Archiwum kategorii ‘inne’

Warzywa sezonowe - kalendarz

sobota, 5 Luty 2011

warzywazima01_11*

Dzisiejszy wpis miał pojawić się na blogu prawie miesiąc temu, jednak z przyczyn ‘różnych’ ;) pojawia się z lekkim opóźnieniem…

Jak stali czytelnicy pewnie już wiedzą – w mojej kuchni goszczą przede wszystkim produkty sezonowe i najczęściej lokalne, o czym dosyć często na łamach bloga wspominam.
Rok temu zaproponowałam Wam wpis o warzywach sezonowych właśnie, który spotkał się z dość dużym zainteresowaniem. Jako iż większość produktów jest w dzisiejszych czasach dostępna praktycznie przez cały rok, nie zawsze do końca jesteśmy pewni, czy dane warzywo / owoc jest jeszcze sezonowe czy już nie. Dlatego właśnie rok temu powstał pierwszy wpis na ten temat.
Odpowiadając na częste zapytania mailowe widzę, że temat nadal cieszy się sporym zainteresowaniem. Wielu z Was przyznaje, że ‘plastikowe’ pomidory czy truskawki w środku zimy tak naprawdę przecież nie smakują i nie cieszą. I dlatego właśnie jedząc to, co sezonowe, mamy szansę na najlepszy smak i – teoretycznie ;) – na największą ilość witamin i mikroelementów, co szczególnie zimą nam się przyda :) A przy okazji dokładamy małą, ekologiczną cegiełkę, gdyż to co wyprodukowane lokalnie nie przemierzyło połowy globu zanim trafiło do supermarketu.
*

bocwina
boćwina

*

Zimą mamy do dyspozycji nie tylko ziemniaki, marchewkę czy seler. Skorzonera (wężymord), topinambur, pasternak, brukiew czy boćwina nie wszystkim są dobrze znane, a z całą pewnością zasługują na naszą uwagę. Więc tych wszystkich, którzy nadal twierdzą, iż zimą nie ma ‘ciekawych’ warzyw, zapraszam do wspomnianego już  poprzedniego ‘sezonowego’ wpisu – klik (by nie powtarzać tych samych informacji, podaję jedynie linka dla tych, którzy wpisu rok temu nie czytali lub chcą go przeczytać ponownie ;) ).
Patrycja zapytała mnie wtedy, czy nie myślę o stworzeniu czegoś w stylu sezonowego kalendarza warzyw i owoców i choć – przyznaję… (mea culpa) – pomysł przez wiele długich miesięcy popadł w zapomnienie, to w tym roku nareszcie ‘zakiełkował’ i ujrzał światło dzienne. Wszak lepiej późno niż… ;)

Jest to pierwsza, dosyć robocza wersja kalendarza, którą będę ewentualnie ‘ulepszać’ (będę wtedy dopisywać na blogu informacje o dacie ostatniej edycji). Przygotowałam go bazując się na tutejszym rynku warzywnym, możliwe jednak, że nie wszystko do końca będzie dokładnie pokrywać się z tym, co jest sezonowo dostępne na polskich straganach, dlatego chętnie poczytam o Waszych propozycjach dotyczących ewentualnych modyfikacji.
Przygotowując ten kalendarz skupiłam się przede wszystkim na warzywach w miarę ‘lokalnych’ i nie uwzględniłam tych egzotycznych, typowo z importu. Dodałam za to np. czosnek niedźwiedzi czy szczaw, choć warzywami jako takimi nie są.
Nie podzieliłam też np. kapust na gatunki, lecz jeśli uważacie że powinnam – oczywiście chętnie to zmienię.

Będę Wam bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi, jest to bowiem pierwszy tego typu plik jaki przygotowuję (a że techniczno-informatycznymi zdolnościami nie grzeszę, to jego szata graficzna jest bardzo ‘podstawowa’, wiem ;)). Kalendarz dostępny jest w formacie PDF, wystarczy kliknąć na poniższe zdjęcie :
*

kalendarzwarzyw2011

*
Kończę również wersję owocową kalendarza i mam przy okazji pytanie : czy powinnam w nim uwzględnić tylko owoce ‘lokalne’, czy dopisać również te egzotyczne ? (być może nie wszystkie, ale te najpopularniejsze). Co Wy na ten temat sądzicie ? Co dla Was będzie ciekawsze / bardziej praktyczne ?
Czekam na Wasze opinie :)

*

Czekoladowy Weekend 2011

środa, 26 Styczeń 2011

czekoladowy2011_4Powoli zbliża się pora kolejnego naszego wspólnego Czekoladowego Weekendu. Długo zastanawiałam się, co w tym roku z tym fantem począć, nie wiem bowiem zupełnie gdzie i w jakiej formie będę w połowie lutego… I szczerze mówiąc obawiałam się, że będę zmuszona nasze czekoladowe szaleństwo odwołać.

