Archiwum kategorii ‘inne’

Wyróżnienie

niedziela, 14 Grudzień 2008

Kochani, spotkał mnie ostatnio wielki zaszczyt! Otóż mój blog został wyróżniony przez An, Kasię, Ptasię oraz Tilinarę w zabawie "Uber Amazing Blog".

Nagroda ta jest przyznawana osobom które:

- inspirują Ciebie;
- przedstawiają zdumiewające, niesamowite informacje;
- mają dużo do poczytania;
- zawierają zdumiewające projekty;
- są jakieś inne powody, dla których sądzisz, że są niesamowite.

Zasady przyznawania tego wyróżnienia są następujące:

- należy umieścić logo na swoim blogu;
- należy wyznaczyć przynajmniej 5 blogów (może być więcej), które są dla Ciebie Uber Amazing (Super Zdumiewające)
- należy powiadomić wyróżnionych, że otrzymali nagrodę Uber Amazing Blog, przez wpisanie komentarza na ich blogach;
- podać link do bloga i osoby, która otrzymała nagrodę-wyróżnienie od Ciebie.

Przyznam, że jest mi niezmiernie miło, że mój blog się podoba i że tak chętnie go odwiedzacie! Bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za to wspaniałe wyróżnienie oraz za wszystkie miłe słowa skierowane pod moim adresem. Przyznam, że przy moim notorycznym braku czasu i ciągłych wątpliwościach (taka już moja natura ;) ), tego typu słowa i komentarze są bardzo motywującym czynnikiem :) Bloga prowadzę bowiem nie tylko dla siebie, ale dla odwiedzających i czytających go, czyli dla Was :) i jeśli mogę kogoś zainspirować czy pokazać coś nowego / ciekawego, to jest to dla mnie wielką radością.
W swoich komentarzach wspominacie np. o moich szwajcarskich ‘opowieściach’, o miłości do dyni :D czy też o zdrowym odżywianiu. Dało mi to do myślenia, bowiem często zastanawiam się właśnie, co tak najbardziej Wam się w Mojej Kuchni podoba? O czym chcielibyście częściej czytać? Co ciekawi Was najbardziej? I dlatego ta notka o ‘zdrowym odżywianiu’ bardzo mnie ucieszyła, gdyż jest to coś bardzo dla mnie ważnego, w mojej kuchni, i w moim życiu. I nie chodzi mi tutaj o jakiś fanatyzm, absolutnie nie; ale o to, by jeść mądrze, nie popadając w zbyt wielkie skrajności. Jeśli więc i Wam ten temat jest bliski, to chętnie się kiedyś trochę bardziej rozpiszę ;)

Co zaś do wyboru ‘moich’ kandydatów do UAB, to może będziecie lekko zawiedzeni, ale… niestety nie jestem w stanie wybrać kilku tylko blogów! Większość bowiem miejsc, które znajdują się na mojej liście ‘odwiedzanych’ są dla mnie wyjątkowe i bardzo ważne! Choć każde z innego powodu. Odwiedzam Was regularnie, podczytuję, oglądam, choć przyznaję, że nie robię tego tak często jak bym chciała, gdyż przy aktualnej ilości blogów jest to dla mnie niestety praktycznie niemożliwe. Ale jestem! Jestem cały czas :) I każdy z Waszych blogów ma dla mnie w sobie coś szczególnego, ciekawego, pięknego.

Wielu blogów oczywiście nawet jeszcze nie znam, dlatego z ciekawością przeglądałam Wasze ‘nominacje’ do UAB . Myślę, że to dobrym pomysł, by od czasu do czasu, gdy trafiamy na jakąś niesamowitą stronę, napisać o niej w naszych blogowych notatkach. Może zainspiruje ona kolejne osoby :)

I tak jak pisala wczoraj Małgosia, to jest właśnie fajne w tych naszych blogowych poczynaniach, że możemy na wzajem się inspirować i odkrywać nowe smaki, połczenia, receptury; że wymieniamy nasze uwagi, doświadczenia i pomysły. I choć to ‘tylko’ wirtualny świat, to dla mnie jest on bardzo ważny. Dzięki niemu poznałam bowiem wiele wspaniałych osób, których być może ( a raczej z pewnością…) nigdy bym nie poznała.
Dziękuję więc Wam wszystkim za to, że jesteście!

