Archiwum kategorii ‘książki’

Czekolada, książki i konkurs

wtorek, 15 Luty 2011

czekoladowy2011_4Dziś mała niespodzianka dla czytelników bloga, jako przedsmak zbliżającego się Czekoladowego Weekendu (jak wspominałam kilka tygodni temu temu, w tym roku niestety nie mogłam się nim zaopiekować, dlatego pieczę nad tegoroczną edycją sprawować będzie Atina, której raz jeszcze serdecznie dziękuję za zaoferowaną pomoc).

Dla wszystkich czekoladoholików mam do rozlosowania poniższe lektury; niestety tylko w języku angielskim, mam jednak nadzieję, że znajdą się chętni na przygarnięcie ich :)

*

Oto moje czekoladowe propozycje dla Was :

- barrrdzo czekoladowa Donna Hay :

*

chocolatedonnahay
*
- pomysły na pyszne czekoladowe desery :

*
divinechocolatedesserts

*

- i na koniec książka nieco mniej czekoladowa, przyznaję, jednak po pierwsze – czekoladowa w tytule ;) a po drugie – to wyjątkowa gratka! – z dedykacją samej autorki ! :) Dla tych, którzy już znają i lubią bloga Chocolate & Zucchini Clotilde Dusoulier lub dla tych, którzy chcą zaznajomić się z jej przepisami :

*
chocolateandzucchini
*
Komentarze można zostawiać przez tydzień, do przyszłego wtorku (‘zamknięcie’ o północy). Po tym terminie wybiorę książkowych szczęśliwców i wyniki losowania ogłoszę na blogu :) Jeśli więc chcecie, by któraś z książek zagościła w Waszej kulinarnej biblioteczce, zostawcie komentarz pod dzisiejszym wpisem, precyzując która z pozycji (i dlaczego…) Was interesuje.

Pozdrawiam serdecznie! I zapraszam do zabawy :)

*

Książkowo 2010 / 2011, cz.2

piątek, 21 Styczeń 2011

regali_golosiGdybym z wszystkich lektur, które ostatnio pojawiły się w mojej kulinarnej biblioteczce miała wybrać lub polecić Wam tylko jedną, z całą pewnością byłaby to książka ‘Regali golosi’ (‘Smakowite podarki’) Sigrid Verbert, włosko-belgijskiej autorki bloga 'Cavoletto di bruxelles'. Jest to niezwykle starannie wydana pozycja, opatrzona pięknymi zdjęciami Sigrid, które - jak niedawno wspominała również Liska – stylem bardzo przypominają fotografie Donny Hay* : czyste, przejrzyste i bardzo ‘rozpoznawalne’.
Książka ta przedstawia pomysły na przeróżne kulinarne podarki; znajdziemy tu przepisy na małe słodkości, na wszelakiej maści przetwory i smarowidła (i na słodko, i na słono), pasztety (również w wersji wege), na syropy, a nawet na zupy czy szybkie przekąski. Oprócz samych przepisów (ilustrowanych niezwykle smakowitymi zdjęciami) znajdziemy tu także pomysły na to, w jaki sposób efektownie i oryginalnie zapakować nasze podarki. Sama autorka tak oto pisze we wstępie: ‘‘Pomyślcie o czymś pysznym. O czymś, co chciałoby się otrzymać, rozpakować, powąchać, schrupać, posmakować. Kiedy ofiarowujemy coś co sami zrobiliśmy, dajemy to, czego tak bardzo dziś brakuje : ślad człowieka, niepowtarzalną wyjątkowość, smak tego co prawdziwe i autentyczne.’’ Słowa te są chyba najlepszą zachętą do zakupienia tej pozycji. A jeśli dodatkowo lubicie ładne kulinarne książki, to ta z całą pewnością zasługuje na Waszą uwagę (niestety aktualnie tylko po włosku i niestety – chwilowo niedostępna…; a dla władających włoskim – tutaj wywiad z Sigrid – klik).