Na szczęście z pomocą przyszła mi Atina i to właśnie dzięki niej i w tym roku będzie na naszych blogach czekoladowo! Po wszystkie szczegóły oraz po kod do banera odsyłam Was więc do tegorocznej organizatorki, której raz jeszcze dziękuję za zaoferowaną pomoc i propozycję! I której przekazuję czekoladową pałeczkę :)

Nie wiem niestety, czy uda mi się tym razem cokolwiek przygotować przygotować (obawiam się, że nie…),, ale będę bacznie obserwować Wasze czekoladowe poczynania! I już teraz życze wszystkim udanej i smakowitej zabawy :)
Dodam jeszcze tylko, że w ramach tegorocznego Czekoladowego Weekendu będę miała dla Was małą (konkursowo-książkową) niespodziankę, ale o tym napiszę w odpowiednim czasie ;)
*

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zapraszam po szczegóły na blog Atiny, której raz jeszcze dziękuję za opiekę nad tegorocznym Czekoladowym Weekendem!

2010 w kulinarnej pigułce ;)

środa, 5 Styczeń 2011

Mam nadzieję, że miło i smakowicie spędziliście ten świąteczno-noworoczny czas! :)
Raz jeszcze dziękuję Wam wszystkim serdecznie za życzenia, pamięć i wirtualne wsparcie, za wszystkie komentarze, maile, kartki i przemiłe niespodzianki. I raz jeszcze korzystam z okazji by życzyć Wam wspaniałego, szczęśliwego Nowego Roku!

Nie wiem jak Wy, ja jednak już jakiś czas temu zaniechałam robienia noworocznych postanowień (po cóż się potem niepotrzebnie stresować, że znów się nie udało? ;) ). Poza tym jeśli chcę coś zmienić, staram się robić to od razu, bez względu na datę i porę roku ;)
Nie robię bilansu ‘zysków’ i ‘strat’ (choć może powinnam? ;) ), za to wciąż powtarzam sobie, że przecież najważniejsze to ‘carpe diem’, zawsze i wszędzie. Choć czasami łatwiej to powiedzieć, wiem…
(przy okazji polecam Wam ciekawy wpis Karoliny na podobny temat ;) )

Mimo iż sama nie robię właciwie żadnych podsumowań, to co roku z przyjemnością wypatruję ich na moich ulubionych blogach kulinarnych; spojrzcie sami na te przepiękne zdjęcia u Tartelette, Cannelle & Vanille, La Tartine Gourmande (czy naszej rodzimej Małgosi z Pieprzu czy Wanilii :) ). To prawdziwa uczta dla oka! Miło czyta się o ich sukcesach i o pasji, która je łączy (z niecierpliwością czekam na ksiązkę Béatrice z La Tartine Gourmande!).

Dziś nareszcie udało mi się na nieco dłużej zasiąść przed komputerem by spojrzeć na ten mój blogowy, 2010 rok. Mam wrażenie, że minął on niesamowicie szybko… Choć czasami wydaje mi się, że każdy rok, ba – każdy dzień! – jest krótszy od poprzedniego ;) Z przyjemnością wracam do niektórych wpisów, potraw i zdjęć. Czasami samo spojrzenie na któreś z nich przywołuje bardzo sympatyczne wspomnienia :)

A oto mój miniony rok w kulinarnej pigułce :

*

beawkuchni2010-1

*

Jak często powtarzam – choć kulinarnie lubię każdą porę roku, to oczywiście zawsze niecierpliwie wyczekuję przede wszystkim wiosny i lata; wszelakie nowalijki, pierwsze owoce i warzywa, to prawdziwa uczta i dla podniebienia, i dla oka.

*

beawkuchni2010-2

*

W tym roku na blogu zagościło sporo konfitur i przetworów, były kolejne zupy, były i wypieki dla uczulonych na jajka i ‘krowiznę’ (alergia ma się aktualnie lepiej, choć nadal mnie nie opuszcza ;) ).

