Archiwum kategorii ‘owoce’

Wyjątkowo dziwny maj ;)

czwartek, 20 Maj 2010

Powoli kończy się najpiękniejszy miesiąc roku, choć tym razem za bardzo nas on nie rozpieszcza niestety. Pozostaje nam trzymać kciuki, by kolejne dni i tygodnie przerwały tę deszczową, ponurą passę. Z przerażeniem śledzę wiadomości z Polski…

Dziś jednak chciałabym cofnąć się o rok. Zeszłoroczny maj bowiem – mimo sprzyjającej aury - był dla mnie dosyć specyficzny.
Najpierw spotkało mnie coś miłego – w połowie maja bowiem okazało się, że po raz pierwszy ukażą się w prasie (a konkretnie w czerwcowym numerze ‘Twojego Stylu’) moje przepisy, co było sporym powodem do radości ;) Kilka dni później, 18 maja, napisałam Wam o pyyysznym, delikatnym cieście z rabarbarem, a w następnym poście miał się pojawić pewien truskawkowo-rabarbarowy deser. Niestety nigdy nie zagościł on na blogu, gdyż – jak może jeszcze pamiętacie ;) - dzień później blog został zablokowany z powodów ‘wirusowych’ :/ Przyznaję, że przeżyłam wtedy chwile grozy… Dostałam od Was mnóstwo przemiłych maili, wielu spośród Was zaoferowało mi pomoc (otrzymałam między innymi niesamowicie sympatycznego maila od pewnej Marty, której raz jeszcze dziękuję za chęć pomocy i propozycję; nie wiem niestety, czy jeszcze tutaj zagląda i czy przeczyta te słowa…).
Kilka bloggerek napisało wtedy również na łamach swoich blogów o moim ‘problemie’, za co raz jeszcze serdecznie im dziękuję! A wszystkim Wam dziękuję za komentarze i słowa otuchy zamieszczone na ówczesnym ‘blogu zastępczym’, za Waszą troskę i pamięć :*

Jako że nieszczęścia chodzą ponoć parami – kilka dni później stałam się posiadaczką takiego oto eleganckiego rekwizytu ;)
*

bequilles*

Do ‘zwykłego’ złamania palca u stopy, którego zrastanie miało trwać kilka tygodni, przyplątał się dodatkowo zespół algo(neuro)dystroficzny :/ Aż do kwietnia tego roku (czyli przez prawie rok) chodziłam o kulach. Teraz wprawdzie obywam się już bez nich, nadal jednak nie odzyskałam pełnej sprawności w stopie i być może 20% tej sprawności nigdy już nie odzyskam :/ To schorzenie jest bardzo specyficzne, przede wszystkim dlatego, że żadne leczenie (czy to konwencjonalne czy alternatywne) nie daje gwarancji całkowitego wyleczenia. Pozostaje więc nadal czekać i mieć nadzieję, że aktualne zabiegi i ‘specyfiki’ jednak kiedyś pomogą…

Wracając jednak do blogowych wydarzeń sprzed roku, dzięki pewnej Dobrej Duszy (której raz jeszcze dziękuję za pomoc!) bloga udało mi się wtedy odzyskać i jak najszybciej przenieść ‘na swoje’ ;) dzięki czemu pod koniec czerwca powitałam Was po raz pierwszy już tutaj, na nowych włościach ;)) Miło mi bardzo, że nadal tu zaglądacie i że nie zapominacie o mnie :) Przyznaję, że od kiedy wróciłam do pracy, wolnego czasu mam jak na lekarstwo, sporo mam znów bowiem ćwiczeń, testów i wypracowań do sprawdzania oraz zajęć do przygotowania; poza tym stopa po powrocie do domu bardziej domaga się wypoczynku na kanapie niż siedzenia przy biurku, przed ekranem komputera. Chyba więc pora pomyśleć jednak o laptopie ;)

*

*   *   *

Po tym przydługim ‘wstępie’ - pora na przepis. Postanowiłam zamieścić dziś tamten rabarbarowo-truskawkowy deser, który rok temu nie doczekał się publikacji. Wszak lepiej późno niż wcale ;)
Przepis pochodzi z zeszłorocznego, czerwcowego numeru mojego ulubionego czasopisma ‘Saveurs’, o którym często wspominam Wam, aż do znudzenia ;) Odrobinę go zmodyfikowałam (dodałam też otartą skórkę z cytryny oraz amaretto), najważniejszy jednak okazał się dobór odpowiednich foremek. Jako, że deser ten ma konsystencję bardziej ‘clafoutis’ niż ciasta, pieczenie go w wysokich kokilkach nie wychodzi mu na dobre niestety (masa przy dnie robi się dosyć ‘zbita’ i mnie osobiście zupełnie wtedy nie smakuje). Jeśli jednak zapieczemy owoce w niskim naczyniu, całość pozostanie przyjemnie miękka i delikatna :)

PS. Jako że nie potrafiłam zdecydować, które zdjęcie wolę – wklejam obydwa; ciekawa jestem, które Wy byście wybrali… ;)

*

fraiserhubarbeamandes

Rabarbar i truskawki pod migdałową ‘pierzynką’

na 2 indywidualne foremki o średnicy 14 cm

125 g rabarbaru
125 g truskawek
1 jajko
50 ml słodkiej śmietany
45 g cukru pudru (u mnie : zmielony cukier trzcinowy)
35 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżka amaretto
otarta skórka z 1/2 cytryny
+ płatki migdałowe do posypania

Piekarnik rozgrzać do 180°C.
Owoce umyć, osuszyć, pokroić i rozłożyć do natłuszczonych foremek.
Jajko rozmieszać ze śmietaną i cukrem, dodać amaretto, otartą skórkę z cytryny, migdały i dobrze wszystko wymieszać. Masą zalać owoce, posypać płatkami migdałowymi i piec ok. 25 minut.

