Archiwum kategorii ‘warzywa’

Szparagi i pesto z orzeszków ziemnych

sobota, 21 Maj 2011

asperges_pesto_arachides
'
Sezon na szparagi nadal w pełni. Kupując je dwa razy w tygodniu od czasu do czasu trzeba wymyśleć coś nowego, coś innego, w przeciwnym bowiem razie nawet szparagi mogą się ‘przyjeść’ ;) Niedawno testowany ich mariaż ze szpinakiem i kokosem był na tyle udany, że pokusiłam się o kolejny eksperyment. A wszystko to dzięki Annie Marii, która w komentarzach do tamtego ‘kokosowego’ wpisu podsunęła mi fistaszkowy pomysł autorstwa Niki Segnit (o jej książce – ‘The Flavour Thesaurus’ – pisałam tutaj – klik).
Pod hasłem ‘szparagi’ znajdziemy u Niki propozycje (w większości pewnie Wam znane) łączenia ich z takimi oto składnikami : z migdałami, estragonem lub miętą, jajkiem, z twardymi serami, cytryną i pomarańczą, z groszkiem i ziemniakami, z grzybami (a w szczególności ze smardzami), truflami, z prosciutto, z owocami morza i rybami (tłustymi lub białymi) oraz z... orzeszkami ziemnymi (fistaszkami). W pierwszej chwili fistaszkowa propozycja nieco mnie zaskoczyła, jednak jako iż jest to jedyny sładnik z jakim szparagów jeszcze nie łączyłam, postanowiłam spróbować. I tym razem Niki również się nie pomyliła – szparagi z sosem fistaszkowym są naprawdę pyszne!* Postanowiłam więc posunąć eksperyment nieco dalej i ożenić szparagi z fistaszkowo-kolendrowym pesto, przygotowanym na zupełnie inną okazję (jako dodatek do pewnej zupy, ale o niej będzie w następnym wpisie). Werdykt – przepyszne, dosyć oryginalne w smaku danie, choć może nie wszystkim przypadnie ono do gustu. Za to wielbicielom masła orzechowego oraz nieco egzotycznych smaków z całą pewnością :)

'
*wypróbowany kilka dni temu sos fistaszkowy proponowany przez Niki Segnit to 3 łyżki oleju słonecznikowego (użyłam delikatnej oliwy) + 3 łyżki soku z cytryny + 2 łyżki sosu sojowego, odrobina cukru i przyprawy do smaku + 100 g posiekanych, zgrilowanych orzeszków ziemnych

'

pesto_arachides

Pesto z orzeszków ziemnych i świeżej kolendry

przepis pochodzi z książki ‘Food for family and friends’

na 4 porcje

100 g niesolonych orzeszków ziemnych, lekko zgrilowanych
2 ząbki czosnku, posiekane (u mnie 1 duży)
2 łyżki drobno startego świeżego imbiru (u mnie 1 łyżka)
2 zielone papryczki chili, pozbawione nasion i posiekane (pominęłam)
1 mały pęczek świeżej kolendry
garść listków mięty
garść listków bazylii
2 łyżki tajskiego sosu rybnego lub sojowego (użyłam sojowego)
2 łyżki soku z limonki
1 łyżka cukru trzcinowego (użyłam syropu z agawy)
+ kilka łyżek oleju arachidowego lub delikatnej oliwy
(oryginalny przepis nie przewiduje dodatku oleju / oliwy, jednak pesto po zmiksowaniu miało dosyć suchą konsystencję, dlatego dodałam nieco oliwy pod koniec miksowania, jak do klasycznego pesto)