No to się rozpisałam… a miało być tylko kilka słów ;)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

I zapraszam jutro pod wieczór na kolejne świąteczne ciasteczka :)

Zima…

czwartek, 11 Grudzień 2008
Nie wiem jak Wy, ale ja dopiero wczoraj poczułam, że to naprawdę już zima. Wprawdzie już wcześniej było mi trochę chłodno w jesiennej kurtce i bez rękawiczek, ale to wczoraj właśnie po raz pierwszy poczułam, że marzną mi uszy ;) a dla mnie to znak, że zaczęła się zima :)
I śnieg prószył wczoraj i dziś przez cały dzień, lecz niestety niesprzyjające mu temperatury nie pozwalają na to, by otulił nas miękki, śnieżny kocyk. Wprawdzie w górach rzecz jasna i na nieco wyżej położonych terenach śnieg już jest (u Anoushki pewnie też ;) ), jednak w ‘mieście’ co roku jest go jak na lekarstwo, czytaj : nie ma go praktycznie wcale.
Minusem takich dni jak ten wczorajszy i dzisiejszy jest to, że niebo spowite jest chmurami, przez które nie przebija się najmniejszy nawet promyk słońca :( Bardzo miło spędza się wtedy czas na kanapie, pod kocem, z kubkiem gorącej herbaty :) A jako, że czekała na mnie pyszna herbata o orientalno-pomarańczowym smaku (za którą raz jeszcze baaardzo sedecznie dziękuję Mikołajce :) ), to postanowiłam upiec do niej coś szybkiego.
Po krótkim namyśle, mój wybór padł na amaretti; a że miałam ochotę na coś o zimowo-piernikowym smaku, to dodałam do nich otartą skórkę z pomarańczy oraz przyprawę do piernika właśnie (ok. łyżeczki). I odrobinę rumu :)
Jako, że piekłam z podawanego już wcześniej przepisu, to dziś wstawiam Wam tylko ‘rozgrzewającą’ fotkę i link do przepisu.

Zapraszam na amaretti! :)

Festiwal Dyni, cz.1

piątek, 24 Październik 2008
Dziś oficjalnie zaczynamy nasz Festiwal Dyni!
Dla mnie jest to szczególny dzień, gdyż to dokładnie rok temu, podczas dyniowego festiwalu właśnie (dzięki namowom Eli z MyBestFood :D)  zaczęłam prowadzić mojego bloga. Nie wiem, czy to już rok, czy dopiero rok, lecz w każdym razie zaczynam kolejny rok blogowania i dzielenia się z Wami moimi ulubionymi przepisami.
Nie wiem, czy tylko mnie to dotyczy, ale od czasu do czasu ogarniają mnie pewne niepewności i zastanawiam się wtedy, czy ten blog naprawdę ma sens? Blogowanie pochłania jednak trochę czasu, a szczególnie zdjęcia, które nie zawsze niestety są takie, jak bym sobie tego życzyła ;) więc są takie dni, gdy zastanawiam się czy rzeczywiście czemuś (i komuś) to naprawdę służy? I wtedy wczytuję się we wszystkie Wasze miłe komentarze i stwierdzam, że tak, to ma sens! Między innymi dzięki temu blogowi poznałam wiele przysympatycznych osób, wprawdzie wirtualnie jak na razie (z jednym wyjątkiem :D ) ale wszystkie te ‘znajomości’ bardzo sobie cenię i przyznaję, że smutno by mi chyba teraz bez Was było :)
Tak więc mam nadzieję, że nadal będę umiejętnie znajdować czas na wszystkie te nasze wirtualne spotkania ;)

A dziś zapraszam Was na krótką wycieczkę, którą odbyłam mniej więcej dwa tygodnie temu jadąc na pewna ‘farmę’ dyniową.
Jej właścicielka jest współautorką jednej z moich ulubionych książek (pani Martine Meldem), tym większą więc miałam przyjemność podczas spotkania i rozmowy z nią. Niestety tegoroczna aura nie była dla dyni zbyt życzliwa (trochę za mało ciepła a przede wszystkim zbyt wiele różnic temperatur) dlatego pewne odmiany nie obrodziły. Oto jednak kilka zdjęć dyni które w tym roku były na farmie dostępne :

