Archiwum kategorii ‘Boże Narodzenie’

Pebernødder

poniedziałek, 28 Grudzień 2009

… czyli ciasteczka, których miało tu nie być ;)
Początkowo miały zagościć na blogu przed Świętami, jednak rozsądek (oraz sugestie Małgosi ;) ) sprawiły, iż postanowiłam wstawić przepis w nieco późniejszym terminie. I choć ciasteczka nie do końca może wyglądają tak jak powinny (w ‘oryginale’ są nieco bardziej okrągłe, dlatego właśnie nie byłam pewna, czy powinnam Wam je pokazać…), to drzemiący we mnie leń niestety wygrał i nie zdobyłam się na powtórne ich pieczenie, po cichu licząc na Waszą wyrozumiałość ;) Wszak prócz ‘mniej typowego’ wyglądu zewnętrznego, smak mają taki jak powinny! ;)
Jeśli więc jesteście purystami, nie patrzcie proszę na poniższe zdjęcie; jeśli jednak nimi nie jesteście – zapraszam na ciąg dalszy ;)

Pebernødder to tradycyjne duńskie ciasteczka (ich nazwę można przetłumaczyć jako ‘pieprzne orzeszki’), których nie może zabraknąć na tamtejszym adwentowo-świątecznym stole. Są maślane, aromatyczne i przyjemnie korzenne, a oryginalnie powinny wyglądać mniej więcej tak – klik klik.

Jako że Święta zawsze spędzam z dala od kogoś bliskiego (tak to niestety jest, gdy się decydujemy na daleką przeprowadzkę…), to choć tego typu akcenty nas wtedy łączą. Podczas dłuuugich rozmów telefonicznych z kuzynką (niech żyje Internet! ), każda z nas ‘przegryza’ takie same ciasteczka, więc jest prawie tak, jak byśmy były obok ;)
Prawie, wiem, ale lepsze to niż nic…
*
ciasteczkazprzyprawamidk

Duńskie ciasteczka w duńskiej puszce :)

Pebernødder

na ok. 400 malutkich ciasteczek

250 g masła
250 g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
1 łyżeczka imbiru w proszku*
1 łyżeczka cynamonu*
1 łyżeczka zmielonego kardamonu*
1 łyżeczka zmielonego białego pieprzu
1 łyżeczka proszku
1 łyżeczka sody
100 ml słodkiej śmietany
500 g mąki

*tych przypraw dałam ok. 1/3 więcej, pieprzu natomiast odrobinę mniej

Piekarnik nagrzać do 200°C.

Masło utrzeć z cukrem, dodać pozostałe składniki i dokładnie wymieszać na jednolitą masę. Następnie formować niezbyt grube wałeczki (szerokości palca, w oryginale – małego palca ;) ), odkrawać malutkie kawałki ciasta, układać je na blasze wyłożonej papierem i piec ok. 10-12 minut. Studzić na kratce.
Przechowywać w metalowej puszce.

Przepis z duńskiego czasopisma MAD! nr 06/2009

* * * * *

A na koniec pragnę raz jeszcze serdecznie podziękować Wam wszystkim za przemiłe życzenia świąteczne! Mam nadzieję, że i dla Was były to radosne i pogodne dni :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego tygodnia!

Speculaas i pierniczki

niedziela, 20 Grudzień 2009

Gdy pod koniec października pisałam Wam o cieście na pierniczki, grudzień i Święta wydawały mi się bardzo odległe; dziś – jak zwykle ;) - nie mogę się nadziwić, że to już tylko kilka dni…

Pierniczki oczywiście zostały już upieczone, jedne pod koniec listopada, pozostałe zaś tydzień temu. Tylko część z nich została polukrowana (te do ‘rozdania’), u nas bowiem największe wzięcie mają te ‘gołe’ ;) ewentualnie z odrobiną tylko lukru. Na puszkach przykleiłam odpowiednie karteczki, nigdy bowiem nie pamiętam, gdzie są konkretne ciasteczka (i zazwyczaj są oczywiście w ostatniej puszce jaką otwieram ;)). Dziś upiekę jeszcze tylko ostatnią porcję czekoladowo-pomarańczowych choinek, które zapełnią ostatnie wolne pudełko ;)

Ze wspomnianego w październiku ciasta na pierniczki Aganiok upiekłam serduszka, obecność bakalii bowiem nie pozwala na wycinanie zbyt fikuśnych kształtów (testowałam rok temu ;) ). Jak zwykle werdykt jest taki sam : są przepyszne! Ciasto - po prawie dwumiesięcznym leżakowaniu – miało idealną konsystencję, a pierniczki – niebywały smak i aromat. Naprawdę rozpływają się w ustach i pachną nieziemsko.
*
aganiok09

*

Za to ciasto z przepisu Bakerlady wyszło mi bardzo rzadkie (nawet kilkutygodniowy pobyt w lodówce nie pomógł). Musiałam bardzo mocno podsypywać je mąką i partiami wkładać do zamrażalnika, by móc wyciąć z niego jakiekolwiek kształty. Przyznaję, że ostatnią partię upiekłam w jednym, rozwałkowanym kawałku, gdyż moja ‘wycinaniowa’ cierpliwość dobiegała końca. Tak więc otrzymaliśmy spory płat piernikowego ciasta, które po upieczeniu pokroiłam na kawałki i zapuszkowałam. Do porannej kawy smakuje idealnie!
Przy okazji podzielę się z Wami moją radością ze zdobycia foremek ‘katarzynek’, których to pragnęłam już od dłuższego czasu. Tutaj pewnie nigdy nie udało by mi się ich zdobyć, jednak dzięki uprzejmości wirtualnych znajomych – są! Raz jeszcze więc serdecznie Wam dziękuję :) Dziś jeszcze część tych oto ‘katarzynek’ zostanie udekorowana polewą czekoladową.
*
bakerlady09