*

fraiserhubarbeamandes2
*

Aktualnie niestety deseru w tej wersji jeść nie mogę (jajka + śmietana…), jednak wymyśliłam już sobie wersję ‘zastępczą’, która jest całkiem zadowalająca. :) Ale o tym już w następnym odcinku ;)
*

Pozdrawiam wszystkich serdecznie (i stałych bywalców, i ‘anonimowych’ czytelników ;) ) i raz jeszcze dziękuję za to, że jesteście :)

*

Bułeczki drożdżowe z rabarbarem

czwartek, 13 Maj 2010

briocherhubarbe2*

Nie jest łatwo nagle nauczyć się żyć bez jajek. A raczej piec ;) Powoli uczę się zastępować jajka różnymi ‘zamiennikami’, problem jednak w tym, że ciasta siłą rzeczy mają inny smak niż te, które piekłam do tej pory. Jajko można bowiem zamienić np. puree z jabłek lub rozgniecionym bananem, ale nie do każdego ciasta ten smak przecież pasuje, to raz. A dwa – struktura ciasta mimo wszystko jest nieco inna. Stwierdziłam więc ostatnio, że zamiast ciasta ‘proszkowego’ spróbuję upiec jednak coś innego, a mianowicie coś drożdżowego. Wszak często piekłam lekko słodkie, drożdżowe bułeczki bez jajek.

W kwietniowym numerze jednego z tutejszych czasopism kulinarnych zauroczył mnie przepis na drożdżowe bułeczki z dodatkiem rabarbaru. Niestety ciasto aktualnie zupełnie nie dla mnie : jajko, masło, mleko i na koniec – zapiekanie w śmietance :/ Dlatego z przepisu zaczerpnęłam tylko pomysł dodania rabarbaru, a resztę mocno zmodyfikowałam; oparłam się na takim dosyć podstawowym przepisie, jakiego używam do wypieku szybkiego, drożdżowego ‘co nieco’ ;) a mianowicie 300320 g mąki - 100 ml mleka50 g masła1 jajkocukier do smaku i ‘dodatki’ na jakie akurat mamy ochotę ;) Jajko postanowiłam zastąpić większą ilością płynów, jak radzi się w większości przepisów na ciasta drożdżowe na forach dla uczuleniowców  (a tak przy okazji – prawdziwą skarbnicą wiedzy na ten temat jest oczywiście również blog Pinkcake, który z pewnością już znacie ;) ), mleko krowie zastąpiłam pół na pół kozim i ryżowym, a masło – oliwą z oliwek. Dodatkowo, do posmarowania bułeczek (i przed pieczeniem, i już po) użyłam syropu z agawy, co nie tylko pozwoliło ciastu ładnie się zrumienić, ale dodało też bardzo przyjemnego smaku. Okazało się, że wszystkie te zmiany zupełnie ciastu nie zaszkodziły; wręcz przeciwnie – nawet na drugi dzień bułeczki nadal były przyjemnie wilgotne, co przy tradycyjnych drożdżowych wypiekach z dodatkiem masła jest raczej rzadkością.

*

briocherhubarbe1

Bułeczki drożdżowe z rabarbarem

naczynie do zapiekania 20 x 28 cm lub 4 indywidualne foremki

320 g mąki
100 ml letniego mleka*
1 jajko*
15 g swieżych drożdży (lub ok. 1,5 łyżeczki suszonych)
szczypta soli
ok. 80-100 g cukru
50 g miękkiego masła*
ziarna z 1 laski wanilii (lub cukier waniliowy)
otarta skórka z 1/2 pomaranczy i 1/2 cytrnyny

dodatkowo :
100 g rabarbaru
żółtko i 1 łyżka śmietanki do posmarowania

* wersja bez jajek i mleka krowiego :
- masło zastąpiłam oliwą z oliwek
- jajko zastąpiłam większą ilością płynów (ok. 60 ml oliwy + ok. 135 ml mleka)
- mleko krowie zastąpiłam pół na pół kozim i ryżowym
- dla koloru dodałam również szyczyptę kurkumy
- zamiast żółtka i śmietanki do posmarowania bułeczek użyłam syropu z agawy (posmarowałam je przed pieczeniem oraz tuż po wyjęciu z piekarnika)

Drożdże rozpuścić w letnim mleku (dotyczy to drożdży świeżych; suchych nie musimy uprzednio rozpuszczać). Mąkę wymieszać z solą, w środek wlać rozpuszczone drożdże, dodać masło i lekko roztkłócone jajko i zacząć wyrabiać ciasto. Po chwili dodać ziarna wanilii i otarte skórki i dalej wyrabiać (ciasto ma być dosyć ‘miękkie’, w razie potrzeby dodać jeszcze odrobinę mleka). Gdy ciasto jest już elastyczne i błyszczące, umieścić je w naoliwionej misce, przykryć i odstawić do wyrośnięcia na około 2 godziny (ma podwoić objętość).

wersja maszynowa z użyciem suchych drożdży :
Masło roztopić i lekko przestudzić. Jajko rozbełtać. Na dno foremki wlać wszystkie mokre składniki (mleko, masło / oliwa, jajko), dodać otarte skórki oraz ziarna wanilii. Wsypać mąkę wymieszaną z solą, następnie cukier i drożdże. Nastawić program ‘ciasto’ / ‘dough’.

Rabarbar pokroić na małe kawałki.
Do wyrośniętego ciasta dodać pokrojony rabarbar (ja wymieszałam go uprzednio z odrobiną mąki), wyrobić i odstawić do ponownego wyrośnięcia (ok. 45 min.). Następnie podzielić ciasto na kulki wielkości śliwki i ułożyć je (niezbyt ściśle) w natłuszczonym naczyniu do zapiekania; pozostawić do wyrośnięcia na ok. 30 minut.
Piekarnik rozgrzać do 180°C.
Wierzch bułeczek posmarować żółtkiem wymieszanym ze śmietanką i piec je ok. 25-30 minut.
*

briocherhubarbe33*

Bułeczki możemy pałaszować same lub z dodatkiem rabarbarowego musu (ja rozgotowałam 200 g rabarbaru + ok. 50 g cukru). Idealne na weekendowe śniadanie lub podwieczorek, również np. na Dzień Matki (tutaj wypada on zawsze w drugą niedzielę maja, bułeczki zostały więc upieczone w zeszły weekend i bardzo szybko zniknęły ;) ). Ale i bez okazji rzecz jasna świetnie smakują :)