Wszystkie składniki umieścić w blenderze lub malakserze i dokładnie zmiksować.
'

asperges_pesto_arachides2
'
Szparagi (umyte, osuszone i pozbawione stwardniałych końcówek) przygotowałam w wersji stir fry z odrobiną sosu sojowego i podałam z pieczonymi batatami (połączenie to już w zeszłym roku wyjątkowo posmakowało mi w duecie ze szparagami - klik). Słodkie ziemniaki z dodatkiem tego aromatycznego pesto również smakują wyśmienicie! Będzie o nich jeszcze słów kilka w kolejnym wpisie.
Jak dopisałam przy przepisie – pominęłam papryczkę chili, gdyż nie przepadamy za zbyt ostrymi smakami i dodałam jedną tylko łyżkę startego imbiru, co i tak okazało się wystarczające. Jeśli jednak lubicie (i trawicie ;)) bardziej rozgrzewające dania, dodajcie więcej przypraw.

'
*   *   *
'
Więcej szczegółów na temat przygotowania szparagów znajdziecie tutajklik, a pozostałe przepisy - w zakładce ‘szparagi’.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim miłej niedzieli :)

'

Szpinak i kokos

piątek, 13 Maj 2011

epinards_coco2
'
Gdy mniej więcej tydzień temu na blogu 101 Cookbooks zobaczyłam ten oto przepis - klik pochodzący z nowej książki Anjum Anand (która czeka w mojej 'amazonowej poczekalni' ;)) stwierdziłam, że nie jest mi on obcy; zaczęłam więc wertować wcześniejszą książkę Anjum i okazało się, że to dokładnie ten sam przepis ! (nie jestem niestety pewna, czy wszystkie przepisy z tych dwóch książek są dokładnie takie same czy jednak czymś się różnią, jeśli ktoś z Was wie, to bardzo proszę o podzielenie się informacją :))
Zdjęcia Heidi okazały się na tyle perswazyjne, że przy pierwszej okazji zakupiłam młody szpinak oraz szparagi i czym prędzej udałam się do kuchni (szparagów nie ma w oryginalnym przepisie, jednak pomysł Heidi bardzo przypadł mi do gustu). I choć na początku nieco sceptycznie podchodziłam do tej szpinakowo-kokosowej kombinacji smaków, to obawy okazały się całkiem bezpodstawne, po degustacji bowiem mogę napisać tylko jedno – to jest naprawdę pyszne ! Jeśli więc macie ochotę na nieco inną niż tradycyjna wersję szpinaku, serdecznie Wam ten przepis polecam (przy drugim podejściu dodałam nieco więcej przypraw i taką wersję podaję Wam poniżej)

'
epinards_coco1

Szpinak z kokosem i przyprawami

2 porcje

2-3 łyżki wiórków kokosowych
1 szalotka
1 duży ząbek czosnku
2-3 łyżki oliwy / oleju lub sklarowanego masła
1/2 łyżeczki ziaren gorczycy
1/2 łyżeczki kuminu (użyłam zmielonego)
1/4 łyżeczki nasion czarnuszki
1 strączek suszonego chili (można pominąć)
200 g szpinaku
sól do smaku
ok. 1/2 łyżki soku z cytryny (do smaku)

opcjonalnie : ok. 250 g szparagów

Wiórki kokosowe uprażyć na suchej, gorącej patelni.
Szpinak umyć i osuszyć.
Szparagi umyć, osuszyć i pokroić na kawałki.
Szalotkę i czosnek bardzo drobno poszatkować i rozetrzeć (w moździeżu, na ‘pastę’).
Olej / oliwę rozgrzać, uprażyć przez ok. minutę przyprawy, następnie dodać szalotkę i czosnek, po chwili dodać szparagi* i smażyć je kilka minut; następnie dodać szpinak, doprawić do smaku solą i smażyć następnych kilka minut (uwaga : im młodsze listki, tym krótsza obróbka termiczna; jeśli używamy tych bardzo młodych ‘sałatkowych’ liści szpinaku, ich gotowanie zajmuje zaledwie ok. minuty, dodajemy go więc wtedy, gdy szparagi są już odpowiednio miękkie.). Na koniec doprawić sokiem z cytryny i posypać uprażonymi wiórkami kokosowymi.

