Pasztet sojowo-warzywny

30 Marzec 2010

pasztetwarzywa
*
Pasztety warzywno-sojowe czy soczewicowe piekę dosyć często. Są one bogate w białko i pożywne – mogą stanowić dodatek do obiadu lub być osobnym, samodzielnym daniem czy też kanapkowym ‘smarowidłem’. Plusem takich domowych pasztetów jest przede wszystkim fakt, iż wiemy co się w nich kryje ;) Poza tym za każdym razem – modyfikując dodatki i przyprawy – możemy upiec coś zupełnie innego. Oczywiście taki domowy pasztet to dodatkowy czas i energia potrzebne na jego zrobienie. Jego smak jednak z całą pewnością to wszystko zrekompensuje ;)
*

pasztetsojowy11
*
To Margot ‘zaraziła’ mnie jakiś czas temu tego typu pysznościami :) Podany przez nią przepis na sojowo-soczewicowy pasztet z pieczarkami (o którym wspominałam tutaj – klik) piekę naprawdę często. To świetna baza do dalszych ‘wariacji na temat’ ;)
Jedną z takich wariacji jest właśnie dzisiejsza propozycja. Zamiast ziemniaków (z myślą o tych, którzy są na ewentualnej diecie ;) ) dodałam upieczone warzywa, a dodatkowo – korzystając ze świetnego pomysłu Truskawkowej Ani :) – również pieczony czosnek. Pasztet upiekłam w kąpieli wodnej, dzięki temu jest idealnie wilgotny.

*
pasztetsojowy3

Pasztet sojowo-warzywny

proporcje na formę ok. 11 x 24 cm

oliwa z oliwek
200 g soi
ok. 350 g warzyw (u mnie : korzeń pietruszki, marchewka i pasternak)
ok. 300 g pieczarek
2-3 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 cebula
1 główka czosnku + 1 ząbek
2 duże lub 3 małe jajka
ok. 1,5 łyżki sosu sojowego
1,5 łyżki majeranku
1 łyżka zmielonego kuminu
sól, pieprz
spora szczypta papryczki z Espelette
+ do smaku : odrobina zmielonej gałki muszkatołowej, kolendry oraz goździków

Soję wypłukać pod bieżącą wodą, następnie zalać ją zimną wodą i pozostawić na noc do namoczenia. Następnego dnia soję wypłukać i ugotować w świeżej wodzie (ok. 1,5 – 2 godziny). Następnie soję odcedzić (ja dodatkowo ponownie ją płuczę) i jeszcze ciepłą zmielić.

Piekarnik rozgrzać do 200°C.

Warzywa obrać, pokroić na równej wielkości kawałki, ułożyć je na wyłożonej papierem blasze, lekko posmarować oliwą i oprószyć solą. Ściąć górę główki czosnku (tak, by widać było odkryte ‘wierzchołki’ ząbków), umieścić ją w kokilce / ramekinie, posmarować łyżką oliwy i upiec wraz z warzywami do miękkości (ok. 25 - 30 minut). Gdy główka czosnku lekko przestygnie – naciskamy mocno na jej spód, by wydobyć upieczone ząbki (same bardzo ładnie wtedy ‘wyskakują’ z osłonek).

Cebulę oraz jeden ząbek czosnku zeszklić w 2-3 łyżkach oliwy. Dodać oczyszczone i pokrojone pieczarki i dusić do miękkości; na koniec dodać natkę pietruszki i wymieszać.

Następnie zmielić jeszcze ciepłe warzywa, pieczarki, cebulę oraz czosnek i wymieszać z soją.

Dodać jajka, sos sojowy, przyprawy i dokładnie wymieszać - w razie potrzeby dosolić lub doprawić. Przełożyć masę do natłuszczonej keksówki i piec w 180°C około 1-1,5 godziny (w zależności od wielkości / głębokości użytej formy).

*
pasztetsojowy21*

Uwagi :
Jeśli chcemy, by pasztet był wilgotny, polecam upieczenie go w kąpieli wodnej : formę z masą wstawiamy do większej foremki / brytwanny i delikatnie wypełniamy ją gorącą wodą, mniej więcej do 1/3 wysokości foremki z masą (jeśli forma jest niska – nalewamy wody do maks. połowy wysokości).

*

*  *  *

*
I na koniec, na prośbę czytelniczki Agaty :) przypominam Wam o domowych pisankach ‘z listkiem’, które pokazywałam dwa lata temu i które niektórym z Was bardzo przypadły do gustu :
*

ppisanki1
*
Po szczegóły odsyłam Was tutaj – klik, klik (zdjęcia i opis znajdują się pod koniec wpisu).

