyżek w oryginale)
½ pęczka kolendry
1 cebula
3 pomidory
sól
papryczka z Espelette lub pieprz kajeński
1 łyżka zmielonego kuminu

Bulgur dobrze wypłukać w zimnej wodzie.
Wodę, oliwę, sok z cytryn i przyprawy umieścić w misce i dobrze wymieszać. Następnie dodać bulgur.
Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, pozbawić pestek i pokroić w drobną kostkę. Dodać je do bulguru, posolić.
Cebulę obrać i drobno poszatkować; dodać do pomidorów.
Zioła umyć, osuszyć i drobno poszatkować (uwaga : jako, że mięta szybko czarnieje, możemy jej listki ‘schować’ pod natką pietruszki i poszatkować je w ostatniej chwili, tuż przed wymieszaniem).
Dodajemy zioła do miski, przykrywamy i wstawiamy do lodówki na około pół godziny. Następnie sałatkę dokładnie mieszamy i odstawiamy na kolejne 30 minut.

Smacznego!

‘Ekologiczna’ sałatka

piątek, 18 Kwiecień 2008

Od tak długiego już czasu tak dużo i często mówi się o ekologii i ‘ekologicznym’ jedzeniu. Prawda jest jednak taka, że jak to często bywa, dużo się mówi a niewiele robi. Nie myślcie proszę, że jestem taka 100% ‘zielona’, bo niestety nie jestem. W żadnej dziedzinie życia nie jestem za skrajnością, uważam jednak, że jeśli możemy zrobić coś dobrego dla siebie i dla środowiska, to jak najbardziej powinniśmy.

Z napisaniem tego postu noszę się już od pewnego czasu, ale nigdy nie byłam wystarczająco pewna, że zainteresuje to moich czytelników; jednak po obejrzeniu pewnego reportażu kilka dni temu, stwierdziłam, że może jednak warto?

Reportaż ten (nie pierwszy z tej serii) dotyczył owoców i warzyw hiszpańskich, a konkretnie papryki. Nie będę opisywać wszystkiego szczegółowo (tutaj tekst programu po francusku + zdjęcia), powiem tylko, że informacje, zdjęcia oraz testy są naprawdę szokujące… Zacznę od tego, że pracujący tam ludzie żyją w naprawdę nieludzkich, niewolniczych warunkach; używa się całej masy środków chemicznych (pestycydy i spółka, przy czym niektóre z nich są nawet zabronione w Europie!); nie wiem jak Wy, ale ja osobiście jakoś nie mam ochoty jeść warzyw, na których jest 4-5 różnych pestycydów, ale to nie tylko o to chodzi : chemia niszczy przecież glebę, przedostaje się również do wody. Nie mówiąc o tym, że pracujący na tych uprawach ludzie nie mają pojęcia, co to za substancje i jakie są konsekwencje pracy w takich warunkach. Spójrzcie, jak wygląda powietrze po rozpyleniu pestycydów :

a_bon_entendeur_20080415_8975305_01

A wszystko to osiada na warzywach a następnie trafia do naszych żołądków :(

To nie pierwszy tego typu test dotyczący hiszpańskich warzyw i owoców; zeszłoroczny test truskawek był równie przerażający :( A co do tego właśnie ostatniego testu papryki, to równie ‘zła’ okazała się ta holenderska : 5 różnych pestycydów .

Ten wtorkowy reportaż stał się dla mnie przysłowiową ‘kroplą’; nie chcę, naprawdę nie chcę przykładać ręki do tego typu sytuacji i nawet jeśli mój osobisty bojkot hiszpańskich warzyw niewiele zmieni, to postanowiłam się do niego przyłączyć.