*

*   *   *   *   *

I na koniec z całkiem innej ‘beczki’ : dowiedziałam się ostatnio (Wegetarianko, dziękuję za info! ), że na stronie Schudnijmy.pl sporo jest kradzionych zdjęć i przepisów z naszych blogów (w tym również mój…); jeśli znajdziecie tam swoje zdjęcia (i jeśli Wam to rzecz jasna przeszkadza) interweniujcie pisząc na adres : info@walmark.pl
Nadal niestety nie jestem w stanie pojąć tego typu postępowania (przecież zobienie własnego zdjęcia potrawie nie jest aż tak pracochłonne, dodanie linka do oryginału również), ale cóż… uczciwość nie jest niestety mocną stroną niektórych osób.

Pozdrawiam Was serdecznie życząc i sobie, i Wam, by tego typu incydenty przytrafiały się coraz rzadziej.

*

Ciasto z rabarbarem i jajeczne tortury ;)

wtorek, 4 Maj 2010

oeufsferme*

Nie nie, to nie ja torturuję biedne jajka ;) To one postanowiły torturować mnie! Ot tak, nagle postanowiły przestać się z moim organzmem lubić :/ Czy wyobrażacie sobie coś takiego?!? Na początku o mój alergiczny stan podejrzewałam wszystko, tylko nie jajka. Teraz jednak nie mam już wątpliwości : każde zjedzenie jajka, nawet śladowej jego ilości, kończy się bardzo nieprzyjemną wysypką na twarzy, zaczerwienioną skórą i potwornym swędzeniem :( To samo dotyczy też produktów mlecznych, choć to mi nie straszne, o wiele łatwiej bowiem można je w kuchni zastąpić. Ale jajka?!? Wiem, wiem, z tym da się żyć, ale… ale to oczywiście wtedy gdy absolutnie czegoś jeść nie można, ma się na to okrutną ochotę. Nagle zachciało mi się naleśników, gofrów i oczywiście jajecznicy! Szparagi z jajkiem, kanapka z jajkiem, tarta z pysznym jajeczno-śmietanowym ‘wnętrzem’, ciasta, lody... wszystko to na jakiś czas musi pójść w zapomnienie. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to trwało zbyt długo i że dieta eliminacyjna jak najszybciej przyniesie pozytywne skutki. Wasze kciuki są tu oczywiście jak najbardziej mile widziane, by wspierać mnie w tej bezjajecznej niedoli ;)
Nie obawiajcie się jednak – jajeczne przepisy nadal będą się tutaj pojawiać, choć może nieco rzadziej. I nawet jeśli pewnych potraw ‘chwilowo’ nie jem, to i tak przygotowuję je dla innych, szczególnie ciasta na ten przykład. Choć przyznam, że wcale nie jest łatwo piec czy gotować wiedząc, że nie można tego później spałaszować :(

*

rhubarbecoulis*

W miniony weekend poproszono mnie o upieczenie ciasta. Postanowiłam więc skorzystać z sezonu i upiec coś jeszcze z rabarbarem. I z migdałową kruszonką. Już jakiś czas temu bowiem zamarzyło mi się ciasto nie tylko rabarbarowe, ale podwójnie rabarbarowe ;) Wilgotne i aromatyczne. Dlatego do masy postanowiłam dodać nieco uprzednio ugotowanego, zmiksowanego rabarbaru co świetnie wpłynęło na efekt końcowy. Do tego delikatna, cytrusowa nuta oraz aromatyczna tonka, która idealnie tutaj pasuje. Niestety - ciasta spróbowałam. Niestety zjadłam kawałek. Spory kawałek. I niestety z ubolewaniem (i do tego bardzo nieskromnie ;)) stwierdzam, że jest (a raczej było...) przepyyyszne! To z całą pewnością jedno z lepszych ciast z rabarbarem najlepsze ciasto z rabarbarem ;) jakie jadłam do tej pory. Dobrze więc, że było ‘na wynos’, w przeciwnym bowiem razie niezwykle trudno było by się mu oprzeć ;)

*
gateaudoublerhubarbe

Ciasto podwójnie rabarbarowe

na tortownicę o średnicy 20-22 cm

na ‘sos’ rabarbarowy :
ok. 150 g rabarbaru
20 g cukru
otarta skórka z 1 pomarańczy

Rabarbar umyć, osuszyć, pokroić, przełożyć do rondelka, dodać cukier i gotować na wolnym ogniu do miękkości; następnie zmiksować i przełożyć na sito do ewentualnego odsączenia, musi bowiem być dosyć gęsty (‘sos’ możemy przygotować np. dzień wcześniej i umieścić go na noc w lodówce).

na kruszonkę :
50 g zimnego masła
50 g cukru
35 g mąki
35 g drobno zmielonych migdałów

Wszystkie składniki dokładnie ‘posiekać’ lub rozetrzeć palcami aż powstanie kruszonka. Pozostawić w chłodnym miejscu.

na ciasto :
ok. 250 g rabarbaru
130 g mąki
70 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
60 g miękkiego masła
135 g cukru
2 jajka
3 łyżki kwaśnej śmietany
otarta skórka z 1 cytryny
½ strartego ‘ziarenka’ tonki (możemy zastąpić wanilią lub cukrem waniliowym)
+ 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Rabarbar umyć, osuszyć i pokroić.
Mąkę wymieszać z migdałami i proszkiem. Masło utrzeć z cukrem, następnie dodawać po jednym jajku i dalej miksować, aż masa będzie jednolita. Dodać otartą skórkę z cytryny, stratą tonkę oraz połowę mąki, dobrze wymieszać, a następnie – ciągle miksując – dodać śmietanę oraz resztę mąki. Przelać ciasto do natłuszczonej i lekko wysypanej mąką tortownicy. Na wierzch nałożyć 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego i lekko wmieszać je w ciasto (jak przy pieczeniu zebry np.). Następnie posypać ciasto pokrojonym rabarbarem i posypać kruszonką. Piec ok. 55 minut (lub do suchego patyczka). Pozostawić na kilka-kilkanaście minut w ciepłym piekarniku, a następnie wystudzić na kratce.