*

Pozdrawiam serdecznie!

*

50 odpowiedzi do “Pasztet sojowo-warzywny”

  1. margot11 pisze :

    i uczeń przerósł nauczyciela :DDDD, ale ciekawy ten pasztet ,a ja jeszcze nie wybrałam świątecznego przepisu tzn wybrałam ale zmieniam chyba z trzeci raz :P

    Odpowiedz

  2. gosiaa99 pisze :

    Ach zazdroszczę pasztetu..jakoś rzadko robię..mam wybredną rodzinkę..ale tak myśle czy bym im ten posmakował..Wygląda apetycznie ;]

    Odpowiedz

  3. Krokodyl pisze :

    Beo, wspaiałe te pasztety. Tez od Ani nauczyłam sie dodawać do nich pieczony czosnek. :-) Po Świętach robię ten zaproponowany przez Ciebie, smacznie brzmi.

    Odpowiedz

  4. Krokodyl pisze :

    Beo, miałam nie robić pisanek, mimo próśb córeczki. No pewnie, że zrobimy :-)))

    Odpowiedz

  5. katasz pisze :

    Beo, a jakie warzywa są na tym pięknym zdjęciu? Rozpoznaję pasternak i chyba seler, ale czy to czerwone to czerwona marchewka? Przy okazji - oglądałam wczoraj reportaż o stanie żywienia we francuskich stołówkach, w którym tutejsza kulinarna celebrity, Cyril Lignac, odpytywał dzieci ze znajomości warzyw. Nie znały nawet cykorii, a karczochy i szparagi myliły z porami. Wszystkie za to rozpoznały pizzę :)

    Odpowiedz

  6. Grazyna pisze :

    Ja też lubię robić i jeść pasztety warzywne. Mój popisowy to ten z fasoli, będzie dla córki na Wielkanoc, jak co roku ! Twój bardzo mi się podoba i skorzystam z pomysłu :)
    Pisanki urocze !

    Odpowiedz

  7. Patrycja pisze :

    Bardzo, bardzo lubię takie pasztety:) I wszelkie pasty warzywno-strączkowe, mniam!

    Odpowiedz

  8. komarka pisze :

    Dzięki, że przypomniałaś o tych cudnych roślinnych pisankach. W takim razie idę do ogrodu w poszukiwaniu ładnych listków :) A pasztetem mam nadzieję, że sama się zarażę ;D Tzn. ja bardzo lubię takie, tylko mam nadzieję, że w końcu zacznę piec je sama :) Pozdrawiam wiosennie!

    Odpowiedz

  9. Kasia pisze :

    Cudowny ten pasztet. Muszę koniecznie go zdziałać. Wstyd przyznać,a le od lat nie robiłam pisanek, teraz mam motywacje, bo chcę, żeby Hania od małego znała sympatyczne zwyczaje..:) Postaram się pomysł na listkowe jajka wykorzystać. :)

    Odpowiedz

  10. zaytoon pisze :

    Ależ te pasztety kuszą… Póki co chyba jednak muszę się powstrzymać. (Nie)stety wciąż uzależniona jestem od rodziny, która nie zawsze dopuszcza mnie do kuchni, a i czasu często brak.

    Ale kiedyś koniecznie muszę spróbować

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz

  11. Sini pisze :

    Bea, wspaniały ten pasztet. Wskakuję na listę “do zrobienia”, tylko zmniejszę znacznie ilość czosnku i zamiast soi będą jakieś inne fasolki (alergia).

    Odpowiedz

  12. amarantka pisze :

    Kusicie Kobiety niesamowicie tymi pasztetami… oj kusicie!
    to ja sobie też jakiś wkrótce zrobię :)
    Pisanki piękne i świetny pomysł!
    choć od dawien dawna pisanek nie robię, to może się skuszę w tym roku…?

