Archiwum kategorii ‘sery’

Tarta z karmelizowaną cebulą

wtorek, 17 Styczeń 2012

tarte_oignons_caram1a

'

Tarta, o której wspominałam à propos karmelizowanej cebuli, miała się tu pojawić w niedzielę, jednak ‘zmęczenie materiału’ ;) dało znać o sobie i organizm zarządził ponad dwudniową przerwę w życiorysie. Nie sądziłam, że ktoś, kto nigdy nie śpi w ciągu dnia (za wyjątkiem choroby i wysokiej gorączki) i komu pojęcie sjesty jest całkowicie obce, jest w stanie przespać ponad 48 godzin, wprawdzie z przerwami, jednak przesypiając większą część dnia; że można czuć się tak bardzo ‘wyssanym’ z energii, iż nie jest się w stanie normalnie funkcjonować. Wybaczcie więc ten lekki ‘poślizg’ czasowy, jednak dopiero dziś powoli wracam do świata żywych, już na dłużej mam nadzieję ;)

Wróćmy jednak do kulinariów...

Jeśli posmakowała Wam karmelizowana cebula i jeśli chcecie zużytkować jej nadmiar, polecam przygotowanie pysznej, nieskomplikowanej tarty (dlatego właśnie zawsze przygotowuję więcej cebuli na raz, by móc zużyć ją do takich szybkich dań, gdy nie ma się zbyt dużo czasu na kucharzenie).
'

tarte_oignons_caram1

'

Wersja pierwsza (najszybsza), to tarta na bazie gotowego ciasta francuskiego, jeśli takowego używacie. Oczywiście najlepsze jest ciasto przygotowane w domu, tylko wtedy bowiem wiemy co jemy ;). Jeśli jednak używacie kupnego ciasta, radzę porównać jego skład i wybrać to, które nie zawiera konserwantów czy oleju palmowego (niestety nawet produkty ‘eko’ często mają olej palmowy w swoim składzie, a przecież używanie produktu, który przemierzył pół kuli ziemskiej nie do końca jest synonimem ekologii...).

Tartę możemy przygotować w wersji bardziej cebulowej, czyli całe ciasto pokrywamy karmelizowaną cebulą, a następnie nakładamy nieco sera (np. koziego, gorgonzoli, fety itp.) lub pomijamy go całkowicie. Możemy też przygotować wersję bardziej serową, jak ta na powyższym zdjęciu, (inspirowana przepisem ze strony SimplyRecipes – klik) : kilka łyżek karmelizowanej czerwonej cebuli + ok. 120 g gorgonzoli lub innego ‘niebieskiego’ sera + ok. 120 g łagodniejszego, dobrze topiącego się sera (użyłam koziego) + kilka gałązek tymianku; cebulę nakładamy na ciasto, następnie nakładamy kawałki sera oraz tymianek i zapiekamy przez ok. 25-30 minut w 180°.
'

tarte_oignons_caram2

'

Jeśli chcemy otrzymać wersję nieco bardziej sycącą, cebulę możemy zalać masą śmietanowo-jajeczną (jak na powyższym zdjęciu); na jedno jajko dodaję ok. 100-120 ml słodkiej śmietany + dodatkowo np. pokruszony kozi ser i – jak poprzednio – nieco tymianku. W tym wypadku dobrze sprawdzi się też ciasto kruche (gdy przygotowuję tego typu tarty w wersji mocno serowej, ciasto przygotowuję najprostsze, np. takie, tradycyjne - klik lub to z dodatkiem oliwy – klik); najczęściej podpiekam ciasto w foremce (lub w indywidualnych foremkach) przez ok. 10-12 minut, lekko studzę i dopiero wtedy nakładam farsz i śmietanowo-jajeczną masę i – jak wyżej – zapiekam przez ok. 25-30 minut w 180°.

Wariacji na temat tarty z karmelizowaną cebulą jest wiele : możemy użyć tylko cebuli i plasterków / kawałków sera, możemy np. dodać czarne oliwki i filety anchois (inspiracje między innymi od Delii Smith tutaj - klik czy tutaj - klik oraz u  Donny Hay – klik), możemy też przygotować tartę w wersji ‘tatin’ czyli tzw. ‘odwróconą’ (kolejny przepis od niezastąpionej Delii Smith – klik, który widzieliście może już również na blogu Pistachio – klik).