Problem hiszpańskich warzyw jest jednak częścią innego problemu, a mianowicie owoców i warzyw niesezonowych. Najlepszym tego przykładem są truskawki, które można kupić nawet zimą. Wiadomo, że tego typu niesezonowe produkty praktycznie nie mają żadnego smaku, ale są też niesamowicie naszpikowane chemią, nie tylko dlatego, by w ogóle urosły, lecz rownież dlatego, by przetrwały – często dość długi – transport. Jakiś czas temu powstała bojkotująca tego typu niesezonowe produkty szwajcarska strona Ras-la-fraise (aktualnie również po niemiecku) gdzie można więcej na ten temat przeczytać. Oczywiście, co do niektórych produktów niestety nie mamy wyboru, bowiem mango czy banany u nas nie urosną ;) ale jeśli taki wybór mamy, to może warto się nad nim choć przez chwilę zastanowić? I poczekać kilka miesięcy na prawdziwie smakowite warzywa i owoce :) Będzie to dobre nie tylko dla nas samych i dla naszego organizmu, ale i dla natury i środowiska; oraz dla naszego – gdziekolwiek mieszkacie ;) – rodzimego rolnictwa. Może warto bowiem pomyśleć nie tylko o nas, ale również o tych, którzy poświęcają całe swoje życie temu, by nas wszystkich wyżywić.

A teraz wracam do mojej ‘tytułowej’ sałatki :)

Nie jest to niestety żaden 'niesamowity' przepis, nie o to mi bowiem dziś chodziło. Jest to sałatka, która powstała z moich ekologicznych zakupów, a mianowicie : młode, tutejsze ziemniaki, wprawdzie jeszcze szklarniowe, lecz też tutejsze (a nie hiszpańskie czy marokańskie) pomidory, tutejsze zioła i wspaniały, kozi ser prosto z gór ;) Wyszła z tego pyszna, wiosenna sałatka, dobra i dla podniebienia i dla naszego środowiska :)
*

salatkaeco31

Wiosenna sałatka z ziołowym winegretem

tym razem, proporcje dowolne ;)

do sałatki :

ziemniaki ugotowane na parze, w łupinkach
pomidor
ser kozi - lub Wasz ulubiony :)

do sosu :

oliwa z oliwek
sok cytrynowy
musztarda
zioła (jakie lubicie : u mnie koperek i kolendra)
cebula dymka
sól, pieprz do smaku

Ugotowane ziemniaki obrać i pokroić w plasterki; pomidory pokroić w małe ćwiartki, ser pokroić lub pokruszyć (w zależności od jego konsystencji).

3-4 łyżki oliwy wymieszać z 2 łyżkami soku cytrynowego, dodać ok. łyżkę musztardy (w zależności od jej ostrości i Waszych upodobań ;) musztarda której ja używam (z ziarenkami gorczycy) nie jest zbyt ostra, daję jej więc sporo); dobrze wszystko wymieszać, doprawić do smaku. Zioła oraz cebulę dymkę drobno pokroić i wymieszać z sosem, następnie suto polać nim sałatkę.

Mnie osobiście nic nie smakuje tak, jak tego typu ziołowo-musztardowy vinaigrette. Serwuję go bardzo często, za każdym razem używając innych ziół. Można oczywiście przygotować go bez musztardy lub tylko z niewielką jej ilością, jednak w tej wersji mnie osobiście najbardziej smakuje.

To tyle na temat dzisiejszej sałatki :)

Wprawdzie mój ‘ekologiczny’ wstęp był nieco dłuższy niż pierwotny zamysł i być może nie wszystkim czytającym przypadł on do gustu, lecz bardzo chciałam Wam  o tym wszystkim napisać. I równie ważne jest dla mnie Wasze zdanie na ten temat; nawet, jeśli powiecie, że to o czym dziś napisałam zupełnie Was nie interesuje ;)

Pozdrawiam serdecznie!
*

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

EDYCJA

Po przeczytaniu dzisiejszego wpisu u Liski, pragnę jeszcze dopisać coś, o czym nie napisałam tu wcześniej, a co jest niesamowicie ważne, mianowicie o tym, że transport tego typu pozasezonowych warzyw i owoców jest przecież bardzo nieekologiczny już ze względu na samo zanieczyszczenie środowiska. Dziękuję więc ‘Biurowi Prasowemu’ ;) za wspomnienie o tym w komentarzach, co pozwolę sobie zacytować i tutaj :

Biuro Prasowe :
Bardzo się z Tobą zgadzam, w dodatku takie truskawki w środku zimy ciągną za sobą tony spalin z paliwa, które zużyto do ich transportu.