    Odpowiedz

  13. Dziwnograj pisze :

    O Beo! Czytasz mi w myślach ;) Właśnie chciałam taki zrobić na święta

    Odpowiedz

  14. Bea pisze :

    Oj nie Margot, nie sądzę, że takiego mistrza (czy raczej Mistrzynię ;)) można przerosnąć :)

    Gosiu, spróbuj – może akurat im posmakuje ? ;)

    Krokodylu, dodatek pieczonego czosnku chyba na stałe już teraz i u mnie zagości ;)

    Katasz, obok pieczarek jest korzeń pietruszki, to w plastrach to kawałek pasternaku-olbrzyma ;) a w środku – ‘fioletowa’ marchewka, już obrana.
    A co do reportażu – masz rację, mnie również zdumiewa czasami, że tak wielu warzyw dzieci nie są w stanie rozpoznać :/ Za to z colą i pizzą problemu faktycznie nie mają ;)

    Grazyno, i ja bardzo lubię smak fasolowego pasztetu, jednak mój system trawienny woli te bez jej dodatku niestety ;)

    Patrycjo, witaj w klubie ;)

    Komarko, gdyby nie Agata to pewnie i ja bym o nich zapomniała… ;)
    PS. Życzę Ci więc ‘zarażenia’ się pasztetami ;))

    Kasiu, to świetny pomysł by pokazywać takie miłe tradycje Hani; wiesz, ja pisanek też co roku niestety nie robię… :/

    Zay, niestety rozumiem ten ‘problem’… Ale wiesz – kiedyś sobie to jeszcze ‘odbijesz’ ;)

    Witaj Sini :) Wiesz, co do czosnku, to ten pieczony ma niesamowicie łagodny smak, nie obawiaj się więc tej całej główki (ja też się na początku obawiałam ;)). No chyba, że czosnku naprawdę nie lubisz. Ale spróbuj koniecznie tego pieczonego ! A zamiast soi oczywiście możesz dodać jakieś inne strączkowe, też będzie pysznie :)

    Amarantko, zrób sobie koniecznie ! ;))

    Dziwnograju, telepatia znaczy :)

    *

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

  15. Bea, wracam z niebytu i podziwiam Twoje ostatnie kulinarne dokonania! Same pyszności, no i te Twoje zdjęcia!… Dziękuję za wizytę u mnie i za troskę. Zginęłam ostatnio z pola widzenia, bo tyle się u mnie dzieje - spodziewam się dziecka! Obwieszczam to blogowo po raz pierwszy w Twojej kuchni - bo gdzie takie nowiny, jak nie w kuchni :) Zaglądam tu do Ciebie, żeby zrobić sobie apetyt na to i owo, bo w związku z mdłościami po raz pierwszy w życiu jestem niejadkiem, hehe! Taki apetyczny i pożywny ten pasztecik, tak go powinnam sobie zrobić, a ja nic tylko pączki bym ostatnio jadła, jeśli cokolwiek :) Pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie! M.

    Odpowiedz

  16. Beo, strasznie się cieszę, ze spodobał Ci się mój pomysł na dodatek czosnku :))) Twój pasztet wygląda bosko… Ja będę na Wielkanoc piec soczewicowyy z czosnkiem, bo b. mi przypadł do gustu.

    POzdrowienia cieplutkie!

    Odpowiedz

  17. Bea pisze :

    Marchewko, gratulacje!!! To wspaniala nowina :) Trzymam kciuki, by nastepne miesiace byly juz jedzeniowo troche bardziej laskawe, bo takie nudnosci to przeciez nic przyjemnego; choc ja akurat chetnie bym sie teraz na kilka paczkow zamienila ;))
    I masz racje - takie wiesci to tylko w kuchni! Przy dobrej kawie, czy co tam kto woli ;) Ja wlasnie moja dopijam, chetnie wiec poczestuje i odwiedzajacych ;))
    Ciesze sie, ze juz ‘jestes’ i ze mialas czas tu zerknac; przesylam moc cieplych mysli i pozytywnej, wiosennej energii :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

  18. Bea pisze :

    Tak tak Aniu, przypadl do gustu i to barrrdzo :))

    Odpowiedz

  19. Mirabelka pisze :

    Bardzo smakowicie wygląda. Nigdy nie jadłam takiego wegetariańskiego pasztetu. :) śliczne te pisanki zrobiłaś. Kiedyś próbowałam zrobić taką techniką, gotując je z łupinami cebuli ale chyba niedostatecznie mocno związałam pończochę, bo efekt końcowy nie bardzo przypominał liścia ;)

    Odpowiedz

  20. Isadora pisze :

    Uwielbiam takie pasztety :) Na święta też będę piekła.