*a propos wspomnianej Donny Hay – polecam Wam szczególnie te oto dwie pięknie wydane pozycje : ‘No time to cook’ oraz ‘Flavours’; znajdziecie tu mnóstwo ciekawych, szybkich, prostych a przy tym smakowitych przepisów, opatrzonych równie smakowitymi zdjęciami (‘Sałatki’, ‘Owoce’ oraz ‘Czekoladę’ również polecam miłośnikom autorki).
*

donna_hay

*

*   *   *

*

ready-for-dessertKolejną pozycją, która zagościła na mojej półce jest nowa książka Davida Lebovitza ‘Ready for Dessert’. Przyznam, że to pierwsza książka autorstwa Lebovitza, którą zakupiłam (z całą pewnością znacie również jego stronę internetową). Znajdziemy tutaj przepisy na ciasta, tarty, desery owocowe, desery mrożone, ciasteczka oraz sporo tzw ‘podstawowych’ przepisów (np. na kremy, sosy czekoladowe, owocowe ‘coulis’, marmolady, dżemy czy kandyzowane owoce). Przepisy brzmią naprawdę ciekawie (po wstępnej lekturze bardzo spodobało mi się ciasto pistacjowo-kardamonowe), choć żałuję, że tylko niewielka część przepisów opatrzona jest zdjęciami (w przeciwnym jednak razie książka liczyła by pewnie ok. 500 stron zamiast aktualnych 280 ;) ). Jeśli lubicie przepisy Lebovitza, a przede wszystkim jeśli lubicie to co słodkie (a nawet bardzo słodkie ;) ), to  niewątpliwie książka ta Was usatysfakcjonuje.

*

*   *   *

*

miss_dahlOstatnią z książek, którą chcę Wam również dziś polecić, kupiłam już kilka miesięcy temu, jednak nie miałam jeszcze okazji napisać o niej na łamach bloga. Jest ona autorstwa Sophie Dahl (wnuczki Roalda Dahla, słynnego brytyjskiego pisarza, autora między innymi książki ‘Charlie i fabryka czekolady’), którą znacie z pewnością między innymi z programów kulinarnych (‘The Delicious Miss Dahl’ na BBC - ‘Apetyczna panna Dahl’ na Kuchni.tv). To coś więcej niż książka z przepisami; Sophie opowiada tutaj również o swoim życiu, pisze o tym co jadała i lubiła np. w dzieciństwie, przytacza anegdoty, pisze o swoich kulinarnych przygodach, właściwie dosyć podobnie jak w swoim programie telewizyjnym. Książka podzielona jest na pory roku i w każdej z części Sophie podaje kilka (kilkanaście) przepisów na śniadania, obiady i kolacje. Przepisy są proste i smakowite, a z książki (jak i od samej autorki :)) bije ciepło i pozytywna energia. Całość utrzymana jest w nieco rustykalnym charakterze, który ja osobiście bardzo lubię.
W tym roku ma również ukazać się kolejna książka kulinarna Sophie Dahl - From Season to Season: A Year in Recipes; mam nadzieję, że będzie równie ciekawa i godna polecenia.

*

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam już niebawem na kolejny odcinek książkowego cyklu :)

*

Książkowo 2010 / 2011, cz.1

środa, 12 Styczeń 2011

thesaurus-book

*
Zeszłego lata odkryłam u Anny Marii notkę na temat niezwykle zapowiadającej się książki – ‘The Flavour Thesaurus’, którą autorka bloga nazwała  – bardzo trafnie zresztą –‘leksykonem smakowych synonimów’. Choć znajdziemy tu również przepisy - nie jest to typowa książka kucharska : to przede wszystkim opisy możliwych kombinacji dwóch smaków / składników. Autorka (Niki Segnit) wybrała bowiem 99 produktów / smaków, które przypisała do 16 grup smakowych (np. pieczony / ziemisty / morski / leśny / cytrusowy / pikantny…), dzięki czemu otrzymać możemy zawrotną liczbę 4 851 (!) kombinacji smakowych.
*

thesaurus_roue

*
Każdy produkt jest najpierw nieco ogólnie opisany z osobna, a następnie w połączeniu z najlepiej pasującymi do niego składnikami. I tak np. pod hasłem ‘ogórek’ dowiemy się, że świetnie czuje się on w towarzystwie np. anyżku, awokado, kaparów, melona i arbuza, orzeszków ziemnych, truskawek, rabarbaru czy róży, a rabarbar z kolei ożenimy – prócz znanych już nam powszechnie połączeń – również z jałowcem, lawendą, mango, rozmarynem, szafranem czy anyżkiem. Przy praktycznie każdym z tych połączeń znajdziemy kilka dodatkowych informacji nie tylko typowo kulinarnych, ale i sporo ciekawostek historyczno-kulturowych; to świetnie napisana książka, okraszona barwnym, momentami wręcz poetyckim językiem, co jest zdecydowanie dodatkowym jej walorem.