Bea :
Tak 'BP', transport takich owocow i warzyw jest olbrzymim problemem dla srodowiska; kiedy widze szparagi z Peru lub jablka z Chile przyslowiowy noz otwiera mi sie w kieszeni... I wiem ze ja z pewnoscia ich nigdy nie kupie.

°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°°

Pozdrawiam i dziekuje za tak pozytywny odzew :)
*

Sałatka nicejska i ‘mokry chleb’

sobota, 1 Marzec 2008

W ten deszczowy, ponury weekend bardzo zachciało mi się czegoś kolorowego. Pomyslałam więc, że przywołam wakacyjne wspomnienia i zrobię jedno z moich ulubionych dań, a mianowice pachnącą słońcem sałatkę nicejską. Ta tradycyjna ma składać się tylko i wyłącznie z surowych warzyw; jej jedyny gotowany składnik to jajka. Mieszkańcy Nicei bardzo obruszają się więc, jeśli jakiś zuchwalec doda do niej gotowane ziemniaki, fasolkę szparagową, czy inne ugotowane warzywo. Sałatka ta zazwyczaj składa sie z zielonej sałaty, pomidorów, zielonej papryki, swieżego ogórka, karczochów i/lub bobu, czarnych oliwek oraz wspomnianych już jajek ugotowanych na twardo; dziś najczęściej sałatke nicejską podaje się z tuńczykiem, lecz tradycyjnie serwowana ona była z filetami anchois, gdyż tuńczyk był wtedy rybą dość drogą, serwowaną ‘od święta’ (dlatego też, aby tradycji stało się zadość, należy serwować ją albo z tuńczykiem albo z anchois, nigdy z obydwoma jednocześnie).

Smaku i atomatu dodaje taj sałatce rownież swieża cebulka, bazylia i – rzecz jasna – niezastąpiona na południu Francji oliwa z oliwek.

Moja dzisiejsza sałatka jest niestety nieco ‘uboższą’ wersją tej tradycyjnej, gdyż niestety zimą trudniej przecież o swieże, dobrej jakości warzywa. Jednak już za kilka miesięcy delektować się można będzie tym wszystkim, czego tak bardzo nam brakuje w ten zimowy czas.

A oto przepis na tą ‘prawdziwą’ sałatke nicejską, abyście i Wy juz niedługo mogli się nią rozkoszować :

saladenicoise

Sałatka nicejska

(na 4 porcje)

zielona sałata
4 spore pomidory
½ zielonego ogórka
100 g swieżego bobu*
6 małych karczochów*
1 mała zielona papryka
1 średniej wielkości cebula (lub 4 malutkie)
4 jajka
8 filetów anchois lub puszka tuńczyka
50 g czarnych oliwek

4 listki bazylii
4 lyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz

* w zależności od pory roku, można dodać obydwa warzywa, lub je pominąć

Pomidory pokroić w ćwiartki, lekko posolić, odstawić.
Jajka pokroić w ćwiartki lub w plasterki.
Filety anchois podzielić na 3-4 części; tuńczyka rozdrobnić.
Ogórek obrać, pokroić na cienkie plasterki.
Paprykę, cebulę i karczochy pokroić w plasterki.
Posiekać listki bazylii, zmieszać je z oliwą, doprawić do smaku.
Na talerzach ułozyc liście sałaty a na niej przygotowane wcześniej składniki; polać sosem bazyliowo-oliwnym.

Na Południu Francji mozna skonsumować tę sałatkę również w formie ‘kanapkowej’, jest ona bowiem skladnikiem tzw. ‘pan bagnat’. W dialekcie używanym przez rdzennych mieszkańców Nicei (dialekt 'niçard'), pan banhat (z włoskiego Pane Bagnato) znaczy ‘mokry chleb’, gdyż przed zrobieniem owej kanapki chleb był suto polewany oliwą z oliwek. Wyruszający na łowy rybacy zabierali ze soba tego typu treściwą kanapkę, zrobioną z prostych, tanich składników. Do dziś jest to bardzo popularna przekąska w regione Nicei : okrągłe, lekko spłaszczone pszenne bułki (często o średnicy dochodzącej do 20 cm) wypełnione warzywnym farszem są do kupienia niemal wszędzie. Rzecz jasna, można zrobić tę kanapkę przy użyciu każdego pieczywa; ja jednak wyprobówałam przepis pochodzący z ksiązki Murielle Khamouguinoff "Pains et Viennoiseries" (polecany również na stronie ConfitureMaison), który tylko odrobinę zmodyfikowałam.