*

beawkuchni2010-3-2

*
Szparagi, świeży bób, wszelakie sałatki czy faszerowane kwiaty cukinii, to potrawy jakie najchętniej jadłabym bez końca! Choć oczywiście tylko z sezonowych i lokalnych produktów :)

*

beawkuchni2010-41

*
A później – pierwsze jesienne owoce i warzywa. I oczywiście dynie! Wszak dyni u mnie zabraknąć nie może (nadal mam jeszcze kilka sztuk czekających na zużycie ;) ). A skoro już o dyni mowa, to największym powodzeniem cieszy się ciasto dyniowo-pomarańczowe, które robi międzynarodową karierę ;))

*

beawkuchni2010-5-1

*

I zima – czas pierników i wszelakich korzennych wypieków, aromatycznej herbaty, gorącej czekolady i wszystkiego, co miło nas rozgrzewa (na przykład imbir - nie tylko kandyzowany, ale również w postaci aromatycznego syropu).

*

beawkuchni2010-6
*

Patrząc na tę mozaikę stwierdzam, iż kulinarnie był to jednak dosyć udany rok :) Wprawdzie tylko kulinarnie, ale to już coś! ;)
Jak wspominałam w komentarzach pod poprzednim postem, przez najbliższy czas (kilka, może kilkanaście tygodni), blog będzie na nieco zwolnionych obrotach. Postaram się od czasu do czasu coś opublikować (jak dobrze mieć kilka zapomnianych zdjęć w komputerze ;) ), nie obiecuję jednak wielu nowych przepisów. Niestety nadal zmuszona jestem unikać wszelakich czynności 'ruchowych', kręgosłup bowiem w brzydki sposób odmówił posłuszeństwa (i z zaciśniętymi kciukami czekam na ostateczną decyzję, czy obędzie się bez operacji czy jednak nie…).
Oczywiście nadal będę odpowiadać na Wasze maile i komentarze, tylko kucharzyć będę mniej ;)

*

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników bloga i wirtualnie już dziś dzielę się z Wami tradycyjnym ciastem Trzech Króli (zeszłoroczny wpis i przepis tutaj – klik).
*

briochedesrois1

*

Świątecznie i Noworocznie

czwartek, 23 Grudzień 2010

wesolychswiatnr2010
*

Kochani!

Życzę Wam radosnych, pogodnych i smakowitych Świąt, pełnych rodzinnego ciepła i uśmiechu. A jako że przed komputerem będzie mnie do końca roku nieco mniej* to już teraz życzę wszystkim czytelnikom bloga (i tym, których już znam, i tym, którzy jeszcze pozostają anonimowi ;) ) wspaniałego, szczęśliwego Nowego Roku! Wielu niezapomnianych wrażeń, niespodzianek oraz bezinteresownej ludzkiej życzliwości. Przede wszystkim jednak (i Wam, i mnie samej… ;) ) zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia! :)

*
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!

*
*
*

*niestety od tygodnia spędzam 90% czasu w pozycji poziomej (tak dla odmiany ;) ) i tak będzie jeszcze chyba przez kilka tygodni… ani gotowanie, ani robienie zdjęć nie jest niestety w tej sytuacji wskazane; nie będę jednak Was zamęczać szczegółami, wszak ma to być nadal blog kulinarny ;)

*
*
*

Wyjątkowo dziwny maj ;)

czwartek, 20 Maj 2010

Powoli kończy się najpiękniejszy miesiąc roku, choć tym razem za bardzo nas on nie rozpieszcza niestety. Pozostaje nam trzymać kciuki, by kolejne dni i tygodnie przerwały tę deszczową, ponurą passę. Z przerażeniem śledzę wiadomości z Polski…

Dziś jednak chciałabym cofnąć się o rok. Zeszłoroczny maj bowiem – mimo sprzyjającej aury - był dla mnie dosyć specyficzny.
Najpierw spotkało mnie coś miłego – w połowie maja bowiem okazało się, że po raz pierwszy ukażą się w prasie (a konkretnie w czerwcowym numerze ‘Twojego Stylu’) moje przepisy, co było sporym powodem do radości ;) Kilka dni później, 18 maja, napisałam Wam o pyyysznym, delikatnym cieście z rabarbarem, a w następnym poście miał się pojawić pewien truskawkowo-rabarbarowy deser. Niestety nigdy nie zagościł on na blogu, gdyż – jak może jeszcze pamiętacie ;) - dzień później blog został zablokowany z powodów ‘wirusowych’ :/ Przyznaję, że przeżyłam wtedy chwile grozy… Dostałam od Was mnóstwo przemiłych maili, wielu spośród Was zaoferowało mi pomoc (otrzymałam między innymi niesamowicie sympatycznego maila od pewnej Marty, której raz jeszcze dziękuję za chęć pomocy i propozycję; nie wiem niestety, czy jeszcze tutaj zagląda i czy przeczyta te słowa…).
Kilka bloggerek napisało wtedy również na łamach swoich blogów o moim ‘problemie’, za co raz jeszcze serdecznie im dziękuję! A wszystkim Wam dziękuję za komentarze i słowa otuchy zamieszczone na ówczesnym ‘blogu zastępczym’, za Waszą troskę i pamięć :*