- moja ulubiona dynia makaronowa (‘spaghetti’)

- aromatyczna prowansalska dynia muszkatołowa (musquée de Provence)

- oczywiście dynia Hokkaido, tutaj w wesji ‘mini’ ;)
a na jej tle ‘trójkątna’ dynia Tristar (Triamble), którą po raz pierwszy widziałam i którą oczywiście kupiłam; a tuż obok, po lewej, kawałek białej dyni Lumina



Z tych rzadszych odmian również dynia węgierska (Nagydobossi Sutotok) o lekko szaro-niebieskim kolorze; może ona ‘leżakować’ i do półtora roku, w odpowiednich warunkach rzecz jasna. Z tego też powodu dynie nazywane były jesienno-zimowymi ‘konserwami’, dawały bowiem możliwość jedzenia świeżego i bogatego w witaminy pożywienia przez długie, zimowe miesiące.

(obok niej, ta pomarańczowa, to jakaś brazylijska odmiana – ponoć wyjątkowo smakowita – nie znam niestety jej nazwy; no i w tym roku jej niestey nie skosztuję, gdyż pani Meldem te jedyne trzy egzemplarze postanowiła zachować na przyszłoroczny wysiew ;) )

- tutaj kolejna ‘szaro-niebieska’ odmiana, tym razem australijska, a mianowicie Jarrahdale; również o niesamowitym smaku, co już niedługo przetestuję :)


- tu kilka malutkich dyni Delikata, których niestety w tym roku również było bardzo mało; te biało-zielone w tle (okrągłe) to Sweet Dumpling również o bardzo delikatnym, subtelnym smaku; świetna do wszelkiego rodzaju deserów, kremów czy konfitur; a ta zielona, to Acorn (jest nie tylko zielona, również żółta i pomarańczowa)


I jeszcze jedna z bardziej znanych – Rouge Vif d’Etampes, choć to nie jest ta, która oferuje nam najciekawsze walory smakowe, bardziej wizualne ;)
*

Widząc te wszystkie niesamowite dynie trudno mi było dokonać wyboru. Oto te, które ostatecznie znalazły się na naszym stole i które tak pięknie, jesiennie, dekorują teraz nasze mieszkanie :

(tutaj również Butternut oraz Jack Be Little)
*


(ta w prawym górnym rogu to japońska dynia Tetsukabuto ; jest idealna do faszerowania i zapiekania, gdyż ma bardzo grubą skórkę, dzięki czemu farsz z pewnością z niej nie ‘wypłynie’ ;) )

Jestem pewna, że gdybym i ja miała swój własny kawałek ziemi, to znalazłyby się tam przede wszystkim dynie. Można je przecież tak wszechstronnie wykorzystywać! Praktycznie do wszystkiego.
Pozwolę sobie tu przytoczyć słowa  Joanny z forum CinCin, (cytat na podstawie książki "Dynia, melon arbuz i cukinia") :

Dynia jest u nas mało znana i niedoceniana.
A niewiele jest roślin, które daje się tak wszechstronnie wykorzystywać, jak te największe na świecie jagody.
Od przystawek, przez zupy i dania główne, po desery i napoje.
Kluski, placki, szaszłyki, zapiekanki, suflety, sałatki, puddingi, lody i ciasta...
W ksiażce "Dynia, melon arbuz i cukinia" wyczytałam, że znana już była 12 000 lat temu i służyła za pożywienie ludziom epoki lodowcowej. Dla Indian Ameryki Południowej była rośliną świętą. Służyła nie tylko do jedzenia. Wydrążone owoce były wykorzystywane jako naczynia i pojemniki do przechowywania różnych produktów. Robiono z nich instrumenty muzyczne, łyżki i boje, a nawet suspensoria. Przypisywano jej właściowości magiczne i wpływ na płodność. Do Europy trafiła stosunkowo późno - dopiero w XVI wieku. Odkrył ją dla Europejczyków na Kubie Krzysztof Kolumb.
A kto ją odkryje dla Polaków?

Przyznam że liczę na to, iż odpowiedzią na to ostatnie pytanie będzie właśnie nasz Festiwal Dyni! Mam nadzieję, że dzięki niemu wiele osób odkryje i pokocha dynie, gdyż naprawdę na to zasługują!