Trudno mi powiedzieć, którą wersję lubię bardziej, wszystko bowiem zależy od nastroju i czasu, jaki mam do dyspozycji (oraz od zawartości lodówki danego dnia ;)). Przyznaję jednak, iż najczęściej robię tego typu tarty w wersji bardziej serowej, a karmelizowana cebula jest tutaj tylko dodatkiem przełamującym i podkreślającym smak sera. A że kilka różnych jego gatunków zawsze mam w lodówce, to tarty i wszelakie zapiekanki regularnie pojawiają się na moim / naszym stole.

'
Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że może i Was powyższe propozycje zainspirują? :)

'

tarte_oignon_fromages2

niedawne kozie 'nabytki' ;)

'

Coś na szybko - zupa brokułowa z niebieskim serem

sobota, 5 Marzec 2011

fromagesbleus1

od góry : Roquefort, Fourme d’Ambert
na dole po lewej - Cashel Blue, po prawej - Bleu d’Auvergne

*
To, że kocham sery, nie jest już chyba dla nikogo tajemnicą ;)

Mam swoje ulubione gatunki, choć tak naprawę lubię je chyba wszystkie bez większych wyjątków. Ogólnie zasada jest jedna : ser, aby urzec moje kubki smakowe, musi być charakterny ;) Wie to również Pani z ‘mojego’ sklepiku z serami i gdy proszę / pytam o jakiś ser, to często odpowiada : ‘Nieee, ten Pani nie posmakuje! Jest zbyt mało wyrazisty. Ale tego niech Pani koniecznie dziś spróbuje!’ I zazwyczaj nie kończy  się tylko na degustacji, ale i na zakupie owego sera rzecz jasna.

Sery pleśniowe, szczególnie te niebieskie, kupuję zazwyczaj z myślą o jakimś konkretnym daniu; czasami są to wytrawne mufinki (jak np. te – klik), serowy sos (uwielbiam sos z Gorgonzoli!), czy np. nasz ulubiony placek ziemniaczano-serowy (prezentowany daaawno, dawno temu, na samym początku bloga – klik), który od nastu lat regularnie pojawia się na naszym stole, co u mnie jest raczej rzadkością ;) ).

*

fromagesbleus2

irlandzki Cashel blue

*

Nie wszyscy lubią niebieskie sery pleśniowe, to fakt; mają one dosyć specyficzny smak i zapach (przede wszystkim zapach ;) ), który nie każdemu odpowiada. Swą nazwę (bleu / blue)  zawdzięczają one zielonkawoniebieskim żyłkom pleśni (penicillium roqueforti), które przerastają kremowe wnętrze sera. W trakcie dojrzewania sery są nakłuwane, dzięki czemu dostające się do wnętrza powietrze umożliwia rozwój pleśni. Większość niebieskich serów produkowana jest z mleka krowiego (jak np. sery typu Gorgonzola, francuskie sery Fourme d’Ambert czy Bleu d’Auvergne, angielski Stilton lub Devon blue czy irlandzki Cashel blue), jest jednak kilka wyjątków. Najbardziej znany jest chyba francuski Roquefort : kremowy, słony, o wyrazistym smaku, wytwarzany z mleka owczego i dojrzewający ok. 3 miesiące w wilgotnych jaskiniach. Jest także niebieski ser z Korsyki (Bleu de Corse), angielski Yorkshire blue i Lanark blue oraz wspaniałe kozie sery pleśniowe rodem z Hiszpanii.  Sery kozie i owcze mają specyficzny, bardziej wyrazisty smak niż te produkowane z mleka krowiego i to właśnie dzięki temu są moimi zdecydowanymi faworytami.

Sery tego typu są również pysznym dodatkiem do zup, którym dodają wyrazistości, jak np. w przypadku dzisiejszej zupy brokułowej. Najczęściej używam tutaj sera Roquefort (owczy, nie wywołuje więc reakcji alergicznych), ale możemy użyć dowolnego sera (warto dodać, że różnią się one nie tylko smakiem, ale i konsystencją : od miękkiej, kremowej gorgonzoli, przez nieco bardziej zwarte sery jak wspomniany już Roquefort czy ich polska wersja – Rokpol (wytwarzany z mleka krowiego),  aż do twardszych, jak np. Stilton (jego irlandzki kuzyn - Cashel blue – ma nieco bardziej miękką konsystencję, jak i owcza jego wersja - Crosier blue).