    Odpowiedz

  21. kasiaaaa24 pisze :

    Beatko wygląda niesamowicie. Od dawna szykuję się na pasztet sojowy, i chyba wreszcie natrafiłam na największa motywację :)

    Odpowiedz

  22. Małgoś.dz pisze :

    Beatko, gdybym była mniej zmęczona - to zapewne udałoby mi się bardziej elokwentnie wypowiedzieć. Ale ponieważ głowa odmawia współpracy, więc tylko powiem, że całość wygląda niezwykle apetycznie. I choć akurat pasztety warzywne nie leżą w mojej pierwszej lidze (tutaj niestety bardziej wolę ich mięsne odmiany) - to naprawdę - nie odmówiłabym kawałka, by spróbować.
    Ps. Cudne naczynie!

    Odpowiedz

  23. karoLina pisze :

    Ponieważ przed chwilą u Ani pisałam o pasztecie (skądinąd ten Twój pięknie się prezentuje), to u Ciebie napiszę o pisankach, bo bardzo mi się spodobały, właśnie dlatego, że nie wymagają żadnych zdolności manualnych (w związku z tym nie da się na tej podstawie ocenić Twoich, za to fantazji na pewno Ci nie brakuje ;) i na pewno się udadzą, więc zamierzam wypróbować. Pozdrawiam!

    Odpowiedz

  24. Majana pisze :

    Beatko, jak ja bym chciała spróbować tego paszteciku! Wygląda cudownie, musi być pyszny :) Nigdy nie jadłam warzywnego pasztetu.
    Pozdrawiam Cię wiosennie i słonecznie!
    Majana

    Odpowiedz

  25. .agatka. pisze :

    Pasztet wygląda przeapetycznie, ale zachwyca mnie przede wszystkim ta forma, w której go piekłaś.
    Że też nigdzie podobnej nie widziałam.

    pozdrawiam
    agata

    Odpowiedz

  26. ANNA-MARIA pisze :

    Fantastycznie się prezentuje! Zdjęcia równie doskonałe! Też przymierzam się do takiego pasztetu - robiłam podobny kilka lat temu, wówczas bardziej na oko, pamiętam, że bardzo nam smakował! Pozdrawiam wiosennie!

    Odpowiedz

  27. viridianka pisze :

    warzywne pasztety robią furrorę, moja Mama właśnie robi mięsny, ale ja go bardzo lubię, mimo to na ten Alciowy z soczewicy mam wielką chętkę, jak Margotki się uda to i Twój kiedyś z pewnością zrobię.
    pozdrawiam!

    Odpowiedz

  28. Bea pisze :

    Mirabelko, może faktycznie pończocha była zbat luźno związana ? Następne z pewnością się udadzą :)

    Isadoro, ja również :)

    Kasiu, miło mi będzie, jeśli uda mi się Cię zmotywować ;)

    Małgoś, też kiedyś myślałam, że wolę mięsne ;) Ale teraz już wiem, że lubię i jedne i drugie ;) Szkoda, że nie mogę Ci kawałka przesłać na spróbowanie…
    PS. Dziękuję w imieniu naczynia ;))

    KaroLino, mimo wszystko potrzeba do nich trochę cierpliwości, żeby listki ładnie na skorupce ‘przykleić’ i żeby się przy nakładaniu pończochy nie przemieszczały zbytnio; na szczęście mi się to jako-tako udało ;)

    Majano, spróbuj kiedyś ! Gdy pierwszy raz robiłam ten sojowy z przepisu Margot, mąż kosztując go nie wierzył, że tam naprawdę nie ma mięsa :))

    Agatko, dziękuję ślicznie :) Ta forma to firma Revol, nie wiem czy można kupić ich produkty w PL… Tutaj np. różne inne ich terriny :

    http://www.amazon.fr/s/ref=nb_sb_noss?__mk_fr_FR=%C5M%C5Z%D5%D1&url=search-alias%3Dkitchen&field-keywords=revol+terrine&x=0&y=0

    Witaj Anno-Mario ! Dziękuję za miłe słowa :) Ja też bardzo lubię eksperymentować z takimi pasztetami właśnie; z czasem ‘czuje się’ czy masa jest za sucha, czy za wilgotna, czy też taka jak powinna. A reszta to już kwestia gustu i wyobraźni, prawda ? ;)

    Viri, trzymam więc kciuki za pasztetowe wypieki :)

    *

    Pozdrawiam serdezcnie !