Jako że nieszczęścia chodzą ponoć parami – kilka dni później stałam się posiadaczką takiego oto eleganckiego rekwizytu ;)
*

bequilles*

Do ‘zwykłego’ złamania palca u stopy, którego zrastanie miało trwać kilka tygodni, przyplątał się dodatkowo zespół algo(neuro)dystroficzny :/ Aż do kwietnia tego roku (czyli przez prawie rok) chodziłam o kulach. Teraz wprawdzie obywam się już bez nich, nadal jednak nie odzyskałam pełnej sprawności w stopie i być może 20% tej sprawności nigdy już nie odzyskam :/ To schorzenie jest bardzo specyficzne, przede wszystkim dlatego, że żadne leczenie (czy to konwencjonalne czy alternatywne) nie daje gwarancji całkowitego wyleczenia. Pozostaje więc nadal czekać i mieć nadzieję, że aktualne zabiegi i ‘specyfiki’ jednak kiedyś pomogą…

Wracając jednak do blogowych wydarzeń sprzed roku, dzięki pewnej Dobrej Duszy (której raz jeszcze dziękuję za pomoc!) bloga udało mi się wtedy odzyskać i jak najszybciej przenieść ‘na swoje’ ;) dzięki czemu pod koniec czerwca powitałam Was po raz pierwszy już tutaj, na nowych włościach ;)) Miło mi bardzo, że nadal tu zaglądacie i że nie zapominacie o mnie :) Przyznaję, że od kiedy wróciłam do pracy, wolnego czasu mam jak na lekarstwo, sporo mam znów bowiem ćwiczeń, testów i wypracowań do sprawdzania oraz zajęć do przygotowania; poza tym stopa po powrocie do domu bardziej domaga się wypoczynku na kanapie niż siedzenia przy biurku, przed ekranem komputera. Chyba więc pora pomyśleć jednak o laptopie ;)

*

*   *   *

Po tym przydługim ‘wstępie’ - pora na przepis. Postanowiłam zamieścić dziś tamten rabarbarowo-truskawkowy deser, który rok temu nie doczekał się publikacji. Wszak lepiej późno niż wcale ;)
Przepis pochodzi z zeszłorocznego, czerwcowego numeru mojego ulubionego czasopisma ‘Saveurs’, o którym często wspominam Wam, aż do znudzenia ;) Odrobinę go zmodyfikowałam (dodałam też otartą skórkę z cytryny oraz amaretto), najważniejszy jednak okazał się dobór odpowiednich foremek. Jako, że deser ten ma konsystencję bardziej ‘clafoutis’ niż ciasta, pieczenie go w wysokich kokilkach nie wychodzi mu na dobre niestety (masa przy dnie robi się dosyć ‘zbita’ i mnie osobiście zupełnie wtedy nie smakuje). Jeśli jednak zapieczemy owoce w niskim naczyniu, całość pozostanie przyjemnie miękka i delikatna :)

PS. Jako że nie potrafiłam zdecydować, które zdjęcie wolę – wklejam obydwa; ciekawa jestem, które Wy byście wybrali… ;)

*

fraiserhubarbeamandes

Rabarbar i truskawki pod migdałową ‘pierzynką’

na 2 indywidualne foremki o średnicy 14 cm

125 g rabarbaru
125 g truskawek
1 jajko
50 ml słodkiej śmietany
45 g cukru pudru (u mnie : zmielony cukier trzcinowy)
35 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżka amaretto
otarta skórka z 1/2 cytryny
+ płatki migdałowe do posypania

Piekarnik rozgrzać do 180°C.
Owoce umyć, osuszyć, pokroić i rozłożyć do natłuszczonych foremek.
Jajko rozmieszać ze śmietaną i cukrem, dodać amaretto, otartą skórkę z cytryny, migdały i dobrze wszystko wymieszać. Masą zalać owoce, posypać płatkami migdałowymi i piec ok. 25 minut.

*

fraiserhubarbeamandes2
*

Aktualnie niestety deseru w tej wersji jeść nie mogę (jajka + śmietana…), jednak wymyśliłam już sobie wersję ‘zastępczą’, która jest całkiem zadowalająca. :) Ale o tym już w następnym odcinku ;)
*

Pozdrawiam wszystkich serdecznie (i stałych bywalców, i ‘anonimowych’ czytelników ;) ) i raz jeszcze dziękuję za to, że jesteście :)

*