A na koniec podaję Wam jeszcze kilka linków do zamieszczonych przeze mnie wcześniej potraw z dyni, może Wam się przydadzą?
(i z góry przepraszam z jakość tych najstarszych zdjęć… :/ )

Masło dyniowe
Dynia pieczona z warzywnym vinaitrettem
Ciasto marchewkowe (które piekę w wersji dyniowej zamieniając marchew na dynię ;) )
Placek ziemniaczany / dyniowy
Ciasto dyniowe
Zupa dyniowa
Chleb dyniowy na zakwasie
Dynia zapiekana

Pozdrawiam serdecznie!

Festiwal Dyni - zaproszenie

czwartek, 9 Październik 2008
Jak już pewnie zauważyliście, jestem wielką miłośniczką dyni :) a początek mojego blogowania przypada na zeszłoroczny Festiwal Dyni właśnie, który zorganizowany został przez Bernadettę. Jednak, jako że tym razem nie uda jej się niestety osobiście zająć tym blogowym świętem, uległam namowom Tatter i (z wielką radością!) postanowiłam zaopiekować się tegorocznymi dyniami :) Jest to przecież niesamowite warzywo, które zasługuje na naszą specjalną uwagę ;)

Już teraz więc zapraszam wszystkich chętnych do udziału w tym wspólnym, dyniowym kucharzeniu w dniach 24-31 października, a w niedzielę 2 listopada umieszczę stosowne podsumowanie naszych dyniowych szaleństw ;) W tym celu proszę o przesłanie mi maila ze szczegółami na adres : mojakuchnia@alternet.ch

Wszystkich blogujących zachęcam też do umieszczenia dyniowego bannera (wystarczy skopiowac ponizszy kod html) :

Mam nadzieję, że licznie przystąpicie do tego kolejnego wspólnego kulinarnego święta !

I na koniec serdecznie dziękuję Tatter za propozycję oraz za siłę perswazji :D

Pozdrawiam Was serdecznie i liczę na Waszą dyniową obecność ! :)

Cebula-gigant :)

czwartek, 18 Wrzesień 2008
Dziś będzie bez przepisu, gdyż w tym tygodniu dopadło mnie niestety pierwsze lekkie przeziębienie (a może to tylko przemęczenie?) przez co kuchnia nie jest ostatnio najczęściej odwiedzanym przeze mnie pomieszczeniem. Wprawdzie dziś byłam już w pracy, ale tylko dlatego, że musiałam oddać kilka ważnych ‘papierków’, co zresztą niespecjalnie spodobało się mojemu organizmowi ;) Dlatego w wolnych chwilach jedyne moje zajęcie aktualnie to wygrzewanie się pod kocem na ulubionej kanapie, a najczęściej spożywane danie to chleb z masłem i toną czosnku (to dlatego między innymi lepiej wtedy być w domu, a nie w pracy :D ) oraz herbatki ziołowe z duuużą ilością świeżego imbiru, soku z cytryny i miodu. A do tego spory zestaw oleków eterycznych ;) O olejkach jednak rozpisywać się nie będę, bo może nie wszystkich to interesuje (choć po części i olejki do kulinariów zaliczyć by można ;) ).
Za to jako ciekawostkę kulinarną pokażę Wam zakupioną ostatnio cebulę-giganta, która po francusku nazywa się ‘roudoudou’ :)
*

*
Specjalnie sfotografowałam ją w towarzystwie ‘normalnych’ cebul, byście mogli podziwiać jej niezwykłe gabaryty. Jest to bardzo ciekawa, dosyć łagodna odmiana cebuli, przez wiele osób całkiem nieznana (zrobiła w pracy furrorę :) ). Nie wiem jeszcze, jak zakończy się jej żywot w mojej kuchni, ale najprawdopodobniej będzie to jakaś improwizacja na temat zupy cebulowej. Chyba że ktoś z Was ma jakiś ciekawszy pomysł? Czy znacie tę odmianę cebuli? Czy ktoś jej już kosztował? Z chęcią poczytam Wasze opinie na jej temat :)A tak a propos, to ‘roudoudou’ jest przede wszystkim nazwą pewnych popularnych we Francji w latach 60-70 słodyczy, a konkretnie cukierków a la toffi, które jednak nie były pakowane w papierki, a w… muszle :) Dla zainteresowanych tutaj przykładowe zdjęcie a tutaj nawet instruktaż wideo ;)

A ja już wracam pod koc…

I mam nadzieję, że w weekend będę już miała trochę więcej sił i ochoty na kulinarne eksperymenty, gdyż na wypróbowanie czeka ciasto czekoladowo-dyniowe!!!