    Odpowiedz

  29. zawszepolka pisze :

    Przepadłam dla tego pasztetu. A pomysł z kąpielą wodną to świetny pomysł nie omieszkam zmałpować :)
    Obiecałam sobie, że pisanki zrobię dopiero wtedy, gdy będę na swoim. W PL :)

    Odpowiedz

  30. buruuberii pisze :

    Beatko, ja w zupelnie niepasztetowym temacie (choc ksztaltny niesamowicie) zapytam Cie jak sie robi te nakrapiane jajka - tak pedzielkiem po prostu - wygladaja przepieknie!

    Odpowiedz

  31. Tilianara pisze :

    Uwielbiam takie pasztety, a soję niedawno pokochałam miłością szczerą i dozgonną, więc i ten pasztet muszę wypróbować :)
    Pozdrawiam Cię cieplutko :*

    Odpowiedz

  32. atina pisze :

    Pasztet wygląda pysznie:) No Margot to umie zarażać ;))) Musze pomyśleć o takim pasztecie:)
    A Twoje pisanki są cudowne!
    A mam pytanko - czy ten zielony barwnik, to też naturalny? A jeśli tak to z czego robiłaś?

    Odpowiedz

  33. Lu pisze :

    Bea, piękny ten pasztet. Mieszkałam kiedyś z koleżanką, która była wegetarianką od zawsze. Jej mama piekła sojowy pasztet, którego smak pamiętam do dziś. Twój go bardzo przypomina.
    Wiosennie pozdrawiam.

    Odpowiedz

  34. cudawianki pisze :

    bardzo chcialabym sprobowac Twojego pasztetu, bardzo mi sie podoba! jedyne co mnie powstrzymuje to fakt, ze sama musialabym go zjesc :-( zatem popatrze sobie, ok? pozdrawiam! :-)

    Odpowiedz

  35. zemfiroczka pisze :

    Fajny ten pasztet - pewnikiem by mi smakował. Lubię pasztety :) Fajne masz Betsi naczynie do zapiekania :)

    ściskam

    Odpowiedz

  36. An z Chatki pisze :

    Jaja ufarbowane zawodowo, pięknościowe :) lubię różne pasztety mięsne czy rybne, ale za warzywnymi nie przepadam. Jadłam warzywne dwa razy i nie zyskały aplauzu mojego podniebienia :) Ten prezentuję się smakowicie i pewnikiem jest przepyszny, ale nie dla mnie :)

    Miłych i spokojnych świąt życzę !!!
    An

    Odpowiedz

  37. magda k. pisze :

    pasztet wygląda obłędnie, nie wiem dlaczego mój mąż tak upiera się na mięsne pasztety, jak takie warzywne są o niebo lepsze :) pozdrawiam

    Odpowiedz

  38. Monika.L pisze :

    Pięknie wygląda, zresztą nie tylko pasztecik ale i cała reszta Beatko.
    Lubię do Ciebie zaglądać - wszystko dopracowane, lekkie, proste ale nie oczywiste.

    cieplutko pozdrawiam
    M.

    Odpowiedz

  39. Magoldie pisze :

    Sama nie wiem co mi sie podoba najbardziej …
    Czarujace zdjecia , przepis na pasztet cudowny bo ja to przepadam za wszystkim co jest warzywne :)
    Pisanki powalaja na kolana…
    Bea jestes niesamowita :)
    Pozdrawiam!

    Odpowiedz

  40. Ola pisze :

    Beo, przepis spadl mi po prostu z nieba:) przymierzalam sie juz do zrobienia tego pasztetu z zeszlego roku, z pieczarkami, ale ta wersja pasuje mi chyba jeszcze bardziej:) wyglada wspaniale. Ja bardzo lubie wegetarianskie pasztety, bardziej niz te z miesem nawet.

    pozdrawiam cieplo i wiosennie:)

    Odpowiedz

  41. gossweetart pisze :

    Beatko, powiem Ci, że zaciekawiłam moją kochaną Mamę pasztetem z soczewicy i będziemy robic w weekend:) Na pewno w kąpieli wodnej:))

    Odpowiedz

  42. Beata pisze :

    kolejny wegetariański pasztet do wypróbowania Zapowiada się niezwykle smacznie!
    Wesołych świąt Beatko i dużo zdrowia!

    Odpowiedz

  43. Bea pisze :

    Dziękuję za wszystkie komentarze moi drodzy !
    Wybaczcie, że odpisuję dopiero dziś, ale w pracy lekki kołowrotek… Na szczęście od dziś już długi weekend, postaram się więc nadrobić blogowe zaległości ;)

    * * * * *

    Poleczko, małpuj do woli ;)

    Basiu, te nakrapiane są akurat kupione ;) Ale żona teżcia robi właśnie tak pędzelkiem, choć mnie nigdy takie piękne jak jej nie wychodzą niestety ;)

    Tili, mam nadzieję, że Ci posmakuje !