*

Wypieki, którym poświęciłam ostatnio sporo czasu i energii, były testami pewnych nowych foremek – tym razem drewnianych. I okazało się, że jest to nieco mniej łatwe, niż myślałam… Ciasto musi mieć bowiem odpowiednią konsystencję – nie może być ani za suche, ani zbytnio ‘klejące’, ponieważ trudno będzie wyciągać ciasteczka z foremek (nawet wtedy, gdy pomagamy sobie nożem ;) ). Czasami było tak, że ciasto było pyszne, jednak ciasteczka po upieczeniu całkowicie zniekształcone. Te zaś, które świetnie trzymały kształt - smakiem niestety nie rzucały na kolana. Poza tym ważna jest jednak wprawa i poznanie odpowiedniej dla danych foremek konsystencji ciasta. Z pewnością dalej będę testować kolejne przepisy, marząc że nareszcie trafię na taki, gdzie ciasto minimalnie tylko będzie rosło, nie zniekształcając foremkowych zdobień. I mam nadzieję, że kiedyś jednak uda mi się wyprodukować ciasteczka, z których naprawdę będę zadowolona ;)

A tymczasem – ostatnie ‘wypieczyny’ ;)

Pierwsze to spekulaas według przepisu Marthy Stewart (przepis po angielsku tutaj, a po polsku również w aktualnym wydaniu Living; jeśli są chętni na przepis po polsku, chętnie go dopiszę).
Jedyna zmiana jakiej musiałam dokonać wyrabiając ciasto, to dodanie praktycznie podwójnej niż zalecana ilości wody, ciasto bowiem bardziej przypominało crumble niż zwartą kulę ciasta. Później natomiast okazało się, że zalecana temperatura pieczenia (120°) chyba jednak nie odpowiada mojemu piekarnikowi, gdyż ciasteczka wciąż wyglądały na surowe :/ Zwiększyłam więc temperaturę do 160° i wtedy rezultat był już o wiele bardziej zadowalający. Oto spekulaas z przepisu Marthy Stewart oraz oryginalna holenderska foremka, która mi posłużyła do ich wykrawania :)
*
speculaasmoulin

*
Drugie spekulaas natomiast upieklam z przepisu zaproponowanego przez Tilinarę w aktualnej edycji Weekendowej Cukierni.
Przy wyrabianiu ciasta musiałam dodać nieco więcej mleka, gdyż (tak jak i wcześniejsze) ciasto było dosyć suche. Jest o wiele bardziej maślane niż to pierwsze, plastyczne i przyjemne w obróbce, dosyć dobrze współpracowało z foremkami ;) Jednak po upieczeniu ich znów ten sam ‘problem’ – większość wzorków jest niestety mało widoczna. Na szczęście zrobiłam też jedno zdjęcie przed pieczeniem (niestety przy sztucznym świetle, więc kolory są nieco przekłamane…), by pokazać Wam różnicę ‘przed’ i ‘po’ ;) Prawda, że były urocze? Może kiedyś i po upieczeniu takie będą… ;)
*
specavantcuisson

*

I już po upieczeniu :
*

specmoules2

*

Cytuję za Tilinarą z moimi dopiskami :

Speculaas/Speculoos

Składniki:
200 g mąki samorosnącej lub zwykłej z dodatkiem ok. 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia (pominęłam)
100 g brązowego cukru
100 g masła, zimnego
2-3 łyżki zimnego mleka (u mnie więcej)
3 łyżeczki przyprawy do speculaas lub innej do piernika lub ciast dyniowych
1/2 łyżeczki sody
skórka starta i posiekana z 1 pomarańczy

olej o neutralnym smaku i mąka do podsypywania

Przygotowanie: Wymieszać wszystkie składniki i zagnieść ciasto. Uformować kulę/wałek (jak kto woli), zawinąć w folię i odstawić na min. 1 godzinę do lodówki. Po tym czasie na podsypanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto (jeśli się lepi, można wałkować między dwoma kawałkami folii spożywczej). Wylepić ciastem nasmarowane olejem i wyspane mąką foremki trójwymiarowe i trzymając foremkę nad blachą, uderzyć w jej tył dłonią, tak by ciastko wypadło na blachę. Jeśli używamy wykrawaczek, to postępować z nimi standardowo. Blaszkę z uformowanymi ciasteczkami trzymać w lodówce. Piekarnik nagrzać do 175 stopni Celsjusza. Piec 20-25 minut. Studzić na kratce.

*  *  *

Ciasteczka są przepyszne, a Tili chyba czytała w moich myślach proponując ten wypiek w ramach świątecznej Weekendowej Cukierni :)
Wczoraj zobaczyłam też śliczne spekulasy u Basi i rzecz jasna od razu nabrałam ochoty by i ten przepis wypróbować. Kto wie, może zdążę jeszcze przed Świętami ;)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

I raz jeszcze dziękuję tym, którzy przyszli mi z pomocą w zdobyciu tych wszystkich wymarzonych i wyczekanych foremek :)

*

Kruche ciasteczka z białą czekoladą

niedziela, 13 Grudzień 2009

Wczoraj po raz pierwszy poczułam zimno. Nie takie jesienne, ale takie właśnie już 'zimowe'. Lodowaty wiatr, słońce schowane głęboko za chmurami i to przeszywające zimno… Po raz pierwszy w tym sezonie zapragnęłam rękawiczek, ciepłej kurtki i miękkiego, otulającego mnie szalu. Ale to właściwie całkiem normalne, wszak mamy już połowę grudnia!

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam wracając do domu było wypicie gorrrącej herbaty. A zaraz potem zabrałam się za pieczenie ciasteczek. To bowiem w taki dzień ciasteczka smakują najlepiej – piekarnik miło rozgrzewa kuchnię, a wydobywający się z niego aromat przyciąga jak magnes. Potem trzeba tylko chwilkę poczekać, aż ciasteczka nie będą już parzyć w język ;) po czym oddać się błogiemu lenistwu : kolejna herbata, koc, ulubiona książka i takie oto czekoladowe gwiazdki. Kto wie, może któraś spełni nasze życzenia? Gdyż mimo iż nie przepadam za zimą i śniegiem, to bardzo chciałabym, by święta były białe… Dlatego upiekłam te oto ‘białe’ gwiazdki, by na biało zaczarować nadchodzące świąteczne dni :)

*

etoilesnougat

Gwiazdki z białą czekoladą, nugatem i limonkową nutą

proporcje na ok. 40 sztuk

150 g miękkiego masła
100 g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
szczypta soli
1 jajko
100 g białej czekolady z nugatem (np. Toblerone)
1 łyżka słodkiej śmietany
otarta skórka z 1 limonki
325 g mąki

opcjonalnie : stopiona biała czekolada do dekoracji

Masło ucieramy, dodajemy sól, cukier i jajko i dalej ucieramy do białości.