EDYCJA

‘sos’ rabarbarowy powinien być naprawdę dobrze odsączony, by nie zrobił się zakalec; możemy ewentualnie wymieszać go wcześniej z odrobiną ciasta lub dodać nieco więcej mąki, jeśli ciasto wydaje nam się zbyt ‘luźne’; jeśli zaś nasz ‘sos’ jest dosyć wolgotny, możemy dodać nieco mniej pokrojonego rabarbaru na wierzch

*

*   *   *   *   *

I na koniec jeszcze małe ‘przeprosiny’… Wybaczcie proszę, że nie od razu odpisuję na wszystkie maile, sytematyczność jednak nie jest niestety moją mocną stroną, nad czym bardzo ubolewam :/ Obiecuję już za niedługo nadrobić te korespondencyjne zaległości, taką przynajmniej mam nadzieję. A póki co – proszę Was o cierpliwość i wyrozumiałość ;) I bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie przemiłe słowa, za Wasze zaufanie i za to, że nadal macie ochotę tu zaglądać :)

Pozdrawiam bardzo serdecznie !

*

Sezon na rabarbar. Crumble.

niedziela, 25 Kwiecień 2010

szparagirabarbar*

Już są! Najbardziej wyczekiwane przeze mnie kulinarne oznaki wiosny :) W tym tygodniu bowiem po raz pierwszy na targu pojawiły się tutejsze szparagi i rabarbar, w związku z czym w środę zakupiłam po półtora kilograma każdego z nich ;) Wszak trzeba się nimi nacieszyć! Szczególnie szparagami, gdyż sezon na nie jest zdecydowanie zbyt krótki.
Zanim jednak będzie o szparagach, najpierw zagości tu dziś rabarbar.
Jego pojawienie się na straganach, to znak, że i truskawki i maliny są już blisko, coraz bliżej ;) Uwielbiam połączenie rabarbaru i truskawek - w deserach, musach, ciastach, konfiturach… Zanim jednak będzie nam dane znów posmakować tego duetu – kwietniowy rabarbar w wersji solo.
*

rabarbar1*

Najczęściej piekę z nim ciasta lub wszelakie crumble. I o ile za surowym rabarbarem zbytnio nie przepadam, to zapiekany pod kruszonką mogę jeść bez końca. Tym bardziej, że dzięki crumble możemy naprawdę nacieszyć się smakiem samych owoców, a o to przecież w sezonie chodzi najbardziej. Oto więc dzisiejsza wersja : z aromatyczną, cytrynowo-pomarańczową nutą, z dodatkiem Grand Marnier i z migdałową kruszonką. Alkohol możemy oczywiście pominąć lub zastąpić sokiem z pomarańczy, a zamiast cukru możemy użyć miodu lub syropu z agawy (wersja z syropem z agawy wyjątkowo mi smakowała). Trzcinowy cukier muscovado również tutaj pasuje, dodaje bowiem całości lekko karmelowego posmaku. Crumble świetnie smakuje sam jak i w towarzystwie gałki ulubinych lodów czy crème fraîche.
*

crumblezrabarbarem2010

Crumble z rabarbarem

na 4 porcje

ok. 700-800 g rabarbaru
cukier do smaku (lub miód / syrop z agawy)*
otarta skórka z 1 cytryny
otarta skórka z 1 pomarańczy
2-3 łyżki Grand Marnier
1 łyżka stopionego masła (można pominąć)

* u mnie ok. 5-6 łyżek cukru muscovado lub ok. 3 łyżki miodu / syropu z agawy

60 g zimnego masła
60 g cukru
40 g mąki
30 g drobno zmielonych midałów
ziarna z 1 laski wanilii (lub cukier waniliowy)

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Rabarbar umyć i pokroić; wymieszać go z cukrem (lub miodem / syropem z agawy) i otartymi skórkami.
Przygotować kruszonkę : wszystkie składniki dokładnie ‘posiekać’ lub rozetrzeć palcami aż powstanie kruszonka.
Rabarbar przełożyć do wysmarowanego masłem żaroodpornego naczynia, polać roztopionym masłem i Grand Marnier, posypać kruszonką i piec ok. 25 minut.

*

crumblerabarbarrouge

Do kruszonki możemy użyć również cukru muscovado; doda on lekko karmelowego posmaku
oraz bardziej intensywnego koloru.

*

Polecam Wam również crumble z ‘duńską’ kruszonką z dodatkiem płatków owsianych, o którym wspominałam tutaj – klik.

*
*   *   *

A w  zakładkach 'rabarbar'klik oraz 'szparagiklik :  pozostałe przepisy prezentowane już na blogu.

*
sezonnarabarbarszparagi

*
Pozdrawiam serdecznie !

*

Czekoladowy Weekend

sobota, 20 Luty 2010

carechoc2
*
To już po raz trzeci mam zaszczyt zaprosić Was do wspólnej, czekoladowej zabawy. Mam nadzieję, że i tym razem nasze grono będzie liczne :) Kto bowiem nie lubi czekolady? ;) Zgodzicie się chyba, że czekolada jest niezwykła… Delikatnie rozpływając się na języku praktycznie natychmiast poprawia nam nastrój, rozbudza zmysły. Kawałek dobrej czekolady już sam w sobie jest dla mnie idealnym comfort food. To moja mała wielka słabość ;) Choć może to już nałóg? Nawet jeśli tak – to jaki przyjemny! :)

*carrechoc

Oto nowa szwajcarska ekologiczna czekolada; czyż nie jest urocza? ;) )

*

O czekoladzie pisałam Wam już sporo w poprzednich latach, dlatego też dziś – by Was nie zanudzać ;) - ‘teorii’ nie będzie (chętni mogą oczywiście zerknąć do poprzednich wpisów – tutaj i tutaj ).