Oto on :

Pszenne bułki ‘kanapkowe’

250 g mąki pszennej
200 g mąki ‘wiejskiej’ (z domieszką żyta i orkiszu)
1,5 łyżeczki suchych drożdży
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru trzcinowego
300 - 350 ml wody*

*w zależności od użytej mąki należy dodać więcej lub mniej wody

Mąke, sól i drożdże wsypać do miski i wyrabiać z wodą (dolewaną po trochu) aż do otrzymania odpowiedniej konsystencji (tak, by ciasto nie kleiło się do rąk). Uformować kulę i zostawić ją przykrytą ściereczką do wyrośnięcia (ok. 1 godzinę).
Następnie odgazować ciasto. Podzielić je na 4 równe części (można podzielić na wiecej części, jeśli che się otrzymać nieco mniejsze bułki). Uformować kulki, lekko je spłaszczyć, ułożyć je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i zostawić do wyrośnęcia na około 40 minut.
Piekarnik rozgrzać do 275° (przez 20 min.), umieścić w nim naczynie z wodą.
Obniżyć temperaturę do 230° i piec bułki 12-15 min. Mają mieć lekko zmieniony kolor.
Zostawić na kratce do wystygnięcia.

Ciasto można oczywiście wyrobić w maszynie i zostawić je do wyrośnięcia aż do zakończenia cyklu.


A oto mój ostatni wypiek :

panbagnat

Poniżej pełna wersja ‘pan bagnat’ z sałatkowym wnętrzem (można wydrążyć odorbinę miąższu przed ‘faszerowaniem’ :

panbagnat2

Kanapkę najlepiej jest przygotować ok. godzinę wcześniej, tak, by składniki miały czas się ‘przegryźć’; schłodzona przed podaniem, to idealna przekąska na upalny, letni dzień :)

Smacznego !

Cytrusowy weekend

niedziela, 25 Listopad 2007



To juz trzeci moj ‘specjalny’ weekend ;-)
I tym razem postanowilam przylaczyc sie do wspolnej zabawy i podzielic sie z Wami kilkoma moimi ulubionymi przepisami (w tym jeden po czesci nowy…). A jako, ze cytrusy dosc czesto goszcza w mojej kuchni, tak wiec bedzie cos i na sniadanie, i na obiad i na deser ;-)

Zacznijmy wiec od sniadania...

brioszkacytrusowa111

Brioszka cytrusowa

(przepis z ksiazki :  'La machine à pain : 300 recettes 300 photographies')

To jedna z moich ulubionych brioszek. Przyznaje, jest to wersja dla leniwych (czyli ‘maszynowa’), ale rezultat jest naprawde swietny ! Czesto robie ja z 2/3 porcji i wtedy jest taka ‘w sam raz’ dla nas na sniadanie ;-)
A oto przepis :

500g maki
otarta skorka z 1 cytryny, z 1 pomaranczy i z 1 limonki
120g miekkiego masla
3 jajka
letnie mleko
2 lyzeczki suchych drozdzy
60 g cukru (ja dodalam tez waniliowy)
1 lyzeczka soli

Jajka nalezy roztrzepac w miarce i dolac mleka tak, aby otrzymac 300 ml.
Nastepnie umiescic wszystko w maszynie (w kolejnosci w jakiej robicie to zazwyczaj...) i nastawic program ( "sweet" jesli macie, a jesli nie, to normalny) przy czym skorke nastawic na ‘light’, by brioszka sie zbytnio nie wysuszyla podczas zbyt dlugiego pieczenia.
Po upieczeniu zostawiam ja jeszcze chwilke w ‘wiaderku’, po czym delikatnie wyciagam i zostawiam na kratce do wystygniecia.
Jest puszysta i zniewalajaco pachnaca… mam nadzieje, ze i Wam posmakuje ;-)

Teraz przystawka...