Czekoladę rozpuszczamy z dodatkiem śmietany w kąpieli wodnej (robimy to bardzo ostrożnie, by czekolada sie nie zwarzyła). Do masy maślano-jajecznej dodajemy otartą skórkę z limonki, stopioną czekoladę oraz mąkę i bardzo dokładnie mieszamy. Następnie z ciasta formujemy kulkę, zawijamy w folię spożywczą i umieszczamy w lodówce na ok. 30 minut.

Piekarnik rozgrzewamy do 180°C.

Schłodzone ciasto wałkujemy na grubość 6 milimetrów i wycinamy gwiazdki (uwaga : ciasto jest bardzo kruche i delikatne). Układamy je na wyłożonej papierem blasze i ponownie schładzamy przez ok. 10 – 15 minut.

Pieczemy ciasteczka ok. 11 minut; mają być jeszcze lekko miękkie i tylko delikatnie zrumienione.

Studzimy je na kratce i ewentualnie dekorujemy stopioną białą czekoladą.


( przepis pochodzi z serii książek Betty Bossi - ‘Noël et ses friandises’)

*   *   *

Na koniec dodam jeszcze, że przepis ten ukaże się 16 grudnia w Międzynarodowym Kalendarzu Adwentowym, dlatego też poniżej wersja angielska (co dla mnie baaardzo nietypowe, tym bardziej więc proszę czytających o wyrozumiałość ;) ).

Przy okazji serdecznie dziękuję Anooshce za pomoc i rozwianie moich językowych wątpliwości :*

Pozdrawiam serdecznie!

*

*   *   *   *   *   *  *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *   *

*

*

*

I am very happy to be a part of this 2009 International Recipe Advent Calendar.

Today, I would like to propose some Christmas cookies to you. Very easy and tasty, Swiss white chocolate stars, for a white Christmas :)

*
etoilesnougat

White Nougat Chocolate Stars

150 g unsalted butter
100 g sugar
pinch of salt
1 egg
100 g white almond nougat chocolate (for example Toblerone)
1 tablespoon of whipping cream
zest of 1 lime
325 g all-purpose flour

+ melted white chocolate for decoration

Preheat the oven to 180°C.

Melt chocolate with cream in the bowl placed over saucepan of simmering water.

Cream butter, add sugar, salt and egg and continue beating until pale. Add the lime zest, melted chocolate and flour, mix well. Shape into a ball, wrap in plastic, and refrigerate for 30 minutes.

Roll out dough to a 7mm thickness, cut out cookies using cookie cutter and place them on a baking sheet lined with baking paper (be careful, dough is soft and fragile).

Refrigerate cookies for 10-15 minutes.

Preheat the oven to 180°C.

Bake until they are just turning golden, about 11 minutes and transfer to racks to cool.

When the cookies cool down you can decorate them with melted white chocolate.

(recipe from : Betty Bossi - ‘Noël et ses friandises’)

Zimtsterne – Brunsli – Milanais – Chräbeli czyli…

poniedziałek, 7 Grudzień 2009

biscuitsnoelbocalszwajcarski, świąteczny kwartet ciasteczkowy ;)

Nie oznacza to rzecz jasna, że są to jedyne ciasteczka jakie się tu na święta wypieka, ale są to te najbardziej popularne, których w żadnym domu zabraknąć nie może. To takie świąteczne ciasteczkowe minimum :)
Choć właściwie powinnam napisać o kwintecie, gdyż sporą popularnością cieszą się również przekładane konfiturą ciasteczka podobne do tych typu ‘linzer’ (Spitzbuben, a po francusku zwane ‘miroirs’ czyli lusterka :) ), przyznaję jednak, że u nas w rodzinie pojawiają się nieco rzadziej.

Często pytana jestem o szwajcarskie kulinarne tradycje świąteczne, o typowe świąteczne potrawy. I muszę przyznać, że niestety nie ma tutaj takich dań, które w święta muszą pojawić się na stole. W niektórych domach serwuje się pieczonego indyka z kasztanami, w innych na przykład łososia. Nie ma jednak tak tradycyjnych potraw jak na przykład te spożywane podczas polskiej Wigilii, które obowiązkowo muszą znaleźć się na wigilijnym stole. Za to co roku, niezmiennie, tutejszym świętom towarzyszą… tradycyjne, świąteczne ciasteczka :)

Te świąteczne wypieki często przygotowuje się wspólnie : z rodziną, z przyjaciółmi. Najczęściej dwa tygodnie przed świętami staramy się znaleźć jakiś wspólny wolny wieczór / popołudnie (co w tym przedświątecznym czasie często graniczy z cudem…) i kuchnia zamienia się wtedy w prawdziwą ciasteczkową fabrykę :) Najczęściej piecze się te ‘tytułowe’ słodkości : nasze ulubione gwiazdki cynamonowe (Etoiles à la cannelle - Zimtsterne) pokryte białym jak śnieg lukrem, czekoladowo-migdałowe ciasteczka z Bazylei (Bruns de Bâle - Brunsli), prezentowane rok temu ciasteczka mediolańskie (Milanais - Mailanderle) oraz Chräbeli, czyli ciasteczka anyżkowe, po francusku zwane ‘kogucimi grzebykami’ (Crêtes de coq). To jednak nie wszystko. Tak, jak pisała wczoraj Agnieszka – tego typu świątecznych wypieków jest naprawdę sporo, również tutaj :) Piecze się wszelakie orzechowe i migdałowe słodkości (zwane tutaj ‘macarons’, choć nie są to takie makaroniki jak te słynne z Ladurée na przykład ;) ) oraz tutejsze pierniki, choć może nie do końca wyglądają one tak, jak te pieczone w polskich domach. Jedne z nich pokazałam Wam w zeszłym roku – Basler Läckerli (czyli z Bazylei). Istnieją one też w wersji rodem z Zurychu i są zupełnie inne w smaku : masa z której się je przygotowuje do złudzenia przypomina masę marcepanową (mielone migdały, cukier puder i białko); do tych w wersji ‘podstawowej’ dodaje się nieco olejku migdałowego, jednak można też przygotować je o smaku czekolady, wody różanej lub… drzewa sandałowego. Jeśli lubicie marcepan, to i te Läckerli z pewnością by Wam posmakowały. Piecze się również (choć nieco rzadziej w domu) wspomniane przez Agnieszkę ‘springerle’, do wyrobu których używa się specjalnych, pięknych drewnianych foremek (tutaj np. kilka zdjęć z produkcji ciasteczek).
*