Autorka sama dodaje, iż wybór produktów był / jest dosyć subiektywny a ich opis i zestawienia -  nie do końca wyczerpujące. Jak napisała wczoraj w komentarzach Magdalena (polecam Wam lekturę całego wpisu na temat tej książki u Karoliny - klik) – brakuje np. połączenia buraków i czosnku czy kapusty i grzybów, ja zaś nie znalazłam dopisku np. o połączeniu malin i róży (które jest przecież dosyć popularne), czereśni i kardamonu, dyni i pomarańczy czy pasternaku i kardamonu. Rozumiem jednak, że kompletny spis wszystkich tego typu połączeń jest niezwykle trudny, by nie rzec – nie do końca chyba możliwy. No chyba że pisanie książki trwało by kolejnych naście lat, a samo dzieło liczyło by wtedy o wiele więcej niż aktualne 400 stron tekstu ;)

Jeśli lubicie czytać o kulinariach ‘do poduszki’, a nie w poszukiwaniu konkretnego przepisu, to książka ta z pewnością i Wam przypadnie do gustu.

*

Niki Segnit - ‘The Flavour Thesaurus’, Bloomsbury Publishing PLC, 2010

*

*   *   *

*
Korzystam też z okazji by napisać Wam o drugiej, nieco podobnej książce (niestety aktualnie tylko dla francuskojęzycznych czytelników…), napisanej dwa lata temu przez kulinarną globtroterkę - Francuzkę Julie Andrieu, którą znacie może z programów telewizyjnych takich jak ‘Julie gotuje’ lub ‘Fourchette et sac à dos’ (‘Widelec i plecak’).*
*

julie-andrieu01

*
Zamysł ogólny jej książki jest dosyć podobny : 150 wybranych produktów i przy każdym z nich – krótki opis produktu oraz lista najlepiej pasujących do niego składników (z kategorii : przyprawy / zioła, warzywa, owoce, orzechy, sery i produkty mleczne, mięsa, ryby, inne – np. alkohole, miody, czekolada, itp.), notka o ulubionych połączeniach smakowych kilku wybranych szefów kuchni (m.in. Pierre Hermé, Thierry Marx, Franck Cerutti czy Anne-Sophie Pic) oraz (choć nie przy każdym produkcie...) jeden przepis z jego użyciem.

*
julie_andrieu_page
*
Nie znajdziemy tutaj ani informacji historyczno-społeczno-kulturowych, ani dogłębnych opisów danych ‘par smakowych’; znajdziemy za to proste schematy pozwalające na szybką analizę proponowanych połączeń, co może być dużym plusem dla niektórych czytelników. Dowiemy się tu które składniki do siebie pasują, jednak nie - dlaczego (do odpowiedzi na to właśnie pytanie najbardziej przydatny będzie więc wspomniany wyżej ‘The Flavour Thesaurus’).
Jest to łatwa w odbiorze, ‘prosta’ lektura, która mimo braku dokładnych analiz i opisów proponuje całkiem spory wachlarz ciekawych połączeń smakowych; znajdziemy tu - nieobecne w ‘The Flavour Thesaurus’ - buraki i czosnek, maliny z różą, czereśnie i kardamon, dynię i pomarańczę czy – jedno z moich ulubionych dyniowych połączeń : dynię z bakłażanem (jak się pewnie domyślacie, to właśnie od stron poświęconych dyni zaczęłam lekturę obu książek ;) ).

Każda z pozycji z pewnością znajdzie swoich zwolenników i / lub przeciwników, ale najważniejszy jest chyba fakt iż czytelnik może wybrać to co najbardziej do niego akurat przemawia i co najlepiej odpowiada jego kulinarno-lekturowym gustom. Być może niebawem również w polskim tłumaczeniu :)

*

Julie Andrieu - ‘Carnet de correspondances – mes accords de goûts’, Agnès Viénot Editions, 2009

*
*
julie-cuisine-le-monde01

* dla miłośników programu ‘Fourchette et sac à dos’ wydana została książka z przepisami z globtroterowych wycieczek Julie – ‘Julie cuisine le monde chez vous’.