*
A teraz już czas na wspomnianą zupę. Jest szybka, smaczna i syta. Idealna gdy temperatury wciąż mało wiosenne. I gdy czasu zdecydowanie niewiele. Moja ulubiona :)

*

soupebrocoliroquefort

Kremowa zupa brokułowa z niebieskim serem

2 łyżki oliwy
1 cebula
1-2 ząbki czosnku
500 g różyczek brokuła (teraz, poza sezonem można użyć mrożonych)
1 duży ziemniak (ok. 200g)
ok. 1 – 1,2 litra bulionu
sól, pieprz do smaku
spora garść (ok. 50 g) orzechów włoskich
niebieski ser pleśniowy (ok. 100-150g)
opcjonalnie : grzanki

Cebulę i czosnek obrać; cebulę drobno posiekać, czosnek zmiażdzyć. Ziemniak obrać, pokroić w kostkę, opłukać. Różyczki brokuła (świeże) opłukać.
Cebulę i czosnek udusić na rozgrzanej oliwie (kilka minut), dodać ziemniaki, zalać bulionem, zagotować i po ok. 5-7 minutach dodać brokuły. Gotować jeszcze ok. 8-10 minut (w zależności od wielkości różyczek), do miękkości (mrożone brokuły gotujemy nieco krócej niż świeże). Zupę zmiksować, doprawić do smaku (uwaga : nie solimy zbytnio zupy, ser bowiem nada jej odpowiedniego smaku).
Orzechy zrumienić na suchej patelni.
Każdą porcję zupy udekorować orzechami i kawałkami sera pleśniowego (opcjonalnie – możemy też przygotować w piekarniku grzanki z serem pleśniowym).

Smacznego!

Szwajcarskie sery - Vacherin Mont d’or

niedziela, 30 Styczeń 2011

Co można podać na szybką kolację, co nie wymaga zbyt długiego i pracochłonnego przygotowania? By było syto i rozgrzewająco. I smacznie. ;)
Można przygotować coś z piekarnika. Na przykład taką oto niezwykle szybką i niekłopotliwą namiastkę fondue. Z jednego z moich ulubionych serów – Vacherin Mont d’or.

Jest on  sprzedawany w sosnowym pudełku, przewiązany jest paskiem kory świerkowej, który nie tylko pozwala utrzymać kształt sera, ale również (a nawet przede wszystkim) nadaje serowi podczas dojrzewania leśnego, żywicznego aromatu.
Przed planowaną konsumpcją ser należy przez kilka godzin pozostawić w temperaturze pokojowej, to wtedy bowiem jego wnętrze nabierze odpowiedniej konsystencji i aromatu.
To ser o bardzo kremowym, lekko płynnym wnętrzu, dlatego najczęściej spożywa się go za pomocą łyżeczki (nie bez kozery nazywając go serem ‘deserowym’).

*
vacherinmontdor

*
Vacherin Mont d’or (od 1981 r. chroniony certyfikatem AOC) to jeden z gatunków szwajcarskiego sera, wytwarzany w regionie Jury. To miękki, kremowy ser produkowany z niepasteryzowanego mleka krowiego. Po francuskiej stronie Jury wytwarza się praktycznie identyczny ser zwany Mont d’or, różnica polega jednak na tym, iż ten francuski produkowany jest z całkowicie surowego mleka, szwajcarski zaś z mleka poddanego termizacji, czyli lekkiemu i krótkotrwałemu ogrzewaniu, w wyniku czego ulegają zniszczeniu bakterie psychrofilne (zimnolubne).
Ser ten dostępny jest na rynku w okresie zimowym, mniej więcej od września do kwietnia; po 15 sierpnia, gdy krowy schodzą z hal, dają one zdecydowanie mniej mleka, dlatego też już ponad 100 lat temu (a według niektórych zapisów nawet wcześniej) zdecydowano się na wyrób o wiele mniejszych serów (do produkcji Gruyère czy Tête de Moine potrzeba mniej więcej 10-12 litrów mleka by otrzymać 1 kilogram sera).
Zanim ser trafi do sprzedaży, dojrzewa najpierw ok. 20 dni w temperaturze 15°C. Niestety nie można przechowywać go zbyt długo (do trzech tygodni od kiedy trafi do sprzedaży), ser bowiem przez cały czas nadal dojrzewa i z czasem jego smak (i zapach ;)) staje się zbyt mocny i zdecydowanie mniej przyjemny; teoretycznie nie powinno się go przechowywać w lodówce, by nie przerywać procesu dojrzewania, nie każdy z nas ma jednak do dyspozycji odpowiednie pomieszczenie o temperaturze 10-12°C ;)
Vacherin można również zamrozić – rozmrażamy go później w lodówce, a następnie ocieplamy w temperaturze pokojowej; będzie on wtedy jeszcze bardziej płynny ('coulant').