biscuitsnoel09
*
Część tych wypieków jest zjadana przy świątecznym stole, większość jednak służy do obdarowywania naszych bliskich. W przezroczystych, celofanowych torebkach lub w ozdobnych pudełeczkach stanowią swoisty tradycyjny element świątecznej ‘wymiany’ ciasteczkowej ;) Dlatego co roku staram się dołączyć do nich coś ‘innego’.  Czasem są to maślane ciasteczka w różnych wersjach smakowych (w zeszłym roku były to czekoladowo-pomarańczowe choinki - może je pamiętacie -  które cieszyły się olbrzymim powodzeniem i o które wszyscy w tym roku proszą ;) ), często dodatkowo również polskie pierniczki. I muszę przyznać, że te które przygotowuję z ciasta Aganiok (a teraz również Bakerladyprzepisy tutaj) cieszą się dużym powodzeniem. Co tym bardziej mnie cieszy :)

A teraz już pora na przepisy.
Zacznę od czekoladowo-migdałowych ‘Brunsli’, jednych z bardziej popularnych tutaj ciasteczek. Przepisów na nie jest kilka, różnią się one od siebie bardzo minimalnie. Niektóre przygotowuje się ze stopioną czekoladą, inne z kakao w proszku; do jednych dodaje sie kirsch, do innych dodawało się wodę różaną. Otrzymuje się dosyć kleistą masę, na pierwszy rzut oka trudną do rozwałkowania. Wystarczy jednak umieścić ciasto na kawałku papieru do pieczenia i wałkować je przez folię spożywczą, a wtedy stanie się ono (prawie) bezproblemowe ;) Jeśli zamierzamy wałkować ciasto na stolnicy / blacie, pamiętajmy jednak by nie wysypywać go mąką, a cukrem; w cukrze też możemy ‘zanurzać’ nasze foremki, jeśli ciasto jest zbyt klejące i jeśli trudno jest wyciągnąć je z foremek.
Sekret miękkich w środku a twardych z wierzchu tego typu ciasteczek (to samo dotyczy cynamonowych gwiazdek) polega na suszeniu ich przez kilka godzin przed pieczeniem. To wtedy bowiem otrzymamy idealną dla nich konsystencję.
*
brunsli2

Ciasteczka czekoladowe z Bazylei (Brunsli)

100 g gorzkiej czekolady
250 g zmielonych migdałów
150 g cukru
2 łyżki kakao
2 łyżki mąki
¼ łyżeczki cynamonu
spora szczypta mielonych goździków
szczypta soli
2 białka (ok. 70g)
2 łyżeczki kirschu

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej. Suche składniki wymieszać. Białka lekko ubić i dodać do suchych składników, a następnie dodać rozpuszczoną czekoladę i kirsch. Wszystko dobrze wymieszać. Jeśli masa jest bardzo klejąca, możemy schłodzić ją w lodówce (lub w zamrażalniku). Gotową masę rozwałkować na wysypanej cukrem stolnicy (lub na papierze do pieczenia) na grubość ok. 1 cm i wykrawać ciasteczka (foremki można ‘maczać’ w cukrze, by mniej kleiły się do ciasta). Układać ciasteczka na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawić do wysuszenia na minimum 6 godzin (lub na całą noc).

Piec ok. 6 min. w 200°C. Studzić na kratce.

Uwaga : po wyjęciu z piekarnika ciasteczka muszą być jeszcze lekko miękkie, stwardnieją bowiem stygnąc.

* * * * *

Kolejny tutejszy świąteczny ‘hit’ to gwiazdki cynamonowe, których absolutnie nie może zabraknąć. Tak jak i powyższe Brunsli, gwiazdki również wymagają uprzedniego suszenia. Ponadto istnieją dwa sposoby lukrowania ich (lukrem białkowym) : możemy polukrować ciasteczka tuż po uformowaniu ich (będą więc one schnąć razem z lukrem i razem z nim będą pieczone); możemy też lukrować ciasteczka dopiero po upieczeniu i wystudzeniu ich. Jeśli chcecie, by lukier pozostał śnieżnobiały, to polecam Wam ten drugi sposób właśnie; jeśli jednak bardziej zależy Wam na smaku podobnym do upieczonej bezy, a nie na jej kolorze, wybierzcie pierwszy sposób. Gwarantuję, że w każdej wersji gwiazdki są pyszne :)
*
etoilescannelle

Gwiazdki cynamonowe (Zimtsterne)

2 białka (ok. 70 g)
szczypta soli
200 g cukru
350 g drobno zmielonych migdałów
1 i 1/2 lyżki cynamonu
1/2 lyżeczki kirschu (lub soku z cytryny)

lukier
1 białko + ok. 175 g cukru pudru

Ubić białka z solą, następnie dodać cukier, dobrze wszystko wymieszać; następnie dodać migdały, przyprawy i kirsch (lub sok z cytryny), dobrze wymieszać (jeśli masa jest bardzo klejąca, możemy schłodzić ją w lodówce lub w zamrażalniku). Gotowe ciasto rozwałkować na wysypanym cukrem blacie na grubosc ok. 7 mm (jako że ciasto jest niestety dosyć klejące, dlatego dobrze jest wałkować je przez folię spożywczą). Wykrawać gwiazdki, układać je na blasze wyłożonej papierem, a następnie zostawić je do wyschnięcia na minimum 6 godzin lub na całą noc (jeśli chcemy piec gwiazdki wraz z lukrem : bardzo dokładnie mieszamy białko z cukrem pudrem – lukier ma być gęsty – dekorujemy nim gwiazdki i pozostawiamy je do wysuszenia).