*szparagi możemy też usmażyć oddzielnie, w ok. 2 łyżkach oliwy / oleju

Smacznego!

'

epinards_coco03

jedną z porcji (bez szparagów) podałam z białą rybą i sosem z mleczka kokosowego i curry

'

Przy okazji polecam Wam również nową książkę Heidi - Super Natural Every Day (ja zawsze na początku sprawdzam, czy są jakieś ciekawe przepisy z… dynią rzecz jasna! ;) i przyznaję, że jeden przepis dyniowy już mnie zainteresował, choć na jego wypróbowanie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać ;)).

*

*    *    *

A propos nowości ‘sezonowych’ donoszę, iż czarny bez jest już u nas w pełni rozkwitu, sezon truskawkowy również w pełni, a do tego na farmie pojawiły się w tym tygodniu pierwsze cukinie i – tydzień temu – młode ziemniaki! Weekend więc – mimo iż ma być pochmurny i deszczowy – i tak będzie udany ;) tym bardziej że na deser będzie testowane tydzień temu ciasto truskawkowo-rabarbarowo-kokosowe (jeśli wystarczy mi czasu na zrobienie zdjęć, to przepis obiecuję już po niedzieli).

Pozdrawiam wszystkich serdecznie! I życzę udanego majowego weekendu :)

*

Szparagi, czosnek niedźwiedzi i risotto

poniedziałek, 2 Maj 2011

czosnek_niedzw_kwiaty
'
Weekend jak zwykle minął za szybko. Ale to nic, przecież już za kilka dni będzie następny ;) Pogoda znów dopisała (co nie jest niestety dobrą nowiną dla rolników…), były więc copiątkowe zakupy na farmie, sobotnia wizyta na targu i kawa z przyjaciółką nad jeziorem oraz – by tradycji stało sie zadość – oczywiście spacer ‘na wsi’ ;) A zamiast z tradycyjnym tutejszym ‘pierwszomajowym’ bukietem konwalii, z lasu wróciłam z bukiecikiem kwiatów czosnku niedźwiedziego :) Kwiaty posłużyły jako dodatek do sałatki, liście zaś postanowiłam ożenić ze szparagami, które co weekend kupuję bezpośrednio od rolnika.
*

szparagi_czosnek_niedz
*
Tym razem wszystkie te składniki zakończyły swój żywot w aromatycznym risotto (tak na marginesie, to zadzwia mnie fakt, że dania które najczęściej goszczą na moim / naszym stole niezwykle rzadko – by nie rzec sporadycznie lub wcale… - (nie) pojawiają się na blogu; choć dla risotto mam niestety wytłumaczenie – to nie jest zbyt wdzęczna do zdjęć potrawa ;))
*

risotto_asperges001

*
Nie ma chyba nic prostszego do przygotowania jak pyszne, sycące, aromatyczne risotto.
Sekret dobrego risotto to przede wszystkim dobry gatunkowo ryż (najczęściej używam odmiany Carnaroli, nieco rzedziej Vialone Nano, choć i powszechnie używane Arborio też się oczywiście nadaje), dobry wywar / bulion oraz mieszanie, mieszanie i jeszcze raz mieszanie ;) Dzięki mieszaniu bowiem z ziarenek ryżu szybciej uwalnia się skrobia, dzięki czemu nasze risotto będzie idealnie kremowe. Bazą dobrego risotto jest też wspomniany właśnie dobry wywar / bulion, który - podczas dodawania go do gotującego się ryżu - musi stale być gorący (dodanie zimnego płynu powoduje nagłe obniżenie temperatury i zatrzymuje gotowanie ryżu). I oczywiście wino, które nada wspaniałego, delikatnego posmaku. I jeszcze starty parmezan lub pecorino. A dodatki wedle uznania i / lub zawartości lodówki ;)