Pozdrawiam serdecznie!

Piąta pora roku

sobota, 30 Sierpień 2008

Obudziłam się dziś bardzo wcześnie; wcześnie, biorąc pod uwagę fakt, że dziś sobota i że nie musiałam się nigdzie spieszyć i ‘zmuszać’ do wstawania. Tak właśnie wpływają na mnie fazy księżyca i zazwyczaj w przeddzień pełni lub nowiu (jak dziś właśnie) budzę się praktycznie o świcie ;) Ale w taki dzień jak dziś to czysta przyjemność : słońce, śpiew budzących się ptaków i bardzo przyjemna temperatura zapowiadająca kolejny piękny, letni dzień. Postanowiłam więc wykorzystać ten czas na ‘wycieczkę’ na mój ulubiony targ, by skorzystać z darów tego dobiegającego końca lata.

Późne, kończące się lato to – wraz z wiosną – moja ulubiona pora roku. Jest ciepło, ale nie tak skwarnie jak bywa to w sezonie wakacyjnym, ale przede wszystkim stragany pełne są nie tylko tych letnich warzyw i owoców, lecz już częściowo i tych wczesnojesiennych. Według filozofii taoistycznej, na której opiera się Tradycyjna Medycyna Chińska oraz teoria Pięciu Przemian, każdemu elementowi przyporządkowany jest między innymi kolor, smak, pora roku, pora dnia, produkt spożywczy, narząd wewnętrzny oraz np. stan psychiczny. Późne lato (które wg tej filozofii jest nazywane piątą porą roku właśnie) to czas, kiedy ziemia wydała na świat swoje plony, a te gotowe są już do zbioru. To czas przejściowy między pełnią lata a jesienią. To okres najbliższego kontaktu z Ziemią. I dlatego symbolem późnego lata jest Ziemia właśnie. Kolor – to żółty, a smak – słodki. Doprowadza on do harmonii, wzmacnia energię ciała, odpręża i ułatwia koncentrację. Nie oznacza to rzecz jasna, że mamy jeść dużo słodyczy! Wręcz przeciwnie ;) Chodzi tu przede wszystkim o ziarna zbóż, ‘słodkie’ warzywa i owoce, przyprawy (np. cynamon, kminek czy koper włoski), miód. To również czas koncentracji i równowagi. Może więc to dobra pora, by skoncentrować się i zastanowić nad tym, jakiego 'paliwa' dostarczamy naszemu organizmowi i jak ewentualnie możemy to zmienić; na lepsze, rzecz jasna! Wszak jesteśmy tym, co jemy ;)

*
A wracając do mojej dzisiejszej porannej wyprawy, nasze piękne, późne lato uczciłam kupując dojrzałe, słodkie, żółciutkie mirabelki, z którymi upiekłam takie oto banalnie proste i szybkie mini tarty : foremki wykładam kruchym ciastem które podpiekam ok. 15 minut w nagrzanym na 180-200° piekarniku, następnie spód posypuję mielonymi migdałami, układam na nich przepołowione i wypestkowane mirabelki (przecięciem do góry) i zalewam słodką śmietaną wymieszaną z żółtkiem oraz cukrem; na koniec posypuję wierzch cukrem muscovado i zapiekam w 170° ok. 20-25 minut.