Piec ok. 6 min. w 200°C. Studzić na kratce.

Uwaga : po wyjęciu z piekarnika ciasteczka muszą być jeszcze lekko miękkie, stwardnieją bowiem stygnąc.

Jeśli ciasteczka były pieczone bez lukru, zdobimy je po całkowitym wystygnięciu.

(by dobrze ‘zamalować’ najcieńsze końce gwiazdek radzę użyć wykałaczki)

* * * * *

Pora na moje ukochane Milanais (czyli ciasteczka mediolańskie). Regularnie pojawiają się one na moim blogu ;) a rok temu proponowałam je Wam w wersji z makiem. W tym roku są tradycyjne, bez ‘dodatków’, z niewielką tylko ilością cytrynowego lukru.
*
milanais09

Ciasteczka mediolańskie (Milanais)

250 g miękkiego masła
225 g cukru
szczypta soli
3 jajka
otarta skórka z 1 pomarańczy
otarta skórka z 1 cytryny
500 g mąki

lukier
150 g cukru pudru
2 łyżki soku z cytryny

Masło utrzeć, dodać cukier, sól i dalej ucierać (do białości) dodając po jednym jajku; następnie dodać otarte skórki z cytryny i pomarańczy, mąkę i wszystko dobrze wyrobić. Zawinąć ciasto w folię i odstawić w chłodne miejsce na minimum 2 godz. Wyciągnąć je z lodówki mniej więcej 10 minut przed przygotowaniem ciasteczek. Na wysypanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto (partiami) na grubość ok. 7 mm. Wykrawać ciasteczka i ukladać je na blasze wyłożonej papierem, po czym ponownie odstawić je w chłodne miejsce na ok. 15 min. (dzięki temu ciasteczka nie odkształcają się podczas pieczenia).

Piec ok. 10 min w 200°. Studzić na kratce.

Cukier puder dokładnie rozrobić z sokiem z cytryny i tak przygotowanym lukrem posmarować wystudzone ciasteczka.

* * * * *

Ostatnie dziś ciasteczka, to anyżkowe ‘kogucie grzebyki’. Nieco rzadziej pojawiają się na naszym stole niż te wcześniej opisane (a przynajmniej w mniejszych ilościach ;) ). Rok temu pisała o nich również Alicja (zerknijcie tutaj).
*
anyzkowe

Anyżkowe ‘kogucie grzebyki’ (Chräbeli)

4 jajka (230 g –250 g ze skorupką)
450 g cukru
szczypta soli
1,5 łyżki ziaren anyżu*
1 łyżka kirschu
550 g mąki**

* u mnie 1,5 łyżeczki mielonego
** ewentualnie nieco więcej, jeśli masa jest zbyt klejąca

Wszystkie składniki oprócz mąki ubić razem do białości (przez min. 5 minut). Następnie dodać mąkę i dobrze wymieszać. Na posypanej mżąką stolnicy (lub na papierze do pieczenia) uformować wałek o średnicy ok. 1,5 cm. i pokroić na 5 cm kawałki. Każdy kawałek naciąć pod kątem w dwóch miejscach i lekko ‘wygiąć’. Ułożyć na blasze wyłożonej papierem i zostawić na noc (a najlepiej na 24 godziny) do wyschnięcia. Ciasteczka są dobrze wysuszone gdy spodnia ich część jest wyraźnie jaśniejsza.

Piec 25 minut w 140°C przy lekko uchylonych drzwiczkach piekarnika (wkładamy drewnianą łyżkę w drzwiczki piekarnika).

Lekko przestudzone ciasteczka przekładamy na kratkę i po całkowitym przestygnięciu układamy w hermetycznym pudełku.

W bardzo podobny sposób możemy przygotować ciasto do wytłaczanych w drewnianych foremkach ‘springerle’, tyle tylko, że dodajemy tyle samo cukru pudru co mąki (na 4-5 jajek – 500 g mąki + 500 g cukru pudru).
Możliwe, że i one pojawią się na blogu… ;)

*

* * * * *
*

To tyle na dziś na temat szwajcarskiego, świątecznego ciasteczkowania ;) Obiecuję jednak ciąg dalszy :)

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wszystkim udanego tygodnia!

*(PS. przepisy pochodzą z tutejszej serii książek 'Betty Bossi' )

*

Pierniczkowe leżakowanie :)

poniedziałek, 19 Październik 2009

Jak wspominałam niedawno, komercyjne przygotowania do Świąt już we wrześniu z lekka mnie irytują. Zupełnie nie mam jeszcze wtedy ochoty patrzeć na bombki, łańcuchy czy inne ozdoby. W październiku z resztą też nie. A jednak jest coś, o co już teraz należy się zatroszczyć : ciasto na pierniczki :) Jeśli bowiem wybieramy ciasto, które musi leżakować przez kilka tygodni (i upieczone pierniczki również), to już teraz należy zakasać rękawy. A potem uzbroić się w cierpliwość, by ciasto w całości doczekało dnia pieczenia ;) Tak, to jedyny znak Świąt który lubię w październiku. I przyznaję, że już teraz – jak co roku – z chęcią spoglądam na zimowo-świąteczne foremki do pierniczków (choć na foremki z chęcią spoglądam przez cały rok, w dużym stopniu ‘zarażona’ przez Alicję, mimo iż jej raczej w tym nie dorównam ;) ).

Lubię, gdy w domu powoli (bardzo powoli ;) ) zaczyna pachnieć cynamonem, pomarańczą, pierniczkami…

Pierwsze zagniecione w tym roku ciasto, to ciasto na pierniczki autorstwa Aganiok, które i Wy może już znacie. ‘Odkryłam’ ten przepis dwa lata temu (na forum CinCin, później na Mniamie) i zakochałam się w nim na zabój ;) Dla mnie te pierniczki są naprawdę wyśmienite! Wszystkim ‘obdarowanym’ również bardzo smakowały :)

Drugie w kolejce czeka na zagniecenie ciasto z przepisu Bakerlady. Z tego, co mówią / piszą o nich osoby, które już ten przepis wypróbowały, pierniczki są niezwykle smaczne a samo ciasto przyjemne w obróbce. I ja postanowiłam więc je w tym roku wypróbować.