*
vacherinmontdor03
*

A oto jak przygotować pyszną ciepłą wersję tego sera : pudełko owijamy kawałkiem folii aluminiowej. Powierzchnię sera gęsto nakłuwamy widelcem lub nożem i w ‘otworach’ umieszczamy 1-2 ząbki czosnku, pokrojone na plastry (ząbki czosnku możemy też pozostawić w całości).
Wlewamy na ser ok. 50 – 100 ml białego wina (w zależności od wielkości sera), ewentualnie posypujemy odrobiną pieprzu i pieczemy ok. 20-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180-200°C (mniejszy ser krócej, duży nieco dłużej).
Podajemy z chlebem (jak typowe serowe fondue) lub z ziemniakami.

W ten sam sposób możemy przygotować inne sery o kremowym wnętrzu, jak np. Camembert (niedawno wspominał o tym również  na łamach swojego bloga Tomasz).

Każda wersja jest pyszna :)

Smacznego!

*
czosnek

czosnek różowy, delikatniejszy w smaku od jego ‘białego’ kuzyna

*
- poprzedni 'serowy' wpis tutaj - klik

*

Wiosenny serek śniadaniowy

poniedziałek, 19 Kwiecień 2010

serkozi-rzodk22
*
Nie będę raczej oryginalna pisząc, że uwielbiam wiosnę :) Pierwsze pikniki, nowalijki, wiosenne sałatki… Znów jest kolorowo i optymistycznie, również na naszych talerzach ;) I choć śniadania w domu w tygodniu jadam rzadko, to w weekend zawsze staram się przygotować coś dobrego. Czasem jest to coś na słodko, czasem na słono, wszystko zależy od nastroju ;) Ostatnio był to wiosenny serek. Najprostszy z możliwych. Do kanapek, nie tylko śniadaniowych. Świetnie spisał się nie tylko w towarzystwie jajek i ogórka, ale również jako ‘farsz’ do awokado : było to bardzo smakowite i ożeźwiające połączenie. Idealne na lekką, wiosenną przekąskę :)
*

serkozirzodkiewka*

Wiosenny serek

1 pęczek rzodkiewki
150 g białego serka koziego
2-3 łyżki jogurtu lub śmietany
3 łyżki poszatkowanej rukwi wodnej lub ziół (np. szczypiorek, koperek, natka pietruszki, trybula…)
otarta skórka z jednej małej cytryny (można pominąć)
sól, pieprz do smaku

Rzodkiewki myjemy, osuszamy i ścieramy na tarce. Serek mieszamy z jogurtem (lub śmietaną), dodajemy zioła, rzodkiewki oraz otartą skórkę z cytryny i dokładnie mieszamy. Doprawiamy do smaku.

Uwagi :
Zamiast ziół możemy dodać poszatkowane listki rzodkiewki lub np. rukwi wodnej (przyznam, że z rukwią tego typu serek świetnie smakuje). Możemy też oczywiście dodać np. garść naszych ulubionych kiełków.

*

Pozdrawiam serdecznie!

*

Szwajcarskie sery

poniedziałek, 29 Czerwiec 2009

Jak wiecie, obiecany w maju wpis o tutejszych serach niestety lekko przesunął się w czasie ;) Najpierw zawirusowany i zablokowany blog, później (czytaj : nadal…) złamanie kończyny uniemożliwiające długie siedzenie przed komputerem. Powoli jednak zakończyłam pisanie tekstu i wybrałam przygotowane (już w maju) zdjęcia. Oto więc szczegóły dzisiejszego 'aromatycznego' wpisu :)

Jako, że Szwajcaria jest krajem mlekiem płynącym, to i serów ci tutaj dostatek ;) Rzecz jasna, o wszystkich nie sposób napisać; każdy region ma kilka (a często i kilkanaście) przeróżnych rodzajów sera. Krowie, owcze, kozie, twarde, miękkie, świeże, gotowane, fermentowane… wyliczać można by prawie bez końca.