*

*   *   *

*

W kolejnym odcinku napiszę Wam o pozostałych książkach kulinarnych, które ostatnio zagościły na mojej półce; tym razem będzie to coś dla miłośników ‘typowych’ książek z przepisami i smakowitymi zdjęciami :)

*
*

*

(zeszłoroczny wpis książkowy tutaj - klik, pozostałe zaś znajdziecie w zakładce 'książki' - klik)

*

Cupcakes z kawą i pekanami

niedziela, 14 Listopad 2010

Co jest dla Was najlepszym antidotum na listopadową szarugę ? Dla mnie zdecydowanie książki. I małe słodkie co nieco do kawy ;) Dlatego podczas ostatniej wizyty w księgarni (szczegóły nieco niżej…) do koszyka trafiła bardzo smakowicie zapowiadająca się książka ‘Weekend baking’, opatrzona rekomendacją Delii Smith. Już samo patrzenie na zdjęcia tej starannie wydanej pozycji poprawia nastrój, degustacja jednak zdeycydowanie bardziej ;)
Na pierwszy ogień poszły kawowo-pekanowe cupcakes (które ja roboczo nazywam jednak ‘babeczkami’ ). Były dobre. Bardzo dobre. Mimo wszystko jednak postanowiłam nieco je ‘ulepszyć’ ;) Kawę wymieszałam pół na pół z rumem (z amaretto również świetnie smakuje!), a przy kolejnym podejściu – z sokiem pomarańczowym. Przetestowałam również dodatek otartej oraz kandyzowanej skórki z pomarańczy. I to właśnie kawowo-rumowo-pomarańczowa wersja zdecydowanie najbardziej nam posmakowała. A dla potrzebujących większej dawki słodkości – dodatkowo kawowy lukier (pomysł z innego przepisu tej samej autorki, tyle tylko, że 'zwykły' kremowy serek zastąpiłam mascarpone); w oryginale babeczki udekorowane są maślano-cukrowym kremem i posypane karmelową (pralinową) 'kruszonką', dla mnie ta wersja okazała się jednak wyjątkowo za ciężka i za słodka.

A jeśli jesteście fanami cupcakes, to polecam Wam również jeden z niedawnych wpisów KaroLiny, tutaj – klik.

*
cupcakeskawapekany1

Babeczki kawowe z orzechami pekan

Coffe and pecan cupcakes

na ok. 15 babeczek

3 łyżki kawy rozpuszczalnej + 2 łyżki cukru
3 łyżki wrzątku + 3 łyżki rumu (lub soku z pomarańczy)
75 g orzechów pekan (lub włoskich) + 15 połówek do dekoracji
175 g miękkiego masła (lub nieutwardzanego tłuszczu roślinnego)
165g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
3 jajka
175 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
otarta skórka z 1 pomarańczy
(+ opcjonalnie ok. 75 g drobno posiekanej, kandyzowanej skórki z pomarańczy)

lukier :
100 g cukru pudru
1 łyżka mascarpone (lub innego kremowego serka)
+ ok. 1/2 łyżki kawy

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Kawę rozpuścić z cukrem w wodzie z rumem, chwilę mieszać aż cukier dobrze się rozpuści, pozostawić do ostygnięcia.
Orzechy lekko zrumienić na suchej patelni, wystudzić, poszatkować.
Masło utrzeć z cukrem na puszystą masę, następnie dodawać po jednym jajku dalej miksując. Dodać otartą skórkę z cytryny oraz 3 łyżki przygotowanej wcześniej kawy (resztę zachować), wymieszać. Następnie dodawać partiami wymieszaną z proszkiem i przesianą mąkę i na koniec orzechy. Masę nałożyć do natłuszczonych lub włożonych papilotkami foremek i piec ok. 25 minut.
Babeczki ponakłuwać lekko widelcem lub drewnianym patyczkiem i nasączyć pozostałą kawą (jeśli chcemy przygotować lukier – pozostawić ok. pół łyżki kawy). Przełożyć babeczki na kratkę i pozostawić do wystygnięcia.
W tym czasie przygotować lukier : cukier wymieszać z mascarpone oraz z ok. 1/2 łyżki kawy. Jeśli masa jest zbyt gęsta – dodać jeszcze odrobinę płynu; jeśli jest zbyt rzadka – dodać cukru.
Wystudzone babeczki udekorować lukrem i pozostałymi połówkami orzechów.

*
*

cupcakeskawapekany2

*

*   *   *

*

A oprócz ‘Weekend baking’ do koszyka trafiła również ostatnia książka Kena Folletta – ‘Upadek gigantów’ (jako że ‘Filary Ziemi’ oraz ‘Świat bez końca’ przeczytałam praktycznie jednym tchem… ) oraz powieść niemieckiej autorki Kathariny Hageny, która chyba nie została jeszcze przetłumaczona na język polski – ‘Smak pestek jabłka’ – podobno prawdziwa perełka na aktualnym rynku powieściowym (okładka francuskiego tłumaczenia podoba mi się chyba nawet bardziej niż oryginału ;) ).