Oczywiście będą też jakieś ciasteczka do dekoracji (pewnie imbirowe, z ciasta które nie odkształca się zbytnio w trakcie pieczenia) oraz kilka rodzajów innych ciasteczek, w większości tych ‘tutejszych’ (jak Milanais np.). Ale na nie przyjdzie pora już przed samymi Świętami, gdyż nie muszą one leżakować. Mam więc jeszcze czas, by Wam o nich napisać ;)
#ciastoaganiok2

(EDYCJA : zmiana zdjęcia; tamto naprawdę mnie z lekka irytowało... ;) )

Pierniczki Aganiok

500 g miodu
2 niepełne szklanki cukru
250 g masła
1 kg i 1 szklanka mąki tortowej
3-4 jajka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 szklanki mleka
szczypta soli
1 szklanka siekanych orzechów włoskich
1/2 szklanki siekanej skórki pomarańczowej
1/2 szklanki rodzynek (jeśli są duże, można je również posiekać)
(bakalie można oczywiście zmienić wg uznania)
1 czubata łyżka ciemnego kakao
2 płaskie łyżeczki cynamonu*
2 płaskie łyżeczki imbiru*
1/2 łyżeczki pieprzu*
1/2 łyżeczki mielonych goździków *
1/2 łyżeczki kardamonu*

do smarowania pierników:
1 jajko
2-3 łyżki mleka

*ja często dodaję jedno całe opakowanie przyprawy do piernika Kotanyi

Miód, cukier i tłuszcz włożyć do garnka o grubym dnie, powoli podgrzewać stale mieszając, aż wszystkie składniki się połączą, odstawić z gazu i dodać bakalie oraz przyprawy, wymieszać.
Do malaksera (lub do dużej miski jeśli wyrabiamy ciasto ręcznie) wrzucić większość przesianej mąki, jaja, sól, sodę rozpuszczoną w zimnym mleku, kakao, wymieszać. Po chwili dodać gorącą masę z tłuszczu i miodu (jeśli wyrabiamy rękami, to można ją lekko przestudzić), ponownie wymieszać. Na końcu, gdy masa jest już jednolita, dodać pozostałą mąkę i wymieszać.
Ciasto przełożyć do naczynia, przykryć lnianą ściereczką - powinno oddychać. Odstawić na kilka tygodni w chłodne miejsce (spiżarnia, ewentualnie lodówka) aby dojrzewało.
Ciasto kiedy odpoczywa zmieni konsystencję z lepkiej i luźnej, na zwięzłą i twardawą. Po ok. 6 tygodniach można przystąpić do pieczenia pierniczków. Ciasto wałkować, lekko podsypując mąką, na ok. 0,5 cm, wykrawać pierniczki. Pierniczki tuż przed włożeniem do piekarnika smarować jajkiem rozmąconym z mlekiem.
Piec pierniki w 160-170 stopniach przez ok. 10 minut, w zależności od wielkości (a także w zależności od piekarnika!).
Kiedy wyjmujemy gotowe pierniczki z piekarnika, ich brzeg powinien być już twardy, a środek pozostawać jeszcze miękki, wtedy powinny zachować miękkość po ostygnięciu.

Gdyby jednak były zbyt twarde, to do puszki z piernikami należy włożyć na kilka dni cząstki jabłek i przemieszać kilkakrotnie.

* * * * *
#

Ciekawa jestem z którego przepisu Wy najczęściej pieczecie wasze pierniczki? Te ulubione, których nie może zabraknąć na świątecznym stole, te ‘naj’ ? Chętnie poczytam o Waszych pierniczkowych preferencjach :) I kto wie, może dzięki Wam skuszę się jeszcze na coś dodatkowego w tym roku? ;)

Pozdrawiam serdecznie!

"

Ciasteczkowo i puszkowo ;)

niedziela, 21 Grudzień 2008

Od pewnego czasu, nie tylko w okresie świątecznym, regularnie odwiedzam ‘przydasiowe’ stoiska w poszukiwaniu między innymi ładnych puszek na ciasteczka. Kilka dni temu, spacerując po moim ulubionym sklepie, zupełnie przez przypadek trafiłam na takie oto pudełka nie na stoisku z przydasiami, a ze świątecznymi ozdobami; co oznacza, że zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by czegoś ciekawego nie przegapić! ;) Na dodatek, puszki te były w baaardzo promocyjnej cenie, nie mogłam więc nie kupić choć jednej! Tym bardziej, że naprawdę mnie oczarowała : jest zupełnie inna od tych świąteczno-mikołajowych które zazwyczaj zapełniają sklepowe półki. A do takiej pięknej, nowej puszki, trzeba koniecznie upiec jakieś nowe ciasteczka!
W zeszłym roku bardzo spodobał mi się przepis na Cranberry Noel podany na forum CinCin przez Dziunę (oryginał Marthy Stewart), nie udało mi się go jednak wtedy wypróbować. W tym roku, przeglądając wspominane już wcześniej przeze mnie książki Betty Bossi trafiłam na ciasteczka z pistacjami, które bardzo przypominają te proponowane przez Dziunię. Przyznam (ze wstyem…), że nie lubię zbytnio przepisów ‘szklankowych’ i jeśli mam możliwość, to wybieram te o dokładnie podanej gramaturze ;) Tak też stało się i teraz : po porównaniu obydwu przepisów stwierdziłam, że są praktycznie identyczne (w ‘moim’ jest np. cukier puder zamiast zwykłego oraz mniej soli) więc wybrałam ten ‘BB’ dodając do ciasteczek suszonej żurawiny, tak jak w przepisie Dziuni :) Efekt jest wspaniały : i kolorystycznie, i smakowo, to z pewnością jedne z bardziej smakujących mi ciasteczek! Wprawdzie na Wasze świąteczne wypieki pewnie już za późno, ale może i po świętach komuś ten przepis się przyda ;)

Kruche ciasteczka z żurawiną i pistacjami

175 g masła
75 g cukru pudru
1 łyżeczka cukru waniliowego
szczypta soli
1 łyżka mleka
250 g mąki
30 g posiekanych pistacji
40 g suszonej żurawiny