Jestem pewna, że jako pierwszy każdy z Was zacytuje ser gruyère; wszak to z całą pewnością najbardziej znany i popularny szwajcarski ser. I dodam tylko, że prawdziwy gruyère nie posiada żadnych dziurek, jak to niektórzy chcą nam wmówić ;) Dziurki natomiast (i to spore) posiada Emmentaler, a znacznie mniejsze np. ser z kantonu Appenzell.

Ze względu na ich konsystencję, sery dzielą się na twarde, miękkie i półmiękkie. Te pierwsze mają o wiele dłuższy czas dojrzewania od 5-7 miesięcy, aż do 12 czy nawet 18. Bardzo znany i ceniony Sbrinz na ten przykład prawdziwą ‘dojrzałość’ osiąga po 2-3 latach.
Sery półmiękkie natomiast gotowe są do spożycia już po 3-6 miesiącach (przykładem jest np. ser Raclette).
Sery miękkie dzielą się na te z ‘kwitnącą’, białawą skórką (jak np. Brie czy Camembert) oraz na takie ze skórką twardszą, o beżowo-brązowym odcieniu (jak np. Munster czy Vacherin), które to sery podczas dojrzewania nacierane są roztworem wody z solą.

(tutaj i tutaj możecie zobaczyć kilka zdjęć najbardziej znanych szwajcarskich serów, choć to tylko ich niewielka część)

W dzisiejszym wpisie chcę pokazać Wam trzy sery, którze szczególnie zawładnęły moim sercem, a właściwie moimi kubkami smakowymi (co na jedno wychodzi, wszak przez żołądek do serca ;) ).

tommedouble

Pierwszym z nich jest ser typu ‘tomme’, który był tu dla mnie prawdziwym smakowym ‘odkryciem’. Wszelakie świeże ‘tomme’ to bardzo specyficzny typ sera; biała, ‘kwitnąca’ skórka otacza kremowe, praktycznie rozpływające się wnętrze. Im dłużej ser leżakuje, tym mocniejszy będzie jego smak (i aromat ;) ). I jako, że reguła ta dotyczy większości serów, dlatego najlepiej przechowywać je w specjalnym, hermetycznym pudełku, by aromat wydobywający się z otwieranej lodówki nie przyprawiał o zawrót głowy mniej serolubnych domowników lub gości ;)

tomme2

Dzisiejsza, widniejąca na zdjęciach Tomme fleurette de Rougemont produkowana jest z surowego mleka, i dojrzewa tylko 8 dni. Ten biały, płaski krążek wybornie smakuje sam, z odrobiną chleba i – rzecz jasna – z lampką dobrego wina ;) Ser wyjmujemy z lodówki odpowiednio wcześniej, by lekko ‘zmiękł’ i nabrał odpowiedniego aromatu, przy okazji ukazując nam swoje delikatne, ‘płynące’ wnętrze.

*****
Drugi, niesamowicie oryginalny szwajcarski ser, to Tête de Moine, czyli Głowa Mnicha :)

tetedemoine1Jest to starszy od samej Helwecji - bo z ponad 800 letnią już historią – ser. Źródła wspominają o nim już od XII wieku. Produkowany był w opactwie de Bellelay w regionie szwajcarskiej Jury.

Dziś ser ten wytwarza tylko 9 lokalnych, tradycyjnych mleczarni.
Jako jeden z nielicznych szwajcarskich serów posiada on znaczek AOC (podobnie jak Emmentaler, Etivaz, Gruyère, Sbrinz, Vacherin Fribourgeois, Vacherin Mont d’Or) co oznacza, że nazwa jest zastrzeżona i że ser produkowany jest tylko i wyłącznie w danym rejonie, z mleka pochodzącego tylko i wyłącznie z tego regionu i w odpowiednich (tradycyjnych) dla danego sera warunkach.

Jest to ser tzw ‘półtwardy’, o lekko orzechowo-owocowym smaku. To co go wyróżnia od innych serów, to przede wszystkim forma, w jakiej go się podaje : są to bowiem nie plastry, lecz - jak widoczne na zdjęciu poniżej - ‘rozetki’ sera, które uzyskuje się dzięki specjalnemu ‘przydasiowi’ - la girolle. By ‘rozetki’ były regularne, ser musi być dobrze schłodzony, wyjęty prosto z lodówki. I to właśnie dzięki temu unikalnemu prosesowi ‘rolowania’ go, ser mocniej się napowietrza i nabiera charakterystycznego, niepowtarzalnego smaku.