W ciągu kilku ostatnich tygodni ‘przerobiłam’ kilkanaście tabliczek czekolady i przetestowałam sporo przepisów. Niektóre potrzebowały kosmetycznych poprawek, inne nie, jeszcze inne stały się inspiracją do powstania czegoś zupełnie nowego. Wszystkich nie zamieszczę w ten weekend, wszak co za dużo… ;) Jednak wszystkie z nich kiedyś z pewnością pojawią się jeszcze na blogu, obiecuję :)

Na nasz tegoroczny Czekoladowy Weekend wybrałam ostatecznie trzy przepisy. Są łatwe i w miarę szybkie do przygotowania, aromatyczne i (jak dla mnie…) wyjątkowo smakowite :)

*marakuja

*
Na początek – smakowite małe co nieco, a mianowicie trufle według przepisu Mistrza Hermé. Czekolada została tutaj ‘ożeniona’ z owocem marakui, a to – wierzcie mi na słowo - bardzo dobrana para ! (urzekł mnie już jakiś czas temu przepis na czekoladowy fondant z sosem z dodatkiem owoców marakui właśnie)
Choć masa jest nieco kłopotliwa podczas formowania, to gwarantuję Wam, że smak gotowych trufelków wynagradza cały ten trud :)

*truffespassion1

Trufle o smaku marakui

Na ok. 35 sztuk

50 g masła
350 g dobrej jakości czekolady (u mnie : 70% kakao)
10 owoców marakui
2 łyżki miodu akacjowego lub innego kwiatowego
kakao do obtaczania

Masło pokroić w małą kostkę i pozostawić w temperaturze pokojowej. Czekoladę posiekać. Owoce marakui przekroić na pół, ich miąższ przełożyć na sitko i dobrze odsączyć (mieszając i odciskając pestki łyżeczką). Otrzymany w ten sposób sok zagotować z dodatkiem miodu. Następnie partiami dodawać czekoladę delikatnie mieszając. Gdy czekolada jest już stopiona partiami dodajemy masło, delikatnie mieszając. Następnie przekładamy masę do salaterki, studzimy, przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki na minimum 2 godziny by masa odpowiednio stężała.
Ze schłodzonej masy łyżeczką formujemy kulki które obtaczamy w kakao; uwaga : masa jest dosyć klejąca, nie należy zbyt długo ‘ugniatać’ jej w palcach gdyż szybko się nagrzewa i klei do rąk.
(w oryginalnym przepisie masę wylewamy do wyłożonej papierem kwadratowej / prostokątnej formy a następnie ktoimy zimną masę na kawałki i obtaczamy w kakao)
Uformowane trufelki przechowujemy w lodówce w szczelnym pojemniku.

(przepis oryginalny : Larousse - ‘Comme un Chef’ )
*

*      *      *      *      *

*
poiresporto
*
A teraz coś, co nazwałam ‘czekoladową pokusą’, to bowiem temu wypiekowi było mi najtrudniej się oprzeć ;) Porto dodane do ciasta, oraz powstały z gotowania gruszek w porto syrop nadają mu naprawdę niesamowitego posmaku. Podczas pieczenia czekoladowa masa robi się lekko chrupka na powierzni, w środku zaś pozostaje przyjemnie miękka. To z całą pewnością nasz tegoroczny czekoladowy hit :)
*

poiresportochoc3

Czekoladowa pokusa z gruszką

3-4 indywidualne porcje

2 gruszki
300 ml porto (lub porto zmieszanego z czerwonym winem)
1 laska cynamonu
60 g cukru (u mnie : ciemny trzcinowy)

130 g czekolady (u mnie : 70% kakao)
100 g masła
100 g cukru
80 g bardzo drobno zmielonych migdałów
2 jajka
2 łyżki porto

Gruszki obrać, przekroić na pół i delikatnie pozbawić gniazd nasiennych. Ułożyć je w garnku (przekrojoną częścią na dół), dodać porto, cukier, cynamon i zagotować. Gotować owoce ok. 20-25 minut uważając by nie doprowadzić do rozgotowania. Następnie gruszki przełożyć na półmisek i zostawić do wystudzenia, a porto dalej gotować aż do powstania gęstego syropu.
Przestudzone gruszki pokroić w plasterki.
Piekarnik nagrzać do 180°.
Czekoladę, masło i cukier stopić w kąpieli wodnej, lekko przestudzić, następnie dodać pojedynczo jajka, migdały oraz porto, starannie mieszając.
Wysmarować masłem indywidualne naczynia do zapiekania, wlać do nich masę czekoladową i ułożyć gruszki lekko je dociskając.
Piec 20-25 (w zależności od konsystencji jaką chcemy uzyskać).
Podawać jeszcze ciepłe, polane podgrzanym wcześniej syropem z porto.

(inspiracja na gruszki w porto : Larousse – ‘Irrésistible chocolat’; masa czekoladowa – pomysł własny ;))
*

*      *      *      *      *

*

I na koniec coś na rozgrzewkę :) Wybitnie dla dorosłych. Ciepła czekolada na szary, zimowy wieczór. Czekolada, pomarańcza, cynamon, a do tego - rum i Grand Marnier. Uwaga : to uzależnia :)

*
chocochaud3

Czekolada dla dorosłych

2 duże lub 4 mniejsze porcje

130 g czekolady (u mnie : 70% kakao)
150 ml słodkiej śmietany
350 ml mleka
1 łyżka miodu z kwiatów pomarańczy lub akacjowego
(u mnie tym razem syrop z agawy)
otarta skórka z 1 małej pomarańczy (niepryskanej)
płaska łyżeczka zmielonego cynamonu
50 ml brązowego rumu*
30 ml Grand Marnier*

*lub wedle uznania ;)

Czekoladę, mleko, śmietankę, skórkę pomarańczową i cynamon umieszczamy w rondelku i podgrzewamy delikatnie mieszając, aż czekolada dobrze się stopi. Gdy mieszanka jest już jednolita i dobrze ciepła dodajemy do niej alkohol, wlewamy do blendera i miksujemy. Podajemy natychmiast.