*


To tyle na dziś, zostawiam Was i pędzę do kuchni zająć się resztą zakupionych smakowitości :) A zainteresowanych tematem Pięciu Przemian zachęcam również do przeczytania kilku artykułów np. tutaj, tutaj i tutaj (szczególnie gorąco polecam Wam tę pierwszą stronę !).
Zerknijcie też do Liski, która wiosną tego roku również pisała o Pięciu Przemianach.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim przyjemnego, pięknego Babiego Lata :)

Ładowanie baterii :)

wtorek, 26 Sierpień 2008

Kiedy pogoda jest tak piękna jak w minioną niedzielę (i – odpukać – ma tak być cały tydzień), zdecydowanie nie można tracić czasu na gotowanie! Trzeba zrobić coś szybkiego i jak najprędzej wyjść z domu. Dlatego nasz niedzielny obiad był ‘resztkowy’ :) Zrobiłam bowiem muszle makaronowe faszerowane resztkami sobotniej ratatouille. Można je zapiec kilka minut przed podaniem, jednak latem nie jest to konieczne : świeżo ugotowane muszle, faszerowane dobrze ciepłą ratatouille smakują bowiem wyśmienicie! A posypane odrobiną tartego parmezanu jeszcze lepiej ;)
A cały ten ‘pośpiech’ dlatego, by spędzić popołudnie w jednym z moich ulubionych miejsc, a mianowicie w winnicach Lavaux :

Jeździmy tam zawsze wtedy, gdy potrzebujemy naładować nasze słoneczne baterie :)
Jest to bowiem szczególne miejsce o bardzo dużym nasłonecznieniu; kamienie pokrywające stoki winnic gromadzą ciepło promieni słonecznych, a tafla jeziora je odbija, dodatkowo potęgując ich moc. Dlatego właśnie rosnące tam winogrona mają niepowtarzalny smak :)

Jednak by posmakować tegorocznych winogron, trzeba się uzbroić w cierpliwość czekając na wrześniowo-październikowe winobranie. Tak więc na razie możemy sobie tylko wyobrazić jak będą smakować te oto kiście ;)

Słoneczne popołudnie, spacer wśród winnic i jednocześnie taki oto widok na otaczające nas góry i jezioro, to coś niesamowicie relaksującego. Wtedy naprawdę mam wrażenie, że ‘oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba’ ;)


Mam nadzieję, że i Wam te wirtualne promienie słońca dodały energii i zapału na nadchodzące dni! Kto wie, może te zdjęcia pomogą nam zatrzymać tę wyjątkową aurę na dłużej niż na kilka dni?

Pozdrawiam serdecznie!

I zapraszam już niebawem na małe co nieco do popołudniowej lub porannej ;) kawy.

Wakacje!

środa, 18 Czerwiec 2008

vignes

Winnice Lavaux

Kochani! I dla mnie nareszcie nadeszła pora wakacyjnej przerwy :) Tak więc zostawiam Was na cały długi miesiąc! Obiecuję jednak regularnie tu zaglądać i odpisywać na ewentualne pytania :)

Wszystkim (nie tylko urlopowiczom ;) ) życzę udanego, pogodnego lata i przesyłam Wam trochę słońca (choć w tym roku jest go jak na lekarstwo…) oraz ‘kawałek’ moich ukochanych winnic Lavaux i jeziora Léman.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zapraszam do Mojej Kuchni w drugiej połowie lipca.

Pa!

Na otarcie łez…

piątek, 6 Czerwiec 2008

Ten tydzień był smutny :( Musiałam bowiem oddać do biblioteki wszystkie te fantastyczne książki kucharskie, o których niedawno Wam pisałam ;) Pozytywne jest jednak to, że wiem już które z nich na pewno chcę mieć, gdyż baaardzo trudno było mi się z nimi rozstać.

Gdybym miała wybrać tylko jedną z nich, to bez wahania będzie to ‘Comme un chef’ :
#

Na moje szczęście pozycja ta jest już dodrukowana i mam nadzieję, że cierpliwie poczeka na mój powrót z wakacji :) Jest to naprawdę niesamowita książka, bardzo różnordna, pięknie wydana, dopracowana, a dodatkowo podoba mi się to, że każdy dany dział jest opracowany przez innego znanego szefa. Jedyny minus dla mnie to fakt, że nie jest to książka typowo wegetariańska, więc jest w niej trochę mięsno-rybnych przepisów, których raczej nigdy nie wykorzystam :) Ale cała reszta to kompensuje : dużo zdjęć z serii ‘krok po kroku’, mnóstwo porad a przede wszystkim wiele smakowitych przepisów.