+ ewentualnie 1 białko oraz 50 g drobno posiekanych pistacji do obtoczenia ciasteczek

Masło utrzeć w misie, dodać sukier puder, sól, mleko i utrzeć do białości; dodać pistacje i pokrojoną na mniejsze kawałki żurawinę, następnie dodać mąkę i dobrze wszystko wymieszać. Podzielić ciasto na dwie części i z każdej uformować wałeczek o średnicy ok. 4 cm. Można posmarować ciasto białkiem po czym obtoczyć wałeczki w drobno posiekanych pistacjach (ja obtoczyłam tylko jedną część ciasta). Zawinąć w folię i umieścić w zamrażalniku na ok. 20-30 minut. Następnie pokroić na 5-7 mm. ‘plasterki’. Układać na blasze wyłożonej papierem (niezbyt blisko siebie) i piec ok. 10-12 minut w temp. 200°. Wystudzić na kratce i przechowywać w hermetycznym pudełku.

Smacznego!

PS. Cranberry Noel piekła też niedawno Aklat, zapraszam Was więc również do odwiedzenia jej bloga :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Swiąteczne ciasteczka

poniedziałek, 15 Grudzień 2008
Jako, że na wypełnienie czeka jeszcze kilka wolnych puszek, pora na kolejny ciasteczkowy wypiek :)
Dzisiejsze ‘Milanais’ (czyli ciasteczka z Mediolanu), to jedne z tych ciasteczek, których nie może tu zabraknąć na świątecznym stole. Są maślane, lekko cytrynowe, rozpływające się w ustach. Nie wiem niestety, skąd dokładnie pochodzi nazwa ‘Milanais’ i nie wiem dlaczego te mediolańskie ciasteczka są tak popularne w Szwajcarii; jedno jest jednak pewne : co roku ich delikatny aromat wypełnia nasze domy :)
Wspominałam Wam już o nich w grudniu zeszłego roku; do tradycyjnego przepisu prócz otartej skórki cytryny dodałam też wtedy skórkę pomarańczową, co niezwykle przypadło wszystkim do gustu. W tym roku dokonałam kolejnej modyfikacji i do połowy ciasta dodałam sporą łyżkę maku, by szwajcarskie tradycje połączyć z polskimi :) Mnie ta wersja bardzo posmakowała, myślę więc, że warto pokusić się o jej wypróbowanie, jeśli oczywiście należycie do grona miłośników maku ;)
Przetestowałam też na tym cieście moje ostatnio nabyte foremki, takie oto anielskie skrzydełka :)

Na początku obawiałam się, że ciasto nie będzie zbyt dobrze odrywać się o wąskich zakamarków foremki, jednak moje obawy okazały się bezpodstawne : wszystko przebiegło bezproblemowo! Zresztą nigdy z tym ciastem nie miałam problemów : świetnie się wałkuje i jest bardzo plastyczne co pozwala na łatwe wykrajanie ciasteczek (a propos, ciasto wałkuję zawsze przez folię, jest mi tak o wiele łatwiej).
A teraz już, dla wszystkich chętnych, nasze tegoroczne ‘Milanais’ :

Milanais

250 g miękkiego masła
225 g cukru
szczypta soli
3 jajka
otarta skórka z 1 cytryny
otarta skórka z 1 pomarańczy
500 g mąki
2-3 łyżki maku*

1 żółtko wymieszane z odrobiną śmietany do posmarowania

*można pominąć
Masło utrzeć, dodać cukier, sól i dalej ucierać dodając po jednym jajku (do białości); następnie dodać otartą skórkę z cytryny i pomarańczy, mak i mąkę i wszystko dobrze wyrobić. Zawinąć ciasto w folię i odstawić w chłodne miejsce na minimum 2 godz. Wyciągnąć je z lodówki mniej więcej 10 minut przed przygotowaniem ciasteczek. Na wysypanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto (partiami) na grubość ok. 7 mm. Wykrawać formy i ukladać na blasze wyłożonej papierem, po czym ponownie odstawić w chłodne miejsce na ok. 15 min.

Przed pieczeniem, posmarować ciasteczka żółtkiem.

Piec ok. 10 min w 200°.

Uwagi :
Najlepiej wyciągać ciasto z lodówki partiami, tak aby ciągle było lekko schłodzone.
Aby ciasteczka dobrze sie wykrawały można ‘zanurzać’ foremki w mące.
Koniecznie wstawić w chłodne miejsce przed pieczeniem, gdyż dzięki temu ciasteczka się nie zdeformują.
Im cieńsze ciasteczka, tym szybciej / krócej się pieką!

(to kolejny przepis z tutejszej serii książek Betty Bossi)

Smacznego!

Kruche ciasteczka czekoladowo-pomarańczowe

czwartek, 4 Grudzień 2008


Przepis na te choinki chciałam wypróbować już zeszłej zimy, ale zawsze było coś innego do zrobienia (czytaj : do upieczenia ;) ). Tym razem jednak, stwierdziłam, że może pora spróbować? I oczywiście od razu po spróbowaniu ich pożałowałam, że tak długo zwlekałam ze zrobieniem ich! Spodobają się przede wszystkim wielbicielom czekoladowo-pomarańczowych smaków oraz kruchych ciasteczek. Bo ciasteczka te są kruche. Bardzo kruche ;) Jeśli więc takowe lubicie, zapraszam do czekoladowo-pomarańczowego ‘lasu’ :)

Kruche choinki czekoladowo-pomarańczowe

150 g masła
100 g cukru
szczypta soli
2 żółtka
otarta skórka z 1 pomarańczy
50 g gorzkiej czekolady
25 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
250 g mąki

polewa czekoladowa lub lukier do dekoracji

Masło utrzeć w misie, dodać cukier, sól i żółtka i ucierać do białości. Następnie dodać otartą skórkę, drobno posiekaną czekoladę i kandyzowaną skórkę pomarańczową oraz mąkę (ja dodaję ją partiami) i wszystko dokładnie wymieszać. Z ciasta uformować kulkę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na ok. 10 minut (ja zostawiłam na dłużej).
Piekarnik nagrzać do 180°.
Ciasto rozwałkować na grubość ok. 7 mm (na lekko posypanym mąką blacie) i wycinać nasze ulubione kształty foremkami ;) Ułożyć ciasteczka na blasze wyłożonej papierem i piec je ok. 11 minut. Wystudzić na kratce.