*

(inspiracja : Larousse – ‘Irrésistible chocolat’)
*

*      *      *      *      *

*
To tyle czekoladowego szaleństwa na dziś moi drodzy. Powoli zaczynam wędrówkę po Waszych blogach, by popatrzeć na Wasze wspaniałe smakołyki :)

Pozdrawiam bardzo serdecznie! I życzę miłej, czekoladowej niedzieli :)

*

Biszkopt i rolada. Na osłodę.

poniedziałek, 9 Listopad 2009

Jak już tu kiedyś wspominałam, czasami mam wrażenie, że ktoś ‘kradnie’ nam czas. Co weekend nie mogę się bowiem nadziwić, że tak oto minął kolejny już tydzień, a na dodatek - że już mamy listopad. Zatrzymałam się w tym roku gdzieś na etapie lata i trudno mi uwierzyć, że kolejny rok powoli zbliża się ku końcowi.

Często mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. Moje jednak są chyba bardzo towarzyskie, od pewnego bowiem czasu pojawiają się nie ‘parami’, a całymi stadami ;) Staram się nie przejmować i za dużo o tym wszystkim nie myśleć, ale nie zawsze mi to wychodzi… A szaro-bure listopadowe dni z całą pewnością w tym nie pomagają.

W takie właśnie dni zwiększa się moje zapotrzebowanie na słodkie małe co nieco. A jeśli na dodatek ma być to coś szybkiego, to często jest to moja ulubiona ‘brazylijska’ rolada, o której wspominałam Wam zeszłego lata.

Biszkopt z tego przepisu jest dla mnie idealny na roladę właśnie : szybki, łatwy, przyjemny w obróbce. I dzięki dodatkowi maizeny - niesamowicie delikatny. Pasuje do każdego typu nadzienia (nawet posmarowany tylko konfiturą świetnie smakuje). Najczęściej robię tę roladę w wersji ‘oryginalnej’, czyli z bananami (lub z bananami i jabłkami), ale w ostatni weekend pozwoliłam sobie na nieco większe szaleństwo (czytaj : na prawdziwą bombę kaloryczną ;) ) i ciasto dodatkowo posmarowane zostało dulce de leche, czyli kremem krówkowym. Okazało się, że banany i karmelowe smaki świetnie do siebie pasują, choć jak dla mnie jest może odrobinę za słodko. Ale dulce de leche nie może przecież nie być słodkie ;)

Jeśli natomiast chcemy, by było mniej słodko, można przed nałożeniem bananów roladę posmarować kremem z gorzkiej czekolady, czy nawet nutellą (lub tylko bananami rzecz jasna, co czynię najczęściej ;) ). Tym razem dodałam też nieco cynamonu oraz posiekanych orzechów, dzięki czemu rolada stała się prawdziwie jesienna. Ale tak pozytywnie jesienna ;) Idealna na rozpędzenie różnych mniejszych i większych smuteczków. Przynajmniej na jakiś czas ;)

*

roladakarmelbanany

Rolada bananowa z kremem krówkowym

Nadzienie :
4 banany
2 łyżki cukru (jasny trzcinowy)
½ łyżeczki cynamonu

Banany pokroić na kawałki, umieścić wraz z cukrem i cynamonem w rondelku i gotować na wolnym ogniu (kilkanaście minut) aż się dobrze rozgotują; można je lekko rozetrzeć widelcem.

Ciasto :
4 jajka
4 łyżki cukru
4 łyżki maizeny
szczypta soli
¾ łyżeczki cynamonu
250 g kremu krówkowego
pół szklanki posiekanych orzechów

+ cukier do posypania ściereczki

Białka ubić na pianę ze szczyptą soli; żółtka ubić z cukrem. Następnie dodać do nich maizenę, cynamon oraz pianę z białek i delikatnie wymieszać. Wlać ciasto na prostokatną blachę wyłożoną papierem, wstawić do nagrzanego do 180° piekarnika i piec ok 10-12 min. Po upieczeniu przełożyć na lekko wilgotną ściereczkę posypaną cukrem, delikatnie odkleić papier, po czym zwinąć biszkopt w ściereczkę (węższym bokiem) i odstawić na około 15 minut.

Rozwinąć ciasto, posmarować je kremem krówkowym a następnie rozgotowanymi bananami, posypać posiekanymi orzechami, po czym ponownie (dobrze) zrolować i szczelnie zawinąć w przeźroczystą folię; wstawić do lodówki, by masa się schłodziła i lekko stężała.

Smacznego!

*  *  *

A wszystkim lubiącym krem krówkowy polecam również prezentowane w kwietniu argentyńskie ciasteczka z jego dodatkiem – alfajores.

*
Pozdrawiam serdecznie!

*

Jabłka i marcepan.

sobota, 26 Wrzesień 2009

apple-day-poster-2009petitOstatnio jest u mnie marcepanowo. Właściwie nie wiem dlaczego. Czasami mam takie ‘fazy’ na różne produkty. I teraz jest to marcepan ;)

Niedawno ożeniłam go ze śliwkami. Dziś – na organizowany przez Tatter Dzień Jabłka – z jabłkami właśnie. Do tego cynamon, kardamon i otarta skórka z cytryny. I jeszcze lekko jesienna nuta – kilka orzechów włoskich.