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wszystkim miłego tygodnia! Może również z jakąś nową, ciekawą książką ? Jeśli tak, to bardzo chętnie o niej przeczytam :)

*

Na rozgrzewkę :)

sobota, 23 Styczeń 2010

Dziś już nie będzie warzywnie ;) Choć też będzie rozgrzewająco ;)

Ostatnio wspominałam Wam o przepisach z nowych książek, które miałam ochotę wypróbować. Jednym z nich były ciasteczka mocno imbirowe z książki ‘Gingerbread’ Jennifer Lindner McGlinn
Spodobało mi się i zdjęcie, i sama ich nazwa - Old-Time Gingersnaps :) Mam sentyment do potraw typu ‘old-time’… To trochę jak przenieść się w przeszłość, zamknąć oczy i wyobrazić sobie babcię przygotowującą takie pyszne ciasteczka dla roześmianych wnucząt; mały domek z kamienia z zielonymi okiennicami, drewniana, przytulna kuchnia, na środku olbrzymi, stary stół, a na nim obrus w czerwoną kratę. Niestety nie do końca pokrywa się to z moimi kulinarnymi wspomnieniami z dzieciństwa, gdyż babcia ciasteczek nie robiła, za to piekła chleb i pyszne, drożdżowe ciasta. Ale od czego mamy wyobraźnię, nieprawdaż? ;)

*
biscuitsgingmelasse3

*
Ciasteczka polecam przede wszystkim miłośnikom imbirowych i korzennych smaków. Konsystencją przypominają mi nieco szwedzkie ciasteczka kakaowe, o których wspominałam Wam dwa lata temu. Po wyjęciu z piekarnika bowiem są one jeszcze dosyć miękkie, za to mocno twardnieją podczas stygnięcia. Są lekko chrupiące i bardzo aromatyczne, a dodatek melasy nadaje im specyficznego posmaku. Ze zdumieniem stwierdziłam, że bardzo smakują dzieciom (‘przetestowałam’ na pociechach przyjaciółki ;) ). I Mariance (lat 2) i Michałowi (lat 9) barrrdzo smakowały :)

*

biscuitsgingembremelasse

Ciasteczka imbirowe w stylu retro ;)

Old-Time Gingersnaps

ok. 30 – 40 sztuk

2 szklanki mąki
2 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki imbiru w proszku
1,5 łyżeczki mielonego cynamonu
3/4 łyżeczki mielonych gozdzików
170 g roztopionego i ostudzonego masła
1 szklanka cukru (u mnie mniej, jasny cukier trzcinowy)
1/4 szklanki melasy
1 duże jajko

+ cukier do obtaczania ciasteczek

Wymieszać mąkę, sodę, sól i przyprawy w średniej wielkości misce.
W dużej misce wymieszać masło, cukier i melasę. Dodać jajko i dobrze wymieszać. Następnie mieszając stopniowo dodawać mąkę z przyprawami (powstanie dosyć miękkie ciasto). Miskę przykryć folią i wstawić do lodówki na minimum 2 godziny (lub na całą noc).
Piekarnik nagrzać do 180°C.
Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczamy je w cukrze (u mnie również w trzcinowym) i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (w odległości ok. 5-6 cm – ciasteczka bowiem mocno się ‘rozlewają’ podczas pieczenia; jeśli w kuchni jest dosyć ciepło, wstawiajmy czekające na pieczenie ciasteczka w chłodne miejsce).
Pieczemy ciasteczka w środkowej części piekarnika przez ok. 10-12 minut (popękania nadal mają być wilgotne). Po wyciągnięciu z piekarnika pozostawiamy ciasteczka na blasze przez 1 minutę, następnie studzimy je na kratce.
(uwaga – ciasteczka mocno twardnieją stygnąc, z piekarnika należy je wyjmować jeszcze miękkie)
Przechowujemy w hermetycznym pudełku.

*

*    *    *    *    *

*

Miałam o tym nie wspominać, ale… ale był to na tyle miły akcent tych ostatnich dni, że i z Wami mam ochotę się nim podzielić ;) Otóż jak ‘doniosła’ mi w komentarzach Cafe ole (której serdecznie dziękuję za info…), tydzień temu w ‘Rzeczpospolitej’ ukazał się artykuł o blogach kulinarnych, w którym i o mojej skromnej Kuchni wspomniano ;)
Nie ukrywam, że było mi (i nadal jest! ;)) bardzo miło :)
To taki wirtualny prezent, więc tym bardziej dziś bardzo mnie on cieszy ;)

*

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę udanego weekendu!

*

A ja idę testować 'dietetyczny' cheescake z syropem z agawy między innymi ;)

*