*
risotto_asperges2
*

Tym razem dodałam również kilka posiekanych liści czosnku niedźwiedziego, którego zdecydowaną zaletą jest fakt, iż możemy cieszyć się czosnkowym aromatem, bez jego anty-wampirowych właściwości ;) Do tego otarta skórka z cytryny, która nadaje świeżości i delikatnie ‘podkręca’ smak. I nic już więcej nie mówię, tylko zapraszam do stołu :)

*

risotto_asperges03

Risotto ze szparagami i czosnkiem niedźwiedzim

na 4 porcje :

ok. 500 - 600 g zielonych szparagow + 2 łyżki oliwy
1 cebula lub 1-2 szalotki
1 ząbek czosnku
2 łyżki oliwy + nieco masła (można użyć tylko oliwy)
350 g ryżu do risotto (Carnaroli, Vialone Nano lub Arborio)
ok. 200 ml białego wytrawnego wina
ok. litr wywaru / bulionu (użyłam warzywnego)
sól, pieprz do smaku
ok. 30 g masła
swieżo starty Parmesan lub Pecorino (ok. 60-80 g)
ok. 10 liści czosnku niedźwiedziego (można pominąć)
opcjonalnie – otarta skórka z 1 cytryny

Szparagi umyć, osuszyć, odłamać zdrewniałe końcówki; odciąć główki, łodygi pokroić na kawałki.
Wywar / bulion zagotować i pozostawić na najmniejszym ogniu, by cały czas był ciepły. Ząbek czosnku zmiażdżyć, a następnie poszatkować wraz z cebulą.
Oliwę i masło rozgrzać w rondlu i udusić cebulę z czosnkiem (ok. 4-5 minut) nie dopuszczając do zbrązowienia. Następnie dodać ryż, wymieszać i smażyć ok. 3 minuty na wolnym ogniu stale mieszając. Dodać wino, zamieszać i gdy wino już odparuje – dodać ok. 1,5 – 2 chochle wywaru / bulionu i gotować na wolnym ogniu regularnie mieszając; za każdym razem gdy ryż wchłonie już większość płynu – dolewamy kolejną chochlę (lub półtorej) wywaru i dalej mieszamy.
W międzyczasie szparagi dusimy kilka minut na dobrze rozgrzanej patelni (mają pozostać ‘al dente’) w 2 łyżkach oliwy (lub gotujemy na parze).
Po ok. 15 minutach gotowania sprawdzamy stopień miękkości ryżu (ma on być wystarczająco miękki, jednak nie rozgotowany). Gdy konsystencja ryżu jest już odpowiednia (zazwyczaj po ok. 18 – 20 minutach), zdejmujemy garnek z ognia, dodajemy masło (uczuleniowcy mogą pominąć ;)) starty ser, szparagi (kilka główek pozostawiamy do dekoracji), otartą skórkę z cytryny oraz pokrojone liście czosnku niedźwiedziego i ewentualnie doprawiamy do smaku.

Serwujemy natychmiast :)

*
szparagirabarbar
*
A następny przepis z minionego weekendu będzie – jak na maj przystało ;) - rabarbarowy :)
Jako iż sezon w pełni, przypominam o zakładkach 'rabarbar'klik oraz 'szparagiklik, w których znajdziecie dodatkowe przepisy prezentowane już na blogu.

Pozdrawiam serdecznie!