Jabłka otulone tą miękką, maślano-marcepanową pierzynką smakowały wybornie. Choć mnie smakują one praktycznie w każdej postaci – i na surowo, i ‘przetworzone’. Szczególnie teraz, gdy sezon na nowe jabłka w pełni, nie może ich w domu zabraknąć. Mam kilku ulubionych sprzedawców na targu, których jabłka są naprawdę pyszne. Kupuję je również na ‘mojej’ warzywno-owocowej farmie, choć wybór gatunków jest tam nieco mniejszy. Najlepsze jednak były te, które dawno dawno temu zrywałam z jabłonek babci…

*

pommesmassepain*

Jabłka zapiekane z marcepanem

na 4 foremki o średnicy 12cm

200 g marcepanu
2 jajka
100 g miękkiego masła
otarta skórka z jednej cytryny
½ łyżeczki cynamonu
¾ łyżeczki kardamonu
ok. 60 g orzechów włoskich
2 jabłka

Orzechy uprażyć na suchej patelni, ostudzić, posiekać (niezbyt drobno).
Jabłka umyć, oczyścić z gniazd nasiennych i pokroić w średniej grubości plasterki.
Marcepan dobrze schłodzić (można na kilka minut umieścić go w zamrażalce), a następnie zetrzeć na tarce na grubych oczkach. Utrzeć go z masłem, następnie dodawać po jednym jajku i pod koniec ucierania dodać skórkę cytrynową oraz przyprawy. Masę wlać do natłuszczonych foremek, ułożyć plasterki jabłek i posypać posiekanymi orzechami.
Piec ok. 25 minut w nagrzanym do 200°C piekarniku.

(Drugą część zrobiłam ze śliwkami posypanymi płatkami migdałowymi, smakują równie pysznie!)

*

pommes1

*

Pozdrawiam serdecznie!
*

Śliwki. Chutney

czwartek, 24 Wrzesień 2009

Z ostatnich komentarzy wynika, że sezon na śliwki na szczęście jeszcze trwa ;) Dlatego też dziś będzie jeszcze jeden przepis na przetwory śliwkowe, a konkretnie na chutney.

Jako że ani ja, ani moi bliscy nie przepadamy za smakami mocno ‘octowymi’ (z tego też powodu nie robię właściwie żadnych tego typu przetworów, gdyż niestety zupełnie nie cieszą się tutaj powodzeniem…), tak i mój chutney jest dosyć łagodny w smaku. Czerwone wino i ocet balsamiczny to bardzo udany mariaż, a śliwki wyjątkowo dobrze się czują w tym aromatycznym towarzystwie.

Wydaje mi się, że kiedyś już pisałam o tym, że w kuchni towarzyszy mi pewne powiedzenie mojej chrzestnej; często bowiem gdy pytałam : ‘A ile tego dodać ciociu?’ odpowiadała : ‘Beatko, warzyw ile się ma, a przypraw ile się lubi.’ I choć ucząc się gotować czasami wolałam mieć nieco bardziej dokładne wskazówki (i dalej ‘zamęczałam’ pytaniami : ‘Ale ile? Tak mniej więcej…?’ ;) ) to sami powiedzcie, czyż nie jest to bardzo dobra zasada? ;) Tak więc i Wy zmieńcie śmiało ‘moje’ proporcje proponowanych przypraw, każdy z nas bowiem lubi przecież nieco inne smaki. Ja dodaję zawsze mniej przypraw na początku i ewentualnie dodaję ich więcej w trakcie gotowania, wszak z pewnymi przyprawami lepiej nie przedobrzyć ;)

Wczoraj przetestowałam poniższy chutney z kozimi serami i okazało się, że naprawdę świetnie do nich pasuje. Tak jak zeszłoroczny chutney figowy ;) Choć oczywiście równie dobrze będzie się czuć w towarzystwie dań mięsnych rzecz jasna.

*
chutneypruneaux1

Chutney ze śliwek

800 g śliwek
200 g czerwonej cebuli
150 g rodzynek
90-100 ml czerwonego wytrawnego wina
40 ml octu balsamicznego
100 g miodu
50 g cukru muscovado
1/2 - 3/4 łyżeczki imbiru w proszku (lub ok. 1/2 łyżki świeżego, startego)
1 łyżeczka kardamonu
1/8 łyżeczki zmielonych goździków
szczypta pieprzu kajeńskiego

Śliwki umyć, osuszyć, wypestkować i pokroić na 4-6 mniejszych części. Cebulę drobno poszatkować. Wszystkie składniki umieścić w rondlu i smażyć na wolnym ogniu aż masa dobrze zgęstnieje, regularnie mieszając (u mnie trwało to nieco ponad godzinę). Następnie przełożyć do wyparzonych słoików i pasteryzować jak zazwyczaj.

*

chutneypruneaux2
*

Pozdrawiam serdecznie!

*

Marcepan, migdały i ciasto ze śliwkami.

wtorek, 22 Wrzesień 2009

Na początek pragnę Wam podziękować za tak liczny udział w ostatnim wydaniu Weekendowej Piekarni. Było mi niezmiernie miło, tym bardziej, że sama wiem, jak ciężko jest czasem w natłoku zajęć znaleźć czas lub energię i niestety nie zawsze wszystko udaje nam się zrealizować. Wciąż mam nadzieję, że i mnie uda się kiedyś nadrobić te ‘piekarnicze’ zaległości ;)

Dzięki Wam ten weekend nie był tak smutny jak myślałam. Dlaczego smutny? Gdyż po raz drugi legł w gruzach mój tegoroczny wyjazd do Kopenhagi (rzecz jasna nadal z powodu stopy…), na który tak bardzo czekałam :( Wiem, wiem, co się odwlecze... ;) jednak tak rzadko się z kuzynką widujemy, że czekanie jeszcze rok do przyjemnych perspektyw niestety nie należy :( Dlatego też to nasze wspólne weekendowe pieczenie pomogło mi nie myśleć zbytnio o tym i – choć wirtualnie – odwiedzić Was w waszych kuchniach :) Raz jeszcze więc wszystkim bardzo serdecznie dziekuję! :*

Weekend upłynął mi nie tylko pod znakiem chlebowych, ale i śliwkowych wypieków. W trzeci weekend września bowiem (a konkretnie w niedzielę / poniedziałek) konsumuje się tutaj ciasta i tarty ze śliwkami. Dawniej były to dni postne, dziś jednak wypieki śliwkowe są tylko miłym, tradycyjnym akcentem tego weekendu (i wolnego od pracy – niestety tylko w dwóch kantonach ;) - poniedziałku) i z postem nie mają już nic wspólnego .