    Atino, masz całkowitą rację : Margot umie bardzo skutecznie zarażać :))
    A co do zielonej pisanki, to tak jak pisałam w komentarzach pod tamtym wpisem – ta zielona jest też kupna niestety (wydmuszka), moje własnoręczne są tylko te na zdjęciach z ‘fotoreportażu’ ;)) Przyznaję, że jajka do konsumpcji farbuję tylko w naturalnych substancjach, nie lubię tych sztucznych barwników…

    Lu, a ja widzisz sojowe pasztety poznałam w wieku ‘dorosłym’ praktycznie ;) Pierwsza moja szwajcarska koleżanka była wegetarianką właśnie (wtedy bywałam tu tylko podczas wakacji) i to u niej próbowałam pierwszych ‘dziwnych’ wtedy dla mnie produktów ;))

    Cudawianko, zawsze można upiec z połowy porcji lub nadmiar zamrozić :)

    Oczko, dziękuję w imieniu naczynia :) Też bardzo je lubię ;))

    An, ten pierwszy sojowy który podlinkowałam w tekście smakuje bardzo jak nie-warzywny ;) Ale może komuś, kto bardzo lubi mięso faktycznie by nie posmakował ? Nie mam pojęcia…
    I ja życze Ci radosnych i pogodnych świąt !

    Magdo, mój widzisz na szczęście upiera się na warzywne ;)

    Moniko, Magoldie, serdecznie dziękuję za tak ciepłe słowa ! :*

    Olu, mam nadzieję, że i Twoim / Waszym kubkom smakowym pasztet przypadnie do gustu :)

    Gosiu, cieszę się niezmiernie ! Fajną masz Mamę :)

    Dziękuję Beato ! Tobie również wspaniałych, radosnych świąt życzę !

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie !

    Odpowiedz

  44. Cremebrule pisze :

    jej, jak do Ciebie zagladam to strasznie zaluje ze wiosna nie mam wiecej czasu na blogowanie wlasne i czytanie blogow - pasztet wyglada pieknie, na pewno sprobuje, pisanki super - chcialam cos stworzyc w tym roku ale nawet nie mialam kiedy poszukac jakichs fajnych sposobow, gdzies kiedys spotkalam sie z takimi listkami ale nie pamietalam o co chodzi a u mnie w domu robilo sie pisanki metoda wosku i gotowania w cebulowych skorkach ktora tez w tym roku nie wchodzila u mnie w rachube :(
    no nic, nie bede sie uzalac - wszystkiego najlepszego na ta reszte swiat i w ogole!

    Odpowiedz

  45. Bea pisze :

    Witaj Crembrulee :) Niestety i ja cierpie na brak wolnego czasu i tez juz nie udaje mi sie ‘ogarnac’ tego wszystkiego, co bym chciala :( Niestety… Ale tak to juz jest, zawsze trzeba dokonywac jakiegos wyboru ;)
    Co do pisanek, to w tym roku akurat nie robilam; ale przypomnialas mi o tych woskowych z dziecinstwa i moze w przyszlym roku znow sie nimi ‘pobawie’ ;)
    Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie i zycze duzo slonca, usmiechu i radosci na te nadchodzace dni :*

    Odpowiedz

  46. Malta pisze :

    Beo kochana cudny pasztet!

    Odpowiedz

  47. kuchareczka pisze :

    nie jem miesa, chetnie zrobilabym taki pasztet, tymbardziej że probowalam warzywnego raz w zyciu i smakował mi niesamowicie. A nigdy nie wiedzialam, jak sie go robi. Czy mogę pożyczyć? :)

    Odpowiedz

  48. Bea pisze :

    Malto, dziękuję serdecznie :)

    Kuchareczko, będzie mi niezmiernie miło :)

    *

    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

  49. Denia pisze :

    Właśnie ja też nie mogę za bardzo konsumować tłustego mięsa i szukam dobrego przepisu na taki pasztet bo do tej pory moje wszystkie były suche, ale teraz zastosuję polecaną kąpiel wodną

    Odpowiedz

    Bea pisze :

    Deniu, kapiel wodna jest idealnym rozwiazaniem jesli chcemy, by pasztety byly wilgotne.
    Mam nadzieje, ze i Tobie ta wersja bezmiesna posmakuje :)

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj odpowiedź