*

Wiosna na talerzu

niedziela, 3 Kwiecień 2011

marche_avril_double2

*
Lo zapytała mnie niedawno (a propos wpisu ‘rukolowego’), jak miewa się wiosna na ‘naszej farmie ;) Donoszę więc, że wiosna – od kilku tygodni właściwie – rozpieszcza nas niesamowicie. Jest słonecznie i ciepło (ostatnio już nawet kurtka czy sweter nie są potrzebne, mamy bowiem nieco ponad 30 stopni na termometrze, wprawdzie po słonecznej stronie, ale zawsze to 30 sopni! :) ), wszystko wokół kwitnie jak oszalałe (szczególnie magnolie cudnie wyglądają! forsycje za to powoli już przekwitają niestety...), coraz bardziej wszędzie zielono.
W związku z tak sprzyjającą aurą, na farmie również jest bardzo wiosennie. Sporo już nowalijek, których tak bardzo brakowało mi zimą, więc od kiedy się pojawiły – korzystam z nich maksymalnie.
Są już oczywiście rzodkiewki i maleńkie cebulki-dymki, a tydzień temu kupiłam również pierwszy rabarbar! Wprawdzie jest jeszcze naprawdę niewielkich rozmiarów (zaledwie ok. 20 centymetrów), ale na pierwszy, wiosenny deser był idealny! Zrobiłam crumble z jego dodatkiem (podobne do tego – klik) i już nie mogę doczekać się pełnego sezonu i rabarbarowego szaleństwa ;)

*

salades_avril2
*
Kupuję też niesamowite ilości wszelakich sałat. Wprawdzie na te głowiaste jeszcze za wcześnie, za to jest już sałata listkowa (po francusku nazywana sałatą ‘do ścinania’ – salade à tondre), którą uwielbiam za delikatny, ‘wiosenny’ smak; jest już młoda rukola, młode listki szpinaku i buraczków (te odmiany ‘sałatkowe’ właśnie), jest i mniszek lekarski, niezwykle cenny dla naszego organizmu (wspominałam o nim tutaj – klik).
*

salades_dent_de_lion

mniszek lekarski

*

To właśnie teraz, na przełomie marca i kwietnia listki mniszka są najdelikatniejsze i idealnie nadają się do wiosennej sałatki.

*

Wczoraj zakupiłam też sporo  rukwii wodnej. Jest to niezwykle ciekawa roślina, nie tylko ze względu na smak (lekko pikantny), ale również – a może przede wszystkim – ze względu na swoje walory zdrowotne.

*

rukiew_wodna

rukiew wodna - Nasturtium officinale

*

Z tego co mi wiadomo, rukiew wodna (nazywana też rzeżuchą wodną - Nasturtium officinale) nie jest w Polsce zbytnio popularna; a szkoda, gdyż roślina ta – z gatunku kapustowatych – jest niesamowicie cenna dla naszego organizmu (o czym wiedzieli już Starożytni). Rukiew bogata jest między innymi w betakaroten, witaminę A, C, E i K oraz w witaminy z grupy B (między innymi w witaminę B9 / kwas foliowy), a wyciąg z rukwi podawany jest np. w przypadku awitaminozy. Zawiera też bardzo dużo wapnia, żelaza, sporo magnezu i cynku. Poza tym zawarty w rukwi (jak i w brokułach czy kapuście), izotiocyjanian fenyloetylu ma właściwości antyrakowe, szczególnie skuteczne w profilaktyce i walce z rakiem piersi (potwierdzają to między innymi niedawne badania na Uniwersytetu w Southampton; więcej na ten temat przeczytać możecie np. tutaj – klik).*
Warto więc włączyć rukiew do naszego jadłospisu, tym bardziej iż można ją spożywać nie tylko w formie sałatki czy jako ‘ziołowy’ dodatek do wszelakich serków i past, ale również na ciepło, np. w formie zupy.

*Anno Mario, dziękuję, że o tym wspominałaś!