Najprostsza wersja tutejszej tarty śliwkowej to kruche lub półkruche ciasto (świetnie smakuje również kruche ciasto w wersji migdałowej), spód tarty wysypujemy mielonymi migdałami, na to kładziemy pokrojone śliwki (stroną przeciętą do góry), posypujemy je kilkoma łyżkami cukru i pieczemy około 30-35 minut w 180°-200°C. Można też przed pieczeniem zalać śliwki masą jajeczną (jak pisałam a propos tarteletek z mirabelkami)

Tym razem jednak zamarzyło mi się coś innego, z duńską nutą - na pocieszenie ;) Jak pewnie wiecie, w Danii bardzo popularne są wypieki z dodatkiem marcepanu. Dlatego też postanowiłam upiec coś ze śliwkami i marcepanem właśnie :) Zmieniłam ‘tradycyjne’ proporcje, jak zwykle ucięłam sporą część cukru, część marcepanu zastąpiłam zmielonymi migdałami, dodałam też łyżeczkę kardamonu, który nadał ciastu wspaniałego aromatu. Na dodatek  - marcepan miałam prosto z Holandii, powstało więc bardzo międzynarodowe holendersko-duńsko-szwajcarskie ciasto ;) Z serii tych nieco ‘ciężkawych’ i mało dietetycznych, to fakt, jednak lubiącym marcepan z pewnością przypadnie do gustu :)*

gateaupruneauxmassepain

Ciasto ze śliwkami, marcepanem i migdałową kruszonką

na foremkę o średnicy 26 cm

ciasto :
250 g marcepanu
120 g cukru (u mnie jasny trzcinowy, zmielony)
3 jajka
110 g mąki
50 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżeczka kardamonu
śliwki
+ 3-4 łyżki startego marcepanu (można pominąć)

migdałowa kruszonka :
40 g zimnego masła
40 g mąki
40 g cukru
40 g bardzo drobno zmielonych migdałów
szczypta soli

Śliwki umyć i wypestkować. Składniki kruszonki w miarę szybko dobrze razem wymieszać i pokruszyć (lub posiekać). Marcepan dobrze schłodzić (można na kilka minut umieścić w zamrażalce), a następnie zetrzeć na tarce (u mnie na grubych oczkach). Ucierać go z cukrem dodając po jednym jajku. Gdy masa jest jednolita dodać przesianą mąkę wymieszaną z migdałami i kardamonem i dokładnie wymieszać. Przełożyć masę to natłuszczonej formy, ułożyć śliwki (stroną przeciętą do góry), posypać startym marcepanem i posypać kruszonką.
Piec ok. 40-50 minut w 180°C (lub do suchego patyczka).

* * *

Jako, że przy pieczeniu ciasta zostało mi trochę kruszonki (robiłam ją z większej porcji) oraz śliwek, od razu pomyślłam o szybkme, soczystym crumble. I od razu przypomniał mi się przepis proponowany w sierpniu przez Małgosięśliwkowe crumble z marsala i amaretti. Już niebawem zrobię to ‘oryginalne’ ;) z kruszonką z amaretti, jednak póki co ‘ściągnęłam’ od Małgosi pomysł z dodatkiem wina marsala. I powiem tylko jedno : śliwki, migdały + marsala to jest fantastyczne połączenie! ;)

*

crumblepruneaux01

Crumble ze śliwkami

śliwki
marsala
cukier muscovado
migdałowa kruszonka (jak wyżej)

Śliwki umyć, wypestkować i ułożyć w wysmarowanym naczyniu żaroodpornym (stroną przeciętą do góry). Polać owoce winem marsala (u mnie mniej więcej łyżka na każdą indywidualną porcję), posypać cukrem muscovado i kruszonką. Piec ok. 25 minut w 180°C. Pyszne jeszcze ciepłe, lekko przestudzone.

* * * * *

Z pozostałych śliwek zrobiłam też chutney, nie wiem jednak czy nie jest już za późno na proponowanie Wam śliwkowych przetworów… ;)

*

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim miłego tygodnia!

*

Śliwki w czekoladzie, cz. II

czwartek, 17 Wrzesień 2009

O śliwkach było już kilka dni temu. Pisałam Wam wtedy o przepysznych śliwkach w czekoladzie z przepisu Joanny, które podbiły moje kulinarne serce ;) Jednak – jak może pamiętacie ;) – bardzo lubię modyfikować przepisy, tak więc i tym razem nie mogło być inaczej ;) Pomyślałam sobie bowiem, że dodanie do tej masy suszonych śliwek (namoczonych uprzednio w czymś dobrym ;) ), może być ciekawym połączeniem smakowym. Wszak ta ‘kupna’ śliwka w czekoladzie, to śliwka suszona właśnie. Nie pomyliłam się i – co więcej – połączenie to okazało się tak smakowite, że dziś dodam część suszonych śliwek także do ostatniej partii smażonych właśnie powideł.

Jedyny minus, to że tego typu powidła nie są zbyt fotogeniczne niestety ;) Musicie więc uwierzyć mi na słowo, że smakują o wiele lepiej niż wyglądają ;)

*

pruneauxchocolatrhum2

Śliwki w czekoladzie II

400 g suszonych śliwek (waga po wypestkowaniu)
50 ml rumu + 50 ml gorącej wody
900 g śliwek
250 g cukru (u mnie jasny trzcinowy)
1,5 łyżeczki cynamonu
0,5 łyżeczki imbiru w proszku
szczypta zmielonych goździków
2 łyżki kakao
50 g gorzkiej czekolady (o zawartości 70% kakao)

Suszone śliwki pokroiłam w małą kostkę i namoczyłam w rumie z wodą (przykryte folią i pozostawione na noc). Następnego dnia umyłam, wypestkowałam i pokroiłam śliwki, dodałam namoczone suszone śliwki i gotowałam na wolnym ogniu aż masa była dobrze rozgotowana i gęsta. Wtedy zmiksowałam wszystko ‘żyrafą’, jeszcze chwilę podgotowałam, dodałam cukier i przyprawy i pozostawiłam na wolnym ogniu regularnie mieszając, aż masa dobrze zgęstniała. Dodałam kakao i czekoladę, dokładnie wymieszałam, przełożyłam do wyparzonych słoików i zapasteryzowałam.