Na drugim miejscu (tak jak i w poprzednim poście) są nadal 'Desery' wydawnictwa Larousse; to prawdziwa deserowa biblia i podoba mi się to, że w jednej książce jest chyba wszystko co na temat wypieków i deserów wiedzieć się powinno ;)

Co do dwóch pozostałych książek Pierre’a Hermé o których wtedy pisałam, to są one oczywiście bardzo ciekawe, również pięknie wydane itd. jednak to są te, które mogą troszkę poczekać w kolejce ;) Oczywiście gdybym mogła, to chętnie przygarnęła bym je do swojej kulinarnej biblioteczki już teraz. Za to z każdej z nich spisałam sobie kilka ciekawych przepisów i mam nadzieje, że w bliższej przyszłości znajdę czas na wypróbowanie ich.

Bardzo bogata w ciekawe przepisy była też książka o ciecierzycy :
*

To ciekawe opowieści oraz niesamowita ilość przepisów, z których część już czeka na wypróbowanie :)

I książki Feldera, które bardzo lubie; jedna o tartach, druga o kremowych deserach. Jak zwykle ciekawe pomysły i smakowite przepisy, szkoda tylko, że nie można kupić wszystkich tych książek na raz ;)

Bardzo ciekawa okazała się również Kuchnia Żydowska Elisabeth Wolf Cohen. Tę książkę z chęcią kupię niebawem, gdyż jest w niej naprawdę dużo ciekawych przepisów; stwierdzam, że jeśli większość przepisów z jakiejś książki mam ochotę wypróbować, to jest to znak że powinnam ją mieć :)
*


Ciekawa była też pozycja o olejkach eterycznych w kuchni, aczkolwiek nie była ona może szczególnie bogata w różnorodne przepisy; spisałam ich kilka, ale przyznam, że jak dla mnie mało było nowych informacji.
*

To samo dotyczyło książki o ‘zdrowych’ muffinkach :) Kilka sympatycznych przepisów, lecz dopiero po wypróbowaniu ich będę mogła coś więcej na ich temat powiedzieć.
*

Książka z przepisami z królewskiego warzywnika zaintrygowała mnie wielce już samym tytułem i z przyjemnością przeczytałam proponowane przez wersalskich szefów przepisy, pięknie zdobione delikatnymi akwarelami.
*

livres_saveursdupotagerduroi

Jest to z pewnością pomysł na ciekawy, oryginalny prezent, gdyż książka zdecydowanie jest z tych niebanalnych.

Oczywiście nie mogłam wyjść z biblioteki niczego nie wypożyczając ;) Tym razem jest mniej deserowo a bardziej wegetariańsko i zdrowo :) Tak więc na otarcie łez mam 12 kolejnych ciekawie zapowiadających się książek, jednak testować będę dopiero po powrocie z wakacji, ale to już tuż-tuż ;)
A tymczasem wybieram się na ‘truskawkobranie’ na zaprzyjanioną farmę, choć aura niestety dziś zbytnio temu nie sprzyja. Ale trzeba przecież jakoś uczcić ten pierwszy ‘oficjalny’ dzień truskawkobrania! Więc jeśli nie będzie padać mocniej niż teraz, to i tak mam zamiar pojechać na truskawkowe pole :)

Pozdrawiam serdecznie!

I już teraz zapraszam na truskawkowe co nieco :)

*

‘Słone z cukrem’ i wycieczka do Muzeum Chleba :)

piątek, 23 Maj 2008

Już od dłuższego czasu chciałam ponownie zawitać do tutejszego Muzeum Zboża i Chleba.
Znajduje się ono niedaleko Lozanny (w Echallens), w regionie Gros-de-Vaud, w sercu tutejszego ‘zagłębia zbożowego’, wśród takich oto zielonych pól i łąk :)

musee21

musee1
W odrestaurowanym budynku z 1790 roku można zapoznać się z historią piekarnictwa i jego tradycjami, prześledzić proces powstawania mąki i chleba (potrzeba prawie 100 różnych ‘opreracji’ by z ziarna powstała mąka !), można zobaczyć przeróżne dawne maszyny i ustensylia niezbędne do wyrobu mąki i wypieku chleba :