*

tokyo_turnip_radis2
*

Wczoraj na targu zakupiłam też pęczek młodej, białej rzepy (wspominałam Wam o niej a propos ‘pseudo-krupniku’ – klik). Tak młode, wiosenne warzywa nie potrzebują zbyt wielu dodatków, by stworzyć z nich coś dobrego. Dlatego właśnie postanowiłam przygotować je niezwykle prosto, tak jak lubię najbardziej : na parze, z odrobiną dobrej oliwy, soku z cytryny oraz fleur de sel. Sposób ten podpatrzyłam rok temu w programie Marthy Stewart, a sam przepis jest autorstwa Alice Waters (serwowana w ten sposób młoda rzepa w jej słynnej restauracji ‘Chez Panisse’) :

*
tokyo_turnip1
*
Młodą rzepę myjemy, odcinamy większe liście (nie wyrzucamy ich!) i pozostawiamy te najmniejsze, odcinamy również korzonki. Mniejsze rzepy kroimy na pół, większe na ćwiartki i gotujemy na parze kilka minut (mniejsze ok. 5 minut, większe do 8 min.). Ugotowane warzywa serwujemy natychmiast (możemy też wcześniej przełożyć je do naczynia wypełnionego bardzo zimną wodą, by zatrzymać proces gotowania). Podajemy je polane oliwą (wymieszaną np. z odrobiną soku z cytryny), lub z delikatnym ziołowym winegretem (ten, który robiłam do szparagów również świetnie tu pasuje). Do tego odrobina fleur de sel, która przyjemnie ‘chrupie’ podczas degustacji. I mamy wiosnę na talerzu :)

A z odkrojonych liści - tak jak i z liści rzodkiewki - możemy przygotować zupę (wspominałam o niej rok temu, tutaj – klik) : cebulę dusimy na oliwie, dodajemy pokrojone w małą kostkę dwa spore ziemniaki oraz umyte i pokrojone listki dwóch pęczków rzodkiewki lup młodej rzepy, zalewamy bulionem i gotujemy kilkanaście minut; miksujemy, doprawiamy do smaku i konsumujemy :) W ten sposób przygotować można zupę z dodatkiem wszelakich innych ‘listków’ : roszponki, rukoli, młodego szpinaku, itd. (tutaj np. zupa z roszponki – klik).

A już niebawem przygotować będzie można taką np. zupę szparagową z rukolą :

*
soupeaspergesroquette

*
Przyznaję, że na świeże szparagi czekam już niecierpliwie. Kto wie, może przy tak sprzyjających warunkach pogodowych pojawią się nieco wcześniej niż zwykle... A Wy, na jakie wiosenne nowalijki czekacie najbardziej?

*

Pozdrawiam serdecznie ! I życzę wszystkim miłej, wiosennej niedzieli :)

*

(a post dedykuję nie tylko Lo, ale również Małgosi, która wspominała niedawno, iż szuka wiosny… ;)).

*

Coś na szybko - zupa brokułowa z niebieskim serem

sobota, 5 Marzec 2011

fromagesbleus1

od góry : Roquefort, Fourme d’Ambert
na dole po lewej - Cashel Blue, po prawej - Bleu d’Auvergne

*
To, że kocham sery, nie jest już chyba dla nikogo tajemnicą ;)

Mam swoje ulubione gatunki, choć tak naprawę lubię je chyba wszystkie bez większych wyjątków. Ogólnie zasada jest jedna : ser, aby urzec moje kubki smakowe, musi być charakterny ;) Wie to również Pani z ‘mojego’ sklepiku z serami i gdy proszę / pytam o jakiś ser, to często odpowiada : ‘Nieee, ten Pani nie posmakuje! Jest zbyt mało wyrazisty. Ale tego niech Pani koniecznie dziś spróbuje!’ I zazwyczaj nie kończy  się tylko na degustacji, ale i na zakupie owego sera rzecz jasna.

Sery pleśniowe, szczególnie te niebieskie, kupuję zazwyczaj z myślą o jakimś konkretnym daniu; czasami są to wytrawne mufinki (jak np. te – klik), serowy sos (uwielbiam sos z Gorgonzoli!), czy np. nasz ulubiony placek ziemniaczano-serowy (prezentowany daaawno, dawno temu, na samym początku bloga – klik), który od nastu lat regularnie pojawia się na naszym stole, co u mnie jest raczej rzadkością ;) ).