Gdy ciasteczka są już całkiem zimne, możemy je dodatkowo udekorować.

Smacznego!

Przepis pochodzi z książki ‘Noël et ses friandises’ Betty Bossi

(Anoushko, pamiętam, że to nie do końca dla Ciebie ;) )

Przepis ten bierze udział w Festiwalu pierniczkow

Pierniczki z Bazylei – ‘Basler Läckerli’

niedziela, 30 Listopad 2008
Dziś słów kilka o Läckerli, a konkretnie o ‘Basler Läckerli’ czyli o ‘pierniczkach’ z Bazylei.
Jest to jeden z tradycyjnych szwajcarskich wypieków, na bazie miodu, migdałów i kandyzowanych skórek owocowych. To swoista odmiana piernika, znana już w XIV wieku, a pierwsza oficjalna wzmianka o ‘Basler Läckerli’ pochodzi z 1720 roku. Läckerli są chyba równie znane i popularne co szwajcarska czekolada i sery i są bardzo chętnie kupowane przez turystów, ale nie tylko przez nich rzecz jasna! To coś jak polskie pierniczki toruńskie, tak bardzo znane nam wszystkim i lubiane.
Nie muszę chyba precyzować, że większość osób je kupuje, a nie wypieka w domu i najczęściej, gdy oznajmiam komuś że piekę Läckerli, spotykam się z wyrazem wielkiego zdumienia na twarzy ;) Te ‘kupne’ i te ‘domowe’ są rzecz jasna nieco inne, co dla mnie absolutnie nie znaczy gorsze; wręcz przeciwnie, osobiście wolę je od tych ‘oryginalnych’, mąż zresztą też :) Jednak przyznaję, że od czasu do czasu, gdy mam ochotę na kawałeczek Läckerli, to kupuję go w firmowym sklepie Läckerli Huus, który mieści się praktycznie obok mojego miejsca pracy (zachęcam Was również do obejrzenia ich strony internetowej). Teraz panuje tam już rzecz jasna iście świąteczna atmosfera, a półki uginają się od prezentowych pudełek i wszelakich pakunków.lack4

Dawniej wypiekano i konsumowano Läckerli wyłącznie w okresie Swiąt, teraz oczywiście są dostępne przez cały rok.
A oprócz tradycyjnych ‘pierniczków’, w Läckerli Huus można też kupić np. karmelki czy herbatę o smaku Läckerli właśnie

lackproduits

Oprócz tych z Bazylei, znane są tutaj również Läckerli z Zurichu, nie są jednak podobne w smaku (ani wyglądzie) do tych pierwszych : ich ciasto nie zawiera mąki, a jedynie migdały, miód / cukier i białka ubite na pianę oraz dodatki takie jak skórka cytrynowa, czekolada, czy np. woda różana. Do ich wyrobu używa się drewnianych foremek (jak te do speculoos (speculaas / spekulatius); ciasto ‘schnie’ przez noc, a następnie Läckerli piecze się przez ok. 5 minut w bardzo wysokiej temperaturze.
W 1839 roku znanych było ponoć blisko trzydzieści różnych odmian Läckerli! Nie są one jednak tylko szwajcarską specjalnością, gdyż są znane również w Alzacji np.; przyznam jednak, że nigdy ich tam nie jadłam, nie mam więc porównania niestety. Obiecuję zrobić to następnym razem, zazwyczaj bowiem obdarowywana jestem tradycyjnymi piernikowymi sercami ;)

Dzisiejszy przepis zaczerpnęłam z blogu Cake in the City; zachowałam proporcje, zmieniłam jednak nieco sposób wykonania. Jeśli więc i Wy macie ochotę spróbować Läckerli, oto przepis :

lackerlis

Basler Läckerli

na ok. 50 sztuk

forma ok. 25cm x 35cm

150 g zmielonych migdałów
150 g kandyzowanej skórki pomarańczowej i cytrynowej
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka przyprawy do piernika
350 g mąki
10 g sody (ok. 2 łyżeczek)
450 g miodu
130 g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
+ cukier puder i sok z cytryny do przygotowania lukru*

*ja zrobiłam lukier cytrynowy, jednak tradycyjnie najczęściej robi się lukier z dodatkiem kirschu (tak jak np. do ciasta marchewkowego, jak pisałam tutaj)Miód i cukier podgrzewać w rondelku aż do całkowitego rozpuszczenia się cukru. Następnie gotować jeszcze ok. 2 minut, zdjąć z palnika i pozostawić masę do lekkiego przestudzenia.
Migdały wymieszać z drobno pokrojonymi skórkami i przyprawami. Mąkę wymieszać z sodą.
Do miodu dodać migdały i wymieszać; następnie partiami dodawać mąkę (uwaga, masa jest dosyć gęsta i ‘ciężka’). Po dokładnym wymieszaniu, przelać masę do formy wyłożonej papierem i rozsmarować na ok. 1 cm wysokości. Uwaga : jako, że ciasto jest mocno klejące, czynność ta nie należy do najłatwiejszych ;) Przykryć foremkę i zostawić ciasto na około godzinę.
Nagrzać piekarnik do160°- 170°C i piec Läckerli ok. 15 minut. Nie mogą być zbyt wypieczone, gdyż dodatkowo twardnieją stygnąc.
Z cukru pudru i soku z cytryny przygotowujemy dość gęsty lukier.
Po wyciągnięciu z piekarnika zostawiamy Leckerli na kilka minut do przestygnięcia, po czym kroimy na kwadraty (ok. 3 cm x 3 cm) i lukrujemy. Pozostawiamy je do całkowitego wystygnięcia i wyschnięcia lukru, układamy w hermetycznych pudełkach i – jeśli mamy na tyle silnej woli – czekamy kilka dni aż skruszeją ;)
Ja przyznam się, że zjadam je już na świeżo po upieczeniu :)

Smacznego !

Przepis ten bierze udział w Weekendzie Korzennym oraz w Festiwalu Pierniczkow :)