Salatka z kurczaka z grejfrutowym vinaigrette

saladepoulet55
(przepis z czelusci internetu...)

Na salatke :

2 filety z piersi kurczaka
1 avocado
roszponka
8 – 10 pomidorkow koktajlowych
oliwa z oliwek
sos sojowy
sok z cytryny
sol

Na vinaigrette :

125 ml miodu
125 ml soku z grejfruta
250 - 350 ml oliwy
1 lyzka oleju sezamowego
1 lyzka ziaren sezamu
kolendra (listki)
sol, pieprz

Filety zamarynowac (ok. godziny) w oliwie z oliwek wymieszanej z sosem sojowym, sokiem z cytryny i odrobina czosnku, lekko posolic; nastepnie udusic je na patelni, na zloty kolor, ok. 10 min. z kazdej strony; po wystygnieciu pokroic je na kawalki.
Na suchej patelni zrumienic lekko ziarna sezamu. Wymieszac wszystkie skladniki na sos, dodac zrumienione ziarna sezamu, doprawic do smaku. Wstawic do lodowki.
Nastepnie w salaterce wymieszac dobrze umyta roszponke, pokrojone avocado, kurczaka i pomidorki. Przed podaniem skropic grejfrutowym vinegrette.
A szczegolnie lubiacy cytrusy moga tez dodac do salatki pokrojonego w cwiartki (dobrze obranego z blonek) grejfruta.

A na obiad...

Losos w cytrusowym sosie

losos333

(przepis z czelusci internetu...)

2 filety z lososia
2 lyzki posiekanego koperku
2 lyzki posiekanych lisci kolendry
1 zabek czosnku
1 pomarancza
1 grejfrut (rozowy)
1 lyzeczka cukru trzcinowego
3 lyzki oliwy z oliwek
3 lyzki smietany (lub nieslodzonego mleka skondensowanego)
sol, pieprz

Wymieszac sok z pomaranczy i grejfruta, dodac rozgnieciony czosnek, 2 lyzki oliwy, cukier i polowe posiekanych ziol. Rybe posolic, popieprzyc, zalac marynata i odstawic na ok. 30 minut. Nagrzac piekarnik do 200° i upiec filety (ok. 10 – 12 minut). Po upieczeniu, lososia pozostawic w cieplym miejscu, a do cytrusowej marynaty dodac reszte ziol, lyzke oliwy i smietane. Dobrze wymieszac / zmiksowac tak, aby powstaly sos byl dosyc gesty (mozna go podgrzac).

Ja podalam go z cytrynowo-koperkowym ryzem i warzywami ugotowanymi na parze.

Mnie osobiscie ta grejfrutowo-pomaranczowa marynata bardzo smakowala, choc przyznaje, ze nie wszyscy przepadaja za tym specyficznym smakiem… dlatego tez nastepnym razem zrobie go juz w bardziej klasycznej wersji, zastepujac grejfruta cytryna.
I do kawy...

Muffinki cytrusowo – kokosowe

(z przepisu Linn)muffinycytrynowe22

225 g maki
120 g cukru
3/4 lyzeczki proszku do pieczenia
pol lyzeczki bikarbonatu sodowego
1 szczypta soli
85 g wiorkow kokosowych
3 jajka
180 g stopionego masla
75 ml soku z cytrusow (u mnie cytryna + pomarancza)
otarta skorka z cytryny, pomaranczy i limonki

Jajka ubilam z cukrem ; nastepnie dodalam stopione i przestudzone maslo, wiorki kokosowe, make wymieszana z proszkiem i soda i otarte skorki z cytrusow. Po dokladnym wymieszaniu napelnilam 12 foremek muffinkowych i upieklam w nagrzanym do 180° piekarniku (ok. 20 min). Robie te muffinki dosc czesto, gdyz sa szybkie i latwe w wykonaniu, a przede wszystkim bardzo smaczne.

Dzis ich robienie bylo jeszcze wieksza radoscia niz zwykle, gdyz przy okazji ‘testowalam’ mojego nowego kuchennego pomocnika ;-)

ka-muffins4
musze przyznac, ze jest nieoceniony :-))

i mam nadzieje, ze nasza wspolpraca bedzie dluga i bardzo owocna ;-)