*

fromagesbleus2

irlandzki Cashel blue

*

Nie wszyscy lubią niebieskie sery pleśniowe, to fakt; mają one dosyć specyficzny smak i zapach (przede wszystkim zapach ;) ), który nie każdemu odpowiada. Swą nazwę (bleu / blue)  zawdzięczają one zielonkawoniebieskim żyłkom pleśni (penicillium roqueforti), które przerastają kremowe wnętrze sera. W trakcie dojrzewania sery są nakłuwane, dzięki czemu dostające się do wnętrza powietrze umożliwia rozwój pleśni. Większość niebieskich serów produkowana jest z mleka krowiego (jak np. sery typu Gorgonzola, francuskie sery Fourme d’Ambert czy Bleu d’Auvergne, angielski Stilton lub Devon blue czy irlandzki Cashel blue), jest jednak kilka wyjątków. Najbardziej znany jest chyba francuski Roquefort : kremowy, słony, o wyrazistym smaku, wytwarzany z mleka owczego i dojrzewający ok. 3 miesiące w wilgotnych jaskiniach. Jest także niebieski ser z Korsyki (Bleu de Corse), angielski Yorkshire blue i Lanark blue oraz wspaniałe kozie sery pleśniowe rodem z Hiszpanii.  Sery kozie i owcze mają specyficzny, bardziej wyrazisty smak niż te produkowane z mleka krowiego i to właśnie dzięki temu są moimi zdecydowanymi faworytami.

Sery tego typu są również pysznym dodatkiem do zup, którym dodają wyrazistości, jak np. w przypadku dzisiejszej zupy brokułowej. Najczęściej używam tutaj sera Roquefort (owczy, nie wywołuje więc reakcji alergicznych), ale możemy użyć dowolnego sera (warto dodać, że różnią się one nie tylko smakiem, ale i konsystencją : od miękkiej, kremowej gorgonzoli, przez nieco bardziej zwarte sery jak wspomniany już Roquefort czy ich polska wersja – Rokpol (wytwarzany z mleka krowiego),  aż do twardszych, jak np. Stilton (jego irlandzki kuzyn - Cashel blue – ma nieco bardziej miękką konsystencję, jak i owcza jego wersja - Crosier blue).

*
A teraz już czas na wspomnianą zupę. Jest szybka, smaczna i syta. Idealna gdy temperatury wciąż mało wiosenne. I gdy czasu zdecydowanie niewiele. Moja ulubiona :)

*

soupebrocoliroquefort

Kremowa zupa brokułowa z niebieskim serem

2 łyżki oliwy
1 cebula
1-2 ząbki czosnku
500 g różyczek brokuła (teraz, poza sezonem można użyć mrożonych)
1 duży ziemniak (ok. 200g)
ok. 1 – 1,2 litra bulionu
sól, pieprz do smaku
spora garść (ok. 50 g) orzechów włoskich
niebieski ser pleśniowy (ok. 100-150g)
opcjonalnie : grzanki

Cebulę i czosnek obrać; cebulę drobno posiekać, czosnek zmiażdzyć. Ziemniak obrać, pokroić w kostkę, opłukać. Różyczki brokuła (świeże) opłukać.
Cebulę i czosnek udusić na rozgrzanej oliwie (kilka minut), dodać ziemniaki, zalać bulionem, zagotować i po ok. 5-7 minutach dodać brokuły. Gotować jeszcze ok. 8-10 minut (w zależności od wielkości różyczek), do miękkości (mrożone brokuły gotujemy nieco krócej niż świeże). Zupę zmiksować, doprawić do smaku (uwaga : nie solimy zbytnio zupy, ser bowiem nada jej odpowiedniego smaku).
Orzechy zrumienić na suchej patelni.
Każdą porcję zupy udekorować orzechami i kawałkami sera pleśniowego (opcjonalnie – możemy też przygotować w piekarniku grzanki z serem pleśniowym).

Smacznego!