Dawniej używano do ‘skrobania’ tegoż sera zwykłego noża, jednak z czasem zaczęto myśleć o czymś o wiele praktyczniejszym; i tak, po wielu bardziej lub mniej udanych próbach, w 1981 roku powstała ostateczna wersja ‘girolle’, która gości chyba w każdym szwajcarskim domu.

Tête de Moine jest serem bardzo ‘wszechstronnym’ – serwuje się go od aperitifu po deskę serów (sam, w sałatkach, na kanapkach…).
Powstaje on z mleka surowego, niepasteryzowanego, dzięki czemu mleko (a później ser) zachowuje wszelkie cenne substancje odżywcze i witaminy. Jest to ser bogaty w proteiny, wapno, magnez, nie zawiera laktozy. Przechowywany w piwnicach o 90% wilgotności i w 13°-14° stopniowej temperaturze, dojrzewa on tam około 3-4 miesięcy. A by wyprodukować kilogram tego sera, potrzeba aż 10 litrów mleka!

tetedemoine3

*****

I już ostatni dziś ser - ‘Belper Knolle’ (czyli 'kulka' z Belp ;) ) - to jeszcze właściwie nowość na tutejszym rynku, choć staje się on coraz bardziej popularny. Ser ten (produkowany w regionie berneńskim) w 2007 roku otrzymał nagrodę ‘innowacji’ w świecie serowej szwajcarskiej produkcji rolniczej. Aktualnie staje się on przebojem tutejszego eksportu, mimo praktycznie nieistniejącego dla tego produktu marketingu, reklamy.

belpdouble

W luksusowych restauracjach i hotelach, znani kucharze przyrównują go do trufli; po otwarciu jego delikatnego, bawełnianego ‘kubraczka’, naszym oczom ukazuje się coś, co faktycznie do trufli porównać by można. I tak jak truflę, ścieramy go na odpowiedniej tarce, ‘ozdabiając’ nim przystawki, sałatki czy omlety.

Jest to ser twardy, powstaje z mleka pasteryzowanego i dojrzewa przez minimum 9 tygodni. Po zakończeniu całego procesu dojrzewania, serowe kulki obtaczane są w mieszance czosnku, pieprzu i soli himalajskiej. Jak dla mnie, ten delikatny ser o lekko pikantnej otoczce jest naprawdę niezwykle oryginalnym ‘wynalazkiem’. I choć odkryłam go całkiem niedawno, to od tej pory regularnie gości on na naszym stole.

belp3

*****

O serach można by pisać dużo, choć jeszcze lepiej rzecz jasna móc ich skosztować ;) Dlatego też mnie, wyjątkowej seroholiczce, Szwajcaria bardzo przypadła do gustu : przepiękne górskie pejzaże, wspaniała czekolada i niesamowite sery, które mogłabym jeść na okrągło… A do tego również całkiem dobre, godne polecenia wina z okolicznych winnic; czego więc można chcieć więcej? ;)

Podczas ‘serowych’ zakupów, bardzo lubię pytać o to, co dziś mają ciekawego i czego koniecznie powinnam skosztować. Sprzedawca najpierw odkrawa kawałeczek sera i czeka na mój werdykt; niepotrzebnie jednak, zawsze bowiem jest on taki sam : kupuję! Jeszcze się bowiem chyba nie zdarzyło, by któryś z proponowanych  serów mi nie posmakował.

Wspaniałe są sery z ‘alpage’, czyli z letniego wypasu krów na alpejskich pastwiskach; mają bardziej intensywny, ciemniejszy kolor i niepowtarzalny smak i aromat. Ten sam ser kupowany z mleka ‘zimowego’ zupełnie inaczej smakuje niż ten z letniego udoju. Co roku więc czekam na kolejne sery z ‘alpage’ i jak zwykle pytam o te, których koniecznie muszę spróbować ;)

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tym przydługim postem i że podzielicie się ze mną Waszymi serowymi preferencjami ;) Ciekawa jestem, które ze szwajcarskich serów Wy znacie i lubicie i jak zwykle żałuję, że tylko wirtualnie mogę się nimi z Wami podzielić :)

Pozdrawiam serdecznie!