musee3

musee5
W tym bardzo ciekawym i oryginalnym muzeum (które w 1991 otrzymało europejską nagrodę muzeum roku) można również ‘na żywo’ przypatrzeć się pracy piekarzy i przy okazji zakupić jeden z ich przepysznych wypieków :

museepains
Tym razem, oprócz chleba, zakupiłam u nich również jeden z tutejszych tradycyjnych wypieków, a mianowicie Salée au sucre (tradycyjna jego nazwa to Gâteau de Vully lub Gâteau à la crème) :

saleeausucreachetee

Jakiś czas temu przepięknie pisała o nim na swoim blogu Agnieszka, dlatego też koniecznie odsyłam Was do niej, gdyż jest tam wszystko, co na temat naszej Salée au sucre wiedzieć trzeba ;) i jak zwykle u Agnieszki – nic dodać, nic ująć :)

Z tym wypiekiem jest chyba tak jak z polskim sernikiem : każda gospodyni ma pewnie swój sekret i swój ulubiony sposób jego wyrobu. Dawniej, na ciasto chlebowe piekarze wlewali śmietanę z odrobiną soli i wszystko razem zapiekali; później, do tej śmietankowej, lekko słonej masy zaczęto dodawać również cukier i odrobinę masła (stąd powstała nazwa 'salée au sucre’ czyli ‘słone z cukrem’). Ja tym razem postanowiłam wypróbować odrobinę inną wersję od tej, którą piekłam wcześniej, a mianowicie z ‘nadzieniem’ z baaardzo tłustej śmietany z Gruyère (Crème de la Gruyère – 48% tłuszczu!) i z dodatkiem żółtka. W przepisie oryginalnym (zamieszczonym w kwietniowym wydaniu miesiecznika Le Menu) cukru nie dodaje się do ciasta, tylko do masy śmietanowej; ja jednak dodałam go również odrobinę do ciasta (ok. półtorej łyżki), za to dodałam go mniej już do nadzienia. I zamiast proponowanego tylko cukru perłowego, wymieszałam go pół na pół z tradycyjnym. Ciasto wyszło naprawdę pyszne, choć oczywiście nie tak piękne jak u Agusi :) Polecam Wam, by choć raz wypróbować któryś z tych przepisów, gdyż ta rustykalna tarta jest naprawdę warta poznania.

saleeausucrecuite

Salée au sucre / Gâteau de Vully

Na ciasto :

350 g mąki pszennej
1/4 łyżeczki soli
15 g pokruszonych drożdży
200 ml mleka
1 roztrzepane jajko
40 g stopionego i przestudzonego masła
opcjonalnie : 1,5 łyżki cukru

Na masę :

100 g tłustej śmietany
1 żółtko
50 g cukru ‘perłowego’ *

*mniej, jeśli dodajemy cukier do ciasta

Wymieszać mąkę i sól, drożdże rozpuścić w odrobinie mleka i wlać je w środek mąki, dodać resztę mleka, jajko, masło i cukier i dobrze wszystko wyrobić; następnie ciasto przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia – aż podwoi swoją objętość (ja wyrobiłam ciasto w maszynie na cyklu ‘Dough / ciasto’). Następnie ciasto lekko rozciągnąć i wyłożyć nim natłuszczoną foremkę o średnicy 28-30 cm (od razu utworzyć brzeg z ciasta, jak do każdej innej tarty). Przykryć i zostawić do ponownego wyrośnięcia na ok. 20 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do temp. 200º C.
Następnie wyrośnięte ciasto nagnieść palcami w formie (nadal pozostawiając brzeg ciasta); śmietanę wymieszać z żółtkiem i delikatnie wlać ją na posypane cukrem ciasto (można posypać je tylko częścią cukru i resztą posypać wierzch tarty, już po wlaniu śmietany).
Piec ok. 25-30 minut (w ostatniej fazie pieczenia proponuję zmniejszyć temperaturę do 180º).

Tarta najlepiej smakuje tego samego dnia, jeszcze ciepła / letnia :)

Kilka dni temu jadłam inny jej wariant, a mianowicie z lekko cytrynową nutą, co również bardzo przypadło mi do gustu. Można robić ją również z owocami, z cieńszą lub grubszą warstwą śmietanowego nadzienia. W każdej wersji jednak tak samo dobrze smakuje :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę udanej degustacji !

*